Blog > Komentarze do wpisu

...

     Wieeele lat temu trafił w moje ręce numer "Focus'a". W środku dodawali jakieś materiały ekstra, wtedy był to skrót opisu tragicznego maja 1996 pod Mount Everest, kiedy w ciągu dwóch dni zginęło tam ośmioro ludzi. Artykuł zrobił na mnie tak piorunujące wrażenie, że nie mogłam spać, w pamięci miałam całe akapity tego tekstu... Moja sis na moją prośbę kupiła mi książkę na podstawie której został napisany- "Wszystko za Everest" Jona Krakauera. Od tamtej pory, a to już na pewno ponad 10 lat, interesuję się i przeżywam każdą wyprawę w Wielkie Góry. Ale śmieję się sama z siebie, że właśnie przez to jak zaczęło się moje pasjonowanie się alpinizmem, w życiu, za miliony dolarów, nie poszłabym tam. Powiedzmy że jestem pełnym uwielbienia i szacunku kibicem i to chyba jest najlepsze określenie.

    Kilka lat temu płakałam nad losem Piotra Morawskiego, który wpadł w szczelinę podczas aklimatyzacji. Wtedy można było przypomnieć sobie że tam, w Himalajach czy Karakorum, nie ma miejsc bezpiecznych. Wciąż darzę wielkim szacunkiem jego żonę, Olgę, która robi wiele dla wdów i wdowców, sama będąc w takiej sytuacji. Odważna jak jej mąż, niesamowita kobieta z chropowatym głosem i wielką siłą woli.

     Dwa lata temu w Alpach zginął mój znajomy z liceum, jego ojciec i kolega. Byliśmy w szoku, jak to, taki uśmiechnięty chłopak, cała rodzina chodziła po górach (jego brat wrócił z tamtej wyprawy)? Pierwszy raz Góry zabrały kogoś kogo znałam osobiście. Straszna tragedia, mam nadzieję że już więcej "nie będę miała okazji" czegoś takiego przeżywać.

     Gdy wyruszała zimowa wyprawa na Broad Peak i czytaliśmy sobie o tym z Mężem, popatrzyłam na niego i mówiłam- byle wrócili. Patrząc teraz na komentarze na fb czy na stronie Polskiego Himalaizmu Zimowego, nie byłam jedyna która powtarzała ten tekst jak mantrę. Wyglądaliśmy za informacjami cierpliwie i cieszyliśmy się że udaje się im próbować kolejny raz.
We wtorek, gdy cała wspinająca się czwórka osiągnęła, po raz pierwszy w sezonie zimowym, szczyt, bardzo się cieszyliśmy. Nawet wypiliśmy sobie piwo z tej okazji.
     W środę pojawiły się bardzo niepokojące wieści. Skontaktowałam się z koleżanką, która jak się okazało, osobiście znała i lubiła się z jednym z tych, którzy zostali. W nocy powiedziałam Mężowi, że jakkolwiek by nie było, jako laik, ale obczytany, obawiam się że ta dwójka już nie wróci. Żachnął się, ciekawa sprawa, ja częściej jestem optymistką...
     Dzisiaj i wczoraj po przeczytaniu kolejnych meldunków z Wielkich Gór pochlipuję sobie.
To nie tak, że nie rozumiem. Wciąż i wciąż to góry panują nad człowiekiem, nie odwrotnie. Nie ma znaczenia doświadczenie, wiek, sprzęt. Okropnie to brzmi, ale na takich wysokościach takie rzeczy się zdarzają. Nie uważam że ktokolwiek zrobił jakikolwiek błąd, a na pewno już nie ci, którzy obsługiwali i kierowali wyprawą.
     Płaczę nad dwoma niesamowitymi istnieniami, nad ich zrozpaczonymi bliskimi, nad dramatem przy którym będą przechodzić kolejni wspinacze na Broad Peak. Płaczę nad niespełnionymi marzeniami i planami, jakie tak niesamowici ludzie mieli (i, co ważne- miałyby szansę się spełnić, czego nie można powiedzieć o marzeniach i ambicjach pewnie 95% społeczeństwa).

    Wierzę, że są takie momenty w życiu człowieka, kiedy mniej lub bardziej poważnie mówi on do siebie "nooo, teraz mogę umierać". Mam nadzieję że tam, na szczycie, taka chwila szczęścia była ich udziałem.

    Strzeżcie tą Górę chłopaki...

 

PS. Czytam od czasu do czasu komentarze pod artykułami (na gazeta.pl). I jestem w szoku- wśród tej loży szyderców właśnie teraz, pod tymi doniesieniami o zaginięciu, poszukiwaniach i ogłoszeniu śmierci tej dwójki, ludzie pisali o podziwie i szacunku dla ludzi, którzy są ponad, wychodzą naprzeciw marzeniom i... oddają hołd. Dołączam się do nich.

 

Tąpnęło mną, no. Rzadko kiedy piszę o takich sytuacjach na blogu, ale tym razem to odczucie wciąż trwa i nie widzę innej możliwości, jak "wypisać" to z siebie. Przepraszam z taką "inność" tutaj...

piątek, 08 marca 2013, cinnamon.tea

Polecane wpisy

Komentarze
2013/03/08 22:26:01
Lasub, napisz proszę ten komentarz od nowa, bez pisania imion. Dość już. I kopiowania fragmentów też!

Co do związków offowych ludzi- im dłużej o tym myślę tym bardziej wiem, że miłości się nie wybiera, nie można ot tak po prostu, pomiędzy jedną a drugą wyprawą, wyłączyć emocji, uczuć.
-
Gość: Meg, *.17-3.cable.virginmedia.com
2013/03/09 22:40:01
Jaki ten swiat maly. Tez znalam tego chlopaka o ktorym piszesz, ze chodziliscie razem do liceum. Poza gorami mial jeszcze druga pasje, rowery... Pamietam jak by to wczoraj bylo jak czekalam na jakies pozytywne wiadomosci, a potem okazalo sie, ze tylko bratu sie udalo... nadal nie moge sie z tym pogodzic...
-
Gość: http: lasubmersionifinanse.blogspot.com, *.ssp.dialog.net.pl
2013/03/15 11:37:57
O jakim kopiowaniu fragmentów piszesz??
Nie będę wchodzić w szczegóły i się dopytywać jeszcze bardziej bo to już zakrwawa na jakąś Twoją obsesją na punkcie Twojej osoby:-/.

wybacz, ale naprawdę musiałabym być niespełna rozumu, żeby kopiować i gdziekolwiek umieszczać (zakładając nawet, że do Wordu) Twoje posty.
Niby w jakim celu? Po co?

Może i masz jakąś internetową fankę/fanki/fanów, ale muszę Cię poważnie rozczarować:nie jestem nią.
Czasem lubię wejśc na Twojego bloga, ale kopiowac to ja mogę sobie co najwyżej tekst francuskiej piosenki do przetłumaczenia, a nie wpisy o czym śni Córka...
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga