Blog > Komentarze do wpisu

Urlop bez wyjazdów :)

Tak się złożyło, że Cinnamonowy nie może tak całkiem na luzie wybrać sobie dni wolnych. Wziął więc kilka przyjemnych dni w czasie, kiedy nałożyły się inne wydatki i... odpuściliśmy sobie wyjazdy, hotele itp. Dzięki Bogu, nasi rodzice mieszkają w miejscach, z których można wystartować w bardzo ciekawe zakątki Dolnego Śląska. 

Syneczek włącza tryb "poza domem" i jest jeszcze fajniejszy i bezproblemowy. Problem niestety pojawił się z innej strony- od dwóch dni ma katar, dzisiaj nad ranem pojawiła się podwyższona temperatura. Ciężki był dzisiejszy poranek... ale widać, że jest już lepiej, że już mu mija. 

No więc :) W poprzednią sobotę byliśmy na ślubie i weselu córki mojej kuzynki. Oj, brakowało mi poskakania, a zabawa była przednia- grał zespół z naszego wesela :) Była cała moja rodzina, wszyscy zachwyceni malutkim, dzieci się wytańczyły do późna. Super było, po prostu!

Następny dzień to, wiadomo, poprawiny. Na spokojnie, ale siostrzyczka tańcowała z bratem

Poniedziałek spędziliśmy w rodzinnym mieście Męża, trochę czasu spędziliśmy z Teściami, odwiedziliśmy znajomych którym niedawno urodził się synek, byliśmy też niedaleko w świetnie urządzonym wielkim placu zabaw i siłowni pod chmurką. Synek eksplorował :) 

Kolejny dzień to wyprawa do Kłodzka: najpierw Minieuroland, park miniatur, potem zwiedzanie miasta. Było gorąco, kolorowo i bardzo się nam podobało. 

oczywiście, w takich miejscach (porządnie przygotowanych) można naprawdę zachwycić się precyzją wykonania miniatur. Tutaj detale z Zwingera w Dreźnie: 

We wtorek zjedliśmy jeszcze pycha pizzę z Teściami i pojechaliśmy na chwilę do siebie, do domu. Środa rozpoczęła się leniwym śniadaniem i decyzją, że jedziemy do mojego rodzinnego miasta i wybierzemy się w góry. Najpierw jednak odwiedziliśmy miejsce, które jest bardzo polecane i które obiecaliśmy sobie i Córeczce: Hydropolis. O tak, super miejsce, mnóstwo informacji, można spędzić tam cały dzień. My spędziliśmy mniej, ale na końcu dużo było radochy z kurtyną wodną przy wejściu :) 

Czwartek: wielki dzień. Nie pamiętam, żebyśmy wybierali się na takie porządnie chodzenie po górach. 4 lata temu weszliśmy na Ślężę, poza tym ja zmierzyłam się ze znajomymi z wejściem na Śnieżkę, ale ostatecznie wylądowaliśmy w Domu Śląskim (było za późno niestety na atak szczytowy). Teraz trochę analizy i decyzja: na początek Samotnia. Załadowaliśmy bąka do nosidła (nosił Mąż, w obie strony, śmiałam się potem, że tak mi pustawo było bez naszych ośmiu kilo na plecach :P), zobaczyliśmy Kościółek Wang i ruszyliśmy w górę. Synek usnął zaraz po wejściu na teren Parku Narodowego i spał do samej Samotni :) Za to Córeczka pół na pół: pół jęków, pół bez :P Tempo jednak mieliśmy niezłe, cel osiągnęliśmy, ciepłą zupkę w schronisku zjedliśmy i ruszyliśmy w dół. Co ciekawe, może i męczące jest wejście, ale jednak fajniej się wchodzi, niż schodzi ;P Cieszę się, że wybraliśmy się w czwartek, bo piątkowa pogoda była naprawdę fatalna... Już się napaliliśmy na kolejną wyprawę ;)

Piątek poukładał się idealnie pod pogodę- padało niemal cały dzień, a my odwiedzaliśmy znajomych: rodzinkę, której urodził się niedawno synek (dzień młodszy od tego, którego odwiedzaliśmy w poniedziałek), moje dwie przyjaciółki. W międzyczasie ja kleiłam knedle ze śliwkami, a Mąż i Córeczka kontynuowali rodzinną tradycję i wybrali się tylko we dwoje do kina. Cały dzień wypełniony!

Wczoraj spełniliśmy życzenie Córeczki i pojechaliśmy do Western City pod Karpaczem. Tu co prawda dużo radości przyniosły świetne rzuty młodej (i strzały z łuku!), ale tak po prawdzie... nic się tam nie zmieniło przynajmniej z 10 lat. A kasa leci, tłumy ludzi... miło by było zadbać o pewne uatrakcyjnienie lub przynajmniej ułatwienie dla turystów (były duże kolejki do atrakcji za które zapłaciliśmy i Córeczka np. nie przejechała się na koniu, na co bardzo liczyła). 

Jak widać, było intensywnie, mimo tego, że nie pojechaliśmy nigdzie specjalnie daleko. Synek jest takim człowieczkiem, że nie sprawia wiele kłopotów (bywa, że mu coś nie pasuje, albo jest bardzo marudny, ale to naprawdę nie jest wielkim problemem), więc korzystamy ile możemy, zwiedzamy ile się da. Wróciliśmy do domu, Mąż jutro wraca do swoich zawodowych zadań, ja się kuruję z malutkim (niestety, też jestem przeziębiona), Córeczka kończy wypakowywanie po przeprowadzce. Aż ciężko uwierzyć, że wracamy do normalności...

PS. A wyjazd planujemy jesienią ;P

niedziela, 07 sierpnia 2016, cinnamon.tea

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Ania, *.dynamic.chello.pl
2016/08/08 11:42:38
super! :) zastanawiam się tylko, czy Twoja córka jest już taka wysoka, jak na swój wiek - jesteście chyba równe wzrostem? :) zdrówka życzę!
-
2016/08/08 18:18:38
Różni nas tylko ok 7 cm :)
-
Gość: Kasia, *.toya.net.pl
2016/08/10 17:16:11
A ja mam pytanie z innej beczki: co polecałabyś do zwiedzenia/obejrzenia we Wrocławiu (weekend, 2 osoby dorosle)?
I jeszcze jedno pytanko: czy mogłabyś polecić jakieś miejsce na nocleg(hostel)?
-
2016/08/12 15:03:44
ZOO, Hydropolis, Hala Stulecia, fontanny na Pergoli i muzeum sztuki nowoczesnej w pawilonie czterech kopuł, muzeum Pana Tadeusza i punkt widokowy na Sky Tower. o noclegach nic nie wiem...
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga