RSS
poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rok i 5,5 miesiąca i 14 zębów! W tym wieku Córka miała ich... 4 :P 

 

Synek ma obecnie ksywkę "Tajfuniątko": nie dość że porusza się bardzo szybko i bardzo często, to jeszcze rozwala i wywala wszystko co jest na jego drodze. Żebyście widzieli, jak obecnie wygląda nasz salon... Jest naszą iskierką i ogromną radością. 

Córkę za to czeka wielki sprawdzian: za trzy tygodnie wyjeżdża na Zieloną Szkołę. Trzy z jej klasy z dwiema pełnymi klasami szóstymi O_o Mam nadzieję, że przeżyje- jeszcze nigdy nie była tak długo bez kogokolwiek z rodziny... 

 

A ja... ja kompletnie nie wiem co dalej. Więc na razie cieszę się z nich... i tyle 

13:15, cinnamon.tea
Link Komentarze (9) »
wtorek, 18 kwietnia 2017

Nie ma to jak wrócić, wysmarować post, i następnie wciskając "publikuj wpis" przekonać się, że coś się zawiesiło i post zniknął... :((

19:19, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 marca 2017

Mogę rozmawiać o tym, co się nam przydarzyło. Dzięki temu mogę dzielić się swoim doświadczeniem, ale i uświadamiać innych. Przeraża mnie to, ilu kobietom przydarza się poronienie. I zadziwia to, że tak mało wie, jakie ma prawa czy możliwości. 

Mało kto wie
że można uzyskać skrócony urlop macierzyński po poronieniu (8 tygodni)
że można wykonać badania genetyczne nawet w przypadku pustego jaja płodowego (bzdurą jest to, że tam nigdy nie było żadnego dziecka... po prostu przestało się rozwijać bardzo szybko. Ale jego DNA jest w pęcherzyku ciążowym i żółtkowym, można je wyodrębnić, poznać płeć- dzięki temu uzyskać prawo do urlopu, rejestracji i zasiłku pogrzebowego), można też zebrać materiał podczas poronienia w domu 
że można dzieciątko pochować, choćby było baaardzo malusieńkie
że można uzyskać zasiłek pogrzebowy po pochowaniu maleństwa

Równie dobrze można wyjść ze szpitala z kilkoma dniami L4 i zostawić to wszystko za sobą. Dzieci po poronieniach w takiej sytuacji są odbierane raz na jakiś czas ze szpitala i chowane we wspólnej mogile. Całość jest organizowana przez fundację która się tym zajmuje.

Obie drogi mogą być te najlepsze dla danej mamy, rodziców. Obie mogą powodować pewne... smutki. 

Ja wspominałam, że zdecydowaliśmy się na badania. Zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili, na pół godziny przed wprowadzeniem mnie w narkozę do zabiegu. To nie była łatwa ani tania decyzja. Ale po czasie tym spokojniejsi jesteśmy, że te badania zrobiliśmy. Najtrudniej było na początku- że dowiedzieliśmy się, że to był chłopczyk, nasz drugi synek, i gdy musieliśmy wybrać mu imię, na szybko, w smutku. Dobre jest to, że mogliśmy poczekać z pochówkiem. Gdyby każdy po śmierci swojego bliskiego mógł się ogarnąć,uspokoić, zebrać dokumenty i zgłosić się do zakładu pogrzebowego po ponad miesiącu...

Jak widać, to wszystko jest procesem. Trwa. Musi. Bo czas musi przejść żeby zacząć się leczyć. I tak się trzymamy- czy to wiara, czy miłość, czy rozsądek, przechodzimy przez to wszystko chyba całkiem nieźle. Ale to musi potrwać jeszcze.

Patrzę na Syneczka, naszego kochanego urwiska, pogodnego, wszędobylskiego Synka, i my 


22:21, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 lutego 2017

Córeczka tydzień temu skończyła 11 lat!!! Ona jest szczęśliwa, że jest nastolatką, my zbieramy siły :) W szkole radzi sobie nieźle, choć ma potknięcia. Mimo miliarda zadań codziennie ogarnia matematykę bez większych problemów, wciąż gra na gitarze, na zajęciach teatralnych, w piłkę ręczną, uczęszcza za zajęcia z ceramiki... Jest bardzo samodzielna, trochę tak jak za czasów jej rodziców- jeździ samodzielnie autobusem i w ogóle... Jestem z niej dumna.

A Synek zaraz skończy 15 miesięcy. W tym samym wieku Córeczka miała dwa ząbki, on ma dwanaście. Łobuzuje i szaleje, śmieje się w głos, nie można się przy nim nudzić, daje wiele radości. Każdy jego postęp przeżywamy wszyscy i cieszymy się z tego. Ostatnio tatuś przejmuje pewne czynności przy synku, bo karmię już tylko w nocy; Mąż jest zachwycony i czasami wręcz prosi, że on go uśpi/ da butlę/ wykąpie/ zostanie z nim jak ja mam gdzieś iść. 

Dzieciaki motywują do uśmiechu, tak było i będzie

2660718

2660713

2660703

 

Pożegnaliśmy nasze maleństwo 3 tygodnie temu. Musiałam zostać na noc w szpitalu, ale fizycznie nie było tak źle. Psychicznie bywa różnie, ale wydaje mi się, że radzimy sobie. Zdecydowaliśmy się na badania, więc wiemy, że cokolwiek byśmy nie zrobili, maluszek był tak chory, że nie zatrzymalibyśmy go przy sobie. Im więcej jednak wiemy o tym dziecku, tym bardziej ono jest (nie)obecne i nam go brakuje. 
Pewnie ktoś się zapyta- tak, chcielibyśmy niedługo spróbować jeszcze raz. 

10:45, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 stycznia 2017

Czy szyję czy krzątam się po domu to słucham Szustaka. I to miód na moje serce. 

Kiedyś youtube służył mi do uczenia się pielęgnacji ciała, makijażu, informacji ciążowych czy znajdowania ciekawych, wartych kupienia, rzeczy. Teraz czasami ubogaca mnie duchowo :) 

19:17, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 stycznia 2017

Przepraszam. 

Tyle się działo... Poległam na szykowaniu tutaj mnóstwa zdjęć na roczek Synka... potem było COŚ wielkiego, wspaniałego, coś co nam ułożyło najbliższy czas i bardzo nas uszczęśliwiło. 
A potem się skończyło.

 

Początek grudnia to była wspaniała wiadomość: jesteśmy w ciąży! Staraliśmy się krótko, więc tym bardziej się cieszyliśmy, nawet w lekkim szoku byliśmy, że się udało.
To były bardzo szczęśliwe trzy tygodnie...
A potem zaniepokojenie lekarzy: jednego, drugiego... Kontrola, jedna, druga... I tak jeszcze ich nie koniec, ale mimo, że fizycznie wciąż jestem w ciąży (straszliwie absurdalna i dobijająca sytuacja) to raczej skończy się zabiegiem.

Tak więc przeżywamy stratę. Są dni lepsze i gorsze, smutniejsze i te, kiedy daję radę. Nie do końca chyba umiem przekazać na piśmie, co i jak czuję... Momentami tylko mam wrażenie, że uznawałam siebie za silniejszą osobę. Z drugiej stron: to dziecko już zaistniało w naszych głowach, sercach, w naszej rodzinie i nie można do tego przejść do porządku dziennego od razu. I wiem, że żadne dziecko, posiadane lub przyszłe, nie zastąpi TEGO. Mamy dwójkę, być może będziemy mieli więcej. Ale TO nie zostanie zastąpione.

 

Przepraszam za takie smęcenie, ale niekiedy problemy i trudne przeżycia przechodzą na pierwszy plan...

 

PS. I Córeczka, i Synek mają się naprawdę świetnie. Synek jest łobuziakiem, domaga się uwagi, ale też i umie bawić się sam. Fajnie nam z nim. Córeczka za to bryluje w szkole i jesteśmy z niej po prostu dumni :)  

wtorek, 11 października 2016

Dzisiaj Synek kończy 11 miesięcy!!! Jest już taki duży, taki fajny :) 

Syneczek ma 5 ząbków, już wyraźnie widać mu włoski (są długie, ale jeszcze nieliczne, szczególnie z przodu), ma 8,5 kilo, więc nie jest pulpecikiem. Za to jest bardzo aktywny, bardzo sprawnie przemieszcza się albo raczkując, albo stojąc przy meblach. Powoli sprawdza się, czy może stać samodzielnie. Efekt jest różny, nagle od dwóch dni zaliczył pięć wywrotek... No, ale trzeba to przeżyć, utulić, w miarę możliwości uchronić przed guzem i kibicować :) 

 

Tydzień temu wracaliśmy do rzeczywistości po bardzo fajnym nadmorskim wyjeździe. Zatęskniliśmy za jazdą do Gdańska- droga na Koszalin i nadmorskie okolice jest koszmarna. Wcale nie musieliśmy się jakoś przez nasze dzieci zatrzymywać, to chodzi raczej o brak dróg ekspresowych, ew. autostrad. Aaa! Ale jak już dotarliśmy do hotelu (w Unieściu) to już wszystko było fajnie. 150 metrów do morza, 150 metrów do jeziora. Pogoda zmienna, ale umożliwiająca spacery (i moczenie nóg!). Do tego trochę zwiedzania (Koszalin, Kołobrzeg i Sarbinowo) oraz odwiedziny u kuzynostwa. Super :) Nawdychaliśmy się fajnego powietrza, odpoczęliśmy, najedliśmy się porządnie, byliśmy w saunie (jak ja o tym marzyłam!), na basenie... chętnie tam wrócimy :) 

 

 

Muszę się powtórzyć: jestem zbudowana postawą naszej Córeczki. Biega do szkoły, na zajęcia pozalekcyjne, sprawia jej to radość, stara się, naprawdę, jeśli chodzi o to, to aż się ma ochotę nieba jej przybliżyć. Teraz będzie miała trochę luzów: w piątek nie ma lekcji, w poniedziałek mają jednodniową wycieczkę. Za to ona się szczyci wręcz tym, że każdego dnia będzie miała jakieś zajęcia pozalekcyjne: gitara, perkusja, teatr, zajęcia ceramiczno-plastyczne, no i chce wracać do piłki ręcznej. Jest naprawdę super!

Za to ja się zaangażowałam w nowy projekt, który zajmuje mi sporo czasu- ja się nie mogę nudzić! Do tego szyję, tu czapeczkę, tam komin, teraz spodenki... Już mi wyobraźnia pracuje :) 

czwartek, 15 września 2016

Cztery lata temu o tej porze próbowałam usnąć. Miałam katar, wesołych gości w domu, z racji gości zabrakło dla mnie łóżka i spałam na kołdrze rozłożonej na dywanie w salonie ;P a w głowie mnóstwo myśli. 

Cztery lata temu zostaliśmy małżeństwem. To był przecudowny dzień i nigdy, przenigdy bym go nie cofnęła. 

A teraz owoc naszej miłości śpi tuż obok. :) 

Kocham, bardzo, coraz bardziej i wręcz żałuję, że nie można drugi raz przeżyć tego 15 września z 2012 roku... Pocieszamy się świętowaniem rocznicy. Owocowej. Owocnej ;)

 

PS. U nas wszystko dobrze! Córeczka dzielnie i z dużym zapałem biega do szkoły, Synek przemieszcza się już bardzo szybko sam przy meblach. Ja wymyśliłam sobie pewien nowy projekt do realizacji :) Za dwa tygodnie jedziemy do Mielna na miniwakacje jesienią. Wiem, wiem, powinnam napisać porządną notkę, a nie... :P

niedziela, 07 sierpnia 2016

Tak się złożyło, że Cinnamonowy nie może tak całkiem na luzie wybrać sobie dni wolnych. Wziął więc kilka przyjemnych dni w czasie, kiedy nałożyły się inne wydatki i... odpuściliśmy sobie wyjazdy, hotele itp. Dzięki Bogu, nasi rodzice mieszkają w miejscach, z których można wystartować w bardzo ciekawe zakątki Dolnego Śląska. 

Syneczek włącza tryb "poza domem" i jest jeszcze fajniejszy i bezproblemowy. Problem niestety pojawił się z innej strony- od dwóch dni ma katar, dzisiaj nad ranem pojawiła się podwyższona temperatura. Ciężki był dzisiejszy poranek... ale widać, że jest już lepiej, że już mu mija. 

No więc :) W poprzednią sobotę byliśmy na ślubie i weselu córki mojej kuzynki. Oj, brakowało mi poskakania, a zabawa była przednia- grał zespół z naszego wesela :) Była cała moja rodzina, wszyscy zachwyceni malutkim, dzieci się wytańczyły do późna. Super było, po prostu!

Następny dzień to, wiadomo, poprawiny. Na spokojnie, ale siostrzyczka tańcowała z bratem

Poniedziałek spędziliśmy w rodzinnym mieście Męża, trochę czasu spędziliśmy z Teściami, odwiedziliśmy znajomych którym niedawno urodził się synek, byliśmy też niedaleko w świetnie urządzonym wielkim placu zabaw i siłowni pod chmurką. Synek eksplorował :) 

Kolejny dzień to wyprawa do Kłodzka: najpierw Minieuroland, park miniatur, potem zwiedzanie miasta. Było gorąco, kolorowo i bardzo się nam podobało. 

oczywiście, w takich miejscach (porządnie przygotowanych) można naprawdę zachwycić się precyzją wykonania miniatur. Tutaj detale z Zwingera w Dreźnie: 

We wtorek zjedliśmy jeszcze pycha pizzę z Teściami i pojechaliśmy na chwilę do siebie, do domu. Środa rozpoczęła się leniwym śniadaniem i decyzją, że jedziemy do mojego rodzinnego miasta i wybierzemy się w góry. Najpierw jednak odwiedziliśmy miejsce, które jest bardzo polecane i które obiecaliśmy sobie i Córeczce: Hydropolis. O tak, super miejsce, mnóstwo informacji, można spędzić tam cały dzień. My spędziliśmy mniej, ale na końcu dużo było radochy z kurtyną wodną przy wejściu :) 

Czwartek: wielki dzień. Nie pamiętam, żebyśmy wybierali się na takie porządnie chodzenie po górach. 4 lata temu weszliśmy na Ślężę, poza tym ja zmierzyłam się ze znajomymi z wejściem na Śnieżkę, ale ostatecznie wylądowaliśmy w Domu Śląskim (było za późno niestety na atak szczytowy). Teraz trochę analizy i decyzja: na początek Samotnia. Załadowaliśmy bąka do nosidła (nosił Mąż, w obie strony, śmiałam się potem, że tak mi pustawo było bez naszych ośmiu kilo na plecach :P), zobaczyliśmy Kościółek Wang i ruszyliśmy w górę. Synek usnął zaraz po wejściu na teren Parku Narodowego i spał do samej Samotni :) Za to Córeczka pół na pół: pół jęków, pół bez :P Tempo jednak mieliśmy niezłe, cel osiągnęliśmy, ciepłą zupkę w schronisku zjedliśmy i ruszyliśmy w dół. Co ciekawe, może i męczące jest wejście, ale jednak fajniej się wchodzi, niż schodzi ;P Cieszę się, że wybraliśmy się w czwartek, bo piątkowa pogoda była naprawdę fatalna... Już się napaliliśmy na kolejną wyprawę ;)

Piątek poukładał się idealnie pod pogodę- padało niemal cały dzień, a my odwiedzaliśmy znajomych: rodzinkę, której urodził się niedawno synek (dzień młodszy od tego, którego odwiedzaliśmy w poniedziałek), moje dwie przyjaciółki. W międzyczasie ja kleiłam knedle ze śliwkami, a Mąż i Córeczka kontynuowali rodzinną tradycję i wybrali się tylko we dwoje do kina. Cały dzień wypełniony!

Wczoraj spełniliśmy życzenie Córeczki i pojechaliśmy do Western City pod Karpaczem. Tu co prawda dużo radości przyniosły świetne rzuty młodej (i strzały z łuku!), ale tak po prawdzie... nic się tam nie zmieniło przynajmniej z 10 lat. A kasa leci, tłumy ludzi... miło by było zadbać o pewne uatrakcyjnienie lub przynajmniej ułatwienie dla turystów (były duże kolejki do atrakcji za które zapłaciliśmy i Córeczka np. nie przejechała się na koniu, na co bardzo liczyła). 

Jak widać, było intensywnie, mimo tego, że nie pojechaliśmy nigdzie specjalnie daleko. Synek jest takim człowieczkiem, że nie sprawia wiele kłopotów (bywa, że mu coś nie pasuje, albo jest bardzo marudny, ale to naprawdę nie jest wielkim problemem), więc korzystamy ile możemy, zwiedzamy ile się da. Wróciliśmy do domu, Mąż jutro wraca do swoich zawodowych zadań, ja się kuruję z malutkim (niestety, też jestem przeziębiona), Córeczka kończy wypakowywanie po przeprowadzce. Aż ciężko uwierzyć, że wracamy do normalności...

PS. A wyjazd planujemy jesienią ;P

środa, 27 lipca 2016

I zdrowa!

Zapisuję, póki pamiętam, żeby się z Wami podzielić. 
Nie mam większego problemu z gotowaniem. Umiem zrobić większość standardów, u mnie w domu jest spora zmienność na talerzu. Ja lubię eksperymentować, mój Mąż troszkę mniej, ale stara się, smakuje wszystko co robię. A ja staram się dostosować moje entuzjastyczne podejście i jego tradycyjne przyzwyczajenia i łagodniejsze kubki smakowe.
Zawsze mam problem z obiadem w gorące dni. Chłodniki nie powodują u nas dużego entuzjazmu (od czasu do czasu botwinkowy zjemy... choć Córeczka już nie :P), ile można jeść makaron z truskawkami... No i jeszcze jedno: obiad raczej powinien być na słono ;P

W tym roku zakrólowały u nas sałatki z kaszą. A ta jest królową nad królowymi! Mąż zabiera sobie jutro resztę do pracy i już się śmieje, że znowu inni będą się zachwycać i wzdychać, co znowu fajnego mu żona upichciła!

Ale do rzeczy. Długi wstęp bo sama lista składników krótka

200 g kaszy bulgur
1 płat/pierś z kurczaka (ok 25 dag)
pół awokado
pół czerwonej papryki
pół pomarańczy
pestki słonecznika
sezam
olej (u mnie polskie złoto, czyli rzepakowy)
przyprawy: bazylia suszona, curry, ziarna kolendry, papryka słodka, sól i pieprz 

Kaszę ugotować (mój grzeszek: zamiast dosypać soli do wody w garnku dodałam pół kostki rosołowej). Awokado, paprykę i pomarańczę pokroić w kosteczkę. Pestki uprażyć. Kurczaka pokroić w kostkę, posypać przyprawami (ja uzupełniam przyprawy na patelni) i usmażyć. Wszystko razem wymieszać (kurczaka dodać razem z tym tłuszczem z przyprawami) i dodać oleju, jeśli trzeba. Jak komu mało kwaśno, skropić sokiem z cytryny. Jeść, smacznego :) 

Pyyycha! Sałatka jest dobra i na ciepło, i na zimno. Nadaje się z powodzeniem do pudełka na wynos. Wczoraj robiłam jedną porcję, dzisiaj kolejną, wykorzystałam połówki pozostałe po poprzednim dniu (nooo... tylko Synek mi zjadł trochę pomarańczy). Przepis wzięłam z thefoodtime.com

czwartek, 21 lipca 2016

Proszę wybaczyć brak weny i nie skreślać od razu bloga :) 

U nas jest... po prostu dobrze :) Jako że lubimy zmiany (tylko mówimy, że nie lubimy, ale jakoś wciąż do nich dążymy) to zmieniliśmy nieznacznie adres w międzyczasie. Córeczka ma za sobą pół podstawówki (choć znowu jakieś debilne zmiany się szykują i za rok mogę pisać to samo). Syneczek ma dwa ząbki, raczkuje, wstaje na nóżki, potrzebuje asekuracji dlatego jest obecnie bardziej absorbujący niż kiedykolwiek... Ale wciąż cudny i uśmiechnięty :) 

Nosimy się dużo, bardzo to lubimy, Synek usypia chętnie na plecach. Cotygodniowe spotkania chustowe bardzo poprawiają mi humor, rozmawiam z babkami o podobnym podejściu i świrze, jest dobrze :) 

Wbrew pozorom jestem dość... zajęta. To szydełkowanie, to pisanie, coś trzeba załatwić, wpadamy do mojej babci, odwiedzamy rodziców... bywa że kładę się spać o nieprzyzwoitej wręcz porze. I fajnie. Wyciskam z tego macierzyńskiego 100% możliwości. 

Obecnie jestem z dzieciakami w Warszawie, mamy tydzień wakacji. Za tydzień mamy wesele, potem chcemy jechać we czwórkę w okolice Jeziora Lednckiego, Biskupina i Gniezna, żeby połączyć wypoczynek ze zwiedzaniem i poznawaniem najstarszej historii Polski. Córeczka jest dokładnie w takim wieku, w którym ją to kręci, a my też to lubimy :)

Czego by sobie jeszcze życzyć? Hmm, na teraz kilku kilo mniej i kilku tysi na koncie więcej. A na inne rzeczy przyjdzie czas. Pięknie jest!

 

PS. Szybki przepis na szczęśliwe małżeństwo z 45-letnim stażem (jak moi rodzice)? Okazywać sobie czułość i miłość (duuużo!). Poświęcać się dla siebie nawzajem (zawsze i wszędzie, im mniej egoizmu, tym lepiej). Mieć maaasę cierpliwości. Jak są problemy, to stawiać im czoła, a jak trzeba, szukać pomocy. No i- to wynika z tego ostatniego- być blisko Boga. Rodzice zaangażowali się religijnie po prawie 20 latach małżeństwa, ale gdyby nie to, nie wiem, czy jeździlibyśmy na kolejne rocznice. Dlatego też rodzice obecnie są prowadzącymi w takich rekolekcjach dla małżeństw. My już idziemy tą drogą: byliśmy na takich narzeczeńskich, potem małżeńskich, i prowadziliśmy rekolekcje dla narzeczonych. Rodzice są dumni :)

 

PPS. A my przedwczoraj obchodziliśmy piątą rocznicę zaręczyn <3

piątek, 03 czerwca 2016

Córeczka w swoim barłożku (czyt. pokoju) śpiewa przy odrabianiu lekcji (i dostała wymarzoną rolę w teatrzyku klasowym!)

Mąż w salonie guga do synka; starszy z panów wiesza pranie, młodszy z poziomu podłogi wywala mu ciuchy z miski

ja w kuchni kończę gotowanie (z pozdrowieniami dla pani Gessler, pierogi z białą kiełbasą), oglądam serial i uśmiecham się szeroko. 

W ten weekend moi rodzice świętują 45. rocznicę ślubu!

Tak. O to chodziło. 
Najszczęśliwszy okres w życiu mam właśnie, dokładnie teraz. 

18:03, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 maja 2016

...była niedziela. Upalna. 

A wieczorem pojawił się On. 

Dzisiaj jest ukochanym Mężem i tatą. Opoką, motywacją i źródłem siły. 

Jak zawsze... proszę o więcej :) 

Kocham!

rys. Tylkowski

18:28, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 maja 2016

Syneczek miesięczny i sześciomiesięczny :) Body rozm 62 i 74 :D Jedne z jego pierwszych śpioszków przyłożone do ramionek obecnie sięgają kolan. 

Linia włosów malutkiemu bardzo się zmieniła, wcześniej miał identyko jak 10 lat temu Córeczka (wciąż się powtarza opinia, że on jest bardzo do niej podobny). Tylko jak Córeczka wyłysiała z pierwszych ciemnych włosków to wyrosły jej słomkowe, a Synkowi odrasta czuprynka ciemna. 

I włoski na uszkach mu prawie wszystkie wyszły! Synek urodził się z kilkoma ciemnymi dłuższymi włoskami na uszkach, takie elfie włoski :) 

 

Synek rośnie i jest naszą wielką radością, jednak wyzwań dnia codziennego dokłada nam w równym stopniu Córeczka. W poniedziałek jedzie na swoją pierwszą wycieczkę z nocowaniem. Przejęła się na tyle, że stworzyła listę tego, co ma ze sobą zabrać, a z racji tego że jedziemy do teściów na weekend to już teraz piorą się jej ciuchy. Oby tylko zasypianie jakoś wyszło i przez te dwa dni nie zapominała o myciu zębów i czesaniu (i rozczesywaniu! W jej przypadku czasami jedno i drugie razem nie jest takie oczywiste)...

Jakimś cudem mi się udało niedawno przeczytać książkę i dokończyć kolejną, której czytanie rozpoczęłam jeszcze w zeszłym roku. A Mąż ogarnął sobie rower i jeździ sobie nim do pracy. Coś się rusza nie tylko wokół dzieci :) 

 

Muszę się z Wami podzielić zdjęciem, na którym nawet podobam się sama sobie :)

piątek, 13 maja 2016

Wielu rodziców wychodzi teraz z siebie, żeby umieścić swoje pociechy nie w "fabrykach", ale w szkołach, gdzie dzieci nie chodzą na zmiany itp. Jakby to miało jakoś definiować ich rozwój (ja na pytania, czy mi przeszkadza, że Córeczka chodzi np. dwa dni na rano, trzy dni na popołudnie mówiłam, że i tak od rana do popołudnia jestem w pracy a Córa i tak połowę z tego czasu spędza w świetlicy...) czy określać poziom nauczania w takiej szkole. 

Tak więc Córeczka nasza w trzech szkołach do których uczęszcza(ła) miała zmiany. W dwóch długoterminowych- obecnej i tej w Gdańsku- były to zmiany w ciągu tygodnia (dwa dni tak, trzy dni inaczej). Ja osobiście też chodziłam do szkoły zmianowej, ale miałam np. cały semestr na rano, potem cały semestr na popołudnie. Od dłuższego czasu młodej zdecydowanie to pasuje... właściwie to pasuje jej to chodzenie na popołudnie, bo ranek jest wygodny, nieśpieszny i leniwy, a do szkoły idzie "rozkręcona" i pełna energii (pomijając fakt, że gdy ma na rano wychodzi np. o 7.15, w szkole jest przed 7.20 i cieszy się z tego i sama to pilnuje "bo jest pierwsza" ;)). 

Niedawno rozmawiamy o kuzynce Córeczki, M. Chodzi do szkoły w moim Rodzinnym Mieście, do równoległej klasy:

ja: a Ty wiesz, że M. też chodzi do szkoły nr X? (ten sam numer co szkoła Córeczki)

Córeczka: wiem! Tylko ona ma jedną zmianę, cały czas na rano, TO STRASZNE!!!

;)

 

Mało o młodej piszę, ale nasze życie kręci się wokół niej tak samo jak wokół Synka. Konkursy, wyjazdy, wycieczki, prezenty, wyjścia, relacje z koleżankami... codziennie jakaś atrakcja! Za 1,5 tygodnia panna nasza wyjeżdża na dwudniową wycieczkę szkolną, to pierwszy tego typu wyjazd. Mam nadzieję, że wszystko będzie fajnie :) 

23:38, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga