RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012

Siedzimy (albo i leżymy) na wersalce i łaskoczemy Córeczkę. Ta się śmieje ale woła:

- przestańcie łaskotać!

Ja (żartobliwie)- co się mówi jak się czegoś chce? Po.... po...

Córeczka (nie załapała od razu) -połaskoczcie mnie?

 

Po chwili wciąż ją zaczepiamy, na to ona: Poproszę zostawić mnie w spokoju!

Padliśmy ze śmiechu :)

19:37, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 stycznia 2012

    Zapowiada się naprawdę fajny tydzień... Poza szóstymi urodzinami Córeczki (też w środę- w 2006 roku to też był ten dzień tygodnia) mam mieć wynik rekrutacji na studia, będę 2-3 dni w pracowni, 2 dni będę opiekować się S. i dam też pierwsze w tym roku korki, to wygląda na to że los się uśmiechnął i czeka nas jedna bardzo miła sprawa :) No i mam z tatą plan jechać po moją suknię ślubną!

    Byliśmy półtorej doby w moim rodzinnym mieście, spędziliśmy miły czas i z moimi rodzicami i bratem i wieczorem, na spotkaniu z moimi dwiema koleżankami (pozdrawiam dziewczyny!). Aż szkoda że tak krótko! Ja miałam w sobotę jakieś załamanie samopoczucia, przespałam dwie godziny i dopiero mi minęło. Ogólnie czuję się jakoś dziwnie i będę próbować dostać się do lekarza, ale i tak najgorsze minęło. A wracając do sedna- sporo znowu było rozważań o powrocie do rodzinnego miasta. Poza tym że fajnie trzymać kontakt z moimi kochanymi tubylcami ;) szukamy jakiś pomysłów na biznes, na to gdzie i jak można pracować żeby w tym mieście przeżyć. Ale plan "B" na pozostanie we Wro też jest, więc na luziku.

Tak czy inaczej mam wrażenie że sama decyzja o tym że będziemy dążyć do powrotu do rodzinnego miasta (podjęta w okolicach lata w zeszłym roku) wywołała u mnie poczucie ulgi. Niby to nie jest poczucie bezpieczeństwa, jakaś pewność- ale przynajmniej spokój, że mamy już wyznaczony kierunek działania.

     Zastanawiam się co by tu upiec Córeczce na urodziny. Na razie przyjęcia z prawdziwego zdarzenia nie będzie, ale ja baaardzo chętnie skorzystam z okazji i coś upichcę :)Macie jakieś propozycje?

     Czy ja kiedykolwiek pisałam, że pasjonuje mnie (nas z Narzeczonym wspólnie też) Skandynawia? Byłam dawno temu w Danii na wymianie, marzą mi się wakacje na Bornholmie... Ostatnio czytałam w Empiku czasopismo o Skandynawii, nosi tytuł "Zew Północy" i jest naprawdę świetne. Polecam!

zew północy

 

PS. Znalazłam swój bilans sześciolatka: miałam 18 kg i 115 cm wzrostu. Córeczka jest przynajmniej 4 kilo cięższa i 4 cm wyższa- nieźle :)

      

środa, 25 stycznia 2012

    Tylko się obroniłam, wzięłam się za robienie prezentu na zeszłosobotnie wesele E. i P. Udało się, wyszło podobno fajnie :) A i my wybawiliśmy się nieźle, poznaliśmy kilka fajnych osób, dawno mi na weselu tak czas szybko uciekał :)

    Ciekawie jest iść na wesele kiedy my jesteśmy w trakcie przygotowań. Tym bardziej jeśli nasze jest tak wyraźnie inne niż to które właśnie "przeszło"- tu pałac, oddzielne sale, szwedzki stół i talerzówki (obiad podany poporcjowany na talerzach, jak w restauracji), w niedzielę śniadanie (u nas będą "poprawiny" i możliwość spędzenia całego dnia z gośćmi). Kwestia gustu, choć nasz wybór się w tych kwestiach nie zmienił :) Potańczyliśmy sobie trochę, nawet wzięliśmy udział w jednej zabawie. Młoda żona się cieszyła widząc jak w poniedziałek jej znajomi na fb zapraszają innych znajomych do siebie :) 

     Przy okazji kwestii ślubnych- od czwartku mamy nasze obrączki! Są piękne i za skarby bym ich nie zmieniła :) Grawer wybieraliśmy do ostatniej chwili, żeby obrączki były takie jeszcze bardziej "nasze" ale nie jest dla nas najważniejszy- mamy zamiar nosić te złote krążki cały czas.

     Córeczka pojechała na ferie. Aż mi głupio, bo nie mam żadnego egzaminu, nic w tym stylu, a ona pojechała. Dziadkowie prosili, jest jej młodszy kuzynek do kompletu, a ona sama... teraz jest bardzo zadowolona z tego powodu i mówi "teraz mi się nie chce wracać" :) No to jedziemy po nią dopiero w weekend. Może uda się nam pójść jeszcze na łyżwy? Córeczka w przerwie świątecznej już się właściwie nauczyła jeździć!

      Jutro lecę na moje praktyki i chyba od razu załatwię składanie dokumentów na uczelnię. 13 lutego zaczyna się nowy semestr, mam nadzieję że ja też wtedy zacznę- swój pierwszy semestr na studiach magisterskich :) Mam nadzieję że uda się z biotechnologią, że uda się z upatrzoną specjalizacją- wstępnie stwierdziłam że moim pierwszym wyborem będzie biotechnologia molekularna i biokataliza. Ciekawa jestem czy łatwo pójdzie powrót do normalnego trybu studiowania :)

    Teraz jeszcze wspieram koleżanki zajmuję się dzieciakami- 15-miesięczną S., którą zajmowałam się w zeszłym roku dobre 6 miesięcy i 2,5-miesięcznym F. który jest wspaniałym niemowlakiem. Takie maleństwa łagodzą mi obyczaje, to sama przyjemność zajmować się maluchami. Tak sobie marzę trochę naprzód i wiem... bardzo bym chciała jeszcze kiedyś. Mam nadzieję że się uda :)

     Tym razem nie polecę żadnego filmu czy książki, bo zajęta jestem, a jak coś oglądamy to albo mecze ME piłki ręcznej panów albo mecze Australian Open. Trzeba korzystać! ;)

środa, 18 stycznia 2012

pani inżynier :)

 

Nie było łatwo, ale wróciłam do domu z tarczą i czwórką w indeksie :D

Tagi: studia
17:06, cinnamon.tea
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012

        No, półtora dnia zostało. Głowa boli, noce pozarywane, chyba zrobię sobie prezencik i kupię sobie pepsi (kawę rozpuszczalną i mleko zużyłam niemal do cna). Więc napięcie z jednej strony, ale z drugiej na pewno gorzej było wczoraj o tej porze. Jutro wieczorem przyjadą już Narzeczony i Córeczka więc całkiem włączę sobie luz, upiekę muffinki dla komisji, poprzytulam się do moich misiaków i się spróbuję uspokoić :)

        Trafiłam na podobno najlepszą komisję dla biotechnologii. Co śmieszne, razem ze mną będzie się u nich bronić jeszcze z trójka takich spadkowiczów jak ja :) Po obronie planuję skoczyć na medyczną obgadać wynik z moją doktorką, potem pójdę do dziekanatu ustalić pewne sprawy dotyczące rekrutacji na nowe studia (ciekawostka na dzisiaj- nigdzie nie ma przychodni medycyny pracy która ma umowę z urzędem marszałkowskim i za darmo zbada mnie czy się nadaję na studia chemiczne- makabra! Ponoć umowy się skończyły w sobotę. Będę się pytać i dzwonić...) a potem już do domu, na spokojnie, mam nadzieję że z tarczą i radością :)

        Dobrze że sesja jest dwa razy do roku a tak ważne egzaminy jak obrona czy matura tylko kilka razy w życiu. Inaczej byłabym teraz wielką beczką... Przy nauce ja non stop coś podjadam. Często likwiduję głód moim starym dobrym sposobem- makaronem, posypanym tylko i wyłącznie solą, ew. też ziołami. Ale ze świąt i mojej donacji krwi zostało nam trochę słodyczy które systematycznie wyjadam... Dobrze że niedługo koniec, serio, bo już czuję że tyję :P Marzy mi się trochę porządnego ruchu, ale na razie zmuszam się do siedzenia na tyłku.

        Proszę, trzymajcie za mnie kciuki. I za moich kolegów. Byle mieć to za sobą i mieć czym się wreszcie pochwalić "na papierze" :)

PS. Zostało mniej niż 8 miesięcy do ślubu... :*

       

Tagi: studia
19:50, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »
sobota, 14 stycznia 2012

    Wiele lat jako zapalony kibic w ogóle nie uznawałam "sportów motorowych" za sport. No i trafiłam na fana motoryzacji :) Ja go wciągam w swoje klimaty- zdarza się że to Narzeczony pierwszy sprawdza wyniki tenisowe czy obczytuje zasady panujące na jakimś turnieju siatkówki czy piłki ręcznej.

    Mi się też trafiło. Jestem sama w domu. Zamiast oglądać kolejny odcinek "Akt zbrodni" przełączam na Eurosport, żeby tradycyjnie od niemal 2 tygodni obejrzeć podsumowanie dzisiejszego odcinka Dakaru. Jak sobie zdałam z tego sprawę to śmiałam się z siebie w duchu. Kto by pomyślał :D

    To są takie rzeczy które pokazują, jak bardzo wpływamy na siebie nawzajem, kształtujemy się wzajemnie przez wspólne życie. Piękne to jest :) Ja nie czuję żebyśmy cokolwiek tracili przez to, to czyste ubogacanie się. Wymieniamy się wrażeniami z czytanych książek i artykułów, o sporcie już pisałam, kwestie prowadzenia naszego małego miejsca na ziemi i wychowywania Córeczki też są po troszku naszym wspólnym kompromisem albo umową. Cieszę się że umiemy to robić.

    Córeczka powiedziała w tym tygodniu, że chciałaby Narzeczonego nazywać tatą. Stwierdziliśmy że po ślubie niech zacznie, ale podkreślamy jej, że ma prawdziwego tatę. I ona rozumie i wie o co chodzi. Ale to wspaniałe, już teraz, mieć świadomość jak bardzo jest zżyta z Narzeczonym :)

23:48, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 stycznia 2012

Po czym poznasz że jesteś na osiedlu (mieszkaniowym) akademickim?

Po dialogu w sklepiku, w którym jedna pani drugiej pani mówi "test ELISA tu się w ogóle nie nadaje, można zrobić Western Blotting, nie jest doskonały, ale przynajmniej o niebo lepszy niż ELISA..." :)

 

(dla jasności- ELISA i Western Blotting to metody badań i izolowania białek)

 

Niedaleko naszego akademika jest małe osiedle mieszkań wybudowanych z 10 lat temu. Chyba w każdej klatce mieszka jakiś wykładowca- nawet spółdzielnia mieszkaniowa nazywa się "Akademicka". No i jak takie dialogi gdzieś słyszeć, to tylko tam :D Wyszłam z tego sklepu cała uśmiechnięta.

Gardło drapie, krzyż straszliwie boli- chyba łapię stres obronowy. Wczoraj w innej komisji uwalili 3 osoby :/ tyle dobrze że mają drugą szansę w przyszłym tygodniu...

    Córeczka była dzisiaj cudowną śliweczką, bardzo charakterystyczną i bardzo zadowoloną :D

 

Edit: ukochany, najlepszy, najbardziej podziwiany fotograf ma wolny nasz termin. Ale skąd wziąć nadprogramowo 2 patyki? Ach, jakbym chciała... :)

środa, 11 stycznia 2012

    Nauka idzie jak krew z nosa, napięcie przechodzi w zły humor, a ja jeszcze budzę się z takim ssaniem w żołądku, że tym razem, sporo po 23 musiałam coś zjeść.

    I zrobiłam sobie podpłomyki z cebulką :) Kiedyś takie placuszki robiłam z mamą z ciasta pozostałego po pierogach. Potem już robiłam sama- mąka, woda, trochę soli no i malutka kosteczka cebulki. I na suchą patelnię. Dzisiaj zrobiłam sobie jeszcze oliwę z oliwek z pieprzem i rozmarynem do maczania... mniam! Takie proste, a takie smaczne...

    Miałam swoje smaki i smaczki. Zawsze chętnie gotowałam, więc mogłam sobie wyrobić sama swój gust. Nie przepadałam za ciastami z kremem, więc na swoje urodziny kiedyś upiekłam ciasto marchewkowe. Nie lubiłam makaronu i ryżu w wersji "zamiast ziemniaków na obiad" ale zaczęłam je jeść jako dania solo- kiedyś dzień w dzień w nocy gotowałam sobie makaron al dente i do jego zjedzenia potrzebowałam tylko soli.

    Uwielbiałam wszystko co słodkie, najlepiej z czekoladą i karmelem i to mi zostało :) Ale teraz więcej eksperymentuję- na studiach ukręciłam swoje pierwsze sushi, zrobiłam hummus i potrawkę po chińsku :) Kiedyś wciąż i wciąż jadło się po francusku i włosku, z wielką ilością ziół :)

    Czego mi jeszcze brak? Gumy kaczor donald, gwiazdek milky way, omletu mojego taty (chociaż w okolicy świąt zjadłam dwa takie, uwielbiam je), kulek maltesers (drogie się zrobiły). Brakuje mi przysmaków z USA- fluff, gumy cynamonowej, słodyczy z czekolady i masła orzechowego- Reeses i m&msów z migdałami w środku. Mmm, ślinka mi cieknie ;)

    W jakiś przedziwny sposób mówienie i myślenie o jedzeniu mnie uspokaja. Sama przyjemność! Aż dziw w takim razie że jeszcze nie obrosłam tłuszczem :) Teraz muszę bardziej uważać- mam zapalenie żołądka wywołane przez refluks- ale uczę się znowu swojego ciała. Najmocniej odczuwam duże przerwy w jedzeniu. Więc kółko się zamyka- i w nocy trzeba sobie przekąsić :)

PS. Wczoraj mało co nie spuchłam z dumy w przedszkolu córki- pięknie występowała a i pani od tańców, i wychowawczyni Córeczki rozpływały się z pochwały nad nią :)

00:50, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 stycznia 2012

     Nie mogę się skupić na nauce. Jakoś tak ciężkawo mi wychodzi zakuwanie po roku przerwy o tej formy uczenia się :) Podczas dziekanki robiłam przecież jeden przedmiot humanistyczno- menedżerski i dwa matematyczne. Teraz powrót do biochemii jest ciężki, ale największym kosmosem jest chemia fizyczna, zmora niemal każdego studenta wydziału chemicznego :)

     Jutro wpada do mnie kumpel, będziemy się razem uczyć. Fajnie wyszło- razem na studiach I stopnia, obojgu się nam zdarzyły teraz dziekanki a T. ma obronę z tą samą komisją zaraz po mnie. No to walczymy razem. Poza tym nasza sąsiadka z pokoju obok ma obronę dzień przede mną i też musi przechorować tą fizyczną, może tu też się powspieramy.

     Dzisiaj jednak po prostu mieliśmy spokojny, wolny dzień. Zostałam obudzona przez dwie uśmiechnięte twarze, zjedliśmy tosty na śniadanie i stawiliśmy czoła fatalnej pogodzie (duży wiatr i deszcz, od słabego do dość mocnego) i wyszliśmy z domu. Nie mieliśmy jednak odwagi iść na pochód Trzech Króli, bo wtedy nieźle padało. Wybraliśmy się na drugą stronę Wro, na Maślice.  

    Najpierw Msza w malutkim, nieźle zapełnionym kościele św. Agnieszki. Było i miło i ciekawie, choć organista chyba nie za bardzo szanuje śpiewy liturgiczne- wykonał, całkiem ładnie nawet, pieśń chyba swojego autorstwa- nigdy nie słyszałam czegoś podobnego: "Jezuniu, pobłogosław nas, Jezuniu..." a na zakończenie na melodię Cichej nocy coś z zupełnie innym tekstem. Kiedyś śpiewałam w scholi młodzieżowej w kościele i trochę zasad znam, więc zwracam na takie rzeczy uwagę :)  

/nie wzięliśmy aparatu- a szkoda- więc oczywiście wszystkie zdjęcia w tej notce pochodzą z mojego wyszukiwania w google/

    Potem pojechaliśmy sobie w okolice zrekultywowanego wysypiska śmieci (wciąż na Maślicach). Ponoć to jak to zostało wykonane jest podawane za wzór dla innych miast. Zamiast góry śmieci- zielone wzgórze. Ba, niedaleko położone nowe osiedle domków deweloper nazwał dokładnie zielone wzgórze :) Trochę sobie tam pochodziliśmy- najpierw weszliśmy sobie do lasu obok, potem popodziwialiśmy widoki na miasto. Piękne! To chyba najwyższy punkt niebędący budynkiem we Wro (49 m wysokości względnej). Kiedy już skończyliśmy wygłupiać się z Córeczką w zabawę "raz, dwa, trzy, baba jaga patrzy!" podjechaliśmy na Leśnicę i pochodziliśmy sobie po parku przy zamku. Pięknie odnowiony, obecnie to instytucja kultury miasta. Bywamy tam od czasu do czasu, ale jeszcze nie zdarzyło się być tam całej naszej trójce w takich jesiennych klimatach. Polecam, bardzo sympatyczne miejsce.

     Córeczka dzisiaj porządnie się wybawiła na korytarzu akademika z innymi dzieciakami, normalnie zawsze jej brak czasu na to wszystko :) A ja mam swoją ucztę dla oczu- uwielbiam lecącego dzisiaj "Władcę pierścieni", choć moim faworytem jest część druga. Tak więc niecierpliwie będę oczekiwać kolejnych piątków.

     Mam nadzieję że pogoda się trochę poprawi, szczególnie że nie będzie padać całymi dniami, a jeśli nawet- to niech pada śnieg a nie zimna woda. Wtedy łatwiej będzie nam chodzić na spacery, a mi samej chodzić na praktyki. Chociaż już nie powinnam tego tak określać- w tym momencie wolontariat w pracowni AM to bardziej właściwa nazwa tego co robię, ale jakoś te praktyki już mi przypasowały :)

środa, 04 stycznia 2012

W następną środę mam nadzieję być już panią inżynier :D

 

Zanim to się stanie muszę z Córeczki zrobić śliweczkę :)

 

Jakoś tak optymistycznie na wszystko dzisiaj patrzę ;)

Tagi: studia
23:26, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »

     Kochani czytelnicy, mam nadzieję że ten rok dla nas wszystkich będzie jak najlepszy! Bo dla nas to chyba na bank będzie :) Sylwestra świętowaliśmy u siostry Narzeczonego, z Córeczką, bo miała tam dwójkę rówieśników, i było tam naprawdę fajnie. Prawdę powiedziawszy to już nasz drugi (z trzech) wspólnych sylwków tam spędzony, ale szczerze- nie mam nic przeciwko. Przyszłe szwagierstwo/ przyszli szwagrowie/szwagry (naprawdę nie wiem jak to napisać :P) to naprawdę pozytywni ludzie, lubię spędzać z nimi i u nich czas.

     Jutro może wreszcie ostatecznie złożę komplet dokumentów do dyplomu. Być może do 20 stycznia się obronię, więc zostanie mi ekstremalnie mało czasu na naukę ;P Ocena recenzentki będzie się różnić od oceny promotora- na razie się tym nie przejmuję.

     W międzyczasie Córeczka ma wydarzenie- będzie miała bal karnawałowy w przedszkolu. Kostium, tym razem: śliwka. Wykombinowała sobie tak już w okolicach października. No i teraz- matka, rób :D Planuję z fioletowego materiału skroić owal z otworami na głowę, ręce i nóżki i wypełnić toto jakąś podartą pianką czy czymś :) Może uda mi się namówić do współpracy jedną z portierek, wtedy na maszynie szybko mi przeszyje i będzie spokój :) 

      Córeczka nauczyła się jeździć na łyżwach :) Wystarczyło ok 10 godzin na lodowisku i już może i większe odległości sama przejechać. Zachwycona jestem normalnie! Ja bardzo lubię jeździć na łyżwach, więc chętnie będę się wybierać z Córeczką :) Młoda dostała książki z Martynką na Święta i teraz bardzo intensywnie je czytamy. Do tego ma też taki pamiętniczek Martynki i poza rysunkami mała próbuje tam pisać. Ale już nie drukowanymi, ale pisanymi literkami :) Ot, takie małe kroczki w przód. Na balecie wszystko fajnie, wciąż jej to przyjemność sprawia, do przedszkola leci z radością :) Córeczka raczej pójdzie do szkoły w tym roku (właśnie, w TYM roku- jak to brzmi!), przynajmniej na razie się tego trzymam!

       Znalazłam "tą" suknię używaną. Czeka mnie więc wyprawa przez kawałek Polski, ale baaardzo mi się to opłaca :) W ogóle, gdy robię porównanie z założonym początkowo budżetem już teraz widzę spore oszczędności i bardzo się z tego powodu cieszę! Ot, suknia- w salonie 2,5 tysiąca, po promocji 1,65 tysiąca. Kupię ją za mniej niż tysiąc i chyba z całym moim "outfitem" zmieszczę się nieźle poniżej założonego wcześniej przeze mnie 1,8 tys. I bardzo się cieszę :) Mam też nadzieję że potem będę mogła sprzedać tą suknię dalej i tym fajniej będzie, bo część się zwróci :D

        Odwiedziłam dzisiaj koleżankę, wytuliłam jej niemal dwumiesięcznego synka i nareszcie sobie nieźle z nią pogadałam. Mam nadzieję na więcej :)

        No i wielka radość- pobieramy się w TYM roku :)  

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga