RSS
środa, 30 stycznia 2013

    Córeczka dzisiaj od rana ma foch stulecia. Bo "sobie wyliczyła" że "rok temu miała dzisiaj urodziny" i że "w tym roku mam jutro" a przecież jak byk w akcie urodzenia ma 1 lutego. Protest ogólny dotyczy dnia tygodnia, bo jak to, 2012 zgubił gdzieś czwartek, że ona ma w tym roku urodziny w piątek? 

     Jak ktoś zrozumie jej logikę, gratuluję. Ja już nie mam sił :P Jak sobie młoda coś uwidzi to już reszta dnia skasowana. Bo ona "już nie chce mieć 7 lat, ona chce mieć cały czas 6", "nie będzie się już dzisiaj bawić" i pyta się mnie jak to, przecież siódme urodziny muszą być w czwartek... loool... A dzień zaczął się pięknie- słyszałam jak Córeczka mówi do Męża, że chce mi zrobić niespodziankę i sama się ubrać zanim się obudzę :) No a potem do tej zwariowanej główce pojawił się zalążek myśli analitycznej i to skończyło się źle :P

   Jutro latorośl idzie do przedszkola. Pojutrze kupujemy z kilo cukierków do rozdania w przedszkolu, ona je rozdaje a ja idę do gastroenterologa. A po południu mamy w akademiku bal przebierańców, zupełnie niespodziewaną urodzinową atrakcję :)

    Wierzyć mi się nie chce że mam takie duże dziecko. Że tyle lat tak szybko i niesamowicie minęło. Że jest skubana taka mądra i kochana (najczęściej!). Że tak wielką radość nam daje, rozświetla nasze dni... Że już zaraz do szkoły, a potem komunia, czytanie bravo, koleżanki i wiek nastoletni (przynajmniej ja miałam taką kolejność). Ehh, wybaczcie, chyba się zagalopkowałam... :P

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wczoraj przywieźliśmy Córeczkę do nas, do domu. Nareszcie! Ale muszę z nią jeszcze zostać w domu kilka dni, żeby mieć pewność że całkowicie (na razie) wróci do zdrowia.

Na uczelni wszystko do przodu. Niedługo lecę na ostatni egzamin- mam wrażenie że właśnie z nim będzie najgorzej, ale może to tylko takie odczucie... Tak czy inaczej, poprawka jest w czwartek więc ten semestr dla mnie kończy się jeszcze w styczniu. Uff!

 

Mamy wielką radość w sercu, mając Córeczkę w domu. Nie było nam łatwo tym razem...A teraz wszystko ładnie wraca do normy :D

A u nas jest dobrze. Tak po prostu, tak fajnie i spokojnie. :)

10:54, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 stycznia 2013

... czeka nas usunięcie trzeciego migdałka. Córeczkę czeka, znaczy się :( Jej stan już się poprawia, ale ma kontynuować branie antybiotyku. Zapewniam Was, dwa tygodnie bez dziecka wcale nie jest fajne czy wygodne, źle nam bez niej :(

Już kiedyś pojawiła się sugestia usunięcia migdałka- wtedy byłam z Córeczką u innego laryngologa i zalecał wstrzymanie się, o ile migdał nie przeszkadza w dobrym słyszeniu. Z tym zawsze był problem gdy młoda miała porządny katar, ale były to problemy przejściowe. Teraz jednak kwestia się powtarza a Córeczka za kilka miesięcy nieodwołalnie idzie do szkoły.. Ehh serce mi się kraje, nie chciałabym żeby poddawać ją narkozie, ale chyba trzeba zacisnąć zęby i to przeżyć i przeprowadzić ją przez to najlżej jak się da...

Smutno mi.

22:12, cinnamon.tea
Link Komentarze (9) »
piątek, 18 stycznia 2013

    Zrobienie postnego barszczu nie wyszło mi w poprzednim tygodniu, ale udało się w tym- wyszedł w pięknym kolorze, i niezłym smaku, z jednym wyjątkiem- dodałam za dużo pieprzu :P No to kolejny kulinarny "pierwszy raz" mam za sobą :)

    Teraz mam nowy cel, ale cukierniczy- spróbować zrobić ciasto duńskie. Może jak zaliczę powiązania w ekosystemach to wtedy siądę w kuchni na dłuższy czas.

 

    Tak wyszło że córeczka mojej Promotorki też się pochorowała, różnica tkwi tylko w tym, że jej szwagierka przyjechała do niej zająć się małą, a moja Córeczka pojechała do dziadków. Obie mamy nadzieję że dziewczyny jednak wyzdrowieją do połowy przyszłego tygodnia i będzie można skupić się znowu na robocie.

    Wciąż bardzo się cieszę że trafiłam właśnie na Promotorkę. Od pierwszego dnia w labie jesteśmy na ty, mamy podobny charakter, a ona ma na dokładkę moc, wiedzę i zapał. I aż się chce, i tak często czuję się potrzebna, że to mi dobrze robi na samopoczucie :) 

No, tyle odkryć na dziś. Jutro Mąż ma ciekawe zajęcie dodatkowe, w niedzielę pójdziemy zwiedzać podziemny Wro, może odwiedzimy moją babcię... Weekend zapowiada się spokojnie, co wcale nie znaczy, że źle :)

 

środa, 16 stycznia 2013

W czwartek choróbsko dorwało nam Córeczkę. Jestem załamana bo żadne z nas nie mogło wziąć zwolnienia i zostać z nią... Przyjechał mój tata, ostatecznie zabrał małą do siebie, i teraz wnuczka i babcia dochodzą do zdrowia razem. A nam się serce kroi... Owszem, Córeczka bywa sama u dziadków, ale nie jedzie do nich w takich okolicznościach :( No, więc nie mam najlepszego humoru ostatnio, tym bardziej wiedząc ile mam nauki...

 

Tym bardziej marzy mi się koniec stycznia, poświętowanie urodzin Córeczki, spędzenie dwóch weekendów u rodziców i wyjazd. I potem powrót na studia, na świeży, ostatni semestr.

Córeczka nauczyła się mojego numeru komórki i sama osobiście wybrała ten numer chyba z czterokrotnie. I dzisiaj np. bawiła się w przyszywanie guzików (kiedyś babcia przeczytała że dla dziecka bardzo ciekawa jest zabawa z guzikami, kiedyś Córeczka tylko je układała i segregowała, teraz je przyszywa :P), śpiewała piosenki, oglądała bajki, kolorowała, oglądała atlas anatomiczny i encyklopedie geograficzne (uwielbia flagi)... Ehh...

A my zdrowotnie w miarę dajemy radę, ale jest straszliwie zimno i musimy na siebie uważać. Ja oczywiście masę czasu spędzam w labie, dzisiaj widziałam zredagowaną w całości pierwszą publikację której jestem współautorką... Mam nadzieję że za kilka lat takie coś nie będzie robiło na mnie wrażenia :)

 

Ale... niech już wszystko wróci do normy...

22:06, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
środa, 09 stycznia 2013

Drugi raz piszę notkę o obiadach itp. I drugi raz wcina mi niemal całą. Wrrr!

Mamy tydzień bezmięsny. Tzn. obiady robimy bez mięsa. Dla nas to wyzwanie, bo Mąż przyzwyczajony jest do obiadów tzw. tradycyjnych: mięso, surówka, ziemniaki, co a miarę skutecznie u niego "zbijam", ale on potrzebuje "treści" a ja też jestem straszny mięsożer, więc siedem dni z rzędu jest ciężko :)

W poniedziałek była pomidorowa, od wczoraj jemy jednogarnkówkę (gulasz ziemniaczany: ziemniaki, papryka, kiszona kapusta, cebula).
Jutro będzie ryż z jabłkami.

I myślę co dalej!

Chciałam poeksperymentować z kotletami z soi albo fasoli, ale Mąż nie chce atrap mielonych :P Ale może ja sama się skuszę... Lubię puree fasolowe z przepisu Nigelli, więc fasolowe mogą mi smakować...

W niedzielę może zaszaleję- zrobię krokiety i postny barszcz. Odrobinka Wigilii się przypomni :)

 

Może macie jakieś propozycje? Zapewniam, zamiana obiadu na sałatkę nie wchodzi w grę :D Ehh aż szkoda że nie mam wiele czasu na takie kuchenne zabawy :P

 

 

PS. Po raz drugi w ciągu tygodniach pochwalono mnie za styl pisania- tego naukowego. Strasznie mi się miło zrobiło :)

 

21:56, cinnamon.tea
Link Komentarze (16) »
piątek, 04 stycznia 2013

    Poszłam na pierwszą część Władcy Pierścieni w ogóle nie wiedząc o co kaman. Siostra mnie zabrała i dostałyśmy jedne z ostatnich biletów na tamten seans. Po 3 godzinach oglądania szyja mi odpadała- siedziałyśmy w pierwszym rzędzie. Po pierwszej części Hobbita odpadały nam tyłki, tak twarde fotele były :P Ot, takie dodatkowe wspomnienia z kin w rodzinnym mieście :D

   Połknęłam bakcyla, ale tak umiarkowanie. Właśnie pisaniu różnych publikacji, prac, sprawozdań towarzyszy mi pierwsza część "Władcy", ale nie doklejam sobie futerka na stopy ani nie noszę elfich uszu. Najbardziej chyba lubię drugą część, szczególnie bitwę o Helmowy Jar. Nie wiem czy Hobbit dorówna tamtej trylogii, ale z ciekawością pójdę do kina jeszcze dwukrotnie żeby poznać resztę historii. Bo tradycja została zachowana- znowu znalazłam się w kinie, nie czytając książki. Bardzo rzadko mi się to zdarza, a dzieła Jacksona mają to szczęście :P

    Za rok i za dwa lata wybiorę się jednak może z kimś innym- nie mam co męczyć Męża, którego ten gatunek nie kręci i na pewno na samo hasło Hobbit ma wciąż wspomnienie niewygodnego siedzenia :)

 

Myślę co nas, mnie czeka w tym roku.

Styczeń- ostre zakuwanie i pisanie
Luty- wyjazd- ostatni prezent ślubny. Już się nie możemy doczekać :) I wizyta u lekarza w sprawie żołądkowej
Marzec- nowy semestr na całego
Kwiecień- rekrutacja na doktorat
Maj- najpewniej szykowanie się do zmiany miejsca zamieszkania
Czerwiec/Lipiec- obrona mgr; w czerwcu wesele znajomych
Sierpień- wakacje- albo Woodstock, albo rekolekcje. Przy pewnej gimnastyce i to i to. I wesele mojej świadkowej!
Wrzesień- pierwsza rocznica ślubu i Córeczkowe rozpoczęcie szkoły; mistrzostwa Europy w siatkówce które będą odbywać się także we Wro
Październik- początek doktoratu (najpewniej)
... i na tym moje plany się kończą. Widzę tyle zmian przed nami że w głowie się kręci! No, ale trzeba zaczynać od małych kroczków, więc wracam do nauki :)

21:48, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
środa, 02 stycznia 2013

Miałam świetny poprzedni rok i będę pamiętać właśnie jego sukcesy.

 

Mam nadzieję że 2013 przynajmniej m dorówna :D Na razie cieszę się i raduję :)

I obiecuję pisać częściej/więcej niż w grudniu 2012!

 

Wróciliśmy do Wro. Jak przeżyję styczeń to już będzie z górki :)

19:12, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga