RSS
sobota, 17 stycznia 2015

   Wróciliśmy po 3 tygodniach do Gdańska, miałam kilka bardzo pracowitych dni. A dzisiaj wybrałam się radośnie na Długi Targ, na kolejne warsztaty dziergania. Tym razem Córeczka nie wybrała się ze mną, ale chodzi ze mną dość regularnie. Uwielbiam to! Nie dość, że dzierganie w towarzystwie jest tak wspaniałe, to sama "podróż"...

   Jestem zakochana w tym mieście. Główne Miasto jest bardzo urokliwe, a gdy lecę na warsztaty, mija 12.00 i zaczyna grać carillon z wieży Ratusza. W tej wspaniałej atmosferze idzie mi się jeszcze lepiej i weselej. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam :) Korzystałam z całkiem niezłej pogody i połaziłam sobie trochę- Długim Pobrzeżem, Mariacką, Lawendową... Zdążyłam zrobić małe zakupy w Hali Targowej (przepiękny budynek!) i zjeść marcepanowego muffinka ze śliwką z Fajnych Bab. Taki mały wypad, a taki cudowny! :)

   Wciąż sobie powtarzam, że przejdę się przez miasto z aparatem i jeszcze Wam pokażę kilka wspaniałych gdańskich zakątków. Jakkolwiek by nie było- miasto jest fantastyczne, polecam wszystkim :) I zapraszam na herbatę albo kawę do siebie!

   Córeczka ma za 1,5 tygodnia bal karnawałowy. Miała pięciominutowe wahanie, za kogo się przebrać. Po syrence i śliweczce byłam gotowa na wszystko. Córeczka będzie Czerwonym Kapturkiem :D Pojutrze lecę po czerwony materiał, odpalam maszynę i zaczynam szaleć :)
    Moja mama, siostrzenica Męża i wszyscy związani ze szkolnictwem na Dolnym Śląsku już mają ferie! A u nas zaczynają się one za 2 tygodnie, praktycznie w weekend urodzin Córeczki. Prezent młoda sobie wybrała, będą dziadkowie, będzie fajnie!

  Mam dla Was jeszcze jedną fotkę z Holandii- w nadmorskiej dzielnicy Hagi, Scheveningen, częścią muzeum sztuki współczesnej są niesamowite- i zabawne!- figury umiejscowione na nabrzeżu. Figurki są całkiem malutkie, albo ogromne, ta fotka jest raczej z mniejszym koleżką.

A tu z moją cud Córką. Rośnie! Zaczynamy kupować jej ciuchy na rozmiar 146, niedawno kupiliśmy jej kozaczki 34ki... Dla  porównania- ja mam 157 cm wzrostu i noszę buty 36, czasami- 35... :) Niedługo będę od własnej Córki pożyczać ciuchy (niektóre sweterki ma fajniejsze niż moje ;P)

środa, 07 stycznia 2015

   Jejku, jak to zleciało!

     Cały rok minął jak z bicza strzelił. I te ostatnie tygodnie też- a nawet tym bardziej :) Pracy w bród. Ja powoli (i nie bez potknięć) uczę się i nabieram pewności siebie w tym co robię. Dobre pół roku pracuję niemal wyłącznie na jednej metodzie i śmieję się, że specjalistką o niej jestem.    
    Do tego wciąż zajmuję się rękodziełem... Rok temu postanowiłam sobie zrobić własnoręcznie 12 rzeczy. Licząc jednostkowo, nie zamówieniami, zrobiłam 20 razy tyle! A od początku listopada na wyposażeniu mam też maszynę do szycia- prostą, nienajlepszą, ale wystarczającą :)
     Teraz odpoczywam- urlopu nabrałam radośnie na te święta, a ten tydzień dosłownie i w przenośni odchorowuję, więc mamy kilka przymusowych dni u rodziców. Córeczka zresztą też niestety złapała jakieś choróbsko teraz :(
     Na tak długi pobyt zabraliśmy ze sobą Kota- stacjonuje on u moich rodziców, którzy Kota znają (i chętnie zostawiliby go u siebie na stałe, ich niedoczekanie!). Z racji tego, że arystokrata źle znosi jazdę samochodem, zdecydowaliśmy się na podróż pociągiem. Zdaliśmy egzamin w tamtą stronę- cała noc w przedziale, spakowani odpowiednio, my żyjemy, Kot żyje. Po świętach uzyskaliśmy trochę rzeczy- coś kupiliśmy, trochę fajnych prezentów dostaliśmy- szczególnie książki- i zaczęliśmy się zastanawiać, jak się z tym zabrać... Dzisiaj Mąż nadał więc paczkę... do domu. 13 kilogramów radości :)

     Święta spędziliśmy rodzinnie, spokojnie. I w jednym, i w drugim domu rodzinnym trochę popomagaliśmy, trochę odpoczęliśmy, zobaczyliśmy się z częścią naszych znajomych. Zima się nawet pokazała od II dnia świąt :)

    Sylwester wiązał się z długą podróżą- z naszymi przyjaciółmi wybraliśmy się, tak jak pół roku temu do Austrii, autem, na odwiedziny znajomych i zwiedzanie. Cel: Holandia! Zwiedziliśmy Rotterdam, Hagę i Delft; nowy rok witaliśmy kameralnie, w mieszkaniu znajomych (i podziwiając fajerwerki, których była cała masa- ludzie puszczali je regularnie minimum przez godzinę!). Zebraliśmy kolejną masę fajnych wspomnień no i bardzo przyjemnie rozpoczęliśmy nowy rok :)

   Co sobie życzyć na ten 2015 rok? Ojj, ja- my wiemy, czego sobie życzyć :) Ciekawe, czy uda się nam zrealizować choćby połowę tych planów przez najbliższe 12 miesięcy.... Bez zdrowia nic się nie uda, więc teraz muszę skończyć z zawodem hodowcy pawii (jeśli wiecie, co mam na myśli :)) i działać.

Mam dla Was trochę radości... i nabiału :) (przed sklepem z serami w Delft- przepiękne miasto zresztą)

 

i jeszcze klasyczny widoczek z Rotterdamu, czyli Biały Most vel Łabądź

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga