RSS
niedziela, 26 lutego 2012

Włączyłam youtube i puszczam młodemu pokoleniu różne piosenki. Czasami sobie sama klika a czasami artykułuje zamówienie. Dzisiejsze brzmiało tak:

- mamusiu, puść mi tego pana co jest pomalowany!

Kto zgadnie jaką piosenkę młoda mieliła dzisiaj niemal pełną godzinę? :)

 

PS. Wygrała młoda swoim rysunkiem szczoteczkę, pastę i płyn do płukania ząbków. Cała szczęśliwa jest!

Tagi: córeczka
00:34, cinnamon.tea
Link Komentarze (7) »
czwartek, 23 lutego 2012

   Jak dobrze że dzień robi się coraz dłuższy!

   Udało mi się trochę poprzestawiać na uczelni, złapałam też zajęcia z języka (francuskiego) i mam zajęcia we wtorek i piątek na 7.30, a w poniedziałek i czwartek na 8.15. A jak się mieszka w jednej wspólnej przestrzeni z resztą rodzinki to nie chce się ich budzić. Jak tydzień temu wstawałam około szóstej było ciemno totalnie, to ubierałam się na wyczucie (często wtedy sobie szykuję jakieś ciuchy) a wodę na herbatę zamiast w naszym czajniku gotowałam w garnuszku w kuchni, było ciszej :) Teraz już, wstając dzisiaj na ósmą, spokojnie się ubierałam, spokojnie też uczesałam dziecko przed wyjściem. I dobrze!

   Jestem totalnie zawiedziona zimą w tym roku. Było niesamowicie zimno, ale śniegu we Wro napadało tyle co nic, a jak napadało i było biało to mniej więcej przez cztery dni. A wtedy byłyśmy chore i ani razu nie było wyjścia na sanki, lepienia bałwana czy robienia aniołków na śniegu. No i jestem zła z tego powodu :( Przynajmniej tyle z tej zimy, że z Córeczką wyjeździłyśmy się porządnie na łyżwach, no i młoda trochę te sanki zaliczyła z wujkiem- ale wszystko w rodzinnym mieście rodziców. Czyżby to był kolejny powód, dla którego cieszę się na perspektywę powrotu do tego miasta?

    Tak czy inaczej- robi się nam wiosna, a jak nie wiosna, to przynajmniej przedwiośnie. Jakoś się lżej oddycha ;) Łatwiej będzie nam też chodzić na weekendowe spacery. W tym tygodniu mamy plan wybrać się na dzień otwarty nowego terminala na lotnisku, może spotkamy się tam z moją koleżanką, entuzjastką samolotów. Córeczka może być zainteresowana :) Na razie dopytuje się kiedy wiosna kalendarzowa się zacznie i kiedy "przybiśniegi" się pojawią.

    Córeczka miała ten występ baletowy, fajnie wyszło, można było sobie poobserwować jak z maluszków dzieci zmieniają się w świetnie poruszające się nastolatki (bo to był przegląd wszystkich grup które w tej szkole tańca ćwiczą balet). Młoda miała jakieś braki w choreografii, trzeba jej przyznać, ale też trzeba przyznać że porusza się z takim wdziękiem że aż miło się na to patrzy :) Wspaniała dziewczyna jest :) Ostatnio też coraz lepiej sobie radzi z głoskowaniem, myślę że do nauczenia się pisania jest już ostateczny malutki kroczek, zaraz potem pójdzie czytanie... I będzie jej lżej w I klasie :) Wczoraj miała też dzień śmiesznych słówek: na okładkę na zeszyt powiedziała "obronka" a środa popielcowa w jej wykonaniu to "popielnica" :P

   My- blisko, bliziutko. Wczoraj Narzeczony wybrał się z Córeczką do kościoła, ja dołączyłam (miałam zajęcia- obowiązkowy wykład w środę po 17!). Udało mi się przesunąć do przodu tak, że Narzeczony mnie zauważył. I już nie umiałam się nie uśmiechnąć. To jest zdecydowanie właściwy człowiek na właściwym miejscu w moim życiu.

   

sobota, 18 lutego 2012

Jesteśmy z Narzeczonym tysiąc dni razem.

Tysiąc wspaniałych dni :)

 

Jestem szczęśliwa. Dzięki niemu!

20:47, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 lutego 2012

    A wzięłam sobie od Margerytki :)

 

     Zawsze jakieś seriale były w moim życiu. Pamiętam jak jedną jedyną telenowelą którą oglądaliśmy całą rodziną była "Esmeralda" na TVN, potem już się przejadło (szkoda że mojej babci nie :P). "Klan" oglądałam wyjątkowo krótko- mając 12 lat zaczęłam treningi tenisowe, potem też i ręcznej i straciłam zainteresowanie całkowicie. W domu było oglądanie kiedyś "dr. Quinn", do teraz mama ogląda "M jak miłość". Ja sama zaglądam czasami (raczej w powtórkach) w "Na wspólnej" i czasami w "Pierwszą miłość", to drugie dopiero od pewnego czasu- statystowałam w dwóch czy trzech odcinkach :) 

     Serialami w ogóle zaraził mnie mój były. Ale oglądałam sama, potem zupełnie sama wybierałam sobie tytuły. Wkręciło mi się już zupełnie w okolicach roku 2008, kiedy przestałam mieszkać w ośrodku a zaczęłam w akademiku.

U mnie na pięciu lista się nie skończy :) O każdym kilka zdań, kolejność przypadkowa :)

4400- ludzie którzy znikali na przestrzeni lat wracają razem, w jednym miejscu ergo- byli porwani przez kosmitów. I dwójka zaangażowanych w sprawę agentów. Bardzo fajne i skończone w dobrym momencie- polecam. 4 sezony, choć dla części osób skończył się po dwóch.

Heroes- ludzie odkrywają u siebie niezwykłe możliwości. Fantastyczna fabuła, świetnie powiązane wątki, dobre efekty. A obejrzałam tylko dwa sezony... Może warto wrócić i obejrzeć resztę?

CSI: Nowy Jork i CSI: Miami- ekipy dochodzeniowo-śledcze z tych miast rozwiązują zagadki kryminalne od zbierania dowodów z miejsca zbrodni po ujęcie winnych. Zdecydowanie bardziej lubię Nowy Jork, Horatio Cane mnie wnerwia :P Ale sama kryminalistyka- mniam. Tylko trzeba pamiętać że jest tam sporo fikcji naukowej- no nikt nie robi analizy DNA czy analizy spektroskopem masowym tak łatwo i szybko!

Glee- nowy serial o amerykańskim chórze szkolnym. Wesoły, przepełniony muzyką i tańcem, czyli tym co Cinnamonki lubią najbardziej (poza kryminalistyką :P) Jestem w połowie drugiego sezonu i na pewno będę go dalej śledzić (i polecać) ale nie ten serial jest moim faworytem, mimo że mu do czołówki blisko.

Dexter- do tego serialu zbierałam się ze trzy razy. Dexter mieszka w Miami i jest... mroczny i straszny. Udaje normalnego obywatela, brata, potem męża i specjalistę od śladów krwi na policji, ale ma rządzę zabijania, którą jednak kieruje bardzo dobrze- zabija tylko przestępców, i to takich wobec których najpierw się upewnił że są źli. Oooo, tak. Dobry jest! Najlepsze są jego zmagania z innymi seryjnymi mordercami.

House- no wiadomo- utykający, wredny, uzależniony od środków przeciwbólowych, ale bardzo inteligentny i błyskotliwy pan doktor diagnosta i jego ekipa, z ciekawymi przypadkami medycznymi (niestety w tym ostatnim przypadku im dalej w las tym mniej tej medycyny...). Oglądamy z Narzeczonym, wcześniej i sama, wciąż się podoba. Najlepsze serie- standardowo pierwsze dwie, czwarta i szósta. Ale ósmej nie będzie... :(

Ekipa- to Narzeczony zaraził mnie polskimi (dobrymi) serialami. Razem oglądamy te polityczne albo kryminalne. Ekipa to jedna, polityczna seria, reżyserowana przez Agnieszkę Holland. Obsada, trzon fabuły... nie do podrobienia. Ogólnie wygląda to tak: premier zostaje pomówiony (lustracyjnie) i postanawia ustąpić, polecając na swoje miejsce nie polityka, ale profesora z małego uniwersytetu. A ten nowy jest świetny- jak i cały serial. Jak macie coś po polsku oglądać, to niech Ekipa właśnie będzie pierwsza!

Oficer, Oficerowie- właśnie tych drugich oglądamy. Chyba spodziewaliśmy się więcej, ale druga seria bardzo fajnie się zapowiada :) O Kruszonie, oficerze specjalnej jednostki policji, o jego współpracownikach i infiltracji środowiska przestępczego. Oficerowie- najważniejsza jest młoda psycholog (też w tej jednostce działa) i jej przełożony, non stop popijający Cezary Pazura. Naprawdę obiecująca lektura. Pierwsza seria miała spore luki w scenariuszu, w tej drugiej na razie się nie dopatrzyliśmy.

Bones- bardzo logiczna pani antropolog (wzorowana na prawdziwej!) i jej ekipa. Śmiesznie, konkretnie, uwielbiam, to totalnie moje klimaty! Teraz nie jestem na bieżąco ale na pewno się postaram szybko nadrobić :) Świetne są relacje pomiędzy Brennan (czyli Bones) i Boothem, agentem FBI z którym współpracuje. Jest to jedna z kanw serialu, tak silna, że dorzucono młodego psychologa który z nimi rozmawia i się nimi intryguje (jak i ja).

Ostry Dyżur- słynny serial medyczny o oddziale ratunkowym w Chicago. Pierwszy taki, zawsze chętnie do niego wracam, wiele wątków po prostu uwielbiam i polecam. Serii jest kilkanaście, obsada- nierówna, ale niektórzy wracają :) Ale warto!

Chirurdzy- kolejny medyczny, ale z bardzo wyraźną ekipą, najpierw stażystów, potem rezydentów, główna bohaterka dark-and-twisty-Meredith za którą przepadam :) Rewelacja. I to taka że nie tylko ci którzy się medycyną przejmują chętnie obejrzą. Polecam!

Medium- kobieta, żona i matka trzech dziewczynek, widzi zmarłych. Pewien szef policji zatrudnia ją jako cichą konsultantkę. Zmarli mają różne sposoby na komunikowanie się z Allison, a serial jest fantastycznie grany, pomysł na fabułę jest naprawdę bardzo dobry. Polecam, tym bardziej że nie jest tak, że z każdą kolejną serią coraz bardziej nudzi- wręcz przeciwnie, powiedziałabym.

Skins- dla mnie to chyba najlepszy serial (obejrzałam 4 serie, one są "pakowane w sztukach po dwie"), ostry, ale bardzo intensywny, wiele łez i ze śmiechu i takich smutnych wylałam przy nim. Ja w ogóle zresztą ryczę przy serialach :P

Plotkara- wyższe sfery Nowego Jorku w wersji nastoletniej, plus dwójka rodzeństwa która chodzi z nimi do szkoły. No śledzę, śledzę :) Ale jak mam wybór to mi się bardziej podoba Glee, choć o Plotkarze i jej postaci ciężko zapomnieć. Wciąga.

Prison Break- obejrzeliśmy z Narzeczonym już. Pierwsza, druga seria- rewelacja! Naprawdę, intryga genialna. Ale potem było niestety coraz gorzej. Więc jeśli chcecie sobie obejrzeć i nadrobić oglądanie w piękne oczyska Wentwortha Millera, to obejrzyjcie dwie serie, o reszcie poczytajcie na wikipedii albo filmwebie.

Dowody zbrodni- specjalna jednostka policji w Filadelfii rozwiązuje zagadki kryminalne sprzed lat. Rewelka- muzyka, postaci i próby rozwiązania pewnych słynnych spraw z USA (jak Boy in the Box).

Jezioro marzeń- mój ukochany nastolatkowy serial, na którym oczywiście ryczałam co drugi czy trzeci odcinek :) No uwielbiam, miło wspominam, zresztą przypomniałam sobie cały ze trzy lata temu. O kilkorgu przyjaciół z małego miasteczka, ich dorastanie, ich relacje.... piękne.

 

W mojej piątce pewnie znalazłyby się: Skins, może Chirurdzy, House, Bones i... Medium? CSI Nowy Jork? Wallander? Glee? No właśnie nie wiem, dlatego inna forma tego wpisu.

No ale to nie wszystko!

Wybaczcie ale o Magdzie M, Głębokiej Wodzie, Bez śladu, JAG, Merlinie, Wallanderze (o tym kiedyś osobno wspomnę), Cudownych latach już pisać nie będę :)

Tagi: polecam
22:07, cinnamon.tea
Link Komentarze (8) »
czwartek, 16 lutego 2012

Jest biała, piękna, moja

i przejechałam za nią pół Polski.

Kto wie, co dzisiaj kupiłam z tatą? :)

środa, 15 lutego 2012

... a sama jak się pochorowałam to mnie dłużej trzyma niż ją... :/ Zatoki, gardło, ucho, głowa... wygląda na wirusówkę. Ledwo dałam radę w niedzielę- Córeczka chce się bawić i jęczy że się nudzi, a ja się staram nie zasnąć na siedząco i jakoś dać radę nie warczeć na nią żeby dała mi trochę więcej spokoju... Ale już jest lepiej, nareszcie, do weekendu pewnie przejdzie mi całkowicie :)

   Zaczęły się zajęcia. Nic nie zmieniłam na razie niestety- zajęty cały poniedziałek i piątek, jeden wykład w środę wieczorem. Na specjalizacji mam mniej niż 50 osób. Znam... jedną :) Zgadałam się z dwiema dziewczynami, mam nadzieję że znajomość się wzmocni. Na razie same zajęcia organizacyjne, ale przedmioty mi się bardzo podobają... byle dać radę z tymi laborkami... Fajnie poukładali zajęcia poniedziałkowe, wszystkie ciurkiem są w jednym kompleksie budynków, i to tym bliżej mnie- jak pojawi się okienko, to ja spędzę sobie trochę czasu w domku :)

   W sobotę na facebooku wygrałam drugą rzecz- za pierwszym razem była koszulka. Teraz- kolorowe soczewki kontaktowe :) Nigdy nie miałam soczewek w oczach i na samą myśl trochę mnie oczy kłują, ale teraz będę miała okazję przetestować sobie na spokojnie.

   Dzisiaj- zostaje 7 miesięcy do ślubu. Wczoraj- spokojne, przechorowane, ale miłe Walentynki. A jutro jadę z tatą kupić suknię. Czekam na ten dzień także dlatego że spędzimy z tatą tyle czasu razem, we dwoje. Trochę tęsknię za tym :)

sobota, 11 lutego 2012

    Dziecko mi podłapało stan podgorączkowy po raz pierwszy od połowy września... Dzisiaj wszystko co możliwe w nią wlewałam- tran, rutinaceę, wapno, żeby jutro na próbie baletowej mogła się pojawić i normalnie ćwiczyć. A wieczorem odwiedzimy koleżankę i kolegę i ich synka (niedawno byliśmy u nich z Narzeczonym, teraz z Córeczką), oczywiście jeśli rzeczywiście jej katar i reszta objawów przejdzie. Córeczka jeszcze zdążyła dzisiaj w przedszkolu do konturu Polski przepisać sobie nazwy sąsiadów i naszej stolicy, i dorysować sobie Wisłę :P W domu za to porównuje to co ma na globusie z wielką animowaną mapą, jaką dostała na urodziny. Rośnie mały geograf? :)

    Ukochany pojechał na trzy dni do swojego domu rodzinnego, pobyć trochę z rodzicielami i załatwić kilka spraw. Zanim pojechał nie dawałyśmy my żyć, jęcząc że nie chcemy żeby jechał, że będziemy tęsknić i że go kochamy :) No ale trzeba było go puścić, aż takie nie jesteśmy... Tak się jednak ostatnio składało że spędzaliśmy sporo czasu razem, bardzo się wspieraliśmy, najczęściej też razem wyjeżdżamy i perspektywa weekendu bez Narzeczonego jakoś mnie nie zachwyca :)

    Jakkolwiek, z wolnego czasu trzeba korzystać- zaraz zacznie się nauka itd więc na razie dłubię co sił- wróciłam do robienia biżuterii. Kolczyki, kolia, teraz jestem w trakcie tworzenia koralikowego płatka śniegu... Chcę uporać się z projektami na drobne koraliki, bo mam ich sporo, i dopiero wtedy brać się za konkretne kryształki itp. Trafiłam na fajną stronę z tutorialami (instrukcjami wykonania), przerabiam na własną modłę i działam :)

    Jakiś czas temu wiedziona jakimś impulsem wpisałam sobie w subskrypcję na YT filmiki "urodowe" nissiax83. Prowadzi ona bloga i do niego załącza filmiki. Zna się na dbaniu o urodę i testuje kosmetyki, doradza i fajnie opowiada, już nie tylko o dbaniu o siebie, ale też i o mieszkaniu w Nowym Jorku i wielu innych tematach. Filmiki bardzo mi się podobają (szczególnie domowe przepisy na maseczki) więc polecam i tu- zresztą część z Was musiała do niej trafić, dziewczyna ma niezłą ilość wejść :)

    Wczoraj zajmowałam się S. 4 godziny u niej w domu. Wchodzę a tam jest też jej brat, C., 4,5latek który mi pyszczy i przeszkadza, nie słucha się a ja nie mam ani chęci ani czasu na "wychowanie". Nie moje dziecko, ale też i nie wyrażałam nigdy zgody na opiekę nad nim, tylko nad jego siostrą. On trafia się tak "z przypadku". Wzięłam się więc na odwagę i powiedziałam, że jak z dwójką to chcę przedyskutować kwestię stawki za godzinę, bo ta nie zmieniała się bez względu na to czy miałam tylko S. pod opieką, czy też oboje rodzeństwa. Ich ojciec strasznie się uniósł, zaczął mi nagadywać, mieć pretensje o to w jaki sposób rozmawiam z C... Mama chyba zrozumiała, rozmawiałam z nią normalnie, tylko... zabrała C. ze sobą do pracy :P Pewnie to była moja ostatnia wizyta tam, nie żałuję, choć będę za S. troszkę tęsknić. Ale będę młodą pewnie od czasu do czasu podglądać, gdy jej mama z nią będzie przychodzić po C. do tego samego przedszkola, do którego chodzi Córeczka.

    Dzisiaj za to na praktykach "nabakałam się" stężonego kwasu solnego... Miałam z czystego kwasu zrobić dwa, wciąż mocno stężone roztwory. "Zapamiętaj chemiku młody, jeśli nie chcesz stracić swej urody, wlewaj zawsze kwas do wody"- pamiętacie? Trzeba być bardzo ostrożnym. Rękawiczki nitrylowe a nie lateksowe, fartuszek i maseczka na nos, a i tak podczas tego delikatnego wlewania jednego w drugie tak się nawdychałam par, że do wieczora było mi niedobrze. Ot, uroki pracy w labie :) Ale co ciekawe, mimo alergii wziewnej i astmy w rozpoznaniu nie mam problemów z tej strony podczas studiów.

    Rozpisałam się dzisiaj... jak zawsze mało to wszystko uporządkowane, wybaczcie :) Chciałam Wam podziękować za maile które do mnie pisałyście. Im dłuższe tym fajniejsze, naprawdę jestem Wam bardzo wdzięczna!

czwartek, 09 lutego 2012

...mówią do siebie po imieniu. Ale fajnie było tego wczoraj słuchać! :)

 

Jutro szkolenie BHP, w sobotę próba występu baletowego Córeczki. Nie wolno się nudzić, pamiętajcie!

środa, 08 lutego 2012

    Jestem na specjalizacji mojego pierwszego wyboru, czyli na biotechnologii molekularnej i biokatalizie. I tyle dobrego na razie :/

    Rozkład zajęć- przy dobrych wiatrach poza jednym wykładem wieczorem miałabym jeden przedmiot trwający do 16.55, więc potrzebowałabym pomocy w odebraniu młodej z przedszkola. Miałabym zawalony poniedziałek, zajęty wtorek, jedne laborki przez pół semestru w środę (i ten wieczorny wykład) i poranne zajęcia w czwartek.

    Niestety, ostatnio dobre wiatry jakoś nie wieją. Zawalony poniedziałek i piątek. Wolny wtorek i czwartek, ten jeden wykład w środę. Ale w piątek mam dwie laborki i jeden projekt nachodzące na siebie, cały pakiet zaczyna się o 14.5 a kończy o 19.40 :/

    Zaczynam się poważnie zastanawiać nad złożeniem podania o indywidualny tok nauki na ten semestr, tak żebym mogła przychodzić na te zajęcia w inny termin (głównie wtorkowy). Pewnie zrobię to piątek. No a w poniedziałek o 8.10- zaczynam studiowanie :) Jakkolwiek by nie było, sama myśl o tym raczej mnie pozytywnie nastawia.

  

    Zrobiłam w nocy piernik, który wyszedł mi nadspodziewanie dobrze. Chyba się zaprzyjaźnię z tym przepisem :) A jutro będę gotować zupę soczewicową, tym razem z drobnej czerwonej soczewicy. Nasze pierwsze podejście do tej zupy było z soczewicą zieloną. Tak czy inaczej- idealne toto na takie zimne dni jak teraz. A przedwczoraj robiłam pizzę, szybko się rozeszła :)

    I chyba też przez ten mróz miałam wczoraj straszny dół (tak tak, ja też mam dni w których tracę całą nadzieję i co chwila chce mi się płakać). Dzisiaj dzień był zupełnie inny: rano wcześniej na praktyki (robiłyśmy z Pauliną, drugą "praktykantką" bloty! I to komórek nowotworowych, ciekawa sprawa :)), ale tam tylko dwie godzinki, potem do domu- dzisiaj Córeczka miała występy dla dziadków i babć i przyjechali nasi ojcowie. Posiedzieliśmy z tatusiami przez godzinę (a potem Córeczka mówiła: ach, głowa mnie boli, bo ja się dzisiaj musiałam dziadziusiami zajmować!) i potem już spokojnie spędziliśmy popołudnie. Wieczorem pojechałam dawać korki, moje misiaki pojechały ze mną: udzielam ich przy fajnym stole w Empiku w dużej galerii w centrum Wro. A my z Narzeczonym czasami się tam wybieramy poczytać książki czy gazety na fotelach :) byliśmy z Córeczką nawet w sobotę i każdy był zadowolony. No to ja uczyłam chemii, a Córeczka i Narzeczony korzystali z dużego wyboru literatury :)

    Na przełomie marca i kwietnia powinniśmy wykończyć kwestię nauk przedmałżeńskich- jedziemy na dialogi. Pewnie w międzyczasie załatwimy sobie poradnię i wydaje mi się że z tym kłopotu nie będzie żadnego- przygotowana jestem do tego jak... może z 10% narzeczonych. No a za tydzień wreszcie pojedziemy po suknię. I już będę miała ją dla siebie ;) Chcę też zrobić pasującą nam obojgu stronę z informacjami dla naszych gości, ale nad tym musimy jeszcze popracować. No i na tym na razie przygotowania na ten moment się kończą... Ewentualnie możemy się rozglądać za jakimiś dużymi promocjami na napoje :)

piątek, 03 lutego 2012

    Dostałam się na magisterskie na biotechnologię, wracam na studia :D

 

   Wczoraj wieczorem zszokowałam się "nową" historią małej Madzi i jej matki. I prawdę powiedziawszy to mam dwa "przemyślenia"- biedny ten ojciec i mąż, bo jakkolwiek się ta sprawa nie skończy to obawiam się że córki nie odzyska a żonę już stracił... I złość. Bo od tygodnia wszystkie niemal matki w Polsce boją się i martwią o swoje dzieci, bo tak niebezpiecznie, bo taka znieczulica, bo trzeba uważać... Nie chcę w tym momencie stwierdzać, że rzeczywiście stało się tak, jak to opisywała matka, bez względu którą wersję brać tu pod uwagę. Ale jeśli cały kraj był oszukiwany to kiedy naprawdę stanie się nieszczęście na szerszą skalę niż jednej rodziny, kto wtedy im uwierzy? Smutne to.

   Wracając do Córeczki- sama sobie wiąże buty. Już jej łatwo nie odpuszczę i już tak zostanie :)

   

czwartek, 02 lutego 2012

   Dziecko moje weszło w siódmy rok życia. I jeszcze na dokładkę za 2 tygodnie ma pierwszy występ na balecie! :)

   Ktoś się mnie zapytał o tort. No to ja mogę od razu polecić ten przepis :) Córeczka zażyczyła sobie że ma być tort, i to czekoladowy. W ostatniej chwili oczywiście, wcześniej to miały być muffinki :P

   Ciasto zrobiłam z przepisu na Czekoladową Krówkę Nigelli Lawson, z książki "Nigella gryzie". Tylko zamiast mieszaniny roztopionego masła i oleju miałam roztopioną margarynę :) Górę zrobiłam też czekoladową, z roztopionej białej czekolady. W środku- trochę białego sera i powideł śliwkowych. Dekoracja z draży. I już :D

   Zdjęcie wyszło fatalnie, ta góra lepiej się prezentowała w realu. Uwierzcie! ;)

   No i tortu już oczywiście nie ma. Na pewno w tej kwestii wyszedł o niebo lepiej niż tort zeszłoroczny, który smakował tylko dorosłym i mojemu bratankowi. Córeczka też zadowolona, a to najważniejsze!

środa, 01 lutego 2012

1 lutego 2006, gdzieś w okolicach godziny 6 rano zobaczyłam ją po raz pierwszy...

po pół roku była roześmianą, już-nie-brunetką-ale-jeszcze-nie-blondynką :)

dokładnie 5 lat temu prezentowała się tak:

i kolejne pół roku później

 

3,5-roczniaczka

4latka

i 5,5latka, z wakacji

 

Wybaczcie, ale pełna fotorelacja byłaby chyba za długa :)

6 lat. Inne życie. Ja sama jestem dzięki niej inna, ba, nigdy byście nie czytały mojego bloga gdyby nie Ona. Tyle radości, odpowiedzialności, tyle rzeczy które obie się nauczyłyśmy, tyle obaw i problemów i... zwycięstw.

A dzisiaj taka panienka woła- mamo, ale większe talerzyki na ten tort podaj! :)

Mam sześcioletnią Córeczkę i jestem przez to bardzo szczęśliwa! :D

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga