RSS
piątek, 23 lutego 2018

Będąc na macierzyńskim praktycznie kompletnie zmieniłam repertuar czytanych przeze mnie książek. Z kryminałów, sensacji, czasami czegoś jeszcze luźniejszego przeszłam w ciężki kaliber. Ilość książek, które przeczytałam w drugiej połowie 2016 i w 2017 nie przyprawia o ból głowy (albo przyprawia, ale z powodu tak niskiego poziomu…). Za to trzeba przyznać, większość z nich była wręcz ciężka!

 

Właściwie zaczęłam już w ciąży- sięgnęłam po „Chustkę” i przeżyłam tą lekturę bardzo. I doceniłam życie. Łez się polało sporo, szczególnie że czytasz, czytasz, wiesz, że autorka umrze, stron do końca było tak mało, tak maleńko, a tu jeszcze tyle spraw, spotkań, tyle lat wychowywania synka miało być przed nią… Czytałam książkę z biblioteki, ale ostatecznie później kupiłam egzemplarz dla mojego taty i siebie.

Gdy Synek miał około 4 miesięcy wybrałam się z nim na jedyny mój seans kinowy dla mam. Rewelacyjna sprawa, tylko najczęściej repertuar nie powalał ;) Ale wtedy wyświetlany był „Spotlight”. Objerzałam, stwierdziłam, że nie dość że to kawał dobrego kina, fantastycznie opowiedziana historia i w ogóle mnie nie dziwią Oscary dla tego filmu, to zrobiło mi się straszliwie przykro. Jakkolwiek temat jest obrzydliwy, z poczucia jakieś odpowiedzialności, uznałam, że powinnam przeczytać książkę, która jest podwaliną filmu. Oooo matko, jak to się ciężko czytało… za dużo tego, za strasznie. Ale przejęłam się tematem i książkę przeczytałam w całości.

Podobnie ciężki temat przerobiłam „po polsku”- Głuchowski i Aksamit świetnie ogarnęli temat nam geograficznie bliski. „Zatoka świń” opowiada o historii, która ujrzy światło dzienne kiedy samobójstwo popełnia nastoletnia Anaid, rzucając się pod pociąg w Gdańsku. Miałam mdłości czytając to….

W międzyczasie łyknęłam trzy książki, których autorki gwarantują mi szybką, wspaniałą lekturę- „Pogromcę lwów” Camilli Lackberg, „To co zostało” Jodi Picoult i „Feblik” Małgorzaty Musierowicz. Teraz już zacieram rączki na premierę „Ciotki zgryzotki” :) Książki Musierowicz standardowo także kupuję, ale poza tym raczej korzystam z biblioteki i możliwości czytania książek na smartfonie.

Potem przeczytałam mój prezent na urodziny, które obchodziłam dzień przed narodzinami Synka, „Łączniczki”, o młodych dziewczynach które były łączniczkami w czasie II Wojny Światowej. Pełna podziwu jestem dla pań opisanych w książce. Nie raz, nie dwa, nie dziesięć z Mężem powtarzamy sobie, jak wielkimi szczęściarzami jesteśmy, żyjąc teraz, a nie kiedy indziej…

Wspaniałą lekturą, ale wciąż niebędącą w moim standardowym zestawie, była „Na oceanie nie ma ciszy” Aleksandra Doby, niezwykłego człowieka, który przepłynął kajakiem Atlantyk. Mąż zażyczył ją sobie na prezent. Przeczytaliśmy ją z mężem oboje i puściliśmy w obieg, naprawdę polecam.

Przeczytałam też dwie pierwsze części Pieśni lodu i ognia, czyli „Grę o tron” i „Pieśń lodu i ognia”. Ale to nie były największe cegły!
Najobszerniejsza książka, którą przeczytałam niestety w połowie- ale do niej na pewno wrócę- jest „Głód” Martina Caparrosa, z 800 dużych stron reportażu o problemie głodu. Z każdej strony. Z różnych punktów widzenia i różnych miejsc na świecie. Strasznie trudna, ale niezwykle potrzebna lektura. Dająca wiele do myślenia. Nie wiem, czy wszyscy są w stanie przez nią przebrnąć, ale… chyba powinni. Także dla zrozumienia wielu rzeczy…

Chwila „oddechu”, czyli powrót do klasyki: Coben „Już mnie nie oszukasz”, „Dawca” Tess Gerritsen i „Krew na śniegu” Jo Nesbo. Do tego „Florystka” Katarzyny Bondy. Kto lubi, polecam. Z tego zestawu chyba najsłabsza Gerritsen.

Bardzo ciekawa, pouczająca książka to było „Fantastyczne laboratorium doktora Weigla”. We Wrocławiu to nazwisko jest znane, bo Wro to swoiste dziedzictwo Lwowa (a na ulicy jego imienia znajduje się szpital i instytut immunologii PAN). Doktor Rudolf Weigl opracował szczepionkę na tyfus, i potem podczas II Wojny Światowej mógł przyczynić się do spokojniejszego życia wielu osób (bo unikali zsyłki i dostawali lepsze racje żywnościowe dzięki służeniu jako karmiciele wszy :P brzmi strasznie, wiem). Świetna książka, i tym bardziej polecam, że imo doktor Weigl nie jest należycie znany obecnie.

Jak już się zagłębić w tematy historyczne, to dorwałam „Królową” Lady Collin Campbell, biografię Królowej Matki, Elżbiety Bowes-Lyon. Mocno sobie obczytałam tematy poruszone w tej książce, więc teraz, przy oglądaniu „The Crown” mogę coś szeroko skomentować :)

Żeby ustosunkować sobie wiedzę kryminalistyczno-kryminologiczną, sięgnęłam po książkę która jest zestawem wywiadów z prokurator i wykładowcą, Moniką Całkiewicz. W „Zbrodni prawie doskonałej” trochę się dowiedziałam, coś uporządkowałam w głowie. Zdecydowanie jest to lektura pt. „aby mózg mi nie zwiędł”.

Potem książki z innych krajów niż zazwyczaj. Bardzo, bardzo mi się podobały „Boginie z Zitkovej” Katariny Tuckowej, świetnie napisane, genialne połączenie fabuły, historii, akt. Czechy górą :) Potem jeszcze francuskie „Trzy dni i jedno życie”.

Teraz podłapałam fabularyzowane biografie postaci historycznych. Lecę drugi tom o Eleonorze Akwitańskiej (XII wiek, autorstwa Elizabeth Chadwick), w międzyczasie przeczytałam „Grę o kości” Elżbiety Cherezińskiej. I powiem wprost- na historii powinny być lektury. Takie właśnie. I nagle postaci nie byłyby tylko formułką i wszystkie fakty wchodziłyby jak złoto!

Obecnie jeżdżę do pracy na drugą stronę miasta, więc być może wrócę do lżejszych lektur. Ale z pewnością poszerzyłam sobie horyzonty i będę eksperymentować z różnymi formami i tematami.

 

Poza „Ciotką zgryzotką” chcę przeczytać najnowsze książki Cobena, Lackberg, Miłoszewskiego i książkę o Zero Waste.

 

A Wy? Co czytacie, co jest na Waszej liście "must read"?

 

23:30, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 lutego 2018

Pewnie trochę za mało pisałam, ale rok 2017 był dla nas naprawdę koszmarny. Nawet nie to, że: miał być zupełnie inny (a miał!) tylko był okropny i dobrze że się skończył. 

Zaczęło się właściwie w ostatnich dniach 2016- dwa dni przed sylwestrem pierwsze USG pokazujące, że coś z Ziarenkiem jest nie tak. Potem strata maluszka...
Następnie jakieś nadzieje, złe wieści dotyczące mojego zdrowia, kolejna wizyta na ginekologii, niezbyt bezpieczny zabieg. Miesiące kontroli. 
Później powoli, acz systematycznie nasza sytuacja finansowa się pogarsza, co samo przez się jest przecież problemem. Bolesna decyzja o nie-wracaniu do Gdańska. Szukanie pracy. Stres. 
Choruję cały październik i pół listopada, Córeczka- pół listopada. Pod koniec listopada z parkingu znika nasze auto. Jak to mówią: normalnie, ukradli! Jakby ktoś się pytał: nie odzyskaliśmy, już dostaliśmy pismo o umorzeniu postępowania.
Grudzień to bardzo duże problemy zdrowotne naszego Kota. Niestety, mimo leków, codziennych kroplówek, starań... w drugi dzień świąt wieczorem odchodzi...

Do tego jesienią dwie bliskie nam osoby w rodzinie przeżywają duże problemy- jedno nagle choruje i traci wzrok w jednym oku. Drugie zostało pobite tak, że kilka dni było realne zagrożenie życia tej osoby (powoli powoli jest coraz lepiej; a tu policja nie odpuściła i sprawca jest areszcie). 

 

Plusami są oczywiście nasze dzieci, wesele kuzyna (i wszystko co z tym związane), oraz moja siostra, która stworzyła szczęśliwy związek. Ostatecznie znalezienie nowej pracy. I my, ale to już inna kwestia, jakkolwiek nie powinno się traktować relacji jako totalnego constans, ale niech to trwa i twa. Dodatkowo, za pewien sukces uważam to, że Synek dostał się najnormalniej w świecie do miejskiego żłobka, gdzie jest mu całkiem dobrze (adaptacji praktycznie nie wymagał, warunki i panie super).

Tak wygląda szybkie podsumowanie wielu ostatnich miesięcy. Mimo wszystko szukamy pozytywów gdzie się da. 

Dzieci rosną niesamowicie- Córeczka wczoraj skończyła 12 lat. Tortu nie było. Było sushi :) 2/3 do dorosłości!!! Tak szybko mija czas... 

 

Tak wyglądaliśmy w pierwszy dzień nowego roku- zdjęcie specjalnie po to, żeby pokazać, jaka Córeczka jest duża. Wybaczcie mi- bez makijażu i spuchnięta z niewyspania po sylwestrze :) 

Życzę Wam miłego dnia... i do napisania niebawem! :) 

13:08, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga