RSS
czwartek, 29 grudnia 2011

na mnie "błogosławieństwo sukni".

Poryczałam się w salonie sukien :)

       Bardzo przepraszam Was wszystkich, bo nawet bez życzeń tu na blogu wyszło... A szkoda.

       Mam nadzieję że świętowanie mieliście wspaniałe (widziałam u Anairdy... wow :)) i że wszystko idzie pięknie i w tym ostatnim tygodniu 2011 roku :)

 

        Ach, mam tyle nadziei, planów i oczekiwań związanych z nowym rokiem... NASZYM ROKIEM :)

-Obrona pracy inżynierskiej

-Urodziny- już szóste- mojego słoneczka: mam nadzieję że znowu urządzimy jej kinderparty.

-Dostanie się na studia II stopnia i dalsza współpraca z AM

-Wyjazdy: na Pomorze i najpewniej, jako podróż przedślubna i tylko jeśli będą sprzyjające warunki- do Danii

-Pójście Córeczki do szkoły podstawowej

-NASZ ŚLUB

-...i przynajmniej dwa wesela znajomych

-moje 25. urodziny, które obchodzić będę już jako żona... piękny czas na porównania i podsumowania (w moim przypadku możnaby książkę napisać!:))

(a przy okazji to mam bilety na półfinał Euro w Warszawie, więc też będą emocje)

że tak powiem- nie za wiele jak na jeden rok? :)

        Mam też tyle postanowień: mniej się denerwować, ćwiczyć, chodzić do lekarzy i poprawić trochę stan zdrowia, nawet w drobnych sprawach. Więcej sprzątać i mniej czasu spędzać przed komputerem. Wciąż się uśmiechać i znajdować "jasne strony mocy" :) Planuję mocniejsze zaangażowanie się w Samorząd Studencki i w trójkę rodzicielską. Mam zamiar być jeszcze lepszą narzeczoną i najlepszą żoną i mamą jaką tylko mogę być :) Chcę zostać w akademiku, w tym samym pokoju. Z Narzeczonym mamy też swoje postanowienie i plany, mam nadzieję że wszystko się uda.

         Nadenerwowałam się jeszcze przedświśtecznie (i podczasświątecznie) z powodu mojego cudnego promotora i mojej cudownej recenzentki. Jejku, jakby nie było, sporo się można od obojga nauczyć, ale sprawdzenie pracy po roku trzymania jej na półce w późniejszym niż deadline terminie i mocno wczuwająca się w swoją rolę recenzentka (pt. znalazłam więcej błędów niż promotor) kolejne kilka dni później może przyprawić o zawał serca. Nerw miałam niesamowity, siedziałam nad poprawkami kilka wieczorów ( w tym po Wigilii i obu świątecznych dniach), ale już mam wysłane. Mam nadzieję że ocena która na mnie czeka (już! nareszcie!) jest jednak pozytywna... Jeśli tak 3 stycznia składam dokumenty.

          W środę przed świętami pojechaliśmy do rodzinnego miasta Narzeczonego i spędziliśmy prawie dobę u niego w domu. Potem już cały czas moje rodzinne miasto :) Najpierw pomoc rodzicom- tata nie czuł się najlepiej (a jak już się poczuł lepiej to go rozłożyło zapalenie oskrzeli i dalej jest źle). No a potem świętowanie i poprawianie pracy, na przemian :P Wigilia w małym gronie, tata i 4 kobiety. W Pierwsze Święto przyjechał Narzeczony, w Drugie już była pełna chata- przyjechał brat z żoną i dzieciakami. I było naprawdę fajnie :)

    Po świętowaniu mamy codzienne wyjścia na łyżwy- niedaleko mieszkania rodziców jest "biały orlik", małe lodowisko, ja i Córeczka mamy wejście za darmo, wypożyczenie łyżew też symbolicznie- 4 złote. I widać jak Córeczka robi postępy- dużo jej nie trzeba, jest niesamowita :) Przy bandzie sobie sama radzi, kroczy po swojemu, ale idzie jej coraz lepiej, dosłownie z kwadransa na kwadrans :) Poza tym wczoraj poszliśmy na spotkanie mojej starej ekipy- były same baby i mój rodzynek i było super. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi ich brakuje! Kiedyś razem śpiewałyśmy i mamy pomysł, żeby się zreaktywować na święta Wielkanocne... byłoby niesamowicie :)

    A w kwestii prezentów: dostałam dwie książki i kalendarz, i bon do sklepu bieliźnianego, przyda się w tym roku :) Do tego jakiś drobiazg, pierniczki w ładnej puszce :) Córeczka została zarzucona książkami o Martynce, ma też pościel, dwie gry, pluszaka serce, trochę słodyczy i szkatułkę z kosmetykami dla małych dziewczynek. Łowy bardzo udane :) Marzy mi się zakup nowego wiszącego kalendarza Tylkowskiego, ale to troszkę jednak kosztuje. Zobaczymy jak się nam poukłada...

        Im dłużej tu jestem tym więcej myślę jak to będzie gdy się tutaj wyprowadzimy. Mamy mieszkanie do wynajęcia po znajomości więc wiemy gdzie. Ale pytaniem głównym jest- kiedy i jak. Czy wszystko się uda. Na razie jednak wracamy do naszego małego miejsca na ziemi, do Wro, i tam mamy jeszcze wiele czasu do przemieszkania razem. Dążąc do wspólnych celów, radując się każdym, choćby malutkim pozytywem który zsyła nam Góra. I takiego optymizmu życzę Wam też na ten Nowy Rok :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

   Czuję się jak kobieta orkiestra.

   Dziś- dziecko do przedszkola, chwila z Narzeczonym, praktyki (bo taka nazwa im już zostanie, mimo że teoretycznie już praktyki studenckie skończyłam), a praktyk brak, więc do domu, poprawianie inżynierki, drukowanie inżynierki (25 stron, ponad 13 złotych!), zaniesienie pracy do recenzentki, stacja krwiodawstwa- straciłam dwie godziny i 450 ml krwi :P Ale nie miałam czasu na odpoczynek, szybko sklep i do akademika, wstawiłam obiad i poleciałam na korki (które udzielam). Potem dwa przystanki na piechotę, reszta dwoma tramwajami i na łeb na szyję zdążyłam na ostatnią chwilę po wpis ze statystyki. Potem szybkim krokiem do domu i zdążyłam ucałować Córeczkę i przeczytać jej bajkę na dobranoc.

   Wystarczy czy jeszcze mało? :P Dobrze że znoszę oddawanie krwi jak znoszę bo inaczej pół dnia bym musiała przeleżeć. Ale oczekiwanie na zbadanie przez panią doktor było rozwalające :/

   Już dzisiaj naprawdę nie mogę się doczekać Świąt! Bardzo, bardzo, bardzo... Chwila spokoju i czas dla bliskich i już!

Tagi: Ogólne
22:12, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »

Zaliczyłam ostatni przedmiot na studiach I stopnia!

Mam też sprawdzoną pracę inżynierską, właśnie zrobiłam sobie przerwę w poprawianiu jej.

W tym momencie mamy już wiecheć choinkowy na stole w słoiku, jutro i pojutrze będę działać przy ozdabianiu jej. Kilka pierniczków, czekoladowych szyszek i Hani ozdóbek już wisi :)

Na ślub- mamy fotografa. Właściwie to fotografkę. Uff, bo już myślałam że naprawdę ciężko będzie... Albo terminy pozajmowane, albo dość drogo. A tak, wyszło nam taniej niż zakładałam! Jakby wszystkie zakupy i umowy związane ze ślubem nam tak wychodziły byłoby idealnie.

W środę najpewniej pojedziemy do rodzinnego miasta rodziców, a za tydzień będzie tam już z nami Narzeczony. Już nie mogę się doczekać :D

czwartek, 15 grudnia 2011

pierniczki

 

Nie spodziewałam się jak bardzo mi sprawia przyjemność i uspokaja taka czynność jak lukrowanie pierniczków... :)

środa, 14 grudnia 2011

   W niedzielę wieczór J., stary kumpel pisze mi na fb- Cinnamon, masakra, mama M. zmarła...

   M. to drugi kumpel- poznałam ich razem, obu baaardzo lubię i staram się z nimi trzymać kontakt, choćby od czasu do czasu bo każde z nas mieszka gdzie indziej. M. mieszka 80 km od nas, a jego mama, fajna, ciepła kobieta, zmagała się już dłuższy czas z chłoniakiem. 51 lat... M., mój rówieśnik, ma jeszcze młodszą siostrę...

   Rozkleiłam się. Bo ja mam szczęście- mój tata wygląda na to, że mimo że jest pocięty, ze wstawioną stomią, ale się wylizał. Czemu M. nie miał tyle szczęścia? Bardzo nieśmiało próbowałam sobie wyobrazić jakbym ja się miała czuć na jego miejscu... i od razu tego pożałowałam.

    Z racji tego, że upatrzyliśmy sobie obrączki ze sklepu położonego godzinę jazdy od Wro, mieliśmy trochę przygotowanej benzyny w baku. Mieliśmy jechać jeszcze w zeszłym tygodniu, ale nie wyszło, i pomyślałam, że Góra sobie to wszystko już zaplanowała. To jest ten sam kierunek co do M... Więc zapakowaliśmy Córeczkę, pojechaliśmy najpierw po nasze złote krążki- odbierzemy je sobie w styczniu. I już będą, nasze, śliczne- w domu i będą czekały na wrzesień.

   Potem dojechaliśmy na pożegnanie mamy M. i prawdę powiedziawszy, dopiero tam, na cmentarzu, poczułam jak bardzo byłam- byliśmy tam potrzebni. I już chyba wszystko na ten temat napisałam. M. dziękował, a ja wiem że po prostu nie dało się inaczej...

 

 

   Nie wiem czy zauważyliście, ale pojawiły się na blogu linki do candy. Candy to taka miła akcja blogerek, głównie tych które zajmują się rękodziełem. Za pozostawienie komentarza pod notką z ogłoszeniem o candy i wstawieniem linka do niego na własnego bloga bierze się udział w losowaniu, w którym można dostać to co oferuje się w candy- cukiereczkach: dzieła samych blogerek albo inne suweniry. Warto :) Polecam klikanie na te linki, korzystanie z tych losowań i podziwianie tych wspaniałych dzieł :)

    Znowu poprawiam statystykę- ostatni termin- piątek po południu. Masakra... Byłam dzisiaj na konsultacjach, mam nadzieję że teraz się uda- brakuje mi dosłownie kilku punktów (przy 18,5-19 pkt można to zaliczyć, miałam najpierw 11,5 potem 14,5 pkt). Ciekawie się szykuje na praktykach, mamy chwilę zająć się komórkami nowotworowymi i bardzo mi się to podoba! Miałam nadzieję też że uda mi się dopiąć sprawy ze składaniem dokumentów do wtorku- ale promotor mi tego nie ułatwia... Co zrobić... W razie czego dam znać.

    A jeśli coś miało nam poprawić humor, to w poniedziałek zostaliśmy zaproszeni na wesele przez moją koleżankę, E., poznaną przez internet. Spotkałyśmy się raz :) ale jesteśmy w swoim życiu od pewnego czasu codziennie. I tu ją pozdrawiam, bo też dostała linka do bloga! Bardzo się cieszę i mam nadzieję że taki miły gest zacieśni naszą znajomość, i że gdy E. będzie mieszkać bliżej to już w ogóle :) Dziękuję! I cieszę się że będziemy mieli możliwość poćwiczyć taniec przed naszym weselem... które odbędzie się za 9 miesięcy i 1 dzień :)

   Córeczka bawiła się w akademiku w niedzielę na urodzinach koleżanki. Było kinderparty z prawdziwego zdarzenia! I my chyba też tak zrobimy za niecałe 2 miesiące. No i zachwyciła się... małym kaktusem który stał w naszym sklepie jubilerskim. Rozmawialiśmy o tym, i pewnie młoda zostanie właścicielką swojej pierwszej roślinki, i to już niedługo- jak jej się tak kaktusy podobają, to niech ma- tanie, niewymagające i ciekawe :)

    Na święta mam już sporo pierniczków- upieczone i udekorowane czekają na Święta. I trochę ozdób z masy solnej. I trzy plastikowe bombki które udekorowałyśmy z Córeczką w galerii handlowej w sobotę. Przynajmniej taki nasz mały wkład- i tak u rodziców się nalepię, napiekę i nagotuję :)

czwartek, 08 grudnia 2011

    Niestety, jutro mam poprawkę. I dopiero dzisiaj się o tym dowiedziałam :/

   Przyszli teściowie byli, zadowoleni, mamie się podobało, bo pokój jest zdecydowanie duży :) Ale się troszkę napucowaliśmy :) Mamy ślicznie zrobione "mieszkanko" na święta, byle to się utrzymało :)

    Narzeczony pojechał z rodzicami, musi jutro załatwić sprawę w urzędzie. Trochę mi to komplikuje, ale co zrobić... Jak trzeba to trzeba. Właściwie to od czasu do czasu warto za sobą potęsknić, a ostatnio nie mieliśmy takiej okazji :) Cieszę się jednak że szybko wraca. Chwilę bez siebie spokojnie damy radę, ale dłużej... nie wyobrażam sobie.

    Dzisiaj do zmartwień doszło kolejne- widziałam brata i bratową... w jednym pomieszczeniu, ale osobno, już w ogóle bez wysiłku żeby ukrywać że jest po prostu źle. Aż się boję o tym z mamą rozmawiać bo przeżywa to strasznie (i czuła to, dużo szybciej niż ja... jak to mama) i mam nadzieję że mimo że widać że kryzys jest duży, to jest też do naprawienia. Zaciskam kciuki...!

    Z małych fajnych rzeczy: dzisiaj poszłam na praktyki z kawą w termicznym kubku, przyrządzoną przez mojego kochanego. Wczoraj, zanim poszliśmy po Córeczkę wpisał nam w grafik "czas na przytulanie" :) Fajnie tak, z nim :) Wciąż na stole stoją różowe goździki które dostałam od niego tydzień temu... Byle razem, to będzie dobrze. :*

9 miesięcy i tydzień... do Najpiękniejszego Dnia w Życiu :) Doszły dzisiaj, kupione za bezcen dosłownie, butki ślubne na zmianę :)

poniedziałek, 05 grudnia 2011

    Ach, żeby Was tytuł nie zmylił- wolne to ja mam od praktyk a nie wolne w ogóle!

    Dzisiaj wymienili okna w pracowni w której mam praktyki. A że te okna to praktyczna cała jedna (dłuższa) ściana to nie było sensu dzisiaj tam pracować. Moja doktorka rano dorwała mnie w domu w ostatniej chwili, mówiąc, żebym nie przychodziła. A teraz jestem średnio zadowoloną posiadaczką smsa informującego, że zapraszają dopiero od środy, bo jutro będą wszystko sprzątać.

    Gdy ktoś kiedyś był w okolicy placu Grunwaldzkiego we Wrocławiu to mógł sobie popodziwiać Kliniki- zespół klinik AM. Obecnie ten campus, liczący sobie już 100 lat (czyli pochodzący z okresu największego rozkwitu Breslau) powoli się wyludnia- Medyczna zbudowała sobie ogromne gmaszysko po drugiej stronie miasta, gdzie wszystko ma razem, a sale chorych są przystosowane do wymogów chorych w XXI wieku. Biochemia i biofizyka jeszcze sobie na starych, przepięknych śmieciach- pomieszczenia jakoś dadzą radę, a chorych się w nich nie będzie przetrzymywać. Dodatkowo właśnie skończyli odnawiać elewację naszego budynku, no i teraz wymieniają te nieszczęsne okna, które mieli wymieniać jakoś... w sierpniu? A dobrali sobie dzień w którym stale padało (po raz pierwszy w dzień powszedni od wielu tygodni... :P).

    Tak czy inaczej, piękny kawałek terenu do obejrzenia, albo na krótki spacer- Odra, ZOO, Hala Stulecia i Kliniki właśnie.

    Narzeczony wniósł właśnie do pokoju karmnik który zrobił sam (z moją małą pomocą dziś- robiłam za wsparcie przy wkręcaniu śrubek; i swojego taty, który podarował starsze deski, pożyczył wkrętarkę i pomagał piłować). Dzisiaj było zbijanie wszystkich elementów w jedną całość i malowanie- jutro Córeczka powinna być baaardzo zadowolona- czekała na ten karmniczek i dopytywała się, czy i kiedy będzie, teraz będziemy sypać ziarenka i patrzeć na ptaszki na balkonie ;) Do karmnika naładujemy słodycze i to będzie całość prezentu od nas.

    Ja za to dzisiaj robiłam porządki na półkach, a jeśli ja już w ogóle robię takie rzeczy, to tak na chama dokładnie. Więc nie zrobiłam wiele, i wiele jeszcze mnie czeka :) Ale ważne że przynajmniej to zrobiłam. Do tego mamy wypraną firankę i zasłonki, więc też jakoś jaśniej w pokoju. 

    Wczoraj byliśmy na 20. Promocjach Dobrej Książki w Muzeum Architektury i jesteśmy pewni że wrócimy tam na kolejne. Było arcyciekawie, i nie dość że za darmo był wstęp, to niektóre rzeczy (książki, gry, albumy, kartki itp) miały naprawdę niespotykane kiedy indziej promocje :) Bo my takie mole książkowe jesteśmy. Ja korzystam z każdej chwili- w kinie zanim zgaszą światło; w tramwaju gdy mamy 2 przystanki do przejechania; czytam rano i po południu jak wracam z praktyk, nieważne że zimno, jedna ręka w rękawiczce, druga czeka na zmianę stron :) Narzeczony potrzebuje trochę bardziej dogodne warunki, nie umie się tak skupić jak ja, ale kiedy tylko jest okazja to urywa sobie kwadrans do godzinki na lekturę. Ja obecnie czytam ciurkiem Jodi Picoult, w tym momencie bardzo ciężką książkę "Dziewiętnaście minut". Czytając już nie raz różne artykuły na ten temat (masakra w szkole, odniesienia do prawdziwej masakry w Columbine) wiem ile roboty włożyła w to autorka (i za to ją uwielbiam) ale też i sporo wydarzeń opisanych w jej książce zdarzyło się naprawdę- bo jest odniesieniem do owych prawdziwych wydarzeń. Uch, ciarki na plecach, kolejny ciężki temat- ale jakże możliwy do zrealizowania naprawdę!

     No a Narzeczony dzisiaj dorwał w jednej z bibliotek nowiusieńki egzemplarz "Dallas '63" Kinga i jest wniebowzięty- ja też, bo jak się zepnie to i ja się załapię. No i znowu- potęga bibliotek wrocławskich- ledwo książka wyszła, a już jest dostępna do wypożyczenia. Za całe 10 złotych rocznie :P Chociaż ja obecnie mam kartę za darmo- kochane panie szybciej mi ją wyrobiły niż zdążyłam powiedzieć że nie mam gotówki- i już tak zostało, bo one dalej nie mają jakiejś większej potrzeby taksowania studentki :P. Ale przyjdzie jeszcze czas że się odpłacę. Na razie oboje polecamy nasze lektury- przy czym dla osób z depresją nie polecam obecnie mojej, bo to jednak swój ciężar ma.

    Obiecuję że napiszę więcej o studiach następnym razem- dość tych wywodów na dziś :P

niedziela, 04 grudnia 2011

    Jejku, zostały niecałe 3 tygodnie do świąt!

    A ja obecnie jestem "wolna" od nauki. Przynajmniej będę bardziej dostępna na necie, ale na pewno mniej się nie dzieje. Nie mam jeszcze wyników tego zaliczenia z piątku, więc w razie czego muszę jeszcze na tym się skupić.

    Do 15-20 grudnia muszę złożyć wszystkie potrzebne dokumenty potrzebne do obrony, więc podbijam dziekanat :P Oczywiście w międzyczasie muszę pomęczyć mojego obecnego promotora o wykończenie kwestii pracy inżynierskiej (oddałam ją 20 grudnia 2010... A jeszcze nie sprawdzona). Z rodzinnego miasta muszę ściągnąć zdjęcia- robiłam sobie ładne 2 lata temu do prawa jazdy. Prawka nie zdałam, potem odpuściłam, teraz już za późno (niedługo przyjdą poważne zmiany w teorii), ale przynajmniej zdjęcia mam bardzo udane.

    W czwartek najpierw muszę podpisać aneks do umowy o kredyt studencki; jak dostanę się na magisterskie, podobna procedura czeka mnie w lutym albo marcu, grrr... A po południu mamy "wydarzenie"- odwiedzają nas rodzice Narzeczonego, jego mama po raz pierwszy w ogóle. No i mam tremę, bo ja jestem permanentna, niemal niereformowalna bałaganiara, a przyszła teściowa to szczyt przemyślanego wizerunku domu... Ciekawe jak nam to wyjdzie...

    No a w piątek, jeśli nie będę miała akurat poprawki, to pojedziemy kupić sobie obrączki. Cena złota rośnie, więc nie ma na co czekać. Musimy zrobić trochę kilometrów, ale i tak wyjdzie to taniej niż u jubilerów u których byliśmy.

    Z racji tego że Córeczka od środy do dzisiaj była u dziadków, przedwczoraj zaraz po moim zaliczeniu zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do miasta Narzeczonego. Żeby się upewnić że obrączki tam są takie jakie chcemy i tanio. Wyszło odwrotnie, ale działo się wiele innych fajnych rzeczy :) Przede wszystkim- mamy garnitur dla Narzeczonego. Bardzo fajny, najśmieszniejsze było to że to był pierwszy przymierzony tego dnia i co prawda były dwa inne miejsca z garniturami, ale to już był ten i koniec. Wyszło w miarę tanio i fajnie, a jak Narzeczony wygląda w nim, mówię Wam... A przecież nie miał na sobie koszuli, eleganckich butów i całej reszty :)

    Wracając do domu przyszłych teściów weszłyśmy z teściową do salonu sukien ślubnych. Przymierzyłam dwie, pogadałyśmy sobie, poporównałyśmy... Aż miło :) Do pozytywnych aspektów spraw ślubnych dochodzi być może i karton wódki który został mojemu bratu z jego własnego wesela (uwaga, uwaga- 4,5 prawie roku temu :P) który dostaniemy za ładne oczy. :) I taki drobiazg- wypisałam cztery Save The Date i zawiadomienia o zaręczynach w jednym dla mieszkającej daleko rodziny Narzeczonego- to już wszyscy oficjalnie wiedzą!

    Córeczka wróciła dzisiaj cała szczęśliwa od dziadków, szczególnie dlatego że wczoraj spotkała się (czyt. spędziła cały dzień) ze swoją przyjaciółeczką, Asiunią. No szaleństwo, piski, totalna radość :) Po powrocie poszła z nami do kościoła, oznajmiając koleżance na korytarzu akademika, że idzie do kościoła. Drugi raz dzisiaj. No bo raz z dziadkiem, a raz z rodzicami. Jakoś przeżyła, Aniołek jeden. No i nie może się już Mikołaja doczekać. Mamy taki zwyczaj u nas w rodzinie, że na 6 grudnia drobiazgi i słodycze, a porządne prezenty w Wigilię. No i cała paka słodyczy już czeka, a ona czeka na nie. Oczywiście są też paczki w przedszkolu i tu, w akademiku, więc na pewno nudzić się nie będziemy z otwieraniem (i zjadaniem, hehe :P).

    To są ostatnie takie święta. Narzeczony u siebie, my u siebie. Wigilia licha- bywały takie u babci, gdzie było nas naście sztuk na Wigilię i 20-25 osób w I lub II dzień świąt. A w tym roku będą rodzice, moja sis, i my dwie. Potem dojeżdża brat z rodzinką (łącznie 4 osoby), a na II święto do babci całą ekipą. Nie wiem jak nam w praktyce wyjdzie świętowanie, ale jak zamieszkamy w moim rodzinnym mieście to łatwo będzie nawet zmieniać front podczas samej Wigilii. Jejku, już nie mogę się doczekać! To są takie aspekty życia, które nazywają się "rodzina" i można je mieć dopiero po ślubie, a nie po zamieszkaniu ze sobą. I uwielbiam je, i uwielbiam tą perspektywę, że to już tak niedługo :)

    Nasi rodzice planują kolejne spotkanie zaraz po świętach. Dalej jednak nie wiemy co zrobić z Sylwestrem. Jakieś propozycje? No i każde możliwe zdanie dotyczące tego, czy Córeczka (początek rocznika 2006) powinna raczej pójść do szkoły już w przyszłym roku czy dopiero w 2013. Bo ja w obecnej sytuacji nie mam pojęcia co robić. Ehh te dylematy :)

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga