RSS
poniedziałek, 26 marca 2012

    Sobotnie spotkanie uważam wszem i wobec za bardzo udane! Tylko następnym razem trzeba więcej drobiu zaopiekować, bo okazuje się że bratowa nie przepada za karkówką hihi :) Ale chyba wszyscy są tacy zadowoleni. Chyba się odurzyliśmy taką masą świeżego powietrza bo ja osobiście padłam przed 22.30 (a normalnie chodzę spać po północy :))

    Wczoraj udało mi się spotkać znajomego księdza o którym myślałam jako o osobie która będzie prowadziła naszą Mszę ślubną. No i ksiądz ów się zgodził, wpisał nas w kalendarz i jestem zadowolona :) Kolejna rzecz odhaczona. Jeśli chodzi o Mszę ślubną chodzi zostało nam jeszcze kilka detali: poprosić kuzyna o służenie do Mszy, znaleźć jakiś fajny zespół żeby nam grał i śpiewał (mamy już załatwioną koleżankę z saksofonem- zagra nam Ave Maria) i wybrać czytania. Kwiatki w kościele rozdzieli się na trzy albo cztery pary, taki zwyczaj w moich stronach.

   Ja dzisiaj jeszcze coś o ślubach. Na półkach w kioskach i empikach są całe stosy takich magazynów ślubnych, wielkich i ciężkich. No fajnie, ale... warto kupić sobie może jeden. Jak się w ogóle nie ma upatrzonej sukienki. Masz w ręce wielką cegłę za naście lub dwadzieścia kilka złotych. Kilka setek stron, w tym jakieś 95% jest przeznaczona na wykup przez usługodawców albo producentów sukien ślubnych. Zdjęć nie wybierają redaktorzy pisma tylko owi producenci i inni reklamodawcy. Co gorsza, w takim razie w różnych pismach masz identycznych kilka kiecek z tej samej kolekcji, mimo tego że wartych pokazania jest wiele więcej sukien. Ale ich nie znajdziesz w żadnym piśmie, bo każde właściwie ma podobną zawartość reklamową.

    Treść którą zapełnia redakcja magazynu jest w dużej mierze... ehhh z innej planety. Albo piszą jakieś oczywiste oczywistości, albo proponują stylizacje (suknie, fryzury, paznokcie) modne z 10-15 lat temu, albo tak wymyślne bukiety że mało która panna młoda mogłaby taką dobrać do kreacji... Niedawno: opisane jest wesele które młodzi zorganizowali sobie w Ziemi Świętej, panna młoda w krwistoczerwonej sukni żywcem wyjętej z XVIII wieku "własnego projektu"... Ani to do osiągnięcia przez inne pary, ani ładne :/

    Niestety jestem zawiedziona tym co można w polskich magazynach ślubnych znaleźć. Na moje nieszczęście dorwałam kiedyś brytyjski odpowiednik naszej drogiej makulatury... Czemu u nas nie można pisać tak fajnie i ciekawie, proponować takie inspiracje, które są na czasie i każdemu właściwie się spodobają? Ech...

   Tak więc przyszłym pannom młodym proponuję- nie wydawajcie kasy na magazyny ślubne. Lepiej przejrzeć trochę blogów ślubnych, te są dużo bardziej na topie i naprawdę inspirują :)

 

   Czasami najdzie mnie jakaś durna ambitna chęć przeczytać coś "wyższego" niż tylko obyczajówki i kryminały. No i często wtedy biorę się za noblistów. Mam więc nauczkę- maksymalnie jeden noblista na rok. Książkę J.M. Coetzee'go liczącą sobie niecałe 220 stron czytam ponad 3 tygodnie... No masakra. Jakiś czas temu czytałam książkę Doris Lessing i niemal depresji się przy niej nabawiłam... Widać za mało inteligentna jestem na inteligentną literaturę...

piątek, 23 marca 2012

  Kiedyś już wrzuciłam tu piękne zdjęcie mojej siostry. Dzisiaj będzie o bracie.

  Brat jest ode mnie kilkanaście lat starszy. Spędziłam z nim więcej czasu niż z moją siostrą, ponieważ po studiach wrócił na kilka lat do rodzinnego miasta i jakoś sobie próbowaliśmy funkcjonować, choć bywało różnie, co wyjaśnia sama różnica wieku :) Zawsze mogliśmy razem słuchać muzyki, kibicować albo z tatą rozprawiać o polityce, zresztą do dziś brat ma u mnie politycznie pełne poparcie.

  Kiedy tak wcześnie zaszłam w ciążę, był ostatnim z najbliższej rodziny który się o fakcie dowiedział. O ostatnim który by mnie potępił. Jeśli chciał mi zrobić przytyk to zawsze w formie "dobrego żartu" (ekhu, ekhu, dla niego) ale to zawsze było lepsze niż wyrzuty na poważnie, szczególnie po kilku latach...

  Najwięcej się zmieniło kiedy on się ożenił, ja zjechałam do Wro (gdzie i on mieszka) i jemu rodziły się dzieci: najpierw Bratanek, potem Bratanica. Wyrosłam niemal na autorytet w kwestii dzieci i o wiele rzeczy Brat się dopytywał. Potem pojawiły się dorywcze prace które dzięki niemu (i z nim) podejmowałam i pewnie dalej będę podejmować.

  Nigdy jeszcze jednak nie było tak, żebyśmy się spotykali "towarzysko", nie dla dzieci żeby się razem pobawiły, ale tak- pójść do klubu, restauracji albo zaprosić się na obiad do domu. Jutro będzie pierwszy raz. Nareszcie! Oczy mnie pieką od mielenia cebuli na marynatę, zrobimy u nich grilla. Ale choćby i oczy mi łzawiły przez kolejne kilka dni- warto. Mam nadzieję że to rzeczywiście będzie przełom w naszych relacjach, że takie popołudnia będą się nam powtarzać regularnie a my będziemy zacieśniać więzi. My jako rodzeństwo, Narzeczony i Bratowa też.

  Właśnie tym bardziej się cieszę że Narzeczony i Brat też się raczej dobrze dogadują, a Bratowej potrzeba czasu na towarzyski "rozruch" więc takie grille mogą przynieść samo dobro. Bo o dzieciaki się nie martwię- cała trójka przepada za sobą :)

  Tak, to się nazywa prawdziwa Radość :D

PS. Nigdy w życiu nie robiłam tak złożonej marynaty. Mam nadzieję że karczkowi pod nią będzie dobrze, a nam jutro po tym karczku- smacznie ;)

PPS. Zmieniliśmy decyzję co do fotografa na ślub. Wielkie rozterki, przeliczenia i rozważania, licytowanie się z dwoma konkurentami i mamy. Prawdę powiedziawszy to po wyborze mojej świadkowej druga rzecz która marzyła mi się nie od dziś- mieć M. jako fotografa na swoim weselu. 

poniedziałek, 19 marca 2012

   Pierwsze wyjście na plac zabu- zabaw (tak Córeczka wciąż mówi), pierwszy owocowy piknik i czytanie gazet na trawie zaliczone! Weekend był piękny pogodowo, dzisiaj niestety jest dużo chłodniej, ale lepiej tak niż miałoby być odwrotnie- zimno w weekendy i ciepło w ciągu tygodnia, kiedy trzeba odsiedzieć swoje na uczelni, praktykach czy gdziekolwiek indziej.

   Dziecko było zmierzone w zeszłym tygodniu- ponad 21 kilo, 121 cm wzrostu. Ja w jej wieku nie miałam 117 cm... Na razie zadziwia tymi długimi kończynkami :) Spotkała wszystkich swoich kuzynków- córkę kuzynki i dzieci mojego brata w ten weekend i była z tego faktu bardzo zadowolona :) Ona się świetnie bawi z młodszymi dzieciakami, pozwoli im wejść sobie na głowę a sama nie ma ochoty im robić krzywdy, dzieci są zajęte, Córeczka jest zajęta, wszyscy są szczęśliwi :)

    Czeka mnie jutro kartkówka z francuza, jutro już na 100% Nie ma nic przyjemniejszego niż kartkówka o 7.30 rano, kiedy wcześniej jeszcze trzeba się przespacerować z Córeczką do przedszkola a potem przejechać wypchanym jak puszka sardynek tramwajem :P

     Mija nam dzisiaj 8 miesięcy od zaręczyn. O matulu, tyle czasu już minęło? :)

  

piątek, 16 marca 2012

   Byłam dzisiaj z Córeczką na urodzinach jej koleżanki z przedszkola w największym we Wro miejscu zabaw. Ale niesamowite, robi wrażenie- ogromna przestrzeń, ogromne zabawki, sal na urodziny z 10 przynajmniej. Atrakcji masa. Dzieci nam się rozbiegły, były w pół godziny całe zgrzane i spocone :P

     A po pewnym czasie do zabawy dołączyliśmy się my- rodzice. A przynajmniej połowa :) Na wielką dmuchaną poduchę rzucaliśmy się na raz we czwórkę żeby dzieciaki na środku porządnie podskakiwały :) Wspinałam się za młodą to tu, to tam, skakałam na trampolinie ( z całą dziecięcą ferajną), bawiłam się w berka po dmuchanych materacach, nosiłam dziewczyny na plecach :P Jeśli chodzi o kondycję i zmysł równowagi to dzieciaki nas przebijają o głowę- ostatecznie i my byliśmy czerwoni i spoceni :P Jeden z tatusiów stwierdził, że jakby wiedział że jest tylu innych rodziców chętnych do zabawy, to by się w dres ubrał...

     Super sprawa. Fajnie tak sobie czasami poszaleć :) Dobrze wiedzieć że to dziecko we mnie cały czas ma się dobrze :D

Tagi: Radości
23:01, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 marca 2012

     Ale mi się dobrze dzień zaczął :) Wczoraj miałam spotkać się z dyżurną panią pedagog (sorry, nie jestem feministką-histeryczką, nie napiszę pedagożką, ładniej brzmi pani pedagog i też podkreśla płeć) w przedszkolu Córeczki. Nie udało mi się do niej dostać, bo mi się śpieszyło, a ona miała konsultacje z "nagłym przypadkiem". Ale dzisiaj odprowadziłam Córeczkę (wyjątkowo, dzisiaj mam dopiero na 11 zajęcia) i spotkałam tą panią. A ona mnie wypytała o co chodzi, pogadała, i o szkole i o naszym ślubie i obiecała się zająć Córeczką specjalnie. Nigdy jeszcze młoda u pedagog nie była- jest dzieckiem totalnie w normie, nie było potrzeby- ale przy okazji zbliżających się zmian dobrze będzie mieć jakąś profesjonalistkę która nam doradzi :)

     W środy chodzę z Córeczką na wykład. Targam laptopa i słuchawki i podłączam młodą do bajki. Pan wykładowca ma, według mnie, koszmarny przedmiot, do tego wymaga obecności na wykładzie, ale bardzo sympatycznie podchodzi do naszego tandemu, więc wracam co prawda zmęczona (ok 19) do domu, ale zadowolona.

     Bawię się w różne techniki robienia biżuterii, zaczęłam robić wisiorek sutaszem. Ciekawa jestem, czy i kiedy go skończę, no i jak będzie wyglądał na końcu :)

     Sama mam jednak sporo roboty- na jutro do oddania 3 sprawka, dzisiaj najpewniej kartkówka z francuskiego (muszę przyznać, bardzo lubię ten język i te zajęcia), jutro koło z projektowania procesów biotechnologicznych, no i dwie poprawki sprawek z matematycznego modelowania procesów biotechnologicznych... W przyszłym tygodniu będzie lżej, mam nadzieję...

 

Dzisiaj zostało nam równo pół roku do ślubu! :) Już tak blisko, i zarazem tak daleko, tak czy inaczej, jest to dzień bardzo upragniony przez nas, bardzo się cieszę, że nadchodzi :)

niedziela, 11 marca 2012

    Ale mieliśmy fajny weekend :)

    Trochę shoppingu zaliczyliśmy wczoraj- chociaż oboje nienawidzimy wleczenia się po sklepach i przebierania, wybierania, przymierzania to mieliśmy tym razem cel. Wyszliśmy z jednej z Wro galerii totalnie wykończeni, ale zadowoleni :)

    Żebym się jeszcze lepiej czuła w sobotę do południa to myślę że porobilibyśmy jeszcze coś ciekawego, ale mój brzuch miał inne plany. Ale za to dzisiaj sobie odbiliśmy: śniadanko, kościół (tym razem Msza dla dzieciaków- jak zawsze uśmialiśmy się nieźle podczas kazania), potem oglądaliśmy jak Justyna zajmuje 2. miejsce w biegu na 30 km... A potem pojechaliśmy na miasto bo spotkaliśmy się z moim bratem i bratankiem w bardzo fajnej kawiarence stworzonej dla rodziców z dziećmi (Czerwony Stoliczek)- wypiliśmy pyszną kawę, zjedliśmy po serniczku, dziecko uwalało się czekoladą z muffinki i zakleiło się lizakiem :P Potem słuchaliśmy fajnego zespołu grającego na Rynku, pięciu gości, najpewniej z Rosji, naprawdę świetni :)

   Podpatrzyliśmy wiosenne ramówki na dostępnych nam kanałach i właściwie ułożyliśmy już sobie to, co chcemy obejrzeć przez cały tydzień. Więc jest konkretna godzina i zasiadamy sobie przed TV :)

 

    Czekają mnie ciekawe święta Wielkanocne. Już myślałam że będę miała zajęcia w Wielki Czwartek (8.30-13.00) i od razu we wtorek (od 7.30), mam tylko te czwartkowe, wtorek wolny- ufff! Ale jadę do rodzinnego miasta a tam... pusto. Moja sis zgarnia mi rodziców na czwartek i piątek do Kalwarii Zebrzydowskiej i sama będę pewne rzeczy szykować :P Ale mam nadzieję że się jakoś ogarniemy. Ale to tak czy inaczej spore wyzwanie przede mną :)

No i będą to ostatnie święta przed ślubem, czyli bez siebie. Narzeczony pewnie dotrze do nas w poniedziałek i zabierze nas z powrotem do Wro. Ogólnie planujemy nasze wspólne święta spędzać raz z moją rodziną, raz z rodziną narzeczonego, ale myślę że kiedyś spróbujemy spędzić je tylko w gronie tym najmniejszym i najbliższym. Czy to kiedyś wypali? Może, na razie cieszymy się z rodzinnej atmosfery i sam fakt spędzania świąt wspólnie nas raduje :)

20:45, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
środa, 07 marca 2012

Możnaby powiedzieć, że ja "tylko" studiuję i zajmuję się dzieckiem. Czy aby na pewno?

    Poza tym że spędzam masę czasu na uczelni, mam jeszcze "dzień AM"- we wtorek mam tylko jedne zajęcia, francuski na 7.30, i resztę dnia spędzam odmierzając, pipetując, sporządzając zamówienia, "puszczając" elektroforezy i robiąc masę innych rzeczy. Poza tym na AM mogę być po dwie godziny we środę, czwartek i piątek, i staram się też wtedy tam być. A z uczelnią też nie jest tak, że tylko na zajęcia- co jakiś czas trzeba polecieć do dziekanatu, biblioteki. No i uczyć się w domu!

     Zajęcia córeczki i moje musimy sobie poukładać tak, żeby wszyscy żyli :) W poniedziałek i środę mam zajęcia po południu- raz zostawiam małą w akademiku pod opieką "cioć", raz biorę ją za sobą. We wtorki i czwartki młoda ma swój balet. Wykombinowałam sobie tak, że wymieniając się z Narzeczonym w poczekalni sali baletowej, udaje mi się dotrzeć na korepetycje :)

    Mam też wciąż dzidziusie do opieki- obecnie wychodzi mi takiej opieki 4 godziny na tydzień, z racji dużego nawału zajęć na uczelni. Do tego staram się pomagać albo nadzorować trzy inne projekty, w tym jeden pilnuję właściwie codziennie i sprawia mi sporo przyjemności :)

    Jakiś czas temu zapisałam się do starań o EuroStaż (miesięczny, płatny staż w Parlamencie Europejskim), dzisiaj jest ostatni dzień drugiego etapu i dzisiaj większość dnia na to poświęcę :) Poza tym, jak tylko mogę, inwestuję czas w konkursy- z Córeczką się udało, z drugim konkursem czekamy na wyniki. Ja sama z Narzeczonym za taką wygraną wybraliśmy się na koncert w sobotę (o czym już chyba pisałam).

   Jest jeszcze Narzeczony z którym po prostu chce się spędzać jak najwięcej dobrych chwil, no i jest jeszcze dom do ogarnięcia. Obiady, sprzątanie, takie tam- ale jednak, wiadomo, zajmuje czas.

   Nie dziwić się więc, że wypad na miasto, który zajął mi łącznie 1,5 godziny, czekał na realizację 2 tygodnie. Ma-sak-ra :/ No ale mogę to przynajmniej wykreślić że swojej listy "to do". I dobrze :)

   Postanowiłam sobie, że przeczytam w tym roku 20 książek. Rok temu się udało, albo było w miarę blisko. W tym roku, przy takim tempie- o matko, nie wiem jak to się uda ;) Ale jakbym wliczała książki które czytam młodej na dobranoc, to nie byłoby problemy :P

 

    A i Córeczka się nie nudzi. W piątek- filharmonia (o Baltazarze Gąbce! Uwielbiałam tą bajkę!). Jeszcze w marcu idą oglądać Panoramę Racławicką. A w maju przedszkole dostało darmowe wejściówki do Humanitarium, nowego ciekawego miejsca we Wro. W czerwcu będzie miała pierwszy występ baletowy na dużej scenie. Fajnie to wszystko się układa, im więcej takich ciekawych wydarzeń, tym lepiej :)

poniedziałek, 05 marca 2012

   Poza ostatnimi sukcesami w konkursach, dostałam dodatkową paczkę.

   Od dłuższego czasu jestem zalogowana na streetcom.pl gdzie można testować różne produkty, dzieląc się promocyjnymi produktami ze znajomymi i zbierając opinie. Ostatnio nareszcie załapałam się na jakąś kampanię :)

   Dostałam paczkę od TetraPak, producenta opakowań, który chciałby zwrócić uwagę na fakt, że dzięki produkowanym przez nich kartonom napoje znajdujące się w środku nie zawierają konserwantów. Ciekawie :)

   Napiszę o tym więcej jeśli będę miała już cały pogląd sytuacji, ale koleżanki chętnie sięgają po soczki dla swoich dzieci. I niektóre pierwszy raz słyszały o firmie TetraPak :D

Tagi: polecam
21:20, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
niedziela, 04 marca 2012

   Proszę o wybaczenie- jestem tak zabiegana, tak zajęta że oszaleć idzie. Jakby chodziło tylko o chodzenie na zajęcia i radzenie tego z opieką nad Haneczką to byłoby to małe piwo... Ale ja oczywiście mam tysiąc innych spraw do załatwienia. Teraz też muszę każdą dziurę w zajęciach poświęcić na pracę w laboratorium i jest mi bardzo ciężko.

   Byliśmy jedną dobę w moim rodzinnym mieście, miałam tam też masę rzeczy do zrobienia. Niestety nie udało się załatwić wszystkiego, będę musiała jechać jeszcze raz :( Za półtora tygodnia chyba wylecę na szybko, mam nadzieję że tym razem się uda. Córeczka spędziła trzy dni u dziadków, a my wróciliśmy do Wro i też skupiliśmy się na tym żeby zrobić coś ponad. Byliśmy na urodzinach przyjaciela Narzeczonego, i na koncercie na który wygrałam bilety- było bardzo fajnie, zrobiliśmy też zakupy, na spokojnie, bez stresu że jak wybierzemy się za późno to się młoda nie wyśpi. Ale oczywiście były też inne spotkania- tydzień temu  spędziliśmy pół niedzieli jedząc frytki u mojej babci, a wczoraj porozmawialiśmy z moją kuzynką- świadkową. Noi fajne to wszystko jest ale fakt- chcąc to wszystko godzić, a do tego mając ciężkie tematy w głowie- czuję się momentami wyzuta psychicznie. Dzisiaj w ogóle mam chyba jakiś gorszy dzień...

   Fajnie że jest trochę cieplej, to bardzo pomaga. Coś czuję że niedługo będzie trzeba wygrzebać rower, w ten sposób będzie mi dużo łatwiej pokonywać odległości pomiędzy polibudą, medyczną, akademikiem, przedszkolem i miastem, jeśli będzie trzeba.

   Marzec dla mnie to trochę wiosny, dialogi, ale też taka świadomość że zostaje pół roku do ślubu. I trzy miesiące do wakacji, bądź co bądź :) I znowu mam syndrom odliczania- już bym chciała żeby... :) 

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga