RSS
czwartek, 28 marca 2013

   Odpowiadam na pytania z Best Blog Award zadane przez Lasubmersion :)

1. Co jest dla ciebie ważniejsze: mieć czy być?

Być

2. Jaką formę związku preferujesz: konkubinat, małżeństwo czy związek partnerski?

Jak widać- małżeństwo

3. Co cię motywuje do działania?

Cele długoterminowe, efekty, terminy, adrenalina, czekająca mnie satysfakcja ze zrobionej rzeczy/ wykonanego zadania

4. Co cię motywuje do działania w gorszych momentach?

Eee... to samo? Tylko szukam wsparcia najbliższych, dodatkowej dawki czułości i wyluzowania/ przerwy od czasu do czasu.

5. Za 10 lat chciałabym...

Mieć trójkę dzieci, własne miejsce do życia, satysfakcjonującą pracę i wciąż szczęśliwe małżeństwo. I trochę czasu wolnego.

6. Najważniejsze osoby w moim życiu to:

Mąż, Córeczka. Do tego rodzice, rodzeństwo, kilka osób z bliskiej rodziny, przyjaciółki.

7. Twoje wymarzone miejsce do mieszkania

Miasto rodzinne albo Dania :)

8. Jaką książkę/książki obecnie czytam?

Zawsze można to sprawdzić w zakładce Moje/ Czytam właśnie. Obecnie książki Jodi Picoult. Lubię beletrystykę, nienawidzę książek motywacyjno-psychologicznych.

9. Jakie cechy drugiego człowieka są dla ciebie najważniejsze?

Otwartość, szczerość, optymizm, brak hipokryzji, i- chyba przede wszystkim- konsekwencja. 

10. Twoje motto

Nie mam. Lubię odwracać stwierdzenie Seneki i wychodzić z założenia- od ciebie zależy czy jesteś szczęśliwy i za takiego się uważasz. No i kolejne założenie- w życiu jest równowaga- teraz jest gorzej, więc kiedyś będzie lepiej i nie może być tak, że wszystko wszędzie i zawsze jest idealne.

 

Moje pytania:

1. Jakie masz najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

2. Jakiego napoju pijesz najwięcej?

3. Jaki masz dominujący kolor w szafie?

4. Lepiej szybki lot samolotem czy spokojne płynięcie promem?

5. Jakie masz plany na najbliższe wakacje?

6. Kim chciałaś być jako mała dziewczynka?

7. Czy miałaś jakieś "kategoryczne zdanie" kiedyś, któremu zaprzeczyłaś w dorosłym życiu/ którego się wstydzisz?

8. Jaka jest dla Ciebie granica spraw opisywanych w internecie? (np.piszesz o kłótniach, seksie, pokazujesz każdy możliwy zakup, przeklinasz, piszesz o poglądach politycznych itp)

9. Masz roślinki w domu/ pokoju? Jakie?

10. Mój obecny kolor lakieru do paznokci to...

 

Kochane, która chętna, niech czuje się nominowana i niech pisze (i napisze mi o tym w komentarzu).

Nie obraziłabym się gdyby wypowiedziały się: Magnolka, Leleth, Smoczyca, Arietta, A- normalna :)

Tagi: zabawa
11:04, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 25 marca 2013

    Wreszcie! Jutro zaczynam właściwe badania do mojej magisterki!

Założenie jest takie: przynajmniej dwa tygodnie badań (ale takich, że Mąż będzie zwalniał się szybciej z pracy żeby odbierać Córeczkę bo będę siedzieć do wieczora), dwa tygodnie pisania, dwa tygodnie sprawdzania/poprawek. Przy takim założeniu w maju powinnam mieć gotową pracę i spokój w tej kwestii :)

   Jutro też składam dokumenty do doktoratu. Jeszcze podpis mojego przyszłego Szefa i będę miała komplet dokumentów.

    Bardzo dobrze mi się zaczął ten tydzień. Niech będzie tak dalej :)

 

PS. Czy mogę prosić o hasła/ możliwość dostępu do Waszych, zahasłowanych blogów? Chętnie wpadnę, odwiedzę, czasami skomentuję :)

niedziela, 24 marca 2013

    Wciąż nie mamy albumu ślubnego. Wywołaliśmy sobie dosłownie 5 zdjęć które wiszą u nas na ścianach. Ale wracamy do tych zdjęć, do wspomnień i na pewno tego albumu nie odpuścimy :)

     Niektórzy zastanawiają się, co się może zmienić po ślubie, szczególnie dla ludzi, którzy wcześniej budowali swoją codzienność razem.
Ano, zmieniło się sporo.
     W przygotowaniach do ślubu poświęciliśmy się bardzo, i takie postanowienia, wyrzeczenia, starania trwały bardzo długo. Było ciężko, ale i... warto. Ubogaciliśmy siebie, nasze życie i wspólną relację.

     Co jeszcze się zmieniło?

1. Mamy wspólne nazwisko. Wszyscy nazywamy się tak samo i to sprawia taką samą przyjemność mi, jak i Mężowi, który przecież nas tym nazwiskiem obdarował. Co prawda wciąż w głowie do końca się nie przyzwyczaiłam, to już się nie mylę, a na pewno nie żałuję że dokonałam tej zmiany :) To wzmacnia poczucie wspólnoty, co w rodzinie takiej jak nasza, patchworkowej, bardzo się przydaje- szczególnie w relacjach "na zewnątrz". Mąż był zachwycony moim nowym dowodem, publikacjami którymi jestem autorką- nawet nie spodziewałam się że to może sprawiać taką przyjemność :)

2. Spędzamy razem święta. Nasze marzenie od początku. Świadomie nie spędzaliśmy u siebie Wigilii czy Śniadania Wielkanocnego i bardzo dążyliśmy do tego momentu. Teraz zbliża się nasza pierwsza Wielkanoc, jestem jej bardzo ciekawa i baaardzo się z niej cieszę. A przy pierwszym wigilijnym łamaniu się opłatkiem po prostu poleciały łzy... Prawdziwe, pełne święta :)

3. Wszędzie i zawsze- legalnie i mentalnie- jesteśmy uznawani za jedno. I rozdzielić nas nie można. Bez strachu o jakiegoś służbistę w okienku, u lekarza, gdziekolwiek. Teraz możemy razem starać się o różne rzeczy- o wspólne rozliczanie, kredyt, mieszkanie, informację, mieszkanie w jednym pokoju na rekolekcjach :). Po ślubie chyba nie spędziliśmy więcej niż doby bez siebie. I gdyby pojawiły się dzieci... nikt nie mógłby się czepić :) A my sami też odblokowujemy się na ten temat, to pieśń przyszłości na razie, ale rozmawiamy o konkretnych warunkach do spełnienia by pozwolić sobie na małego wspólnego człowieka. I cieszymy się na myśl o nim (chociaż Córeczka w tej kwestii bije wszelkie rekordy, gotowa obrazić się na nas bo nie ma rodzeństwa). 

4. Między nami- mamy cudowne poczucie bezpieczeństwa. Nasza więź się wzmocniła bardzo od czasu ślubu. Pierwsze dwa miesiące były w ogóle zachwycające, bardzo się nam podobało bycie w nowym, małżeńskim, stanie. Ale dopiero potem nauczyliśmy się mówić do siebie pieszczotliwymi określeniami żony i męża, więc dodaliśmy dodatkowy wymiar do nowego życia :) Mąż jest wspaniałym facetem, i chyba się powtórzę- z dnia na dzień coraz bardziej się upewniam, że przysięgałam właściwemu facetowi, i że to on jest moim przeznaczeniem. A myślałam że już bardziej się nie da!

5. Po weselu sporo osób się poznała, polubiła, ma wspólne tematy. Ostatnio na wieczór zaprosiliśmy parę znajomych Męża i moją przyjaciółkę. Mąż ma znajomych i przyjaciół z jednego miasta, jeśli oni się nie przyjaźnią to przynajmniej się kojarzą, moi znajomi to zbiór pt. "każde z innej parafii", więc też fajnie było ich zintegrować. I tak dzieje się dalej. Mamy na "sumieniu" nową parę, od października czy listopada są razem, poznali się na naszym weselu. O naszych świetnych relacjach ze świadkiem i jego żoną już wspominałam. Takie fajne sytuacje będą się utrzymywać jeszcze dłużej i to też jest fajną konsekwencją naszego wesela (czy wspominałam, że na naszym weselu nie było nawet sześćdziesięciorga ludzi?).

6. Obrączki też są dla nas ważne. Na samym początku, po zaręczynach i pierwszych przygotowaniach, wiedzieliśmy że będziemy nosić nasze obrączki. Właściwie nie rozstajemy się z naszymi GPSami i to piękny symbol tego co nas łączy. W środku mamy wygrawerowane "Kocham Cię na okrągło" bo miało być z lekkim dowcipem, po naszemu. Mało brakowało, a z racji postanowienia będzie tam "załóż ją z powrotem" :P Mąż całuje mnie "w obrączkę" i to jest piękny, bardzo znaczący gest, fantastyczna sprawa. Takie uszanowanie przysięgi i błogosławieństwa które na nas spadło...

7. Mamy większe rodziny... a właściwie jedną wspólną. Fajnie czuć że jest się akceptowanym, przyjętym do rodziny, z całym dobrodziejstwem inwentarza oczywiście :) Fajnie brać udział w rodzinnych dyskusjach na równi z resztą. Fajnie... spać w jednym łóżku w naszych domach rodzinnych :P

     Naprawdę, czuję się pobłogosławiona tym małżeństwem. I nie, nie zaciskam mocno powiek z zaklęciem "byle tak było dalej". Bo samo się to "dalej" nie zrobi. To zależy tylko od nas. Chęci nam nie brakuje, małżeństwo się nam bardzo podoba. Trzymamy się razem, wspieramy, staramy się urozmaicać wolne chwile, obdarowujemy się czułością i doceniamy się. Widzę nas za 50 lat wciąż razem, i wydaje mi się że mamy szansę :) Dobrze jest (bo kochamy się) :*

piątek, 22 marca 2013

To był tak naprawdę koszmarny tydzień.

Dawno nie miałam tak, żeby chandra trzymała mnie dłużej niż kilka godzin, a co dopiero kilka dni... A ja od poniedziałku do czwartku nie mogłam sobie poradzić ze wszystkim. Powód- publikacja, termin, poprawki, stres z tym związany. Nic fajnego.

Teraz praca poszła już do organizatora konferencji, ja jestem po dłuuugiej rozmowie z Promotorką, spokojnie położyłam się wczoraj spać i jest zdecydowanie lepiej... Uff. 

Przyszły doktorat pokazał rogi, wdarł się w nasze życie wieczorne i weekendowe i dał przedsmak tego, "jak może być". Oczywiście czasami, ale trzeba być gotowym na występowanie takich sytuacji.

Miałam niejedną chwilę zwątpienia w tym tygodniu. Mam nadzieję że i to minie. Teraz chcę się skupić na miłym dzisiejszym wieczorze ze starym kumplem i jego nową dziewczyną, jutrzejszym obiadem u świadka i jego żony i poniedziałkowym składaniem dokumentów na doktorat. Tak, tak, we wtorek kończy się rekrutacja :)

Mąż dzisiaj wypożycza grę planszową- K2. Super sprawa- za 10% wartości gry pożyczasz ją na 3 doby. Wystarczy na przetestowanie gry i przekonanie się (lub nie) że chce się ją kupić. Na razie my kupować nie będziemy, ale moooże, na wakacje albo po nich... :)

wtorek, 19 marca 2013

Rozmowa z Mężem o mojej alergii

ja- w zeszłym roku było naprawdę nieźle. Możliwe że mój układ immunologiczny dojrzewa, i uczy się że te pyłki to nie jest nic strasznego

na to Mąż- no widzisz, taka jesteś mądra że nawet twój układ immunologiczny się uczy

 

 

Skończyłam czytać książkę po angielsku. Moja druga w życiu. Uff... :)

Tagi: my rozmowy
21:50, cinnamon.tea
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 18 marca 2013

Kto się przyłącza? :)

Ja nie zawsze pamiętam albo nie zawsze słyszę wystarczająco wcześniej o akcji, żeby pamiętać o niej i ją zaplanować u siebie. Tym razem będzie inaczej!

www.godzinadlaziemi.pl

Moim zdaniem akcje które "odblokowują się" po konkretnej liczbie biorących udział są rewelacyjne i zawsze jestem ciekawa, jak ostatecznie zakończy się jedna czy druga taka "zachęta".

 

Mam nadzieję, ale tak bardzo, bardzo mam nadzieję że wiosna przyjdzie już bardzo szybko. Dzisiaj bardzo serdecznie miałam dość deszczu ze śniegiem...

Tagi: okazje
20:43, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 marca 2013

   Lubię pomagać. Jestem dumna z tego jestem krwiodawcą, jestem zarejestrowana jako potencjalny dawca szpiku, noszę ze sobą kartę dawcy i z rozrzewnieniem wspominam fakt że kiedyś udało mi się pomóc pewnej małej dziewczynce rozstać się z rurką tracheostomijną. Taka konkretna pomoc bardzo mi się podoba. Nie mogę zrobić wszystkiego, cieszę że choć tyle...

   Jakiś czas temu wpadł mi do głowy pewien pomysł. Po raz kolejny trafiłam na tekst pod apelem o wpłaty na konta fundacji "każda złotówka się liczy". No okej, nie mamy jakoś wiele kasy, ale to jest dla mnie, dla nas ważne. I od tamtej pory, przynajmniej co miesiąc, wysyłam przynajmniej złotówkę za każde z nas na jakąś fundację. Czasami są to dosłownie 3 złote, czasami 30 zł, zależnie od możliwości. I ja się cieszę- jest wiele takich potrzeb, na których przydadzą się pieniądze. Ale zastanawiam się czy ktoś "z drugiej strony" gdy zobaczy że przychodzi przelew rzędu 3 złotych, nie puknie się w głowę, że "bez przesady". Czy pamięta że każda złotówka się liczy, czy wtedy widzi przede wszystkim cel, warty często dziesiątki czy setki tysięcy?
Więc czy takie postępowanie jest głupie, czy prawdziwie przydatne? Jak Wy myślicie? A może ktoś sam ma doświadczenie, jak odbierał małe kwoty na jakiś cel?

  Wiem komu moi bliscy będą przekazywać 1%- na Stowarzyszenie Misja Dworcowa, która odwala kawał dobrej roboty i warto im pomóc.
Nasze marcowe pieniążki "poleciały" na pomoc rodzinie jednego z tych, którzy zostali strzec Broad Peak...

01:16, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 marca 2013

Pół roku temu byliśmy już pod kościołem, wypięknieni, uśmiechnięci, szczęśliwi :)

 

 

   Dostałam dzisiaj ciekawy telefon i być może czeka mnie ciekawe doświadczenie życiowe :) Spędzę trochę czasu w autobusie czy pociągu, ale mam nadzieję że będzie warto :)

 

    Publikacja wysłana do sprawdzenia. Zostaje mi teraz uporządkować bibliografię, napisać "obszerniejsze streszczenie w języku angielskim". W poniedziałek wysyłam całość. Poza tym czeka mnie: wizyta w dziekanacie, u dentysty, w labie. We wtorek za to idę na konsultacje z trenerem osobistym (promocja z dnia kobiet, jestem bardzo ciekawa jak to będzie). Nigdy nie chodziłam na "prawdziwą" siłownię, może teraz mi się zachce...

   Chwilowo bardzo cieszę się z tego weekendu. Jutrzejszy dzień świetnie się zapowiada, powinnam mieć możliwość odetchnąć po wymagającym tygodniu.

 

Fajnie mi dziś :) I kocham Męża coraz bardziej :D

czwartek, 14 marca 2013

Myślicie po co/ dlaczego ktoś zaznacza i kopiuje teksty z tego bloga?
:/

Pytanie drugie- podoba się Wam "słoneczne oblicze bloga"? :)

 

Publikacja- część sprawdzona. Maksymalnie mogę dobić do 6 stron, obecnie mam 4,5 :) Chcę dzisiaj skończyć pracę "objętościowo". Potem sprawdzanie, poprawki, sprawdzanie, poprawki i w poniedziałek publikacja leci w świat. Uff... Już mam taką myśl, że jest dobrze.
Chwila wolnego i w środę chcę prosić moją promotor o wytyczne do pisania magisterki.

19:17, cinnamon.tea
Link Komentarze (16) »
środa, 13 marca 2013

Witaj Franciszku!

Tagi: wydarzenia
20:53, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 marca 2013

   Tak mi się dzisiaj marzą...

Nie takie gorące, o, takie jak na zdjęciu... (kto zgadnie gdzie to?)

 

 

Mamy z Doktorantem wniosek na przyszłość- nie dać sobie tylko tygodnia na napisanie publikacji!!!
Muszę napisać 4-6 stron- na razie mam troszkę ponad jedną...

poniedziałek, 11 marca 2013

Piszę publikację STOP Moją pierwszą jako pierwszego autora STOP Korekta poprzedniej publikacji to był mój i kolegi niezły koszmar w zeszłym tygodniu STOP Kolega może się tu pojawiać, więc od dziś określam go Doktorantem STOP Mam dwa dni na napisanie wstępnej wersji całości- 5 stron STOP Córeczka i Mąż mają się dobrze STOP Ruszyła rekrutacja na doktorat STOP Wkurzyłam się na moją obecną alma mater STOP Proszę trzymać za mnie kciuki!

sobota, 09 marca 2013

Kilka dni temu obudziliśmy się i przychodzimy budzić Córeczkę.

Siadamy obok niej, głaszczemy, całujemy, a ona się przeciąga i mamrocze:

- czemu mnie obudziliście, miałam taaki piękny sen... (i jakby znowu zasypia)

Mąż: a co ci się śniło?

Córeczka (przez sen): kwiatuszki...

:)

 

Ot, taki miły element po wczorajszej smutnej notce...

12:24, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 marca 2013

     Wieeele lat temu trafił w moje ręce numer "Focus'a". W środku dodawali jakieś materiały ekstra, wtedy był to skrót opisu tragicznego maja 1996 pod Mount Everest, kiedy w ciągu dwóch dni zginęło tam ośmioro ludzi. Artykuł zrobił na mnie tak piorunujące wrażenie, że nie mogłam spać, w pamięci miałam całe akapity tego tekstu... Moja sis na moją prośbę kupiła mi książkę na podstawie której został napisany- "Wszystko za Everest" Jona Krakauera. Od tamtej pory, a to już na pewno ponad 10 lat, interesuję się i przeżywam każdą wyprawę w Wielkie Góry. Ale śmieję się sama z siebie, że właśnie przez to jak zaczęło się moje pasjonowanie się alpinizmem, w życiu, za miliony dolarów, nie poszłabym tam. Powiedzmy że jestem pełnym uwielbienia i szacunku kibicem i to chyba jest najlepsze określenie.

    Kilka lat temu płakałam nad losem Piotra Morawskiego, który wpadł w szczelinę podczas aklimatyzacji. Wtedy można było przypomnieć sobie że tam, w Himalajach czy Karakorum, nie ma miejsc bezpiecznych. Wciąż darzę wielkim szacunkiem jego żonę, Olgę, która robi wiele dla wdów i wdowców, sama będąc w takiej sytuacji. Odważna jak jej mąż, niesamowita kobieta z chropowatym głosem i wielką siłą woli.

     Dwa lata temu w Alpach zginął mój znajomy z liceum, jego ojciec i kolega. Byliśmy w szoku, jak to, taki uśmiechnięty chłopak, cała rodzina chodziła po górach (jego brat wrócił z tamtej wyprawy)? Pierwszy raz Góry zabrały kogoś kogo znałam osobiście. Straszna tragedia, mam nadzieję że już więcej "nie będę miała okazji" czegoś takiego przeżywać.

     Gdy wyruszała zimowa wyprawa na Broad Peak i czytaliśmy sobie o tym z Mężem, popatrzyłam na niego i mówiłam- byle wrócili. Patrząc teraz na komentarze na fb czy na stronie Polskiego Himalaizmu Zimowego, nie byłam jedyna która powtarzała ten tekst jak mantrę. Wyglądaliśmy za informacjami cierpliwie i cieszyliśmy się że udaje się im próbować kolejny raz.
We wtorek, gdy cała wspinająca się czwórka osiągnęła, po raz pierwszy w sezonie zimowym, szczyt, bardzo się cieszyliśmy. Nawet wypiliśmy sobie piwo z tej okazji.
     W środę pojawiły się bardzo niepokojące wieści. Skontaktowałam się z koleżanką, która jak się okazało, osobiście znała i lubiła się z jednym z tych, którzy zostali. W nocy powiedziałam Mężowi, że jakkolwiek by nie było, jako laik, ale obczytany, obawiam się że ta dwójka już nie wróci. Żachnął się, ciekawa sprawa, ja częściej jestem optymistką...
     Dzisiaj i wczoraj po przeczytaniu kolejnych meldunków z Wielkich Gór pochlipuję sobie.
To nie tak, że nie rozumiem. Wciąż i wciąż to góry panują nad człowiekiem, nie odwrotnie. Nie ma znaczenia doświadczenie, wiek, sprzęt. Okropnie to brzmi, ale na takich wysokościach takie rzeczy się zdarzają. Nie uważam że ktokolwiek zrobił jakikolwiek błąd, a na pewno już nie ci, którzy obsługiwali i kierowali wyprawą.
     Płaczę nad dwoma niesamowitymi istnieniami, nad ich zrozpaczonymi bliskimi, nad dramatem przy którym będą przechodzić kolejni wspinacze na Broad Peak. Płaczę nad niespełnionymi marzeniami i planami, jakie tak niesamowici ludzie mieli (i, co ważne- miałyby szansę się spełnić, czego nie można powiedzieć o marzeniach i ambicjach pewnie 95% społeczeństwa).

    Wierzę, że są takie momenty w życiu człowieka, kiedy mniej lub bardziej poważnie mówi on do siebie "nooo, teraz mogę umierać". Mam nadzieję że tam, na szczycie, taka chwila szczęścia była ich udziałem.

    Strzeżcie tą Górę chłopaki...

 

PS. Czytam od czasu do czasu komentarze pod artykułami (na gazeta.pl). I jestem w szoku- wśród tej loży szyderców właśnie teraz, pod tymi doniesieniami o zaginięciu, poszukiwaniach i ogłoszeniu śmierci tej dwójki, ludzie pisali o podziwie i szacunku dla ludzi, którzy są ponad, wychodzą naprzeciw marzeniom i... oddają hołd. Dołączam się do nich.

 

Tąpnęło mną, no. Rzadko kiedy piszę o takich sytuacjach na blogu, ale tym razem to odczucie wciąż trwa i nie widzę innej możliwości, jak "wypisać" to z siebie. Przepraszam z taką "inność" tutaj...

poniedziałek, 04 marca 2013

   Jaki piękny był dzisiaj dzień! Do dentysty wyszłam w samym polarze z bananem na buzi :) Jeszcze na dokładkę jakiś żulik machnął mi całkiem przyzwoity komplement, więc w ogóle śmiać mi się chciało.

   Tak mnie dzisiaj dentystka znieczuliła, że raz- całe spore borowanie nic nie czułam, a dwa- nie czułam też połowy nosa, warga i kącik ust nie tylko zdrętwiał ale w ogóle opadł, a znieczulenie po policzku sięgnęło niemal oka. Sepleniłam pół dnia :P

   Dziecko rano wstało z chęcią życia (bo czasami w 5 minut dochodzi do wniosku że wstała lewą nogą i ma dąs do samego przedszkola), na akrobatykę też chętnie poszła, no szok dosłownie :) Dostała też na przedszkolnym angielskim malutką maskotkę, więc to też jej poprawia humor.

   Kolejna sprawa to rozmowa z kierowniczką akademika i jej zapewnienie że spokojnie broniący się mogą zostać w akademiku do obrony! Ufff :) Może to nam nie będzie potrzebne, a może być tak, że jak najbardziej, będziemy potrzebować właśnie tych kilku tygodni.

   I taki był to sympatyczny dzień (słońce naprawdę dodaje energii!) że nawet fakt że

a) zdecydowałam się na leczenie kanałowe, więc troszkę wybulę,
b) akrobatyka od tego miesiąca jest droższa
c) koleżanka doktoranta zawaliła sprawę i jej rozdział z publikacji będziemy musieli z kumplem sami napisać, a już myślałam że to dla mnie skończona sprawa, mnie nie dobija
d) podanie o dodatkową stypę zostało mi na ostatni dzień składania
Dobrze jest i już i nie dam sobie tego zepsuć.

 

    Dzisiaj na obiad makaron w sosie śmietanowym. Płat z kurczaka pokrojony w kostkę, pokrojone pieczarki, ząbek czosnku, śmietana, trochę mleka, przyprawy. I makaron. To jest i pyszne i bardzo szybkie- z tych dań które często robię to chyba najszybszy obiad, polecam :)

PS. Sacre Coeur w niedzielę wieczorem- aż szkoda że nie mogliśmy fotografować wnętrza bo bardzo, bardzo się nam podobało. A Msza po francusku to taka sama magia jak Msza unitów po ukraińsku ;)

 
1 , 2
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga