RSS
czwartek, 27 marca 2014

   Bardzo się cieszę z wyjazdu do W-wy, bo poza tym non stop coś się dzieje, w pracy maaaaasa roboty... Biorę komputer do domu, żeby choć troszkę dodatkowo podgonić, i żeby z końcem marca, kiedy kończą się też pewne zadania, można było wszystko ładnie zamknąć. Czeka mnie trochę roboty papierkowej, nawet i przez weekend... Ale wierzę, że dam radę.

   Drugie zajęcie przyszło niespodziewanie, i z radosnego dziergania, niemal z dnia na dzień, pojawiło się robienie dla innych! Gdzieś w wolnej chwili, tuż przed oddaniem dwóch koszyków zamawiającej je koleżance z pracy, cyknęłam im fotki. A potem dołączyłam inne zdjęcie i... ogłosiłam na grupie sprzedażowej dla mam, że dziergam i się polecam.
Skutek: 4 zamówienia w dobę i endorfinowy haj z powodu komplementów i masy miłych słów jakie przeczytałam na swój temat :) Wczoraj byliśmy na zakupach, mam trzy nowe motki i działam. W przerwie pomiędzy robieniem list, pisaniem raportów i innych takich, związanych z pracą zawodową :)

   Mąż jest miło zaskoczony, popiera i wspiera. A Córeczka stwierdziła, że najpierw powinnam coś zrobić dla niej albo dla jej koleżanek ze szkoły ;)

 

    Dzisiaj wieczorem Córeczka stwierdziła, że "czas tak szybko leci" i że "świat pędzi!" a ona chce "zwolnić". Ośmiolatka... W tym tygodniu miała rekolekcje, więc pół tygodnia funkcjonowała trochę inaczej niż zawsze. W świetlicy i w domu tworzyła swoją pierwszą porządną książkę, z dialogami (tata, mama i główna bohaterka- wypowiedzi każdego z nich są w innym kolorze), każda strona ma ilustrację, książeczka została wycięta i zszyta przez Córeczkę własnoręcznie. Zdolniacha, choć nad ortografią należy koniecznie popracować :P

   Znaleźliśmy wreszcie znacznik laserowy ergo Kot ma nową zabawkę :) W niedzielę po powrocie z W-wy niemal się ode mnie nie odklejał, galopował za mną, gdziekolwiek nie szłam, jak tylko wchodziłam do salonu, on już wskakiwał na sofę, licząc, że już, teraz, usiądę i będę miziać Pana Stęsknionego :P Koleżanka była przekochana i była u niego dwa razy. Zanim wyjechaliśmy, napisałam jej całą listę informacji i instrukcji, normalnie jak dla niemowlaka :)

   O samym wyjeździe napiszę w osobnej notce... jak znajdzie się kolejna mała chwilka czasu!

piątek, 21 marca 2014

Wreszcie :) gdzieś porządnie wyjeżdżamy. Warszawa wita! Pomijając, że w ciągu następnych 5 tygodni dwukrotnie będziemy na Dolnym Śląsku, potem w połowie czerwca (dzisiaj dostaliśmy zaproszenie na wesele), potem na początku lipca zaczynam urlop- i też wtedy mamy wesele :) Wyrywamy się z Trójmiasta choć troszkę... Co nie zmienia faktu, że jestem bardzo ciekawa lata-w-mieście-nad-morzem, a perspektywa tego, że nie muszę się martwić o pogodę podczas wyjazdu wakacyjnego jest bardzo fajna :)
Obecnie największym zmartwieniem jest nasz gruchot, mam nadzieję że obecny weekendowy wypad nie załatwi auta na amen... Niestety, tym razem jazda Polskim Busem nie okazałaby się tania, więc mając trzy opcje, z czego jedna (póki jeździ) jest najwygodniejsza i... najtańsza (tak! dwie dorosłe osoby plus jedno uczące się dziecko= opłaca się jazda autem) to wybór prosty, choć delikatnie z duszą na ramieniu ;)

Ja dziergam, także już na zamówienie :) Strasznie mi się wkręciła ta bawełniana taśma i mam wielką radochę szydełkować nią, więc właściwie, czemu nie?

W pracy dużo... pracy. W domu przeziębienie- najpierw umęczyło męża, teraz męczy mnie... Córeczka trzyma się naprawdę nieźle :) Ona sama doczekała dzisiaj pierwszego dnia wiosny i dzisiaj wystartuje w konkursie piosenki w szkole :)

niedziela, 16 marca 2014

Praca

Szydełkowanie

Pierogi

:)

Te ostatnie- bo mieliśmy kilogram kiszonej kapusty, którą Mąż ugotował, a krokietów nie chciałam robić.
No to były i są: pierogi z kapustą i grzybami (pieczarkami). Na pół kilo kapusty, ok 350-400 g smażonych pieczarek. Mąż stwierdził, że to chyba jest jego ulubiona wersja pierogów.
Drugie- hicior z ostatnich tygodni we Wro: staropolskie! Ziemniaki gotowane jako baza; pozostała kapusta oraz podsmażone: cebula i boczek pokrojony w kosteczkę. Zachwyciłam się nimi w pierogarni do której trafiliśmy dwa razy w miesiąc (a z racji tego, że jemy w domu, i nie przyzwyczajamy się do jednego miejsca, to jest to dla takiego miejsca duże osiągnięcie). Teraz tylko lepić!
Moi rodzice, oboje, robią pierogi. Chyba bardziej wolę pierogi mojego taty, ale oba rodzaje to mistrzostwo świata :) I tak jak rodzice, ciasto robię w Thermomixie, z czterech składników: mąka, ciepła woda, olej, sól. Ciasto musi potem chwilkę odpocząć i jest cudownie miękkie i elastyczne :)

No, tyle pisaniny na temat pierogów- wracam do lepienia :)

22:00, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
wtorek, 11 marca 2014

Nie ukrywam- łatwiej mi funkcjonować, uśmiechać się, motywować się gdy świeci słońce. Ta wiosna jest wyjątkowa, bo po zimie, gdzie światło dzienne spotykałam jedynie w weekendy, odmiana jest niezwykła. Od czterech dni naprawdę czuje się wiosnę, więc piękny weekend mieliśmy, z rolkami Córeczki i wspaniałym spacerku po Głównym i Starym Mieście. Wczoraj stałam z kolegą z pracy na przystanku i ustawiliśmy się w słońcu, żeby łapać jak najwięcej pozytywnych bodźców :) Wiem, że jeszcze dużo w pogodzie może się stać, ale w każdej możliwej sytuacji należy doceniać taką pogodę, jak ostatnio :) (na zdjęciu Wielki Młyn i wieża kościoła pw św Katarzyny).

Narobiłam się dzieł i dziełek z tej Zpagetti, a Córeczka robi bransoletki dla koleżanek ze szkoły. No, byle tak dalej! Idziemy na kolejne warsztaty w tą sobotę, obowiązkowo!

Jeden z udzierganych koszyczków:

Jedna z udzierganych bransoletek:

 

Kot ma swoje imię, choć większości to imię nie pasuje. Kotek pochodzi z hodowli, a tam nadaje się imiona młodym na literę, na jaką oznacza się miot; czasami te imiona są z tego powodu trochę kombinowane :) Tak czy inaczej, wymyśliliśmy ksywkę dla Kota- Mryś. Bo bardzo nam rysia przypomina, a przy okazji mrrrruczy cudnie, często i długo. Leży sobie teraz na sofie, pomiędzy mną a Mężem, tyłem do telewizora, co chwila podkładając łebek pod nasze ręce, żeby go głaskać. Rano przeciąga się, gdy ja podnoszę się z łóżka. Ja pierwsze kroki kieruję do czajnika, żeby go włączyć, a ten głodomor idzie krok w krok za mną, żebym mu od razu nową porcję do miseczki nałożyła. Jak już to zrobię, idę budzić Córeczkę, potem do łazienki- a Kot już siedzi  w wannie, czekając, żebym mu odkręciła wodę. Leci sobie ciurkiem, wtedy Kot się napije. I już zadowolony :) Od tygodnia Kot ma drapak i radośnie się na nim wyżywa, już sznur z jednej strony jest strasznie postrzępiony! A ja zdążyłam mu już te pazury wcześniej poprzycinać... :) Wcześniej Kot lubił się rozciągać na środku dywanu w naszej sypialni- dywan jest puszysty, więc nie chcieliśmy żeby tak robił. Pewnego dnia podłożyłam mu pod łapki w takiej sytuacji moją podkoszulkę. No i już tak sobie koszulka została- na środku dywanu. Kot na niej śpi w nocy, i rozciąga się na niej, a nie obok, co bardzo mnie/nas cieszy :)
Ulubiona kocia zabawka? Nie piłeczki, nie myszki (no chyba, że mu  walerianą skropię, wtedy mamy cały spektakl, włącznie ze zwijaniem się w krewetkę, lizaniem, głaskaniem, trzymaniem w łapkach, a potem lizaniem sobie łapek, byle poczuć więcej tej waleriany), ale włóczka. Sama włóczka, prosto z kłębka odwinięta powoduje totalne szaleństwo :) Zrobiłam mu też takie proste zabawki- na końcu włóczki kilka kawałków wstążki, no i teraz, Zpagetti zakończone frędzelkami z tego samego materiału :)

niedziela, 09 marca 2014

    Z racji Dnia Kobiet, oraz tego, że ranek i przedpołudnie w sobotę spędzałyśmy z Córeczką we dwie, znalazłam nam warsztaty dziergania. Ktoś mi podrzucił wydarzenie na facebooku :) Warsztaty są prowadzone już od jakiegoś czasu, najpierw były druty i włóczka, teraz- taśma bawełniana i szydełko. Córeczka nie była zbyt zachwycona myśląc o tym wyjściu... ale szybko i skutecznie zmieniła zdanie :)

   Skorzystałam z możliwości zakupienia materiału do dziergania na miejscu, szydełka z domu wzięłam dwa- na wszelki wypadek, gdyby dziecku jednak też się chciało podziergać. Jakieś podstawowe podstawy panna już miała. A jak zobaczyła kupione przeze mnie (zdecydowanie taniej niż w sklepie!!!) Zpagetti (firmy Hooked) to wzięła pistacjowy motek dla siebie i kolejne dwie godziny radośnie szydełkowała, tłumacząc co i jak robić i namawiając do robótek inne dziewczynki, które pojawiły się z mamami. Dumna z niej byłam! Tym bardziej, że na warsztatach sama zrobiła bransoletkę, a w domu od wczoraj zrobiła kocyki półsłupkami dla swóch maskotek :) 
   Ja mam nie mniejszą radochę. Cudownie mi się pracuje z tą taśmą, robótki robi się baaardzo szybko. Dom zyskał od wczoraj dwa koszyczki w kolorze łososiowym- duży przyda się w łazience, mniejszy ukradła Córeczka, dla Danusi (Danusię pokazywałam w poście z 7.12.13). Do tego ja zrobiłam ze cztery bransoletki i robię drugi naszyjnik. Kolorki idealne na wiosnę i lato, więc dodatkowo zaklinam klimat.
Zastanawiam się, czy na warsztatach za tydzień nie sprawić sobie kolejnego motka... ale to już kompletne szaleństwo będzie :)

 

   Mieliśmy po południu, już we trójkę, iść na wykłady w ramach Kolosów, ale kolejka do wejścia na halę była przerażająca (ponoć niektórzy stali i po 3 godziny, żeby dostać się do środka), więc zawróciliśmy do domu. W ten weekend testowałam w kuchni przepisy Jamiego Olivera i nasłuchałam się zachwytów dzisiaj... to większa zachęta do gotowania z następnych przepisów ;)

 

   Miało być i o czytaniu. Chcę polecić kolejną książkę dla dzieci- i tych większych, i mniejszych. Wydaje mi się, że ta seria i pięcio- i sześciolatkom może się spodobać. Chodzi mi o książki Adama Wajraka "Przewodnik prawdziwych tropicieli", podzielone na pory roku. Córeczka pod choinkę dostała "Zimę".

 Muszę przyznać, że ksiażka mnie zachwyciła, mimo tego, że ilustracje nie podobają mi się wcale (kwestia gustu). Wajrak za to nie dość, że fantastycznie opowiada o cudach natury, dzieli się swoimi doświadczeniami, to zachęca do tropienia i obserwowania samodzielnie. Nie jest to więc książka czysto teoretyczna :) Jednym z pierwszych tekstów, które zażyczyła sobie przeczytać nasza pnna, był o tropieniu i kwestii siusiania :) Książka została podzielona na rozdziały "geograficzne"- osobno o tym, co można zaobserwować (i jak) m.in. w Bieszczadach, nad morzem i w mieście. Dodatkowe ciekawostki są umieszczone na osobnych, wyróżnionych stronach. Ilustracji jest sporo, choć przeważa tekst, i to on jest gwiazdą tej ksiażki. Polecam bardzo serdecznie, bo nie dość że uczy, to jeszcze wspiera przebywanie na dworze, poza miastem, i może odmienić każdy leśny spacer. Super sprawa, szykujemy się na kolejne tomy :)

PS. Miałam polecić jakąś książkę "dorosłą" ale moim zdaniem Dan Brown w "Ukrytym Symbolu" przegiął, próbując zawoalować ostateczne rozwiązanie. I tak jak 600 stron czytało mi się bardzo szybko, łatwo i z ciekawością, tak ostatnie 20 stron umęczyłam, przez 4 dni! Pomysł super, ale książka mogłaby mieć z 550 stron zamiast 620 i byłaby zdecydowanie lepsza...

piątek, 07 marca 2014

Ciekawe zestawienie- i dość optymalne, bo uwzględniane rachunki są dość powszechnie płacone.

Ile kosztuje mieszkanie w miastach w Polsce?:

http://tiny.pl/qlfvl

Pewnym pocieszeniem jest na pewno gdańska cena za metr kwadratowy mieszkania- chyba zdążyłam wspomnieć, że we Wro takie minimalne minimum z przedmieść jest mniej więcej o pół tysiąca za metr wyższe niż w Gdańsku... Dodatkowo cena za metr kwadratowy kwalifikująca do programu Mieszkanie Dla Młodych jest zdecydowanie wyżej ustawiona, niż we Wro (i sporo gdańskich inwestycji się w ten program kwalifikuje, więc niekoniecznie trzeba szukać mieszkań na ostatnich przedmieściach). Ale to jak ktoś kupuje mieszkanie :)

 

PS. Nie ma to jak zdecydować o postanowieniach wielkopostnych przy półce z chipsami, godzinę po Mszy w Środę Popielcową... Kwintesencja nas :) Za to jestem przekonana, że jeśli sobie postanowiliśmy, to wytrwamy :D  

10:14, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 marca 2014

   Ugh, jakiś dół mam. Brakuje mi czasu, pozytywnych bodźców... a może po prostu słońca?

Bo przecież...

Zapowiada się nam wyjazd, jeszcze w marcu, na weekend do Sis, tak dawno tam nie byliśmy, aż się normalnie stęskniłam za Stolycą. Opiekę nad kotem uda się załatwić :)
W sobotę jest dzień kobiet, i zabieram Córeczkę na warsztaty dziergania. Znalazłam na fb, do ludzi trzeba wyjść, jakieś praktyczne umiejętności dodatkowo z tego wynieść...
W poniedziałek spotykam się z dziewczyną, którą "znam" z Internetu. Na kawę, herbatę, rozmowy o facetach (mi zaraz stuknie 1,5 roku pożycia małżeńskiego, jej- pół) i dzieciach (moje- wiadomo, ona jest na początku ciąży). I kotach!

 

A jednak łatwo nie jest, jakoś tak przychodzi dużo ciężkich tematów, dużo stresów... Hmm, może po prostu trzeba przeczekać?

 

Córeczka przynajmniej bardzo dobrze, mimo że w poniedziałek zaliczyła swoje drugie chorobowe w życiu- bardzo jej to dobrze zrobiła, bo katar właściwie zniknął. To pierwsze przeziębienie, które zaliczyła w Gdańsku- klimat bardzo, bardzo jej służy.
W szkole super- ona sama przyznała, że "szkoła wcale nie jest taka nudna". Skończyło się żmudne poznawanie literek i Córeczka zachwyciła się nową formą lekcji. Było o Europie, Polsce, z wielką radością młoda uczyła się hymnu Polski i "Kto Ty jesteś?...". Byle tak dalej... :)
W poprzedni poniedziałek wybraliśmy się trzypokoleniowo do Ikei, i kupiliśmy zachwyconemu dziecku koraliki Pyssla- ułada się te na szablonach, zgrzewa żelazkiem i... cuda wychodzą. W niedzielę wieczorem przesiedziałyśmy chyba z 1,5 godziny i robiłyśmy różne obrazki, wczoraj wracam z pracy, a Mąż stoi z żelazkiem w ręku i zgrzewa "rodzinę sów" :) Koralików jest tyle, że chyba na pół życia wystarczy (albo wejdzie w cały jeden puszysty dywan :P) więc myślę, że jeszcze wiele zgrzewania przed nami. Mamy i sowy, i Córeczkowy monogram na tęczowym tle, tęczę, arbuza, krzyształ, widoczki, kwiatki, flagę Polski itd, itp...

Trzeba mieć nadzieję, że będzie dobrze, nie? :)

sobota, 01 marca 2014

Dzięki lifestyle-by-melisa.blogspot.com!

Liebster Blog jest przyznawana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby nominującej, następnie wymyślić 11 nowych pytań i nominować następne 11 osób do tej zabawy.

Meliska wymyśliła kilka naprawdę świetnych pytań!

1. W jakich różnych miejscach mieszkałaś?

Mieszkałam i mieszkam w jednym kraju- w Polsce.
Miast w moim życiu były trzy: Rodzinne Miasto, Wro i teraz Gdańsk.
Miejsc było więcej: 1 teraz, 3 w Rodzinnym Mieście, we Wro mieszkałam w 5 budynkach, przy czym z w jednym z nich w trzech różnych pokojach. Łącznie: 11 miejsc. W tym: mieszkania, akademiki i jeden budynek działający na trochę innych zasadach.

2. Jakiego miesiąca najbardziej nie lubisz?

Nie przepadam za przełomem listopada i grudnia, ciężko się wtedy funkcjonuje, bo jest zimno, ciemno, mokro i dopada mnie słabszy nastrój.

3. Czy chciałabyś zrobić sobie tatuaż?

Tak, rozważam to :) Na biodrze, bardziej dla mnie, niż dla innych. Jakiś lekki, delikatny wzór, "floral", zdobiący bardziej niż symbolizujący.

4. Piosenka która wyjątkowo dobrze mi się kojarzy...

Jak urodziłam Córeczkę to w radiu często leciało "Nine bilion bicycles" Katie Meluy,
gdy poznałam Męża chodziło mi to głowie "Skąd ja cię mam" Sistars ("dostałam dziś od Ciebie dawkę szczęścia"
teraz poprawiają mi humor dwie piosenki: "Trójkąty i kwadraty" Dawida Podsiadły i "Can't hold us" Macklemore. Trzecia piosenka, którą słucham, żeby się naładować, rozbudzić to... "Noc jest dla mnie" Pezeta.

5. Lepiej mieszkać w domu czy w mieszkaniu- dlaczego?

Wciąż jestem fanką mieszkania w mieszkaniu :) Po pierwsze- większa szansa normalnej lokalizacji, dobrze skomunikowanej, w mieście. Po drugie- bliskośc ludzi. Po trzecie- koszty, i to przede wszystkim chodzi mi o koszty utrzymania, a nie kupienia/budowy. W mieszkaniach często koszty utrzymania rozkładają się na spółdzielnie, i czynsz bywa mniej bolesny niż jednorazowe wydatki przerażającej wielkości. Po czwarte- czas! Nie wiem, czy pracując na etacie, mając dziecko i chcąc po prostu wyluzować, przy domu byłoby to możliwe.

6. Czy zamierzasz kiedyś przestać blogować?

Na ten moment- nie:)

7. Jaką książkę mogłabyś polecić?

Ojej, jedną? Trudne wyzwanie... Hmmm... nie uda się. Jodi Picoult- Krucha jak lód; Harlan Coben- Nie mów nikomu; dla entuzjastów kryminałów cała seria Camilli Lackberg. I... wiele wiele innych!

8. Czy posiadasz jakieś swoje zdjęcie, które szczególnie ci się podoba?

No, mam. Staroć. Z wesela mojego Brata. Mam jeszcze kilka innych, ale zdjęcia z wesela już tutaj wrzucałam :)

9.Twój największy życiowy sukces?

Moja rodzina. To, skąd wystartowałam, z fasolką w brzuchu, do teraz, ze wspaniałą Córeczką, Męża, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Bez nich nie doszłabym tu, gdzie jestem.

10. Jakie jest twoje drugie i trzecie imię?

Drugie- Alicja, trzecie- Teresa. Mąż też ma trzy :) Moja Córeczka dostała dwa imiona i to chyba wciąż będzie tradycją rodzinną.

11. W jakim kraju mogłabyś żyć, poza Polską?

Hmm... wiem, jakie kraje mi się podobają, ale obecnie nie chciałabym mieszkać poza Polską. Te kraje to- Dania, Norwegia, Szwecja, Szwajcaria. USA i Kanada :)

 

Moje pytania:
1. Jeśli nie musiałabyś martwić się o pieniądze, co robiłabyś w życiu?
2. Czy i ile osób możesz nazwać prawdziwymi przyjaciółmi? Od kiedy się znacie?
3. Twoje ulubione kwiaty?
4. Co robisz, żeby jak najszybciej poprawić sobie humor?
5. Co wolisz- rzecz starą, z "duszą", czy nową, awangardową?
6. Na najbliższy urlop wybierasz się...
7. Książka, która najbardziej Cię zawiodła (i dlaczego)?
8. Jakie zwierzę najbardziej lubisz i dlaczego?
9. Ile dzieci (jeśli w ogóle) Ci się marzy?
10. Ulubiony kabaret/skecz?
11. Kolor ścian w mojej sypialni to...

Wyłamię się, bo nikogo konkretnie nie nominuję. Kto chętny, proszę się częstować- będę tylko wdzięczna za poinformowanie mnie w komentarzu, że jest taki wpis :)

Melisce dziękuję ponownie :)

20:28, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »

Mam decyzję- umowę na kolejne pół roku.

Tak więc mniej więcej wiemy, jak spędzimy ten rok. I gdzie :)

Na pewno czekamy na lato spędzone niemal w całości nad morzem, z możliwością wypadu na plażę codziennie... dla nas, "ludzi z gór" to ogromna atrakcja!

Mama zakochała się w Gdańsku, bardzo się jej podobało. A my dostaliśmy wczoraj jeszcze wychodne na wieczór (mama jechała dzisiaj rano) i pochodziliśmy trochę po Głównym Mieście. Ludzi sporo a i ceny jakby niższe niż we Wro. Kanjpka w której byliśmy ("Przystanek Piwna") klimatyczna, bardzo fajna, pięknie ulokowana. Zachwycam się takimi chwilami, łatwo to docenić, kiedy jesteśmy zupełnie sami w mieście niemal przez pół roku... Nawet ferie Córeczki nie sprzyjały, bo było straszliwie zimno...

Znowu łapię się na tym, że tęsknię. Tęsknię za odnajdywaniem się w mieście, gdziekolwiek nie pojadę, za wiedzą, gdzie znajdę sklep/bar/restaurację/fajny plac zabaw/park. Tęsknię za Wro, za Rodzinnym Miastem, nawet mimo ogromnego zachwytu nad Gdańskiem. Tęsknię za tym, żeby chodząc po mieście, spotkać choć przelotnie znaną osobę. To nie jest łatwe... Dlatego też staram się zapraszać współpracowników do domu, raz na miesiąc :) Tydzień temu spotkaliśmy się w ten sposób drugi raz. Liczę na to, że uda się to kontynuować.

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga