RSS
wtorek, 03 marca 2015

Ostatnio śmiałam się, że założenie i prowadzenie bloga to była dla mnie swoista terapia. A teraz jest dobrze, to się pisze mniej. Doba wciąż się nie rozciąga, więc to też nie pomaga :)

Zaliczyliśmy 9 urodziny Córeczki, ferie, każde z nas zaliczyło w międzyczasie chorobę wirusową (i tyle tego zaliczania było; raz na saunę się wybrałam z dziewczynami z pracy a potem... padłam totalnie. Tydzień na L4). Teraz już jesteśmy w pełnym rozbiegu II semestru Córeczki. Młoda czyta swoje lektury, z małą naszą pomocą, bardzo fajnie recytuje, poprawia się powoli z ortografią- jesteśmy z niej niezmiennie dumni :)

Ten weekend był wyjątkowy- mogliśmy spędzić dwa dni we trójkę. I to był jeden z tych weekendów które nazywamy idealnymi- albo przynajmniej bardzo udanymi :)

W dużym skrócie:
w sobotę wstałam dość wcześnie, usmażyłam omlety dla siebie i Córeczki, wyprasowałam kilka jej obrazków z koralików (takich z Ikei, co pod wpływem ciepła się stapiają ze sobą i tworzą obrazy). Potem wskoczyłam do autobusu i pojechałam na moje ukochane warsztaty dziergania w Instytucie Kultury Miejskiej. Coraz bardziej je lubię, bo coraz fajniejsze rozmowy prowadzę. Jest stała ekipa chodząca na nie, choć też jest też trochę osób przychodzących okazyjnie. Poniższe zdjęcia pochodzą z końca stycznia, wtedy poszłam na dzierganie z odwiedzającą nas mamą.

 

Gdy warsztaty się kończyły, na Długi Targ dotarli do mnie Cinnamonowy Mąż i Córeczka. Niedaleko pospacerowaliśmy i młoda woła- chodźmy do jakiegoś muzeum! No to poszliśmy :) Musieliśmy poczekać trochę, bo wejście jest o równej godzinie, więc powędrowaliśmy w stronę Dolnego Miasta, tłumacząc przy okazji młodej różne rzeczy dotyczące Obrońców Poczty Polskiej. Dodatkowo podziwialiśmy przebiśniegi i patrzyliśmy na nowo budowane mieszkania, które będą miały boski widok na Nabrzeże i Ołowiankę :) 

Wybraliśmy się ostatecznie do Centralnego Muzeum Morskiego, na wystawę interaktywną- wejście na godzinkę, maaasa atrakcji, wszyscy znaleźliśmy dla siebie coś ciekawego. Fajne jest to, że dziękujemy dziecku, że jest, bo bez niej nie dotarlibyśmy w takie fajne i pouczające miejsce- na serio, polecam :D

Obiad na mieście zdarza się nam przynajmniej raz w miesiącu, myślę, że nawet raz na dwa tygodnie. Dużo? Mało? Nie wiem. Wiem za to, że w Gdańsku jest sporo świetnych miejsc, w których można zjeść. Zabranie z sobą dziecka do restauracji to wyższa szkoła jazdy, bo młodzież wybredna jest. Udało się nam z sukcesem wybrać do "Pyra Bar", czyli restauracji która podaje wyłącznie potrawy z ziemniaków (no, wyłączając ciasta). Jest pyyysznie, bardzo sycąco, ciepło. Widać, że to nie tylko nasze zdanie, bo ciężko o stolik. I te nazwy potraw! Ja na przykład jadłam zBoczek- zapiekankę z ziemniakami, boczkiem, cebulką z sosem śmietanowym. Córeczka jadła gotowane ziemniaczki z kawałkami kurczaka i brokułami.

Do domu zabraliśmy muffiny z Fajnych Bab- super kawiarenki ze świetnymi babeczkami, muffinkami i innymi słodyczami. Mnie tam zachwyca przede wszystkim pomysłowość twórców- w grudniu jadłam muffinkę z kremem marcepanowym ze śliwką, teraz- nutellową z bananowym kremem, małżonek mój skusił się na marchewkową z pomarańczowym kremem. No pycha :D

... a to tylko sobota :)

Z racji tego, że w sobotę padłam bardzo szybko (niemal równo o północy) padłam, to wstanie o 9.30 było pestką. Jak już zaliczyliśmy Gdańsk (znaczy się: Gdańsk Główny) w ten weekend, to fajnie by było zaliczyć morze! Pojechaliśmy na Zaspę i przeszliśmy się prosto na plażę koło mola, plażą kilkaset metrów, potem kolejne kilkaset w parku Regana. Piękne, urokliwe miejsce, polecam (znowu!). Obiad zaliczyliśmy w barze mlecznym na Przymorzu, który odwiedzamy od czasu do czasu. Moim zdaniem, jak się chce zjeść podroby, to chyba trzeba wybrać się do baru mlecznego! Bo w restauracji co najwyżej wątróbkę można znaleźć ;) Po drodze do domu przerwa na dłuuugą Mszę, no i pojawiliśmy się w domu, przysiąść troszkę. Uff! Piękny, udany weekend, im cieplej, tym mocniej liczę na więcej takich ;)

Czekają nas teraz intensywne tygodnie: przygotowania do I Komunii Świętej Córeczki, po wyczerpaniu innych możliwości będę składać pozew o podwyższenie kwoty alimentów. Ja oczywiście dziergam, na szydełku i na drutach, a od końca roku także szyję- w dresie siedzę, czapki, kominy, uszyłam dwie tuniki (dla mnie i Córeczki)- po chorobie doszłam do wniosku, ze moja, taka "oversize" idealnie nadaje się jako bluza do spania :) W pracy jest dużo albo bardzo dużo roboty. W tą sobotę urządzamy zaległe urodziny Córeczki wśród przyjaciół ze szkoły- urządzamy je w Ratuszu Głównego Miasta, bo muzeum historyczne ma ofertę urodzinową która przekonała Córeczkę (jak wiadomo, fankę muzeów). Będzie pieczenie, szykowanie i... szycie. Obiecałam spódnicę tiulową mojej księżniczce ;)

 

No, "nareszcie" się rozpisałam ;P No to jeszcze piosenka która dzisiaj chodziła mi po głowie:

Pozdrawiam tych wytrwałych, co tu jeszcze wpadają- właśnie, dużo Was? :) Dziękuję że jesteście!

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga