RSS
czwartek, 26 kwietnia 2012

    Jestem chora. Moja krtań powiedziała- dosyć tego dobrego! I co prawda staram się funkcjonować normalnie, chodzę na zajęcia, do labu, wyjechaliśmy do przyszłych teściów na weekend, to jednak nie jest mi momentami łatwo coś powiedzieć, no i męczy mnie kaszel. Córeczka miała katar, czasami też pokasływała, ale jej przechodzi, a mnie jeszcze trzyma. Nawet stała się rzecz niespotykana- usnęłam w niedzielę po południu. Normalnie nigdy nie śpię w dzień :) Mam jednak nadzieję że mi w miarę szybko i bezproblemowo przejdzie- z racji tego że mi się nie pogarsza, nie będę szukać lekarza.

    Miałam już pierwsze zaliczenie w tym semestrze. Z laborek z chemii produktów naturalnych. Fajnie brzmi, ale byliśmy piekielnie umęczeni tymi laborkami, takie nudne i "męcące" były. Za to zaliczenie było takie, że mam wrażenie że osoba nic nie wiedząca, ale inteligentna i umiejąca wciskać kit, też by mogła zdać. Dwa czy trzy pytania były na inteligencję czy spostrzegawczość, kolejne dwa lub trzy (na osiem) były do strzelania- 50% szans że twoja odpowiedź będzie poprawna. A wątpili nawet najlepsi :)

    Powoli zaczynam wsiąkać pomiędzy tych ludzi, moją specjalizację. Bardzo mi fajnie z tego powodu, bo nie ma wiele takich jak ja- samotnych wilków. Kilka osób przyjechało z Opola, kilka robiło semestr wyrównawczy po licencjacie, trochę jest tych co na polibudę chodziło rok po mnie. Ale dziewczyny (tylko trzech chłopów mamy na niecałe 50 osób na specjalizacji) są naprawdę w porządku, niesamowita, wesoła mieszanka, aż miło :)

   Dzisiaj moja duża dziewczynka poszła wcześnie do przedszkola, bo pojechała zaraz po śniadanku na konkurs taneczny. A jaka przejęta! Ćwiczyła gesty i wieczorem i rano. Mam nadzieję że uda się tej grupce, że młoda wróci szczęśliwa do domku.

     Ten weekend spędziliśmy w rodzinnym mieście Narzeczonego. Nie jest to tak straszliwie daleko- do mojego rodzinnego jest trochę dalej. Przyszła teściowa prosiła i zapraszała i się wreszcie nas doczekała :) Omawialiśmy kwestię zaproszeń (jesteśmy po stworzeniu żelaznej listy gości i mamy już upatrzone zaproszenia i tekst w nich), pojechaliśmy na działkę, spędziliśmy trochę czasu wspólnie. A poza tym mieliśmy dwa razy wychodne we dwójkę- spotkaliśmy się ze znajomymi i pojechaliśmy na trasę rajdu samochodowego. Narzeczony interesuje się sportami motorowymi (chyba już pisałam że mnie trochę tym zaraził już) ale na trasę wybraliśmy się po raz pierwszy- a przecież jesteśmy razem już prawie 3 lata! Bardzo fajny był to wyjazd, trochę sobie powędrowaliśmy, pooglądaliśmy fantastyczne widoki, Narzeczony porobił zdjęcia i pokibicowaliśmy :) Cieszę się z tego wypadu, szczególnie jak widziałam jaki on jest szczęśliwy, że mógł mnie zabrać. No i fajnie! Na pewno to nie jest nasz ostatni taki wyjazd.

     Już się doczekać nie mogę tego długiego weekendu! Mam nadzieję że znajdę czas na to wszystko co chcę zrobić :)

środa, 18 kwietnia 2012

    Tata bezpiecznie, z baterią leków jest już w domu od dwóch dni. Oczywiście po domu krząta się chętnie, więc ta jego upartość jest rozkwicie. Ma się oszczędzać przynajmniej dwa miesiące, ciekawe czy połowę tego czasu tak naprawdę będzie grzeczny. Cały mój tata :)

     Ja już w poniedziałek piszę swoje pierwsze zaliczenie- z laborek- chemia produktów naturalnych. Tak więc od przyszłego tygodnia skończę tydzień na uczelni w piątek o 9. Śmiać mi się chce, bo nawet nie zdawałam sobie wcześniej sprawy że uznałam że w takim razie będę, tak jak we wtorki, cały dzień spędzać w labie na medycznej. Dzieją się takie fajne rzeczy teraz, będę mogła je zawrzeć w mojej pracy, już się doczekać nie mogę :) Ale na co dzień często ta robota jest żmudna, poza tym jest sporo roboty śmieciowej- umyć szkło, poobcinać wieczka eppendorfek (kiedyś wrzucałam ich fotkę), zagęszczać próbki i potem każde małe naczyńko jeszcze przemyj, takie tam- nie wymagają one wielkich zdolności, ktoś musi je robić, robię to ja i inni praktykanci, jeśli są. Jednak zmiany, pomiary, nowe pomysły badawcze przychodzą wystarczająco często żeby to wciąż było fascynujące dla mnie :)

    Marzy mi się pójście na jakieś zajęcia fitnessowe albo taneczne- potrzebuję się wyżyć i trochę się wzmocnić. Stan mojej skóry jest chyba najgorszy w moim życiu, a do ślubu zostało 150 dni, więc może przynajmniej z sylwetką coś się da zrobić... Polecacie coś? Na razie rower został doprowadzony do stanu używalności to przynajmniej trochę sobie pojeżdżę w jakiejś wolnej chwili. 

     Córeczkę trzeba nam trochę podkurować, jakiś katar się jej przypałętał. Zabierzemy ją do moich przyszłych teściów na weekend, może jej minie. Gorzej że ja też zaczynam kichać- teraz, na dobrą pogodę. Zimą oczywiście nic mi nie było :P 

 

 

sobota, 14 kwietnia 2012

Moja pascha i babka- jako wspomnienie Wielkanocy :) To był fajny czas, więc warto do tego wracać.

 

      Ten tydzień to wielkie zwroty i przewroty- w środę było dobre kino i spotkanie z kolegami, w czwartek dostałam informację że mój tato miał zawał [sic!], ale chwała Bogu obyło się bez sytuacji dramatycznych- tata był przytomny, spokojny, po prostu bardzo go bolało. Po dobie ścisłego nadzoru przeniesiono go na "zwykłą" salę i w poniedziałek ma wyjść ze szpitala. Tylko mam nadzieję że zacznie wreszcie na siebie dmuchać, a to facet aktywny i pełen poświęceń, więc ciężko mu będzie się przełamać (mama określa to mianem "uparty" :)). Ja, mając do dyspozycji tylko telefon, chyba bardziej się przejęłam niż mama i siostra, będące na miejscu, więc rzeczywiście tak fatalnie nie było.

      No, a na zakończenie tygodnia mam raczej przyjemne momenty: dzisiaj miałam rozdanie dyplomów ukończenia studiów. Teraz zostaje jedynie zmodyfikować swoje CV i można studiować dalej :) Uroczystość była naprawdę fajna, toga ciężka, bliscy zadowoleni :) Tata chciał być na tym rozdaniu, on zresztą zawsze najbardziej mi kibicował w kwestii nauki, ale go pocieszałam przez telefon że jeszcze magisterium mam, może i ten doktorat, jeszcze będą okazje żeby przyjechał zobaczyć jak odbieram dyplom. Bo jeszcze wiele okazji przed nami. Jestem tego pewna!

      Jutro jedziemy do babci, pokazać dyplom, złożyć spóźnione życzenia wielkanocne, przekopać skarby na strychu i przepytać kuzynkę- świadkową o jej ślub :D A nasz już za 5 miesięcy!!! 

czwartek, 12 kwietnia 2012

Pierwszy raz wrzucam filmik na bloga, więc jak coś nie działa, proszę raportować i się nie przejmować :)

 

Tak mi przyszła do głowy ta piosenka... Jak byłam w ciąży to niemal cały czas słuchałam płyty A.E.I.O.U. A jak poznałam Narzeczonego to ta piosenka przychodziła mi do głowy co chwilę, tym bardziej że tak szybko nam sprawy się toczyły, uwierzyć w to nie mogłam i się go pytałam "skąd ja Cię mam?". Piosenkę polecam :)

10:32, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 kwietnia 2012

    Fajne były te święta! Z jaką przyjemną perspektywą- że z Narzeczonym, a wtedy już Mężem, będziemy spędzać wszystkie następne :) Nawet pokojowo wyszły, ze śniegiem, ze spacerami, nooo, będę miło wspominać.

     Szczególnie przyjemnie wspominam: pieczenie ciast- jedno było w domu, kupne, a cztery zrobiłam ja. Pascha, cytrynowy sernik (pieczony), babka maślana, limonkowa i mazurek, pycha- fistaszkowo- czekoladowy. Cały komplet to przepisy z bloga mojewypieki.blox.pl- polecam bo naprawdę warto! Kolejny fajny punkt: liturgie Wielkiego Czwartku i Piątku w pobliskiej nam parafii we Wro. Bardzo dobrze przygotowane, chór, kadzidło, sporo księży, dobre kazania- jestem pod wrażeniem. O Rezurekcji już w mieście rodzinnym nie wypowiem się obiektywnie, niestety nie byłam w najlepszej formie i walczyłam ze snem :P No i spacery były najlepsze :)

     Córeczka spotkała się ze swoim bioojcem, muszę w najbliższym czasie Wam coś o tym napisać... Przy okazji przez przypadek i od Córeczki dowiedziałam się że podczas Córeczki wizyt bywa w domu bioojca i biodziadków także narzeczona bio. Ciekawe, ciekawe...

     W ostatniej też chwili spotkaliśmy się z naszym fotografem ślubnym, miałam zresztą okazję w niedzielę go obejrzeć przy pracy w kościele i mi się coraz bardziej podoba że będzie też u nas robił zdjęcia!

     Teraz już jesteśmy we Wro i zaczynamy rozkręcać się w naszej codzienności :)

poniedziałek, 02 kwietnia 2012

        Wczoraj wróciliśmy z weekendu- dialogów przedmałżeńskich kończących nauki przedślubne. Co prawda na te nauki- spotkania chodziliśmy już dawno temu, pewnie ku uciesze księdza je prowadzącego (on zawsze twierdzi że na takie spotkania powinni chodzić ludzie którzy nie mają jeszcze daty ślubu i wszystkiego przygotowanego itp). Teraz została nam poradnia i owe dialogi. Zapakowaliśmy się więc do auta i pojechaliśmy spoooro za Wro żeby razem z innymi 44 parami spędzić dwie baaardzo intensywne doby na umacnianiu, pogłębianiu naszych relacji i wałkowaniu pewnych ważnych tematów :) Wstawało się o 7, usypiałam o 1, serio, dalej jestem zmęczona... Ale wróciliśmy szczęśliwi, doprogramowaliśmy się jeszcze lepiej :) 

Dzisiaj w momencie kiedy ja do niego dzwoniłam on chciał dzwonić do mnie. Jakoś mi to umiało jeszcze bardziej poprawić humor, mimo mojego kiepskiego, zmęczonego samopoczucia :)

   A wieczorem, przy palącej się świeczce w oknie, zryczałam się na przepięknym filmie- "Siedem dusz" z Willem Smithem. Polecam serdecznie!

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga