RSS
poniedziałek, 29 kwietnia 2013

    Na kilku blogach które odwiedzam temat ślubów i wesel na tapecie, piszę komentarze, ewentualnie zapraszam do siebie, tu wielu rzeczy, szczegółów, nie ma. Cóż, mam nadzieję zadrobić szybko obrazkami, ale pewnie wpis ten będę od czasu do czasu rozbudowywać. Chyba nie ma sensu, jak mi się coś przypomni, albo ktoś o coś zapyta, wrzucać tego w nową notkę, ta wystarczy.

Szybkie kalendarium

VII 2011- zaręczyny

VIII 2011- poprosiłam świadkową na świadkową ;)

X 2011- spotkanie z rodzicami; wybór terminu; zaklepanie zespołu (od nich zależało czy termin będzie terminem ostatecznym- mieli wolne więc krzyknęliśmy że bierzemy i już :)); rozpoczęcie szukania sali

XI 2011- podpisanie umów z zespołem i pierwszą salą; zaklepanie terminu i godziny w kościele

XII 2011- kupno garnituru, zamówienie obrączek, "research" w salonie sukien ślubnych, znalezienie faworytki i znalezienie sprzedającej faworytkę (miałam suknię z drugiej ręki)

I 2012- kupno szpilek; kupno sukni; odebranie obrączek; ciągłe zastanawianie się nad fotografem

III/IV 2012- podpisanie umowy z ukochanym fotografem; wyjazd na dialogi kończące nauki przedmałżeńskie (same nauki zrobiliśmy 2 lata wcześniej); pierwsze przeróbki sukni; zakup napoi gazowanych

V 2012- wysypała nam się sala, dużo nerwów, szukanie nowej sali (przez niemal 4 tygodnie); kupno koszuli i kamizelki dla Męża

VI 2012- podpisanie umowy z nową salą, zaklepanie noclegów nieopodal, wybór zaproszeń i dorabianie do nich wkładek, ustalenie ostatecznej listy gości

VII 2012- rozsyłanie zaproszeń; załatwianie spraw urzędowo- kościelnych; rozpoczęcie robienia bukietu, księgi gości, winietek; zbieranie potwierdzeń przybycia; zrobienie ślubnej biżuterii

VIII 2012- zamówienie torta; zakup butów dla Męża, butów na zmianę dla mnie; sesja narzeczeńska; powiększenie obrączki Męża; zakup ciuchów na poprawiny; fryzury i makijaż próbne i ostatnie poprawki sukni; zakup sukienek i butów dla Córeczki; poproszenie świadka na świadka (a właściwie trzech, bo trzecia poproszona osoba ostatecznie tym świadkiem została); wieczory panieński i kawalerski; zakup spinek do mankietów; załatwienie samochodu do ślubu (a raczej: kolega się zaofiarował); zrobienie likieru i zakup wódki

IX 2012- drukowanie i cięcie zawieszek na alkohol i winietek, ostatnie spotkania z wykonawcami, załatwianie kwiatów i muzyki do kościoła; zrobienie podziękowań dla rodziców; dodatkowe zakupy: napoi na poprawiny, cukierków itp; zakup bolerka dla Córeczki...

a potem ten piękny dzień, kilka dni później podróż poślubna :)

Bukiet miałam broszkowy, sama sobie robiłam

Taki kolor zrobił się u nas "kolorem przewodnim"- był na bukiecie, w butonierce, Córeczka miała jego elementy w sukience, był na poduszce na obrączki, na samochodzie, na sali i jako cienkie wstążeczki powiewał na antenach samochodów gości. Zielone elementy miałam też w biżuterii. Mimo tej mnogości, to wszystko było fajnie subtelne :)

 Mężowa butonierka

Obrączki mamy z żółtego złota, fazowane- moja ma szerokość 4 mm, Męża- 5 mm

Biżuteria- też własnoręcznie zrobiona- stroik, bransoletka, wisiorek, kolczyki

 Spinki do mankietów Męża, prezent ode mnie:

Poduszka na obrączki- poduszkę zrobiła Teściowa, ja ozdabiałam. Miała być 20x20 cm, była 30x30 więc była... bycza, ale już pal licho :)

Na zaproszeniach, winietkach i na zawieszkach na alkohol mieliśmy motyw takiego drzewka, jak poniżej. To jest projekt winietki, przed złożeniem (i zmianą czcionki :P)

 

Buty miałam białe, baaardzo wysokie, potem zmieniłam je na balerinki na malutkim obcasie. Welon miałam, prosty, bez mereżki, cięty z koła, sięgał mi do bioder. A bolerko, tylko do kościoła, z długim rękawem, bo pogodę mieliśmy hmmm nienajlepszą- z 15 stopni i zachmurzenie. Ale przynajmniej nas nie zmoczyło :)

Piosenka na pierwszy taniec: Gawliński i Ciechowski- Nie pokonasz miłości

Stawialiśmy na trzy najważniejsze elementy: znośna sala ze świetnym jedzeniem i obsługą, super zespół i piękne zdjęcia. Wszystko się nam udało, naprawdę! Jesteśmy szczęśliwi jak wspominamy ten czas :)

Ma ktoś jakieś pytania, nieważne że poniewczasie, jak widać, lubię te wspomnienia :D

sobota, 27 kwietnia 2013

    Jak już jesteśmy przy temacie Córeczkowym, mam kolejną rzecz którą mogę spokojnie polecić dla dziecka mniej więcej w tym wieku.

    Stary, dobry, sprawdzony- Elementarz Falskiego. W nowym wydaniu :)

    Moja sis, mama chrzestna Córeczki, kupiła go jej już jakiś czas temu. Niedawno czytałam o Alinie Margolis- Edelman, która była pierwowzorem Ali z tego elementarza, więc to przy okazji kawał historii. Ja sama nie korzystałam z Falskiego, nie kojarzę w ogóle na czym się uczyłam czytać, ale ja już do podstawówki trafiłam niemal w połowie lat '90tych i już były "nowoczesne" książki w szkołach :P 

    Teraz, kiedy Córeczka zaczęła się palić do czytania, choć szybko się męczy, Falski okazał się dla niej idealny. Przez mój ból gardła Córeczka tym chętniej czyta sobie sama na dobranoc, oczywiście z moją albo Męża obecnością i pomocą jak trzeba. Zachwyca mnie gradacja trudności tych czytanek, dobór czcionki, jej wielkości jest fantastyczny, obrazki sympatyczne, bez wydziwiania. Pod koniec można znaleźć trochę klasycznych wierszyków, do których Córeczkę ciągnie (część z nich kojarzy z przedszkola). No i dobrze nam idzie- czytanie zlepków spółgłosek, akcentowanie przy wykrzyknikach albo pytajnikach. Naprawdę, co wieczór jestem coraz bardziej zadowolona z tego że mamy tą książkę. Polecam więc z całego serca :)

piątek, 26 kwietnia 2013

   Odwiedziłam wczoraj lekarza: zapalenie gardła na tle wirusowym. Odchorować, dbać o siebie, nie dać się choróbsku rozwinąć, żeby nie "trafić" na antybiotyk. Fitness w tym tygodniu odwołany, wczorajsza wizyta u dentysty zresztą też. No i o ile nie trafię na jakąś terenową akcję krwiodawstwa nie oddam teraz krwi- mam porządne badanie zaraz po długim weekendzie, co spowoduje półroczną przerwę w dawstwie. Ehh szkoda... Miałam założenie oddawać krew dwa razy w roku- udaje się to co dwa lata.

   Za to ogólne wrażenia po wizycie bardzo dobre- dawno nie miałam zrobionego tak porządnego wywiadu  i byłam tak dokładnie przebadana. Lekarz młody, chyba nie dałabym mu więcej lat niż sama mam :P Co oczywiście stało się obiektem do żartów mojego Męża- nie jesteśmy o siebie zazdrośni, ale lubimy się czasami trochę pośmiać z takich sytuacji :)

   Ja byłam u lekarza, a Mąż z Córeczką zrobili 4 kółka wokół parku, w tym 3 pełne młoda jechała sama. Teraz "tylko" nauczyć ją ładnie ruszać, hamować i lawirować pomiędzy ludźmi :)

   Odwiedziłam szkołę podstawową która znajduje się najbliżej naszego przyszłego mieszkania. Źle nie jest :) Porozmawiałam sobie z panią z sekretariatu i wicedyrektorką, obejrzałam sobie troszkę budynku, obeszłam cały kompleks po zewnętrznej... Jeśli Córeczka właśnie tam się dostanie mam nadzieję że wszyscy będziemy zadowoleni :)

  No, to ja wracam do magisterki i chorowania.

 

PS. Ponawiam prośbę o udzielenie dostępu do blogów!

 

środa, 24 kwietnia 2013

   To był dzisiejszy okrzyk Córeczki gdy zdała sobie sprawę że jedzie na rowerze sama, bez asekuracji :)

   Najczęściej młoda gdy jest niezadowolona mówi o "złym dniu". Żeby dzień był "dobry", "super" albo "najlepszy" to naprawdę musi się stać COŚ bardzo ważnego :)

   Wiedziałam, że Córeczce brakuje tylko troszkę do samodzielnej jazdy, jednak niesprawny stary rowerek zatrzymał naukę jazdy już dość dawno temu. Teraz wystarczył kij utrzymany trytkami, wczorajszy dłuższy spacer "na patyku" i dzisiejsze dwa kółka naokoło pobliskiego małego parku. I zadziałało! Mam filmik- cztery kroki za młodą która jedzie sama, Mąż obok z nadstawioną ręką w gotowości żeby ratować Córeczkę od ewentualnego upadku i nagłe olśnienie: "jadę sama??? :)".

  Jak tak dalej pójdzie to i w jeździe na rowerze przegoni mamę, która co prawda lubi jeździć, nawet bardzo, ale jest rowerowym słabeuszem i "bojką" która zsiada przy wysokich krawężnikach i stromych górkach ;p

PS. Żeby nie był tak kolorowo- gardło mnie booooli i migdały obrzęknięte, z oddawania krwi przed półroczną przerwą nici, nie wiem jak wyrobię na jutrzejszych zajęciach i jak będzie mi się choróbsko rozwijało :/

PPS. W niedzielę wygrałam zestaw własnoręcznie robionej biżuterii- mam fuksa :)

wtorek, 23 kwietnia 2013

   Idę na certyfikat z angielskiego. Moja uczelnia ma jakąś umowę podpisaną i studenci za naprawdę małe pieniądze mogą sobie zdać coś takiego. To chyba moja ostatnia szansa więc się uczepiłam :) Mam mało czasu, magisterkę, ciężkie badanie, najwyżej pójdę na żywioł. Ale się cieszę i tak- fajnie mieć papier który mówi, że coś umiesz. Na ten moment mam jedynie jakiś dyplom z kursu pierwszej pomocy i dyplom ukończenia studiów I stopnia. Na zaświadczenia o publikacjach czekam wciąż :P

   Jeszcze jedną zachętą jest egzamin doktorancki z anglika, który ponoć jest totalnym kosmosem (a słowo totalny używam w nadmiarze, Mąż się ze mnie śmieje :P) a z certyfikatem mogę go uniknąć :)

 

    Za mną dwa razy zumba, raz latino, w czwartek lecę na ABT (ćwiczenia na zbicie masy ciała), a jak będę miała siły, to w piątek znowu zumba. Bo fajnie jest!

    Zumbę prowadzi młoda dziewczyna, totalna wariatka, w sam raz na tego typu ćwiczenia. Na sali kilkanaście- dwadzieścia kilka kobiet: młodych, starszych, w miarę szczupłych i porządnie przy kości- naprawdę porządna mieszanka. I każda wychodzi spocona i uśmiechnięta. Ja mam kryzys dwudziestej minuty, ale potem nie wiem kiedy mija pełne 50. Wow!

    Latino niby jakieś luźniejsze, ale była mocna rozgrzewka i przez dwa następne dni czułam zakwasy w takich miejscach, w których nie wiedziałam że mam mięśnie ;)

    Normalnie już żałuję że ten karnet mi się skończy. Chyba po wakacjach zacznę znowu dawać korki żeby mieć na takie "fanaberie" ;P Tuż obok budynku w którym będziemy mieszkać jest klub fitness i siłownia w której pracuje nasza dobra koleżanka. Śmialiśmy się że będzie ona do nas wpadać, albo przed pracą, albo czekając na autobus po pracy, albo będziemy jej przynosić słodycze do pracy :P Ale może po prostu będę wpadać poćwiczyć. Nigdy wcześniej nie chodziłam do takiego przybytku, ale słynny zastrzyk endorfin i mnie dopadł więc chciałabym to kontynuować.

   Tak czy inaczej- kto nie spróbował, polecam serdecznie!
   A my dzisiaj pewnie pójdziemy z młodszym pokoleniem na jazdę na biało-niebieskiej strzale (czyli na rowerze) :)

09:56, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 kwietnia 2013

   Córeczka ma bardzo intensywny, ciekawy tydzień: wyjście do takiego centrum poznawczego, konkurs piosenki (wróciła zadowolona, z dyplomem i kolorowankami), dzisiaj poszła na ślub bioojca, a do tego dziadkowie sprawili jej rower. Już nie rowerek, tylko rower. Młoda oczy szerokie jak spodki, w samym sklepie już chciała jeździć. Zapowiada się nam bardzo intensywna wiosna :)

    Zachwyca mnie to, jak ona sobie wszystko pięknie układa- dorosłych trzęsie na samą myśl o pewnych sprawach a ona to przyjmuje bez problemu.

    Z racji tego że wiemy gdzie będziemy mieszkać możemy rozważyć puszczenie jej do szkoły w okolicach mieszkania, a nie tam gdzie ja mam doktorat- będzie jej łatwiej wracać do domu jak podrośnie. Najwyżej my będziemy przez pierwszy rok- dwa latać w wywalonymi językami przez miasto żeby ją odebrać :) Szkoła blisko mojej przyszłej alma mater jest rewelacyjna, ale trzeba gdzieś ustawić priorytety (a odwiedziny w szkole blisko mieszkania jeszcze są przed nami). Córeczka w tych wszystkich perturbacjach jest bardzo cierpliwa. Wcześniej trochę panikowała, że nie chce spać sama w pokoju (zawsze właściwie spała w tym samym pomieszczeniu co ja/my), ale oglądaliśmy razem TO mieszkanie, już wie jak to wygląda, i też się jej to podoba :) Tylko mówi tak: ale nie będziecie mi zamykać drzwi dopóki nie usnę?

   Miałam wątpliwości, kiedy ją puszczać do szkoły. Nie jestem zwolenniczką akcji "ratuj maluchy" (uważam że to bzdura i kolejny przejaw "strachu przez niewiedzę"), młoda została w przedszkolu tylko i wyłącznie z powodu kwestii organizacyjnych. Teraz ma śniadania i podwieczorki podane, panie wytulą jak trzeba, ząbki też tam umyje- bywa że wstajemy, ubieramy się, czeszemy i młoda wszystkie inne poranne operacje wykonuje już w przedszkolu. No i razem skończymy- ja studia, ona przedszkole, co wspomaga naszą mobilność obecnie. A Córeczka w tym roku zrobiła duże postępy: nie jest typem kujonka, choć interesuje się światem, ale nie chciała się uczyć czytania i pisania- teraz z własnej woli zaczyna czytać. Fajnie widzieć jak twoje własne dziecko się tak pięknie rozwija, na oczach dosłownie :)

   Jestem dumna z Córeczki. I bardzo szczęśliwa (zresztą nie tylko ja) że ją mam :D

14:56, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
środa, 17 kwietnia 2013

    Dzisiaj napisałam (na brudno) pierwsze zdania mojej pracy magisterskiej. To powinna być wielkopomna chwila, a jest umęczone, niezwiązane ze sobą kilka zdań na temat "moich" bakterii. Ale z tego co kojarzę większość moich znajomych zaczyna tak samo :P

    Z racji "pisania pracy" upiekłam w niedzielę calzone, zaczęłam wykorzystywać mój wygrany karnet, dzisiaj piekę sernik, wczoraj zrobiliśmy zakupy w stylu "raz na dwa miesiące wypełniamy wózek sklepowy po brzegi", odwiedziliśmy znajomych, korzystamy z wiosennej pogody codziennie wychodząc z młodą na spacer. Ot, to też standard :) Pamiętam taki demot: jeszcze tylko odmaluję pokój i już siadam do magisterki :P

 

   Czy mogę prosić osoby które mają zahasłowane blogi o owe hasła? Np. do-konca-zycia, slonceiwiatr albo zyciowaukladanka?

   A Córeczka w piątek bierze udział w konkursie piosenki religijnej :) Nasz szczerbolek kochany :)  

 

22:42, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 kwietnia 2013

   Spodobała mi się zabawa u Tulipanowej, więc korzystam :)

 

Jak często robisz sobie domowy dzień piękności?

Staram się przynajmniej raz w tygodniu, w sobotę; jeśli wypada mi dzień w labie, to wtedy chętnie korzystam :)

Ile czasu Ci to wszystko zajmuje?

Dobrze ponad godzinę, jak mam więcej czasu to dodaję kolejne "oblucje"

Jaka muzyka sprzyja Twojemu relaksowi w tych chwilach?

Często oglądam wtedy telewizję, nie słucham wtedy jakiejś specjalnej muzyki

Co lubisz pić podczas swoich zabiegów?

Herbatę owocową parzoną na zimno

Co robisz z ciałem?

Zawsze zaczynam zmyciem lakieru i makijażu i długim, ciepłym prysznicem. Tam, poza "normalnym" myciem (od ponad roku używam białego mydła) depiluję się, ścieram naskórek, czasami stosuję peeling (obecnie enzymatyczny z Oriflame, lubię mieszaninę oleju i cukru) na łydki, dekolt i plecy. Potem albo smaruję ciało oliwką, albo kremem dermatologicznym. Porządnie smaruję stopy kremem (obecnie: Avon, krem do pięt i łokci z masłem shea; kiedyś wrócę do Gewohla), bo mam z nimi problemy. Raz na jakiś czas częścią domowego spa jest samokontrola piersi.

Co robisz z twarzą?

Demakijaż, peeling (płatki owsiane w ciepłym mleku), maseczka, krem (Avon, seria japońska z sake i ryżem). Dodatkowo masa kremu na usta (Tisane, krem uniwersalny Oriflame, krem dermatologiczny).

Co robisz z włosami?

Mycie, suszenie na powietrzu (jeśli mam czas), odrobina płynu dyscyplinującego. Od czasu do czasu je kręcę albo prostuję. Od czasu do czasu stosuję maseczkę na włosy, ale to rzadko- gdy miałam włosy do pasa stale stosowałam odżywki, często dwie, obecnie szybko przetłuszczają mi kosmyki.

Na co zwracasz szczególną uwagę?

Stopy, dłonie, usta, plamy atopowego zapalenia skóry.

Jak wyglądasz i czujesz się po?

Wyglądam świeżo, jestem zadowolona, chętnie do kompletu dodałabym z 10 godzin snu :)

 

 

Kto też chce odpowiedzieć? Meliska, Leleth, Smoczyca? :) Zapraszam!

Tagi: uroda zabawa
16:19, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 kwietnia 2013

    No i stało się- nie daliśmy rady i rozdzieliliśmy się na weekend. Mąż pojechał w swoje rodzinne strony, my zostałyśmy z młodą w domu. Licho, bo oczywiście tęsknimy za sobą, ale to tylko dwa dni, więc tak na spokojnie :)

   Jest jedna rzecz którą robię zawsze, jak Mąż wyjeżdża, to... zupełnie inne gotowanie. Małżonek mój jest mniej liberalny ode mnie w kwestii jedzenia, więc owoce morza, tony czosnku i sery pleśniowe rządzą przede wszystkim w takie dni :)

   Dzisiaj więc mamy makaron (to znowu ukochane jedzenie Córeczki, więc na nim się opieram) razowy z sosem dwa sery :P Bo miałam goudę i kawałek sera z niebieską pleśnią. Mleko, śmietanka, sery, sól, pieprz, uprażony słonecznik. No niebo w gębie! :D

   Córeczka łapie takie "inne" smaki już teraz, co bardzo mnie cieszy. Ja sama dopiero dojrzewam do pewnych smaków-sery typu camembert czy lazur podeszły mi dopiero w ostatnich miesiącach, szpinak- z rok/dwa temu. Ślimaki spróbowałam pierwszy raz w Paryżu, a szkoda! Z czarnym jedzeniem- wątróbką czy kaszanką- przeprosiłam się gdy miałam kilkanaście lat (mam nadzieję że i u Córeczki tak to będzie wyglądało). Trzymam kciuki żeby i Mąż się przełamał do rzeczy które mi bardzo smakują- do krewetek, innych owoców morza, czosnku w ilościach hurtowych... No i widzę te zmiany- przegrzebki mu zasmakowały :) 

  Wreszcie świeci słońce, jest nawet ciepło- hurra! Doczekaliśmy się! Mam nadzieję że już tak zostanie :)

   A ja mam głowę w tym "przyszłym" mieszkaniu. Że będziemy musieli kupić sobie odkurzacz, naklejki na ścianę dla Córeczki, czy biurko które na nas czeka się zmieści do jej pokoju... Nawet się nie spodziewałam, że ta świadomość, że mieszkanie jest, jak wygląda, sprawi mi, nam tyle radości!

czwartek, 11 kwietnia 2013

   Jestem wy-koń-czo-na. Zaczęła się ta część semestru, w której mam dwa dni na 7.30. I to jeden po drugim. Nie zmieniając przyzwyczajeń wieczornych ani pory snu. No i... chyba trzeba to zmienić. Jak skończę badania do magisterki (na razie to muszę część powtórzyć) to może przynajmniej reszta dnia będzie spokojniejsza, a nie kombinowana i na złamanie karku, ehhh...

   Ale i w takich dniach znajdują się bardzo jasne momenty. Tak jak dzisiaj: ostatnio wspominałam, że opis wynajmowanego obecnie przez naszego znajomego mieszkania brzmi bardzo, ale to bardzo obiecująco. Chłopak nie minął się z prawdą ani trochę! Mieszkanie bardzo się nam podoba i na ten moment ciężko nam mówić o tym miejscu inaczej niż "nasze przyszłe". Córeczka była z nami na oglądaniu mieszkanka i jej pokój bardzo się jej podobał. Tak więc zacieramy rączki, odkładamy na kaucję i czekamy do lipca :D

23:56, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 kwietnia 2013

    "Wystarczy wypełnić zgłoszenie konkursowe". I na przykład wygrać karnet do klubu fitness. Zumbo, przybywam! :D

    Wygrałam już kilka drobiazgów w życiu- koszulkę, skarpetki sportowe, książkę dla siebie ("Dziewczyna z perłą", nagroda z Filipinki), książkę i latawiec dla Córeczki, dwa czy trzy wejściówki na koncerty. I kosmetyczkę z kilkoma kosmetykami. Taki karnet jest więc dla mnie bardzo wartościową wygraną :) Także dlatego, że sama świadomość wygrania sprawia mi wielką radość.

    Cinnamonowi wybrali się we trójkę na siatkówkę i są bardzo zadowoleni. "Nasze" zawodniczki wygrały po ciekawym meczu, Córeczka była zachwycona :) A w niedzielę musieliśmy koniecznie obejrzeć kolarski klasyk Paryż- Rubaix- ot, taki sportowy weekend nam się zrobił. Klasyki miło mi się kojarzą z Tomem Boonenem, fantastycznym kolarzem którego miałam przyjemność spotkać i porozmawiać w zeszłym roku, ale tym razem nie jechał- a szkoda :)

    Czy ja wspominałam że mamy małego wampirka w domu? Córeczka nie ma obu górnych jedynek :D

    Nie wiem czy to kwestia lepszej pogody, słońca... ale mam uśmiech na twarzy i to poczucie szczęścia, które uwielbiam. Naszła mnie dzisiaj myśl, że naprawdę nie wiadomo kiedy można odejść, nie ma sensu zakładać sobie nie-wiadomo-czego po czym dopiero można być szczęśliwym. Dobrze czerpać z życia, takiego jakim teraz jest, pełnymi garściami i nie poddawać się melancholii :)

   Dawno temu obiecywałam fotki z Paryża. No to proszę, jeszcze coś mam:

Luwr nocą

Petit Palais

Przepiękna Sainte Chapelle

sobota, 06 kwietnia 2013

   W wakacje postanowiliśmy sobie że będziemy chodzić na mecze ligowe w naszym mieście. Fajnie by było mieć mecze piłki ręcznej, ale właśnie klub AWFu padł... Więc siatkówka, a w ciepłe miesiące rugby (byliśmy na meczu podczas naszej gdańskiej podróży poślubnej) czy futbol amerykański, może kiedyś uda się zabrać mojego tatę na żużel...

   Zgadnijcie ile razy byliśmy na meczu siatkówki od września?

   Ani razu!!!

   Albo wyjeżdżamy, albo... przypominamy sobie o meczu mniej więcej wtedy, kiedy się zaczyna :) No i przyszedł ten dzień- dzisiaj wreszcie idziemy na mecz :D Potem pojedziemy do znajomych którzy też mają dzieciaki- Córeczka już się cieszy na to spotkanie.

   Do pełni szczęścia brakuje: wiosennej pogody, zdrowego żołądka i robota samosprzątającego :P

   Tak więc zarażam optymizmem i pozdrawiam na weekend!

PS. A u nas na obiad będą naleśniki z musem jabłkowym...

piątek, 05 kwietnia 2013

   Chyba najgorsze, najbardziej pracowite dni badań na magisterkę są za mną. Chyba! Bo możliwe że po 4-5 takich dniach przyjdą jeszcze dwa lub trzy. Potem wykończymy kwestię i trzeba się brać za formatowanie całości i pisanie. W sam raz- w środę zaczyna się seminarium dyplomowe. No i w sam raz- Córeczka dzisiaj do nas wróciła dopiero po świętach, ciocia ją odwiozła, a ja w tym czasie spędzałam nawet i 9-10 godzin w labie.
Dzisiaj już miałam pandemonium- przy baaardzo kiepsko działającym wyciągu pracowałam z bardzo śmierdzącym kwasem, fatalnie się czułam, ta metoda nie przyniosła na początku skutku, ogólnie męczarnia i wyjście 3 godziny po planowanym czasie opuszczenia labu na weekend. Przynajmniej tyle dobrze że miesiąc temu dostałam własne klucze... :)

   Czy ja wspomniałam że dostałam stypendium za osiągnięcia naukowe? Taka mikro wypłata za wypruwanie żył w labie :P Bardzo to fajne, szkoda że kombinowaliśmy z grantami dla mnie, ale co się odwlecze to nie uciecze i będę próbować już jako doktorantka.
Ma tworzyć się grupa chętnych do obrony przed 30 czerwca (normalnie u nas ludzie bronią się w pierwszej połowie lipca, ale w tym roku może być i później) i... chyba skorzystam. Jeśli tylko oczywiście ze wszystkim obecnie się wyrobię. Ostatnie zaliczenie (i od razu wystawioną ocenę) będę miała 14 czerwca, może rzeczywiście dam radę?

    Wielka radość na nas spadła- znajomi starali się ponad pół roku o potomka i udało się! Zaciskamy mocno kciuki za maleństwo i bardzo się cieszymy. A ja zastanawiam się czy zostały jeszcze jakieś ciuszki czy zabawki po Córeczce które mogłyby się przydać- normalnie zaangażowaliśmy się jako przyszli ciocia i wujek :P

   Miesiąc temu wspominałam też o pewnej alternatywie dla nas... wciąż majaczy nam na horyzoncie. Przebieram nóżkami w miejscu na samą myśl :) Ale Wy jeszcze poczekacie na konkrety, tym bardziej że rzeczywiście niekoniecznie musi coś z tego wyniknąć.

   Drugą fajną sprawą z ostatnich dni która pozostawia uśmiech na naszych twarzach jest kolega i jego wynajmowane mieszkanie- zwalnia je gdzieś w czerwcu- lipcu: dobra lokalizacja, w miarę dobra cena, dobry rozkład... Ach :) Byłby super zająć jego miejsce tam :) Nie wiem czy to będzie to nasze mieszkanko, ale to naprawdę świetna propozycja :) 

   

 
1 , 2
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga