RSS
poniedziałek, 28 kwietnia 2014

    Pomiędzy jednym wyjazdem a drugim dzieje się wiele i dzieje się szybko :)

    Kot spędził, wydaje się, 4 miłe wielkanocne dni u znajomej rodzinki. Niedawno musieli uśpić swojego kota, a naszą przytulanką byli zachwyceni, więc teraz będziemy mieli etatową opiekę :P Kot zachwyca tym, że głaskanie nigdy mu się nie nudzi. Może leżeć na sofie pomiędzy nami i będzie przeszczęśliwy. Jak się kręcę po domu, to włazi mi między nogi, gdy tylko wchodzę do salonu, on już wskakuje na swoje miejsce na sofie i czeka :) Siedzi pomiędzy nami, więc gdy łapiemy się z Mężem za ręce, on jest tym bardziej mruczący, bo oboje mamy na nim ręce ;) Dalej jest bardzo wybredny w kwestii jedzenia, ale nadrabiamy jedzeniem z... Rossmana, które jest jakoś bardziej... pomysłowe i dość tanie. Bawić się to on ma ochotę kilka- kilkanaście minut, potem odchodzi. Zostaje głaskanie i słuchanie mruczenia ;)

   Byliśmy chorzy wszyscy razem 1,5 tygodnia temu. Ja miałam na dwa dni L4, Mąż gorączkował, Córeczkę bolało gardło i miała spory katar. Wylizaliśmy się tuż przed Świętami, potem tylko coś Córeczkę pomęczyło z niedzieli na poniedziałek. Tak czy inaczej, spędziliśmy świetne święta z rodzinką i ze znajomymi, udało się sporo, pogoda też fajna, tak więc będziemy mieli sporo dobrych wspomnień. Zaraz znowu jedziemy, teraz do Rodzinnego Miasta Męża. Będziemy już zawczasu cieszyć się z jego okrągłych urodzin :)  

środa, 23 kwietnia 2014

latanie w rodzinnym mieście... Dawka optymizmu odebrana :)

22:49, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanoc zawsze bardzo dobrze mi się kojarzyła, jednak co wielkie wiosenne święto, to wielkie wiosenne święto :) Najważniejsze dla Katolika, co chyba potwierdza (oczywiście piszę to z ironią) frekwencja w kościele, bo przynajmniej na święcenie pokarmów przyjdą, a w Boże Narodzenie nawet tego nie ma :P

Za niecałe 2 godziny startujemy- ja mam skróconą pracę dziś, mąż zajęty rano, dziecko mimo dużego problemu (bo przecież szkoły nie ma, świetlica nie działa, jak jesteś sam w mieście masz spory problem) pod dobrą opieką. Kot rano został przetransportowany do "domu wielkanocnego", dobrej duszy która się nim zajmie przez ten czas... To jest taki pieszczoch że uznaliśmy, że taka forma będzie lepsza, niż odwiedzanie go raz dziennie na kilkanaście minut. Teraz niech tylko nam się autko nie rozkraczy po drodze i w nocy powinniśmy dotrzeć do mojego Rodzinnego Miasta.

Wiecie, od czego zależy, kiedy w danym roku będzie Wielkanoc? Od faz księżyca (serio!). Wielkanoc to pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Więc powinna wypaść w ciągu około 5 tygodni po 20/21 marca (pewnie liczy się od astronomicznej wiosny, więc 20 marca wydaje mi się bardziej prawdopodobne :)), tak na chłopski rozum wyliczam.

Przez dobre kilka lat okres Wielkiego Tygodnia był dla mnie czasem bardzo pracowitym- pomagałam pani "kościelnej" ogarnąć kościół i "okolice" (zbieranie, sortowanie, przekazanie darów; zmiana wystroju; sprzątanie; prasowanie, wywabianie, czyszczenie) i śpiewałam na dokładkę w scholi młodzieżowej. Z racji tego, że organista nie miał za bardzo jak się wykazać przez Wielki Piątek i większość Wielkiego Czwartku my miałyśmy pole do popisu i działałyśmy bardzo mocno, żeby w tym czasie, kiedy śpiewa się przede wszystkim pieśni tradycyjne, wszystkim się podobało. I to jeszcze acapella :)

Mogłam popatrzeć, jak od kuchni wygląda przeżywanie Triduum. I z tego wszystkiego najbardziej mnie święcenie pokarmów męczyło :)
W zeszłym roku, idąc z Córeczką poświęcić rodzinny koszyczek, spotkaliśmy kolegę, idącego w tym samym celu ze swoim dzieckiem. W kościele tłuuuum. Stoję obok tego kolegi i mu szepczę- patrz, kiełbasy będą się żegnać. No i rzeczywiście- większość tego tłumu na czas święcenia mięs i wędlin staje się kiełbadami; na czas święcenia jajek- jajkami, żegnając się pośpiesznie. Chodzące chleby z koszyczkami w dłoniach też wywoują śmiech. Serio, proszę- don't do this! Tylko się ośmieszacie :P
Dzisiaj rozmawialiśmy o tym w pracy, że takie tabuny biją do kościoła z koszyczkami. Przypomniało mi się, jak proboszcz (mojej przez 20 lat życia) parafii skrzętnie to wykorzystywał- brał książeczkę i, przed błogosławieństwem, śpiewał z tym tłumem po 5,7 zwrotek pieśni. A co, są, trzeba korzystać, nie ma łatwo :)

Kilka lat temu (5 lat temu... już mieszkałam w akademiku a jeszcze Męża nie poznałam) dojechała do mnie Sis, w akademikowej kuchni sobie piekłyśmy i w sobotę, zanim ruszyłyśmy do rodziców, poszłyśmy święcić pokarmy. Córeczka była wtedy niejadek, ale wciąż powtarzała "głodna jestem... ciekolady głodna" patrząc na czekoladowe jajka :P A gdy dostała pieniążek, który miała wrzucić do skarbonki przy Grobie Pańskim, chciała wsunąć tą monetę... do rany w boku figury Chrystusa... będzie anegdotka na resztę życia :)

Najlepszy Śmigus- Dyngus? U mojej babci, kiedy było nas dużo, było wychodzenie przez okno, skradanie się, wymyślne "ubranie przeciw zamoknięciu" cioci, polewanie zimną wodą ze szlaucha mojego brata i kuzyna... został nam tekst "wszyscy spłyniecie do jeziora!" i wspomnienie 5 cm warstwy wody w przedpokoju :P

Sami na Rezurekcję zapewne wybierzemy się do kościoła, w którym braliśmy ślub- tam jest zawsze wielka dbałość o to, żeby pięknie przeżyć ten czas, bardzo to sobie cenimy.

No i jeszcze jedno... Wielkanoc bardzo mocno przypomina mi Przyjaciela, który zmarł prawie 10 lat temu... Pamiętam jego zapał, jego radość, rozmowy z nim, bo wtedy zawsze był z nami. I bardzo mi go brakuje...

To będą święta niezwykłe, to na pewno. Będzie nas pełno, a my po 4 miesiącach nieobecności będziemy mieli dużo do nadrobienia :)

Przepraszam za chaos w tej notce, taki chaos mam też w głowie :)

 

Życzę Wam, żebyście mieli jasne, piękne, wesołe święta. Cieszcie się, bo Wielkanoc na tym powinna polegać!

czwartek, 10 kwietnia 2014

   4 lata temu była sobota.

   4 lata temu mieliśmy się wyspać a potem chciałam, żebyśmy się wybrali do miasta... Wro wtedy kandydowało na stolicę kultury i promowało się skokami na bungee- jak nigdy właśnie wtedy chciałam skoczyć.

   Obudziła mnie siostra, żeby koniecznie włączyć telewizor, bo... już nie pamiętam co dokładnie powiedziała, pamiętam, że zanim udało mi się włączyć tvn24 obudziłam Męża, poryczałam się, a ręce trzęsły mi się jak osika.

   Dzisiaj wspominam oglądając materiał "10.04.2014. Poranek w TVN24". Nie tylko stąd wiem, jak tamtego dnia działały media- moja sis jest dziennikarką, i zwróciła uwagę, że ludzie sami przychodzili do redakcji, mimo, że dla gazety codziennej to sobota jest najspokojniejszym dniem... przyszły nawet panie kucharki, ot tak.... Na sam koniec wyżej wspomnianego filmu był fragmencik o tych przejazdach konduktów z lotniska na Torwar... My tam byliśmy. Przyjechaliśmy z Mężem w piątek wieczorem, żeby uczestniczyć w Mszy żałobnej na Placu Piłsudskiego w sobotę i moja siostra zabrała nas z dworca niemal bezpośrednio na trasę przejazdu... W piątek wieczorem do kraju wróciło 8 osób... A my tam staliśmy i mimo tego, jak wielkie emocje przeżywałam przez ostatnie dni, wtedy dopiero mnie uderzyło jak obuchem, nie mogłam się uspokoić...

   Bez względu na to, z kim się sympatyzuje politycznie, to była ogromna, wprost niewyobrażalna tragedia... Oby bliscy ofiar byli w stanie poradzić sobie z żałobą...

 

PS. Mąż chory był (i wciąż się męczy) a mnie dzisiaj skosiło strasznie, więc obawiam się, że weekend mogę spędzić pod kołdrą...

poniedziałek, 07 kwietnia 2014

Córeczka wczoraj po raz pierwszy śpiewała na Mszy, w scholce dziecięcej.

Matka spuchła z dumy :D

11:33, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 kwietnia 2014

Dużo się dzieje, zajęta jestem, brak czasu (i jakiejś tam weny też) na pisanie...

W sobotę zrobiliśmy sobie "mały" wypad na Wyspę Sobieszewską, na plażę. Pogoda była super :)
Njapierw pojechaliśmy na wschodni koniec wyspy, tam, gdzie Gdańsk się kończy a Wisła właściwa (tzw. Przekop Wisły) zbliża się do morza. W sezonie z tego miejsca na drugi brzeg pływa Prom Świbno. My byliśmy świadkami zarzucania sieci... niemal na całą szerokość Wisły. Ciekawe, co panowie złowili :)

 

A potem... cudowna, wiosenna plaża! W Sobieszewie trzeba troszkę się nachodzić przez pas nadmorski, ale to wspaniały spacer. I tutaj wtrącenie- od razu widać, że im bardziej na wschód Trójmiasta, z tym bardziej otwartym morzem mamy do czynienia. W Gdyni, np w Orłowie, pasa nadmorskiego brak, a na granicy piasku i "normalnego lądu" rosną pojedyncze drzewa, np. klony. W Gdańsku (np. na Brzeźnie) jest przynajmniej mała "wydma" z małą warstwą drzew. Tutaj- prawdziwy las :) A za lasem... kopalnia skarbów! Zebrałam z rodzinką dobre kilkadziesiąt sztuk bursztynów!

jak widać powyżej, sobieszewska plaża to nie jest sam piasek. Jest tu sporo drewna wypłukanego przez morze i innych "drobiazgów", a pomiędzy nimi dosłownie świecą się bursztyny. Czasami nie trzeba szukać, wystarczy się pochylić. Okazy nie są jakieś wielkie, ale zdarzają się kawałki i 1,5cm.
Po zbieraniu- siesta. Dosłownie miałam degustację rybki na plaży. Córa z tyłu dzierga. Takie soboty uwielbiamy!

Nie jest to ot, taka sobie wycieczka- od nas z domu na plażę w Sobieszewie jedzie się dobre 30 kilometrów. Ale co to jest, w porównaniu z jazdą 450 km raz do roku, modląc się o pogodę... teraz sami wybieramy, kiedy wypocząć na plaży :)
W niedzielę pojechaliśmy na Zaspę, i stamtąd, deptaczkiem, prosto w stronę mola (jeszcze liczonego jako "na Brzeźnie"). Tłumy! Tysiące ludzi! Bardzo pozytywnie to nastawia :)

Dzisiaj się przejaśnia, więc liczę na kolejny, całkiem przyjemny weekend. Jeszcze z warsztatami dziergania i wizytą znajomych z pracy jutro... Słońce potrzebne, jak rzadko kiedy!

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga