RSS
środa, 30 maja 2012

      Dla odmiany od fatalnych wiadomości, nerwów i żalu, spędziliśmy naprawdę świetny weekend. Zupełnie niechcący wyrzuciło nas w okolice mojego rodzinnego miasta, kibicowaliśmy ze znajomymi kolarzom, a potem trafiliśmy do moich przyszłych szwagrów (czyli siostry Narzeczonego i jej męża, i do dwójki dzieci: Siostrzeniec jest starszy- idzie do gimnazjum, Siostrzenica za to jest w wieku Córeczki). No i ogólnie możemy uznać że wyjazd był bardzo miły. 

 

      Zanim wszystko poukładamy minie trochę czasu- czeka nas trochę dzwonienia, trochę jeżdżenia i masa czasu (i nerwów, znów) żeby wyprostować pewne relacje. Będzie ciężko.

      W międzyczasie życie się toczy- najpewniej złapię pracę na wakacje, teraz zaliczam ostatnie przedmioty- w poniedziałek poszłam niemal zupełnie nieprzygotowana na egzamin, zdałam go naprawdę ino-ino. Ale trója jest, idziemy dalej- jeszcze dwa. Zaraz siadam do nauki wreszcie.

       Trzymajcie za nas kciuki!

piątek, 25 maja 2012

    Nie ma co, blisko nam do końca świata :(((

Tagi: smutki
13:08, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »
wtorek, 22 maja 2012

    Trzecie podejście do zameldowania się w pewnym urzędzie nareszcie okazało się skuteczne. Uff!

    Nowy dowód będzie miał krótką karierę- po ślubie zmieniam przecież nazwisko :)- i będzie czekał na mnie w urzędzie za miesiąc. Obieram go i idziemy do USC, rejestrować nasze wstąpienie w związek małżeński ;P

    Jestem zmęczona, jutro mam zaliczenie z labor i jeszcze się nie uczyłam. Mam nadzieję że jednak coś do jutra przyswoję i zdam raczej spokojnie. Powinnam też załatwić już sobie pracę na wakacje, już niemal na mnie czeka, a ja nie mam jednego dokumentu, uch!

    Jedliśmy dzisiaj z Córeczką pierwsze tegoroczne truskawki. Mniam!

22:44, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 maja 2012

 

Ehhh, kolejny. Robin zmarł na raka okrężnicy, mój tata też to miał. Szkoda... [*]

19:20, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 maja 2012

To chyba dobry objaw kiedy po 3 latach razem, ponad 2,5- przemieszkanych razem, na 4 miesiące przed ślubem ja po raz kolejny uświadamiam sobie, że bez tego faceta nie potrafię (ani oczywiście nie chcę) żyć. Nawet usnąć mi ciężko.

 

Czytałam archiwum starego bloga z samych naszych początków. Mieliśmy obawy czy tak wspaniały początek przypadkiem nie rozsypie się po jakimś czasie- ale też i mieliśmy te trzy najważniejsze: wiarę w nas, nadzieję że się uda i miłość. I trwa ta nasza osobista bajka. Choć borykamy się z pewnymi problemami, kłócimy się, i owszem, bo oboje strasznymi nerwusami jesteśmy- ale kochamy się i chcemy więcej, dalej, mocniej. Pięknie jest :)

 

Notka ta to jakiś wstępniak na najbliższe dni- w czwartek mamy naszą rocznicę. I pewnie nie będziemy o niej zapominać nawet wtedy kiedy liczyć się będą inne rocznice, te obchodzone we wrześniu :)

KOCHAM CIĘ, MĘŻCZYZNO MOJEGO ŻYCIA- SAM WIESZ :) :*

02:56, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 maja 2012

   Jest maj, mamy więc wielkie święto. Sportowe :) Następne będzie trwało od połowy lipca do sierpnia :)

    Bo my kibice jesteśmy straszni. I oglądamy obowiązkowo Giro di Italia (jeden z trzech wielkich klasycznych wyścigów kolarskich) na żywo- a jak damy radę to w nocy bezpośrednie relacje z Tour of California- to też wyścig kolarski. Oglądamy też turnieje tenisowe, jakoś nam łatwiej przychodzi oglądanie turniejów WTA (czyli kobiecych- Eurosport ma na nie licencję)- Madryt, Rzym, a zaraz- Roland Garros, święto mączki (jeden z czterech wielkich turniejów- Wielki Szlem). Na początku miesiąca mocno zaciskaliśmy kciuki za nasze siatkarki w turnieju przedolimpijskim, niestety nie udało się, ale wydaje się że dziewczyny powoli mają tendencję zwyżkową :) 

    Śmieję się że my tacy kibice kolarstwa, że hej- nie mamy swoich dobrych rowerów, a oglądamy codziennie, ba, na rowerach się zaręczyliśmy. Narzeczony jest zdecydowanie lepszym kolarzem ode mnie i gdzieś tam z tyłu głowy przypomina się myśl, że jeśli będziemy mogli sobie sprawić coś "większego" to zdecydowanie mogą to być rowery. Byłoby fajnie, szczególnie że Córeczka powoli może do nas dołączać. Tak czy inaczej, dla nas Giro to sprawa ważna i relacja z wyścigu to nieodłączny nasz towarzysz pomiędzy godziną 14.45 a 17.00 :D

   

    Mieliśmy już wysyłać zaproszenia, a jeszcze ich nie mamy. Ehhh, nie jest to taka prosta sprawa- dopiąc na 100% listę gości, ustalić czy ktoś może przyjść z osobą towarzyszącą czy nie ma na takową ochoty, jak nazywają się stali partnerzy (chodzi nam o nazwiska, imiona znamy :)) tych osób które są troszeczkę dalej od nas... U mnie pojawiła się idea zaproszenia mojej cioci z USA, która pisała do mojej sis (która BTW była na jej ślubie w Stanach) czy nie szykuje się u niej jakieś polish wedding bo byłoby jej łatwiej zmusić jej męża do odwiedzenia kraju jej rodziców. Byłoby super dla mnie, osoby którą pasjonuje genealogia, utrzymać kontakt z angielskojęzyczną ciotką z drugiej strony świata :)

     Do tego zapraszam trzy starsze wiekiem ciotki- jedna powinna się stawić, a druga nie, trzecia z mężem mieszka daleko, i na pewno zaproszenie będzie dla niej niespodzianką, więc nie wiem czy się zjawi. Ale na pewno będzie jej miło. No i moja chrzestna, z którą kontakt mam nikły i przypadkowy... Miałam wątpliwość czy ją zapraszać, ostatecznie- spróbujemy. Ale tylko ją z mężem, bez dorastającego syna. Mój brat miał podobną historię z ojcem chrzestnym, ostatecznie ten się na weselu brata nie pojawił. Nie zapraszam też mojego kuzynostwa, a stryjka z żoną z grzeczności i jako ukłon z stronę rodziców.

    Ze znajomymi też nie jest łatwo: czy zapraszać kogoś kto jest bliski sercu ale kontakt obecnie jest raczej słaby (mimo że serdeczny), czy osoby z któymi kontakt jest codzienny, ale pobieżny, bez lat wspólnych wspomnień. Jeśli chodzi o te dwie grupy, to wybór pada w większości na tą pierwszą. Szczególnie u Narzeczonego :) Ja się śmieję, że ja jako oczywiste mam moje dwie ukochane psiapsiółki, tylko z ich osobami towarzyszącymi będzie bardziej pokrętnie :P 

     Już chciałabym to zakończyć i zacząć zapraszać naszych gości. Najpierw Narzeczony mówił że koniecznie w maju zapraszamy, żeby wszyscy mogli spokojnie się przygotować, a teraz nam to zbieranie informacji i podsumowywanie całości idzie ciężej. Mam nadzieję że to już jednak kwestia dni, albo i godzin :)

 

    Narzeczony idzie w sobotę na kawalerski swojego przyjaciela. Za niecałe 3 tygodnie wesele. Fajnie: bo to taki Narzeczonego stary, dobry, sprawdzony przyjaciel. Gdy myśmy się poznali, Narzeczony i ten kumpel razem wynajmowali mieszkanie, ja mu Narzeczonego szybko z tego mieszkania zabrałam i wtedy zaczął się jego związek z M. i to bardzo fajna para jest :) Bo znowu będziemy mieli okazję poobserwować i wyciągać wnioski z czyjegoś wesela. Bo będzie taka ekipa, że głowa mała :D I jako bonusik- na weselu powinien być ktoś, do kogo podejdziemy i powiemy że podziwiamy go :)

wtorek, 15 maja 2012

     Z tym francuskim ja przesadziłam. Miałam zaliczenie od 7.30 do ok. 9.00, a wyszłam po 45 minutach, wszystkie zadania zrobione, myślę że 3+/4 powinno być. I luz :)

     Planuję w przyszłym semestrze zainwestować trochę kasy w dodatkowe kursy językowe na polibudzie- angielski na poziomie C1 i francuski A2, i z obydwu podjeść do certyfikatu- uczelnia udostępnia certyfikat Bullats za małe pieniądze, a jak ładnie będzie w CV wyglądać :)

Tagi: studia
15:55, cinnamon.tea
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 14 maja 2012

     Oglądam z Narzeczonym "Anioły i demony". O tym filmie rozmawialiśmy na naszej pierwszej randce, niemal dokładnie 3 lata temu. Powodem było to, że tą książkę czytałam jadąc na spotkanie a potem służyła mi jako izolację od podłoża gdy siedzieliśmy na Wyspie na schodkach prowadzących do Odry. Ale dotychczas filmu nie obejrzałam.

    Tak to ze mną jest, że jeśli pojawia się ciekawy film na podstawie polecanej książki, to zamiast iść do kina, biorę się za czytanie. Stąd wzięło się moje zafascynowanie książkami Jodi Picoult ("Bez mojej zgody" z Cameron Diaz). Czytałam "Pokutę", "Nostalgię anioła", "Wyznania gejszy" i tym podobne. I odwrotnie- czekam z obejrzeniem filmu (w obecnym przypadku- Millenium) żeby mieć czas na wcześniejsze przeczytanie książki. Tylko z jednym filmem mi "nie wyszło"- jest to Władca Pierścieni. Filmy uwielbiam, ale książki, choć ciekawe, to są wymagające- czasowo przede wszystkim :), no i za młoda byłam żeby mieć jak się zastanowić. 

     Ale chyba taka już dziwna muszę być :)

 

PS. Jutro zostaje nam ino 4 miesiące do ślubu! Już się nie mogę doczekać!!! Ale z drugiej strony- to tak unikalny czas że fajnie by było mieć więcej czasu i możliwości które przeznacza się wyłącznie w tym celu.

PPS. Jutro mam zaliczenie z francuskiego i nic nie umiem! Na pojutrze mam do napisania pracę zaliczeniową, w czwartek muszę oddać duże sprawko. Masakra!

niedziela, 13 maja 2012

     Weekend się udał! Hurra!

     Szczególnie mi/nam zależało na TYM konkretnym weekendzie- w końcu jak ma się w najbliższej rodzinie trójkę jubilatów z jednego tygodnia, w tym jedna osoba z okrągłymi urodzinami, to fajnie by było to dobrze rozegrać i dobrze się bawić. Z dużyyyymi problemami, ale to się udało, właściwie to całość dało się zamknąć w 24. godzinach- o 4 rano w sobotę odebraliśmy z Narzeczonym (drugie urodziny w tym tygodniu) z dworca PKS moją sis (pierwsze urodziny), w ciągu dnia byliśmy na urodzinowej pizzy mojej mamy (trzecie, te okrągłe), a o 4 rano w niedzielę wracaliśmy do domu rodzinnego Narzeczonego po ognisku zorganizowanym "przy okazji urodzin" :) Było super!

     Zrobiłam mamie kartkę quillingiem bo bardzo się jej podoba ten styl. Narzeczony kartkę z życzeniami dostał nad ranem w swoje urodziny. Ostatnie takie kawalerskie :) Moje tegoroczne urodziny, też zresztą takie "okrągłe" odbędą się już po ślubie. Ogólnie spędziliśmy jego dzień urodzin dość spokojnie, odwiedziliśmy moją babcię i tyle, ale ten tydzień był taki wyjątkowy- Córeczka była u dziadków (ona chora, mama chora, potem tata się pochorował- istny szpital) a my tu we Wro mieliśmy juwenalia, z których korzystaliśmy. We wtorek byliśmy na projekcie P.I.W.O, w środę grillowaliśmy, w czwartek... daliśmy sobie spokój, a w piątek byliśmy na koncertach na Wyspie. Teraz już Córeczka jest z nami, śpi spokojnie, ale antybiotyk jeszcze bierze... mimo to- wracamy do normalności to tych atrakcjach urodzinowych. No i fajnie być we trójkę!

     Tak to już jest, że jak się raz zostaje rodzicem- i to bez względu na to czy z urodzenia, czy przysposobienia :)- to już nic nie jest takie samo. I może nawet przez jakiś czas- kilka godzin, dni- można korzystać z tego "wolnego" to nie chce się tak cały czas, chce się mieć swojego malucha blisko i jemu przy okazji też pokazać świat i z nim się cieszyć wszystkim co piękne :)

     Ja się znowu rozpisałam, miała być krótka notka, a tu znowu mam wywody...

Ale dodam jeszcze jedno- Kocham Cię Skarbie- spełniaj po kolei wszystkie swoje marzenia! :*

środa, 09 maja 2012

     Są takie sytuacje w których nie ma rozwiązania satysfakcjonującego wszystkich. Wszyscy chcą dobrze, ja też, ale nie ma szans się rozerwać. Wtedy cała ja wydaję się dla samej siebie złym rozwiązaniem.

     Bad day.

17:30, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 maja 2012

     No i już mi czas goni, aż ciężko się zebrać do pisania :)

     Zaliczyłam tą chemię produktów. Teraz jednak zaczyna się cała litania- za tydzień mam zaliczenie z francuskiego i muszę oddać pracę na zaliczenie z metodologii pracy doświadczalnej. W tym tygodniu- mam do oddania trzy sprawka, czwarte robi moja partnerka z laborek :) A ostatni tydzień maja to już zupełny koszmar- przynajmniej 2 zaliczenia i 2 egzaminy mnie czekają. Pocieszające jest to że sesję kończę w pierwszym możliwym terminie.

     Długi weekend był bardzo intensywny. Zaliczyliśmy trzy grillowania: u mojego brata, z koleżanką nad Odrą i już w rodzinnym moim mieście. Każde zupełnie inne, aż ciężko uwierzyć! Do wtorku byliśmy we Wro, potem kilkanaście godzin u rodziców Narzeczonego, do wczoraj już tylko u moich rodziców. Przekopaliśmy z Narzeczonym działkę moich rodziców- bo bez tego tata po zawale by nie wytrzymał i sam by to zrobił. Udało się nam, i to tak w miarę porządnie, ale teraz cierpię- mam wrażenie że wszystkie mięśnie chcą się zregenerować na raz i jestem wycieńczona. Dzisiaj okazało się że odręczne pisanie sprawia ból :P

     Spotkaliśmy się z moimi koleżankami, byliśmy na mieście obejrzeć krótką, ale fajną inscenizację (coś a'la jak skończyła się II wojna światowa) i na obchodach święta 3 maja. Trochę sobie pospacerowaliśmy, wybraliśmy się na udane zakupy, odwiedziliśmy też cukiernię w której zamawiać będziemy tort na wesele. No i wczoraj oddałam moją ślicznotkę- suknię- do przeróbek. Przy okazji porządnie wystałam na moich butach z 11cm obcasem. Ała! Stanie na obcasach to zdecydowanie nie jest najfajniejsza rzecz na świecie, muszę ćwiczyć i to- przecież czekają nas życzenia po ceremonii!

    W międzyczasie, w tym upale na początku tygodnia byłam też na medycznej, robiąc swoje :) Zaczynam się zastanawiać jak rozwiązać kwestię praktyk na wakacje. Nasze dzieci- moja Córeczka i córka mojej doktorki- mają wolne w przedszkolu w różnych miesiącach i nam to trochę komplikuje. Ale mówię sobie że nie powinnam się przejmować, i tak w miarę solidnie przebywam tam 3-4 dni w tygodniu, i mam cały rok akademicki jeszcze do działania. W sierpniu mogłabym już posiedzieć w domu rodzinnym i szykować wszystkie szczegóły do wesela. Ciekawe czy ta nasza zapobiegawczość rzeczywiście pomoże nam uniknąć jakiś niespodzianek na ostatnią chwilę :P

     Córeczka niestety znowu nam się przeziębiła, w sam raz na upały... I moja mama ma teraz L4, więc zostawiliśmy jej wnusię, będą siedzieć razem w domu i się kurować. Bombel mam nadzieję nie będzie się nudzić- w tym tygodniu wymalowała wnętrze altanki dziadków kredą, w domu też może malować :) Ja za to zajmę się moim ukochanym jubilatem- ma w tym tygodniu urodziny :) Maj to w ogóle dla mnie miesiąc okazji- urodziny ma Narzeczony, moja mama, siostra i babcia, my mamy naszą rocznicę, jest dzień matki... No ogólnie jest wesoło :)

     Nie wiem czy się "chwaliłam" ale już też powoli nastawiam się na wyjazd na 28 czerwca- wylosowałam bilety na półfinał Euro i z częścią rodzinki idziemy kibicować. Nie przepadam za piłką nożną- dla nas teraz jest uczta- kolarstwo (Giro di Italia) i tenis (zaraz Roland Garros)- ale czuję że atmosfera na Narodowym będzie niepowtarzalna, a mecz półfinałowy powinien być już na wysokim poziomie :)

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga