RSS
wtorek, 28 maja 2013

 

   23 maja 2009 roku wyjechałam z rodzinnego miasta, zostawiając kaszlącą Córeczkę z moją mamą (która bardzo chętnie została na L4 z wnusią, bo jej własne nauczycielskie gardło już się prosiło o wolne) i pojechałam do Wro. To była sobota, ale w niedzielę miałam rowerowy studencki w-f i musiałam już jechać. Wróciłam, przebrałam się i poleciałam potańczyć do "Grawitacji", klubu niedaleko akademika, gdzie puszczali fajną muzykę. Jak tylko miałam okazję to wtedy tam biegałam :) 

   24 maja- niedziela; rano kilkadziesiąt kilometrów na rowerze, gorąco, spiekłam się strasznie, został mi śmieszny ślad po krótkim rękawku. Odpoczęłam, wieczorem poleciałam do kościoła, potem zgarnęłam koleżankę i znowu poszłyśmy do "Grawitacji". A tu zonk- impreza zamknięta, jakiś półmetek studencki. Wyprosiłam goryla żeby nas wpuścił, na zasadzie "jesteśmy takie małe, nikt nas nie zauważy". Jak wychodziłam to coś mi mruknął, że jakoś tak byłam w centrum uwagi :P Tańczyłyśmy sobie z B. luźno, i ona sama potem mi opowiadała, że nie minęły trzy- cztery piosenki, kiedy zaczęłam tańczyć z Nim. On potem opowiadał, że zwrócił na mnie uwagę bo... dostał po twarzy moimi, wtedy bardzo długimi, włosami. Odwrócił się do mnie, zaczęliśmy razem tańczyć i chemia działała zaskakująco szybko... Przedstawił mi się, ja jemu... No i w pewnym momencie go pocałowałam. I tak już zostało :) Nie warto było tak stać na środku parkietu i się tylko całować, więc poszliśmy do stolika. Zaczęliśmy rozmawiać i tak jak się nam dobrze całowało :) tak samo się nam dobrze rozmawiało.
(w tym czasie Jego kumple ponoć siedzieli przy barze z rozdziawionymi buziami patrząc co mu się stało; moja koleżanka B. ponoć gdzieś tam z kimś tańczyła ale jakoś tak ją zgubiłam z oczu, zgadałyśmy się dopiero przy wychodzeniu)
Po jakiejś godzinie czy dwóch i jakimś Jego tekście o grillu kiedyś tam, wymienianiu się telefonami stwierdziłam, że czas powiedzieć o najważniejszym konkrecie w moim życiu.
-muszę Ci coś powiedzieć...-zaczęłam
-co, masz dwójkę dzieci?
cisza...
-sama wychowuję córeczkę
A On w tym momencie pochylił się nade mną i pocałował. Długo. A potem stwierdził że lubi dzieci :)

To była niedziela, więc skończyli grać o 2. Cała Jego ekipa czekała aż odprowadzi mnie pod same drzwi akademika i jeszcze pocałuje i umówimy się... na godzinę 16 tego samego dnia.
Istne szaleństwo, myślałam, wchodząc na górę.

   Nasza pierwsza randka odbyła się z niemal godzinną obsuwą bo ja się spóźniłam po prostu epicko, jak nigdy w życiu! Była piękna pogoda, słońce, cieplutko... Spotkaliśmy się na Rynku, przy fontannie, potem zjedliśmy w Pizzy Hut, poszliśmy na Wyspę Słodową i tam na schodkach do Odry przesiedzieliśmy i przegadaliśmy większość wieczoru. Pamiętam że rozmawialiśmy o Jego ówczesnym współlokatorze, o książce którą wtedy czytałam i robiła mi za podkładkę ("Anioły i demony"), o pracy, studiach, rodzinnych miastach... Gdy zbieraliśmy się stamtąd na przystanek z którego każde miało wrócić do siebie wziął mnie za rękę. I cierpliwie słuchał jak rozmawiałam z Córeczką przez telefon :)
W nocy pisaliśmy sobie smsy "proszę o więcej".

   We wtorek i w środę nie daliśmy rady się zobaczyć, za to przywitanie w czwartek było bardzo radosne :) Poszliśmy do kina na "Wojnę polsko- ruską" a potem pochodziliśmy od knajpki do knajpki. W "Mleczarni", ku zaskoczeniu siebie samych, zaprosiliśmy siebie wzajemnie na wesela- Jego kuzyna 4 lipca, mojej przyjaciółki 18 lipca. Pamiętam że się zastanawiałam co nas naszło- znamy się ze 4 dni, a zapraszamy siebie na coś, co będzie za 1,5 miesiąca!
Ale chyba co intuicja, to intuicja... :)
Odprowadzając mnie tego dnia On powiedział, że nie może się doczekać aż pozna moją Córeczkę.

   W piątek, 29 maja, miałam zbierać się do rodzinnego miasta, na weekend, odebrać Córeczkę. Wykombinowaliśmy PKS który jechał o 3 rano żebyśmy mogli jak najdłużej ze sobą posiedzieć :) 

W sobotę powiedziałam mamie, że "poznałam kogoś". Mama zrobiła z deczka krzywą minę- ma dwie córki, jedna młoda samotna matka, druga starsza panna, chyba obawiała się że znowu pojawią się łzy i rozczarowanie... kiedyś.

Tak się nie stało.
On został moim Mężem.

  Tydzień po naszej pierwszej randce Mąż poznał Córeczkę. Powiedziałam jej, że przyjdzie mój kolega. I gdy przyszedł, ona wypaliła (bez cześć, bez zainteresowania jak wygląda, cała trzylatka): Mężu (tu imię), poukładasz ze mną puzzle? :)

   Dwa dni później powiedział że mnie kocha.
   Ja wytrzymałam ledwo tydzień dłużej, i to tylko dla przekory albo sprawdzenia Go, bo czułam to samo, oszołomiona, jak szybko się to wszystko dzieje, jak mocno to czuję, jak cudownie nam jest...

   Nie będę umiała przekazać Wam klimatu tamtego czasu, tych niesamowitych wrażeń i uczuć. Ale dobrze mi powspominać, ponownie, jak to z nami na początku było :)

Kocham Go, no :) Fajnie że jest z nami.

PS. My mieliśmy 24 maja swoją 4 rocznicę poznania, moi rodzice 22 maja- 44. Fajnie :) Cudowne jest to że rodzice, szczególnie tata, wciąż pamiętają tą datę i celebrują ten dzień :)

niedziela, 26 maja 2013

   Zdałam certyfikat.

   Z angielskiego.

   Na zadowalający: mnie, pracodawcę, moją doktorancką alma mater wynik.

   Dzięki niemu miałam mieć ładniejsze CV i zwolnienie z egzaminu na studia doktoranckie, który słynie z tego że opiera się na najkoszmarniejszych podchwytliwych pytaniach opartych li i jedynie na gramatyce.

   I co?

Zdałam certyfikat i poznałam wynik 9 maja. W ciągu tygodnia normalnie przychodzą oficjalne wyniki. Ale wyników nie ma. Jutro jest egzamin, a wydrukowany zrzut z ekranu okraszony pieczątkami i podpisami tutejszych organizatorów certyfikatu nie wystarczył żebym uzyskała zwolnienie z egzaminu. Nie wiem czy potem mogę zamienić wynik z egzaminu na wynik z certyfikatu, ale wylecieć z rekrutacji z powodu złego wyniku za to mogę...

   Krótko mówiąc, wściekła jestem. Wywaliłam kasę w śmieci.I jej też nie odzyskam...

 

   Z rzeczy przyjemniejszych, Córeczka wparowała dzisiaj do nas z głośnym "Sto lat" na ustach. Dostałam małego białego storczyka z okazji dnia matki- zawsze chciałam mieć takiego kwiatka :) Młoda ma w przedszkolu dzień mamy i taty już pojutrze i strasznie przeżywa :) My też, to jej ostatnie takie występy w przedszkolu a ona jest po prostu boska jak występuje, scena mogłaby być częścią wystroju jej pokoju :) 
   A weekend w rodzinnym mieście też był bardzo udany... w środę kolej na teściów :D

 

Edit 27.05

Pisałam egzamin od 9 do 9.45.

O 12.35 przyszedł mail, że przyszły wyniki... ;P

środa, 22 maja 2013

   Mam chwilową przerwę od pisania magisterki, bo napisałam niemal wszystko co mogłam obecnie. Trzeba skupić się na badaniach, żeby coś nam tam wyszło jak trzeba... Do 3 lipca mam złożyć cały komplet dokumentów.
Mam nadzieję że obędzie się bez przedłużania.
Mam nadzieję że naprawdę coś nam wyjdzie.
Mam nadzieję że będzie mi obojętne czy bronić się w lipcu czy we wrześniu.

  Dobry humor mam gdy sobie pomyślę o Perspektywie. Jak okaże się ona Rzeczywistością to Wam wszystko dokładnie opiszę. Ale w ogóle fajnie móc sobie o tym wszystkim myśleć, planować, marzyć...

  Ale są sytuacje które mnie rozkładają na łopatki a niskie ciśnienie, (za) wczesne wstawanie i zbliżające się babskie dni, które w tym miesiącu dają mi wyjątkowo mocno popalić nie ułatwiają niczego. No i mam chwilę w której cieszę się z tego ile dzisiaj zrobiłam, a zaraz padam z wycieńczenia i chce mi się ryczeć...

 

   Za to dzisiaj polecę coś kosmetycznego- wygrzebałam wczoraj z pudła z kosmetykami avonową maseczkę peel-off z serii Planet Spa z białą herbatą. No bomba, cała ładnie zeszła a dzisiaj rano jeszcze skóra na twarzy była w cudownym stanie- napięta, odżywiona, gładka. Polecam :) Tylko trzeba trzymać chyba trochę dłużej niż jest napisane na opakowaniu żeby porządnie stężała.

   Dzisiejszy drugi hiciorek to deser na który trafiłam u mojej sis- może być całkiem tani i dietetyczny deser z możliwością kombinacji :) Galaretkę rozpuszcza się w połowie zadanej ilości wody, miesza dokładnie, a jak już cała się rozpuści, dodaje się kubek jogurtu naturalnego i rozlewa do szklaneczek albo pojemniczków. I do lodówki. Jak lody tylko się nie rozpuszczają, bomba! Mój ulubiony smak- wiśnia. Polecam!

 

   Chyba chciałabym, żeby już była druga połowa czerwca :)

poniedziałek, 20 maja 2013

   No to tniemy migdała.

   19 listopada 2014 roku.

   Tympanogram w prawym uchu wyszedł prawie płaski, słuch w nim osłabiony. To nie jest niedosłuch, ale mimo wszystko wyraźna różnica pomiędzy słyszeniem w lewym i prawym uchu.
   Z wynikami badań słuchu pobiegłyśmy do laryngologa a tam niespodzianka- nasz miły młody lekarz który nie podejmował pochopnie decyzji o cięciu migdałów tylko się przyglądał, a Córeczkę zbadał Pan Ordynator. Porządnie obejrzał i gardło (głęboko) i nos i uszy, potem kazał mi złapać młodą ramionami wokół jej ramion. I wsadził młodej palce do gardła, dokładnie zmacał migdał i już wszystko było jasne.

   Młoda w ryk (chwała Bogu nie jest typem histeryczki, ale łzy leciały strumieniem) bo ona nie chce operacji, ona się booooiii... potem jeszcze doczytałam że 10 dni przed zabiegiem trzeba się pojawić na badaniach krwi to znowu zalała się łzami, bo pobieranie krwi jest to takie samo zuo jak operacja... Ja nie wiem skąd jej się to wzięło, chyba za rzadko się ją kłuje, ja to byłam tak ciekawa tego pobierania, probówek, ciemnego koloru krwi że nie miałam jakoś fantazji przejmować się bólem :P

   W naszym Szpitalu (gdzie ja trafiałam na SOR, miałam 3 lata temu operację wycięcia woreczka żółciowego, ostatnio kolonoskopię, chodzimy tam do przychodni specjalistycznych) jest obowiązek całodobowej obecności osoby dorosłej nad pacjentem który ma mniej niż 12 lat. No wszystko fajnie, mi to pasuje... ale pobyt osoby towarzyszącej to 30 zł za dobę (sam fakt spania i przebywania tam, bez wyżywienia). Chyba podrzucę siostrze, że poza "Rodzić po ludzku" powinni jeszcze prowadzić akcję społeczną "Hospitalizować dzieciaki po ludzku". Może za 1,5 roku coś się zmieni, bo ogólnie taki jest trend, i mimo że zdaję sobie sprawę że szpitale mają gigantyczne problemy finansowe, to jednak mam na to nadzieję. I że nie będę miała taboretu przy łóżku Córeczki tylko jakieś bardziej godziwe miejsce do spania...

   Nie chcę i nie zamierzam histeryzować. To nie jest przyjemne gdy sama mam się poddać narkozie, a co dopiero moje hipochondryczne dziecko które na pewno będzie to przeżywać trzy razy bardziej niż będzie potrzebne... Pamiętam jak było mi słabo jak ostatnio dostała wysokiej gorączki i była taka trochę przelewająca się. Pamiętam jak Mąż popłakał się gdy zobaczył mnie niedługo po wybudzeniu mnie z narkozy po operacji. Łatwo nie będzie. Ale kto ma być silny jak nie mama?

   Wierzę że ta operacja pomoże Córeczce, że nie będzie miała takiego problemu i z uszkami i z infekcjami górnych dróg oddechowych i zatokami. Więc teraz dbamy o siebie i cierpliwie czekamy...

21:33, cinnamon.tea
Link Komentarze (8) »

   Dobiłam do 30. strony magisterki. Bez strony tytułowej, porządnego spisu treści (zajmie z 3 strony) i bibliografii (kolejne kilka). Myślę że całość będzie miała mniej więcej dwa razy większą objętość niż ma obecnie (dla humanistów: prace magisterskie ścisłowców, a przynajmniej badawcze prace biotechnologów mają najczęściej 50-65 stron).

   Schematy umęczyłam, kilka fajnych ilustracji znalazłam, dopiszę jeszcze trochę o elektroforezie i wysyłam promotorce na sprawdzenie tego-co-jest.

   Pan prorektor i pani prodziekan miło odnieśli się do mojej samodzielnej pracy twórczej i dołożyli mi się do wyjazdu na czerwcową konferencję naukową, więc już się na nią cieszę :) Nooo... poza tym że będzie trzeba jeszcze zrobić na nią prezentację z publikacji i ładnie tam wystąpić, a w tym czasie mam na uczelni normalnie zaliczenia... Ale... "pomyślę o tym jutro" jak mawiała pewna znana bohaterka literacka.

  

   Mieliśmy przykre zdarzenie wczoraj i dziś, kiedy można było na całość spojrzeć z dystansem, śmiejemy się że musimy sobie skombinować naklejkę "nie jeżdżę po kłótni" :P

   Ja wybieram się z Córeczką do laryngologa- spodziewam się kilku godzin w poczekalni i z lekkim niepokojem czekam na wynik badania słuchu młodej. Nie jest tak że niedosłyszy, ale, szczególnie w chorobie, coś tam nie świta i chcemy to sprawdzić. To tak przy okazji migdałków o których mowa była kilka miesięcy temu.

   Przez weekend, żeby poprawić sobie humor, sprawdzaliśmy rozkłady jazdy komunikacji miejskiej i ogłoszenia o wynajmie mieszkań... gdzieś tam, gdzie może życie nas rzuci. Jeśli rzuci, to niedługo, więc lepiej mieć choć odrobinę pojęcia... i pozwolić sobie marzyć :D

sobota, 18 maja 2013

   Do Wro zjechali harleyowcy. Duuużo harleyowców. Aż miło popatrzeć :)

   Z tej okazji na listę rzeczy do zrobienia w życiu (macie link w belce po lewej stronie) dorzucam także przejażdżkę harleyem, żeby poczuć choć trochę tego stanu duszy.

 

   W czwartek zapisałam Córeczkę do I klasy i pojechałam z nią na przedszkolny rajd rowerowy. Było super :) Szkoda że to najpewniej nasz ostatni rajd. Może trafimy na taką fajną klasę i współpracujących rodziców i będzie można zorganizować coś takiego ze starszymi dzieciakami.

   Ot, i tyle na dzisiaj- wracam do magisterki, potem muszę jeszcze dwie inne rzeczy opracować na piśmie, więc wybaczcie że tak krótko :)

piątek, 17 maja 2013

Mogę wywrócić całe nasze życie do góry nogami.

 

Trzymajcie kciuki

Tagi: Ogólne
11:04, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 maja 2013

   Czyżbym do środy miała jednak skończyć wstęp i metodykę pracy? :) Promotorka baaardzo mi pomogła bo zmieniła mi układ podrozdziałów we wstępie, dorzucając malutkie uwagi co jeszcze powinno się tam znaleźć i... chyba właśnie tego mi było trzeba. Tak naprawdę zostały mi 2-4 akapity do dopisania, 2 rysunki do zrobienia i 3 schematy do "ukręcenia" i wstęp powinien być gotowy. Metodyka powinna iść szybko.

   Większym problemem jest dla mnie wciąż niewychodzące badania na ową magisterkę, bo jak tak dalej pójdzie niewiele będę mogła pokazać...

   W tym tygodniu kończy mi się karnet na fitness, więc dzisiaj zumba, jutro TBC. W środę rano mam seminarium dyplomowe i jeszcze nic na niego nie przygotowałam... Potem trzeba lecieć na wykłady czwartkowe (4 godziny po południu). W międzyczasie skończyć rekrutację Córeczki do szkoły i wysłać ze cztery aplikacje do pracy... Intensywny tydzień przede mną, ale który mój tydzień nie jest intensywny...

   A Córeczka rano się pyta, czy pójdziemy na rower dziś :P

piątek, 10 maja 2013

   Jestem taka dumna z niego, że nie zdajecie sobie sprawy :)

   I na dokładkę moje Kochanie ma dzisiaj urodziny :) Ale życzenia dla Niego powiem mu osobiście, gdzieś do ucha, bo to takie życzenia i dla Niego, i dla Nas. Choć na pewno będę życzyć mu zdrowia, bo to najważniejsze, cierpliwości do mnie i siły by realizować wszystkie plany i marzenia.

   Spędziliśmy świetny wieczór wczoraj: kino, knajpka, potem wróciliśmy do domu i dalej rozmawialiśmy... Więcej takich okazji poproszę!

   Szczęście mnie rozpiera, cieszę się że Mąż pojawił się w moim życiu, że czas mija, a nam nie przechodzi i jest pięknie.

PS. Certyfikat wykazuje mi poziom B2, więc tak jak miało być!

środa, 08 maja 2013

   Cieszy mnie to że mojego certyfikatu nie można nie zdać. Najwyżej zaświadczy o słabym władaniu językiem :P

   Ale bardziej cieszy mnie to, że zaczynając powtarzać cokolwiek na kilkanaście godzin przed zaliczeniem tego egzaminu czytam czy słucham i wiele rozumiem. Mało czego nie łapię, a jak nie łapię to z kontekstu mniej więcej kojarzę o co chodzi. Z gramatyką się nie lubię ale słówka nie sprawiają mi trudności. Fajnie tak :) I to te małe przyjemności: dawno się angielskiego nie uczyłam, tak naprawdę, bardzo dawno niczego nie powtarzałam (na egzamin na uczelni na poziomie B2 szłam całkiem na żywca, nawet nie siadłam jak teraz, w wieczór przed) a to jednak sympatyczne jest :)

   Baaardzo mocno trzymam kciuki za Córeczkę, żeby też nie miała jakiś wielkich problemów z językiem. Ona teraz bawi się angielskim w przedszkolu, wcześniej miała też niemiecki. Czasami przynosi jakieś nowe słówka, prosi o przypomnienie "jak po angielsku jest stół" albo wychwytuje (i to mnie zachwyca) słowa z filmów, piosenek czy naszych kodowanych rozmów. Ćwiczę Męża w takich rozmowach- nie chcemy żeby Córeczka wiedziała o czym rozmawiamy to przechodzimy na angielski. Jak się Córcia połapała z tym, to stwierdziła że ona się szybko nauczy angielskiego i będzie rozumieć co o niej mówimy ;) No ale wtedy to chyba na rosyjski albo francuski będzie trzeba się przestawić (i przy okazji wiele się nauczyć).

   Czy ja już wspominałam, że mi dobrze w małżeństwie? Słyszę to tu, to tam utyskiwania na drugą połówkę, a ja wciąż mam to poczucie że to najfajniejszy facet jakiego spotkałam :) :*

 

PS. Moja sis jutro ma urodziny. Wszystkiego pięknego i o jedną dorosłą osobę do kochania więcej bym jej życzyła :)

poniedziałek, 06 maja 2013

   Szybko wyjaśnię- miałam badanie z racji obciążonego wywiadu, choroby mojego taty. I wciąż, najgorsze wspomnienia z badań mam po gastroskopii sprzed kilku lat. Dzisiaj zostałam nafaszerowana środkami znieczulającymi i chyba przespałam większość badania, a przynajmniej większości nie pamiętam :P

   Na pytanie pana doktora, czemu w takim wieku decyduję się na takie badanie odpowiedziałam wprost- tata chory a ja mam dziecko i do jej osiemnastki żyć muszę. Obecna sytuacja prawna młodej jest taka, że nie mam wyboru- muszę być ostrożna i uważna ;) żeby w przypadku mojej śmierci nie wywrócić jej życia podwójnie.

   Wygląda na to że jestem zdrowa bo wszystko "czyste", na wyniki badania wycinków poczekam 3 tygodnie, mam nadzieję że wciąż będę taka zadowolona. Ufff, teraz mam "wolne" na przynajmniej 5 lat :)

   Mam nadzieję że Wy nie zaniedbujecie badań kontrolnych- jeśli tak, namawiam: idźcie, zbadajcie się, warto pożyć dłużej! :)

PS. Jak wytrzeźwiałam (spałam dobre 5 godzin po tym jak Mąż przywiózł mnie z badania do domu) pojechaliśmy na rowery, oglądaliśmy nasze przyszłe okolice- super było!

22:01, cinnamon.tea
Link Komentarze (10) »
niedziela, 05 maja 2013

   Mam taki dół "magisterski" że mimo że długi weekend jeszcze trwa, już mnie to mocno dręczy. Od tygodnia nie napisałam ani słowa i wciąż zabrać się za wstęp nie mogę. Motywacjo i inwencjo, gdzie jesteście???

   Weekend mieliśmy baaardzo udany :) Pojechaliśmy już we wtorek do mojego rodzinnego miasta, nocowaliśmy u rodziców, zobaczyliśmy się z przyjaciółką, a gdy ona musiała lecieć dosiedli się do nas przypadkowo spotkani znajomi. W środę odwiedziliśmy tych samych znajomych, potem innych, w międzyczasie spotkamy się jeszcze z drugą moją przyjaciółką i to był bardzo udany towarzysko dzień. W środę rano przyjechała moja sis i Córeczka jak zawsze wsiąkła w zabawy z ciocią ;) Czwartek mieliśmy luźniejszy- trochę z rodzinką, trochę z Córeczką (znowu pojeździła na rowerze, normalnie jak szalona ;)) Spaliśmy u szwagrów w domu i Mąż rozpalił dla mnie kominek, pooglądaliśmy filmy, super było :)
Piątek był baaardzo deszczowy- zmokliśmy i zmarzliśmy, kibicując półmaratończykom którzy pierwszy raz biegali po górach i dolinach rodzinnego miasta :) Potem się zgarnęliśmy do rodzinnego miasta Męża i z jego znajomymi spędziliśmy kolejne dwie miłe doby. Gdyby jeszcze pogoda dopisała byłoby bosko!

Jutro mam hmm niezbyt przyjemne badanie i niestety pół dnia poświęciłam na przygotowanie do  niego- mam nadzieję że jutro dam radę... Specjalnie umówiłam się na jak najwcześniejszą godzinę żeby mieć to szybko za sobą. Ciekawe jest to że nie boję się wyniku badania, tylko nieprzyjemnych wrażeń związanych z nim.

No i w czwartek certyfikat- najpewniej będzie jak mówiłam, że pójdę na totalny żywioł!

Maj to dla nas miesiąc okazji: urodziny Męża, sis, mamy i babci, dzień Matki, rocznica naszego poznania, moje imieniny i kilka urodzin znajomych. Jak wyrobimy z tym wszystkim to będzie sukces.
Ale przy okazji- pomysły na ciekawy- i pyszny- tort urodzinowy dla Męża mile widziane!

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga