RSS
niedziela, 31 maja 2015

   Ostatnio dwóch kolegów z pracy mocno się zdziwiło, jak powiedziałam, że miałam dzień słuchania polskiego rapu. A ja poza fazą na Pezeta radośnie się karmię niektórymi piosenkami. I często właśnie po to, żeby odpowiednio się nastroić. Ten kawałek jest zdecydowanie letnio- wakacyjny i właśnie bliskości lata potrzebowałam :) Tekst w tym przypadku jest mniej ważny ;)

 

   Chciałabym coś dziecku pokazać fajnego poza Trójmiastem, i mamy rzutkie plany ale ciężko to wszystko zrealizować, z ciążą która jest po prostu problematyczna, bez auta. I mam dziecko, które nie lubi zmieniać status quo (pamiętacie? kiedyś o tym pisałam: jest w domu, nie chce z niego wychodzić; potem jest na spacerze, to nie chce wracać do domu; nie chce się kąpać za cholewcię, a potem nie można jej z wanny wyciągnąć- to takie przykłady). Tak więc wczorajszy dzień spędziłam z powrotem w pozycji półleżącej, bo brzuch i ja cała musiałam odpocząć, wyszłam tylko "po sprawunki". A dzisiaj- czy uda się nam gdzieś wybrać? Zobaczymy :)

   W czwartek wybrałam się na mecz Ligi Światowej, z firmywybrało się kilka osób. Córeczka nie wyraziła chęci pójścia ze mną, ale udało się idealnie- zanocowała u jednej ze swoich koleżanek :) Więc ona zaliczyła pierwsze nocowanie bez rodziny, a ja zaliczyłam pierwszą noc w Gdańsku (a pewnie jeszcze dużo dłużej) kiedy w domu byłam sama (no, i kot). Bardzo to dziwne było...

 

   Tydzień temu byłam u lekarza, za tydzień idę znowu. Krótki okres pomiędzy wizytami ma związek z moim fatalnym samopoczuciem... nie robię sobie większych nadziei, że mi się poprawi, byle tylko udało się uspokoić żołądek (a od tego mam osobnego lekarza, też za tydzień, wreszcie). Aż się boję, co usłyszę- przed rozpoczęciem starań byłam u gastroenterolog, która zalecała przejście na zwolnienie zaraz po zajściu w ciążę, jeśli w jakikolwiek sposób praca może się przyczyniać do pojawiania się ataków :/
Żeby zakończyć bardziej optymistycznym akcentem, to jesteśmy z małym w 18. tygodniu, on ma ok 12-14 cm, 150 gramów. USG połówkowe mam ustalone niemal na ostatnią chwilę, na 29 czerwca, i zastanawiam się, czy nie wystarać się z mojego dodatkowego ubezpieczenia o wcześniejszy termin (choć hmmm oczekiwanie na wizytę w Trójmieście bywa dłuższe niż na NFZ :/). Czuję pukanie w brzuchu, nieregularne i delikatne, ale bardzo uspokajające :)

sobota, 23 maja 2015

Gdy chcę coś tutaj napisać, to wreszcie odczuwam, jak szybko czas leci :) Słomianowdowieństwo mi się dłuży niezmiernie!

Oglądałam małego człowieczka na USG tydzień temu- miałam trochę do przejścia wcześniej i chyba go uśpiłam :) Mały ułożył się tak, że łatwiej było oglądać jego pupę, nawet serduszko, ale nie buzię :) Mówię ON nieprzypadkowo- z tego USG wynikało że będziemy mieli Synka :) Tak się nam marzyło, więc tym większa nasza radość :) Mały wygląda na zdrowego, no i rośnie szybko- przyspiesza nam przewidywana data porodu. Obecnie mały człowiek ma dobrze ponad 10 cm (według tabel Synek powinien mieć teraz ok 12 cm), waży ok 150 g. Z tymi wymiarami jest o tyle dziwnie, ze na USG mierzy długość dziecka od czubka główki do pupy. Nóżki jeszcze nie są proporcjonalnie długie jak u noworodka, ale cały dzidziuś ma te kilka centymetrów więcej :) Rosną mu paznokcie, zaczyna coraz lepiej słyszeć, więc moje gadanie do brzucha wreszcie zostanie wysłuchane :)
Mały człowiek też daje znaki- dwa dni temu poczułam pierwsze, delikatne, łaskoczące kopniaki!
Mi brzuch rooośnie, wystaje, ciąży nie widzą tylko ci, którym to nie na rękę (czytaj: ci którzy siedzą w zatłoczonymm autobusie). Ale wczoraj pierwszy raz zostałam przepuszczona, przez miłą dziewczynę. I dobrze! Wzięły mnie takie mdłości, że naprawdę potrzebowałam tego siedzenia...

Mam takie wrażenie, że w tej ciąży jestem jak niepełnosprawna... Najpierw od początku bóle, skurcze, plamienia, kilka godzin w pracy i od razu musiałam się położyć, wszystkiemu towarzyszył strach... Mdłości, które są inne niż u wszystkich- do 12 tc były dość znośne, im później niestety, tym są mocniejsze, bardziej regularne, no i towarzyszą im moje "standardowe" dolegliwości żołądkowe, które mnie bardzo martwią- niedługo już mam wizytę u specjalisty...
Jestem wolniejsza, słabsza, brzuch jest niżej niż w pierwszej ciąży, więc mam wrażenie że (już!) chodzę jak kaczka... I spadają mi zdolności intelektualne, delikatnie mówiąc... Gdy zrobię albo powiem jakąś małą głupotę tłumaczę się, ze to ciążowe zanikanie mózgu ;) Ale po prostu potrzebuję więcej czasu, lub więcej koncentracji, i jest OK. Obiadu żadnego nie spaliłam, nikt nie ucierpiał :)

Powtarzam sobie stale: nie porównuj, nie porównuj! Pierwsza ciąża rozpoczęła się niemal dokładnie 10 lat temu, była inna sytuacja, mój organizm był dużo młodszy, nie miałam problemów z tym cholernym żołądkiem (za to miałam koszmarną alergię na początku, a leków brać nie wolno), inaczej odczuwałam te dolegliwości. Do ostatniego dnia chodziłam do szkoły, a szkoła wielgachna, 4 wysokie piętra. Byłam bardziej energiczna i miałam wiele razy lepsze samopoczucie niż obecnie. No staram się nie porównywać, ale jak sobie przypomnę, że na przełomie 13 i 14 tygodnia ciąży z Córeczką poszłam na pielgrzymkę (tak, pieszą, do Częstochowy, ponad 300 km i spanie w namiocie; no, ale o tym już wspominałam) a teraz w tym samym czasie pracowałam ino, ino i spałam... No, macie obraz :)
Na swoją obronę dodam, że wciąż chodzę do pracy, ogarniam dziecko starsze (dom raczej też) i siebie, głodne i brudne nie chodzimy, więc w tym wszystkim jednak trochę daję radę... Tylko już mi straszliwie Męża brak na co dzień, mimo stałego kontaktu :(

Córeczka jest zadowolona z dzidziusia, jakoś przełknęła wiadomość, że to wstępnie brat :) Ba, nie rozumie, czemu odradzamy jej spanie w jednym pokoju z nim od początku ;) Wymyśliła sobie, że będzie miała pokój z bratem, i będą dwie części- na części brata będzie łóżko piętrowe, bo ona na swojej musi mieć biurko :) Na razie raduje się z możliwości kupowania rzeczy, na które ma ochotę. Umówiłyśmy się, że teraz zrobimy kilka tygodni przerwy, ale panienka zakupiła sobie Furby'ego (zmieniłam zdanie o tej zabawce, jest świetna, no i nie trzeba non stop ze smartfonem siedzieć, żeby toto bawiło) i nowy wynalazek producenta ciastoliny- toaletkę, którą się ozdabia ową ciastoliną. Zaparła się i w pół dnia toaletka jest gotowa. Z bliska może nie jest najpiękniejsza, bo jednak wyciskanie takiej masy wymaga wprawy, ale z daleka wygląda bardzo wesoło :) Na Komunię dostała "Anię z Zielonego Wzgórza" którą z dużym zainteresowaniem czyta, co tylko nas cieszy (ja też byłam w drugiej klasie kiedy przeczytałam tą książkę, i mocno się w to czytanie wciągnęłam). Od tygodnia młoda jeździ do szkoły na hulajnodze, zapina ją w szatni o kratki, w ten sposób na pewno droga szkoły jest przyjemniejsza. Dzieciaki z racji Komunii miały luz w szkole, teraz wracają zadania (wcześniej nie miały zadań domowych, ale zdarzały się sprawdzianiki). Trochę męczymy angielski, ale poza tym idzie jej nieźle. Wstępna ocena opisowa mnie wzruszyła ;)

Okazyjnie kupuję już jakieś rzeczy dla Synka. Najchętniej wzdycham do chust do noszenia i pieluch wielorazowych- ciuszki są cudne, ale się nie wkręcam, te na pewno nam się trafią, zresztą musiałabym odwiedzić strych mojej babci, gdzie mamy jeszcze trochę ciuchów po Córeczce i trójce jej młodszego kuzynostwa. Chust też nie kupuję, jednorazowo to większy wydatek, a ja muszę się upewnić że dwie na mnie czekają gdzieś w czeluściach schowków u moich rodziców. Za to z pieluchami szukam, szukam okazji i mam nadzieję, że rozkładanie tego w czasie pozwoli potem na niskokosztowe wychowywanie Synka (o ile uda sie karmienie piersią, choć chwilowo nie przyjmuję innej opcji- z Córeczką powalczyłyśmy o to chyba ze dwa tygodnie i się udało, więc czemu teraz niby miałabym odpuścić?). Będzie na szczepionki i wakacje :)
Synka chcę szczepić obowiązkowymi szczepionkami na NFZ, ale bardzo mi zależy na szczepieniu na rotawirusa. Właściwie to chyba zaszczepimy go na wszystko :) Z racji zawodu jestem bardzo proszczepionkowa (ostatnio moja kochana przełożona rzuciła, że jak ktoś w firmie będzie przeciwko szczepieniom to trzeba dać znać, bo to się nie zgadza z byciem biotechnologiem :P), z racji licznych dyskusji w internecie dodatkowo się douczałam, więc czuję się całkowicie przygotowana do tych szczepień. A teraz nieświadomie Córeczkę nastraszyłam, naopowiadałam jej o kleszczach i kazała się zaszczepić na to odkleszczowe zapalenie mózgu- no to idziemy za 1,5 tygodnia na pierwszą dawkę.  

Fajnie jest znać płeć malucha :) Z Córeczką pierwszej nocy po zrobieniu testu śniła się córa, więc wiedziałam. Teraz- nic :) I gdy już wiedzieliśmy, że to wstępnie Synek, i mając dla niego wybrane imię, jest jakoś fajniej, jest bardziej KIMŚ :)

poniedziałek, 11 maja 2015

  Wczoraj u nas było wielkie święto: Córeczka przyjęła I Komunię Świętą!

   Przygotowania były obarczone sporą dawką stresu, ale hmm warto było :) Córeczka przejęta, szczęśliwa, uśmiechnięta i zaangażowana. Sama ceremonia przepiękna, oprawa super, dbałość w kościele o każdy szczegół i super organizacja (włącznie z organizacją parkingu, co się baaaardzo przydało na nowym osiedlu, przy ok 150 dzieci). W restauracji troskliwa opieka, fajna oprawa i pyyyycha jedzenie. No, piękny był to dzień :) (Cinnamonowy Mąż miał wczoraj urodziny, więc okazji do świętowania było więcej :))

   Jestem szczęśliwa, wzruszona, bardzo dumna... i zmęczona :) A Córeczka jest prześliczna, nie?

 

 

   Ja sama pod koniec zeszłego tygodnia już ledwo zipałam, więc cieszę się, że całość atrakcji już za nami... to znaczy prawie :) Biały tydzień trwa, ale mamy wsparcie mojego taty, który został w Gdańsku i pomaga w szykowaniu się młodej do wyjścia. I zupy gotuje ;)

   Wspaniałe też było to, że dziecko się z prezentów bardzo i szczerze cieszyło, a nie dostała hmm elektroniki (no, od nas dostała mały aparat fotograficzny, wymyśliliśmy to już 2 lata temu i to było wciąż aktualne marzenie Córeczki) a gotówkę odkryła dopiero w domu :P Nie chcieliśmy, żeby prezenty zawaliły jej głowę tego dnia, i udało się to na tyle, że w kościele była stuprocentowo skupiona na liturgii, a w momencie kiedy nie widziała jakiejś torebeczki to nawet jadąc do restauracji o prezentach zapominała. Córeczka jest dzieckiem- sroczką, lubi głośno mówić o swoich marzeniach albo np. umawiać się z nami, kiedy będzie mogła coś dostać. A tu, to co miało być najważniejsze tego dnia, zdecydowanie było najważniejsze :)  

   Mając za sobą ok 1,5 miesiąca "słomianowdowieństwa" i pewnie przynajmniej drugie tyle jeszcze nas czeka, jestem pełna podziwu dla tych, którzy tak funkcjonują na stałe. Jeśli do luksusów człowiek się szybko przyzwyczaja, to mój Mąż jest zdecydowanie moim luksusem. Trzy tygodnie z rzędu spędzamy ze sobą weekendy, a ja wczoraj wieczorem pobeczałam się jak mała dziewczynka, gdy miał jechać... Zdecydowanie jesteśmy parą, która lubi i chce być ze sobą na co dzień. Nie pozwolimy ani na dzień rozłąki więcej, niż to będzie trzeba... Córeczka mam wrażenie, że doceniła jeszcze Męża, gdy go zabrakło. Jest dla nas obu (trojga?) wsparciem godnym jego imienia :)

    Zaczął się nam dzisiaj II trymestr ciąży (14 tydzień). Leków na podtrzymanie nie biorę, ale odczułam ich odstawienie- jednak pomagały przy bólach... Przeczołgała mnie ta ciąża już bardzo! I zaskakuje... Niby próbuję ją porównywać do ciąży z Córeczką, ale wtedy to ok 12/14 tygodnia to ja szłam w pieszej pielgrzymce! Teraz jestem jak niepełnosprawna... Bardzo ciężko mi się jeździ do pracy i trudno wysiaduje mi się już przy biurku. Po 3, 5 godzinach marzę o tym, żeby choć na chwilę się położyć... Zostałam całkiem zgrabnie odsunięta od pracy w laboratorium- to sprawiało mi wiele radości, ale zdawałam sobie sprawę, że mogę narażać Ziarenko. Nadrabiam więc zaległości papierkowe... i nie wiem ile jeszcze tak dam radę, na razie z tygodnia na tydzień obiecuję sobie, że dam radę ten tydzień.... a co potem, zobaczymy...
Fajne jest to, że budzę się rano, i cieszę się, że kolejny dzień tej ciąży mija... że jest bezpieczniej, że bliżej do spotkania z Ziarenkiem. Cudne jest to, jak cieszą się moi najbliżsi :) No i brzuch rośnie!

Doszłam do wniosku, że co prawda w kwestii wychowania nie powinnam mieć fioła, ale na punkcie pewnych rzeczy będę matka- wariatka: chcemy nosić w chuście; na początku chcielibyśmy kłaść Ziarenko w koszu mojżeszowym; rozszerzanie diety oprzemy o BLW; zamierzam stosować pieluchy wielorazowe; fotelik samochodowy chcielibyśmy mieć montowany tyłem do kierunku jazdy nawet gdy Ziarenko będzie większe... Ot, dziwactwa :) Ciekawe, czy to wszystko uda się nam zrealizować :)

 

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga