RSS
wtorek, 24 maja 2016

...była niedziela. Upalna. 

A wieczorem pojawił się On. 

Dzisiaj jest ukochanym Mężem i tatą. Opoką, motywacją i źródłem siły. 

Jak zawsze... proszę o więcej :) 

Kocham!

rys. Tylkowski

18:28, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 maja 2016

Syneczek miesięczny i sześciomiesięczny :) Body rozm 62 i 74 :D Jedne z jego pierwszych śpioszków przyłożone do ramionek obecnie sięgają kolan. 

Linia włosów malutkiemu bardzo się zmieniła, wcześniej miał identyko jak 10 lat temu Córeczka (wciąż się powtarza opinia, że on jest bardzo do niej podobny). Tylko jak Córeczka wyłysiała z pierwszych ciemnych włosków to wyrosły jej słomkowe, a Synkowi odrasta czuprynka ciemna. 

I włoski na uszkach mu prawie wszystkie wyszły! Synek urodził się z kilkoma ciemnymi dłuższymi włoskami na uszkach, takie elfie włoski :) 

 

Synek rośnie i jest naszą wielką radością, jednak wyzwań dnia codziennego dokłada nam w równym stopniu Córeczka. W poniedziałek jedzie na swoją pierwszą wycieczkę z nocowaniem. Przejęła się na tyle, że stworzyła listę tego, co ma ze sobą zabrać, a z racji tego że jedziemy do teściów na weekend to już teraz piorą się jej ciuchy. Oby tylko zasypianie jakoś wyszło i przez te dwa dni nie zapominała o myciu zębów i czesaniu (i rozczesywaniu! W jej przypadku czasami jedno i drugie razem nie jest takie oczywiste)...

Jakimś cudem mi się udało niedawno przeczytać książkę i dokończyć kolejną, której czytanie rozpoczęłam jeszcze w zeszłym roku. A Mąż ogarnął sobie rower i jeździ sobie nim do pracy. Coś się rusza nie tylko wokół dzieci :) 

 

Muszę się z Wami podzielić zdjęciem, na którym nawet podobam się sama sobie :)

piątek, 13 maja 2016

Wielu rodziców wychodzi teraz z siebie, żeby umieścić swoje pociechy nie w "fabrykach", ale w szkołach, gdzie dzieci nie chodzą na zmiany itp. Jakby to miało jakoś definiować ich rozwój (ja na pytania, czy mi przeszkadza, że Córeczka chodzi np. dwa dni na rano, trzy dni na popołudnie mówiłam, że i tak od rana do popołudnia jestem w pracy a Córa i tak połowę z tego czasu spędza w świetlicy...) czy określać poziom nauczania w takiej szkole. 

Tak więc Córeczka nasza w trzech szkołach do których uczęszcza(ła) miała zmiany. W dwóch długoterminowych- obecnej i tej w Gdańsku- były to zmiany w ciągu tygodnia (dwa dni tak, trzy dni inaczej). Ja osobiście też chodziłam do szkoły zmianowej, ale miałam np. cały semestr na rano, potem cały semestr na popołudnie. Od dłuższego czasu młodej zdecydowanie to pasuje... właściwie to pasuje jej to chodzenie na popołudnie, bo ranek jest wygodny, nieśpieszny i leniwy, a do szkoły idzie "rozkręcona" i pełna energii (pomijając fakt, że gdy ma na rano wychodzi np. o 7.15, w szkole jest przed 7.20 i cieszy się z tego i sama to pilnuje "bo jest pierwsza" ;)). 

Niedawno rozmawiamy o kuzynce Córeczki, M. Chodzi do szkoły w moim Rodzinnym Mieście, do równoległej klasy:

ja: a Ty wiesz, że M. też chodzi do szkoły nr X? (ten sam numer co szkoła Córeczki)

Córeczka: wiem! Tylko ona ma jedną zmianę, cały czas na rano, TO STRASZNE!!!

;)

 

Mało o młodej piszę, ale nasze życie kręci się wokół niej tak samo jak wokół Synka. Konkursy, wyjazdy, wycieczki, prezenty, wyjścia, relacje z koleżankami... codziennie jakaś atrakcja! Za 1,5 tygodnia panna nasza wyjeżdża na dwudniową wycieczkę szkolną, to pierwszy tego typu wyjazd. Mam nadzieję, że wszystko będzie fajnie :) 

23:38, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 maja 2016

uwielbiam jego prześliczne paluszki u rączek, z długimi paznokietkami i stópeczki, mięciutkie, ze wspaniałymi koraliczkami paluszków

uwielbiam jak kręci nadgarstkiem, gdy trze oczka zmęczony

uwielbiam jak uśmiecha się tak szeroko jak zobaczy mnie po obudzeniu

uwielbiam patrzeć jak coś go interesuje, jego uwagę, skupienie

uwielbiam jak cichutko sobie gada po swojemu

uwielbiam jak śmieje się w głos

uwielbiam jak sięga go naszych twarzy i nas dotyka

że ma łaskotki

jak sięga po plastikowe pojemniczki, bardzo niepraktyczne dla jego chwytu, ale strasznie go interesujące

jak wydaje śmieszne dźwięki, czy też robi "prrr" z wystawionym języczkiem, rozbryzgując ślinę... nawet o 3 nad ranem :) 

gdy muszę go "gonić" przy przewijaniu, bo spokojne leżenie na pleckach choć przez 5 sekund jest taaakie nudne

jak przebiera nóżkami i rączkami podczas jedzenia, jakby chciał ssać i biegać naraz :) 

uwielbiam... przebywać z nim, non stop, naprawdę nie nudzi mi się ani na chwilkę, mimo że staje się coraz bardziej wymagający

A pół roku temu jeszcze go z nami nie było. To znaczy, był... ale w zupełnie innej formie. Siedziałam na tej samej kanapie co teraz i podrygiwałam z bólu, raz z powodu skurczy, raz z powodu jego kopania. Chyba nie przypuszczaliśmy, że będzie aż tak wspaniały, tak cudowny, kochany, pogodny... Nasze, całej trójki, słodkie spełnienie marzeń. 

I właściwie nieprawda, że miłość się mnoży, ona się potęguje, niemal rozsadza, zachwyca i napędza!!!

 

 

 

Muszę jednak to przyznać...
Ciąża z Synkiem była koszmarna. Bardzo trudna fizycznie i psychicznie. Niemal od początku coś mnie bolało- pierwsze trzy miesiące bolał mnie brzuch, był to ból praktycznie ciągły, tylko natężenie się zmieniało. Brałam tabletki na podtrzymanie, ale teraz, z perspektywy, wiem, że on trzymał się mnie mocno, to moje ciało (i psyche) zawodziły na całej linii. Męczyłam się ja, męczyła się Córeczka, bo gdy przychodziłam z pracy do domu to kładłam się od razu, byle mieć siły i nie zaszkodzić sobie bardziej do następnego dnia. Męczył się Mąż, bo był daleko i dotykała go niemoc, potem znowu musiał wykazywać się ogromną cierpliwością, delikatnością i inwencją, żeby trzymać mnie "nad powierzchnią". Kolejne przemyślenia z perspektywy czasu: powinnam iść i prosić o zwolnienie lekarskie wcześniej. A ja chciałam pracować, no przecież nie umieram, dziecko się rozwija, czego ja właściwie chcę? Tylko ciąża to trochę mniej zerojedynkowa sytuacja i mimo to, powinnam trochę bardziej zadbać o siebie wtedy...

Potem był straszliwy ból i całkowita utrata kontroli. Bezsenna noc, z boleściami, z myślą, że to znowu żołądek, ale tym razem jakoś inaczej, mocniej i... nie chce się skończyć. Pierwszy raz w życiu wzywałam dla siebie karetkę. Kilka ciężkich godzin na izbie przyjęć, na badaniach i świadomość, że nie wychodzę tego dnia. Telefon popsuty, ja na wpół nieprzytomna z bólu, a tam dziewięciolatka wraca ze szkoły i jesteśmy same, samiuśkie... To, co wyczynił Mąż przez telefon, co ustalił i jak zorganizował, nie mając ode mnie właściwie żadnych informacji, zasługuje na medal. A ja wciąż wywołuję sensację, gdy mówię, że przeszłam ostre zapalenie trzustki w ciąży! To, że wykaraskałam się z tego w cztery dni (mówiąc o szpitalu, kolejne dwa lub trzy praktycznie przeleżałam) to jakiś cud, albo przynajmniej szczęśliwy zbieg okoliczności (ja swoje wiem... gdy się wierzy, to fakt, że ból minął mniej więcej w tym samym czasie, kiedy cała rodzina się za mnie modliła- Córeczka wszystkich pilnowała przez telefon, to nie jest przypadek).
Po przeprowadzce byłam przede wszystkim wycieńczona, upalne lato nie pomagało. Rozpakowanie kartonów zajęło mi ok. 1,5 miesiąca, bywało, że w połowie codziennego mycia naczyń musiałam usiąść, albo najlepiej się położyć, nie mówiąc już o spacerach, spotkaniach itp. Takowych było dosłownie kilka przez ten czas. Myślałam, że trochę bardziej się wtopię we wrocławski tłum, a tu guzik (tym bardziej miałam ogromną radość ze spacerów po porodzie- chodziłam dużo i szybko, bo MOGŁAM!). Każde wyjście z domu było przygotowane, obmyślone i... najczęściej zanim się stało, było odkładane kilka dni. Do tego coraz gorsze i gorsze samopoczucie psychiczne, które osiągnęło apogeum podczas miesięcznego okresu skurczy przepowiadających, serii fałszywych alarmów, na dokładkę z tygodniowym przeterminowaniem- tu też udało się wyjść z tej wyrwy automatycznie gdy malutki się urodził.

Nie żałuję ani pół minuty spędzonej w tym stanie, bo malutki to nasza ogromna miłość i szczęście... Ale nie mam co ukrywać- było okropnie. Myśl o kolejnym dziecku jest silna, ale mam obawy związane z samym "odmiennym stanem". Z Córeczką też miałam szereg dolegliwości, ale ogólne odczucie było okej, miałam nadzieję że z Synkiem będzie podobnie.  A tu guzik... Dobrze, że jesteśmy już po, i że Synek jest z nami, cały, zdrowy, coraz cięższy i coraz ciekawszy :) 

PS. Taki wpis słodko-gorzki, ale z dodatkowym przemyśleniem: po takiej ciężkiej ciąży miałam wspaniały poród. Nie był bezbolesny, oj nie, ale był wspaniały i jestem z nas dumna!

PPS. Pół roku temu były moje urodziny, więc dzisiaj są urodziny mojego wspaniałego, kochanego Męża. Wszystko mu powiedziałam na żywo, więc nie będę się tu powtarzać :) Kocham :*

poniedziałek, 09 maja 2016

Nie zapomniałam! Tylko miałam straszliwie pracowity kwiecień i nie miałam chwili i weny na porządne pisanie. 

Teraz na rozbieg podrzucam kilka zdjęć z najfajniejszej naszej majówki. Gdzie Cinnamonki mogły pojechać... do Gdańska oczywiście :) 
To był mój, Męża i Synka drugi wyjazd od przeprowadzki- w pierwszej połowie kwietnia pojechaliśmy go Gdańska dosłownie na dobę, ponieważ miałam tam długo oczekiwaną rozprawę w sprawie podwyższenia alimentów na Córeczkę (po wielu, wielu latach zabrałam się za ponowną próbę podwyższenia ich). Sama młoda nie została wtajemniczona w tę sprawę, została w szkole, nęcona obietnicą trójmiejskiej majówki. No to pojechaliśmy :)

 

To był nasz pierwszy wyjazd tego typu- do hotelu i w ogóle... Córeczka zachwycona hotelowymi śniadaniami, aż się nam śmiać chciało, nie chciała czekać aż my zejdziemy na dół, tylko sama leciała szybciutko :) Połaziliśmy po znajomych kątach- Gdańsk, Gdynia, Sobieszewo, spotkaliśmy się z moimi znajomymi z pracy i zwiedziliśmy Toruń (Córeczka jeszcze nie była- odwiedziliśmy Muzeum Piernika, zagraliśmy w mini golfa i jedliśmy lody na Rynku). To takie wyjątkowe "wakacje", kiedy przyjeżdża się do... swojego miasta :) Nigdzie się nam nie śpieszy, dokładnie wiemy gdzie i jak iść, czego się spodziewać... Myślałam też (szczególnie za pierwszym kwietniowym razem), że po tylu miesiącach to się zaleję łzami na sam fakt, że tu jestem, ale nie: po prostu jestem, jakbym nigdy nie wyjeżdżała. Fajnie tak :) 


Synek chyba też gdzieś w genach ma ten Gdańsk, bardzo mu się morze podobało, w ogóle świetnie się z nim jechało (jeden postój przez ponad 400 km...), no dziecko-cud, wspaniały, pogodny, przekochany cud :)  

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga