RSS
niedziela, 24 czerwca 2012

    Piękny baletowy występ cud-Córeczki udał się na 100% :) Oczywiście wiele z tym było zajęć i stresów, ale wyszło super :) Córeczka ma od miesiąca piękny strój, biały trykot ze stojącą tiulową spódniczką, wygląda w niej rewelacyjnie ;) 

    W sobotę najwięcej nerwów mieliśmy z nagłą i dość długą awarią naszego banku. W jednej chwili przerzucałam kasę z konta oszczędnościowego na zwykłe, a po chwili Narzeczony dzwoni ze stacji benzynowej że nie może zapłacić za paliwo... W domu ani dychy gotówką, wszystko na kontach, dziecko ma obiecane kino, nie mamy obiadu ani paliwa... Totalny zonk :/ Ostatecznie trochę podratował nas mój brat, tylko kino zostało przełożone na inny termin. 

    Potem spędziliśmy dobę w rodzinnym mieście rodziców, gdzie:

-spotkaliśmy się z O. moją przyjaciółką i trochę sobie jeszcze pogadaliśmy

-podpisaliśmy umowę z salą na wesele- i o tym zaraz;

-załatwiliśmy i wpłaciliśmy zadatek na noclegi niedaleko nowej sali

-przymierzyłam, zapłaciłam i odebrałam poprzerabianą i wyczyszczoną suknię+ bolerko i welon; przy okazji zapytałam się mojej krawcowej czy nie zajęłaby się suknią i moim ubieraniem+ umalowała mnie w dniu ślubu- to się jeszcze zobaczy

-odebraliśmy świadectwo chrztu Narzeczonego i umówiliśmy się z moimi rodzicami że załatwią moje świadectwa chrztu i bierzmowania.

    No i właśnie. Dokładnie miesiąc temu dowiedzieliśmy się że nasza poprzednia sala nam się wysypała... Nie chcę pisać dlaczego, bo to brzmi jak grecka komedia, a że już potrafię się z tej sytuacji śmiać a nie sięgać po meliskę i inne takie, to tym bardziej sobie odpuszczę. Jeździliśmy dwa weekendy za nową salą, jeden sobie odpuściliśmy i to nam zaprocentowało- zwolniła się, z pewnymi roszadami, sala która podobała się nam najbardziej. No i dzisiaj radośnie tam pojechaliśmy, przy okazji załatwiając resztę noclegów po drugiej stronie drogi.

    No! Jeszcze dzisiaj wykończę nowe zaproszenia i to będzie chyba najintensywniejszy tydzień w kwestii przygotowań ślubnych.

    Niestety piątek i sobota nie sprzyjały moim ćwiczeniom, ale dzisiaj jestem zdeterminowana- kończę to jabłkowe coś co stoi w butelce przede mną :) i wracam do dnia opuszczonego. Muszę się za siebie jeszcze mocniej wziąć, bo jak nie to będzie trzeba poszerzyć odrobinę moją kieckę... ;P

    Szczęśliwa jestem dziś, no! :)

czwartek, 21 czerwca 2012

    Pracuję po 6 godzin dziennie, od 8 do 14. Zaczynam na warzywach, bo tam dostawy są codziennie, pomagam przy wykładaniu towaru i ważę klientom ich warzywka albo owoce. O 9.00 otwierane są "moje" kasy samoobsługowe- w moim sklepie są dwie takie, i trzeba je nadzorować, pomóc od czasu do czasu. Czasami idę też wykładać towar na inne stoiska. Kierowniczka chce mnie wysłać też na standardową kasę. I wszystko byłoby naprawdę fajnie, gdyby nie fakt że mi nogi w tyłek wchodzą do granic możliwości! No i nudzę się! Wolałabym cały czas wykładać towar (doświadczeni pracownicy śmieją się żebym tego głośno nie mówiła ;P) i choć trochę się zmęczyć niż stać, stać, ponadzorować dwójkę klientów, odnieść na miejsce trzy koszyczki i odkryć że to mi zajęło minutę (jedną z 360 w moim dniu pracy!) :)

   Wybrałam się dzisiaj kupić sobie bieliznę pod suknię. Zdecydowałam że kupię model sprawdzony- mam czarny stanik z H&M który fantastycznie trzyma się bez ramiączek, i miałam go już pod suknią. Szukałam więc identycznego ale białego. Wybrałam się na niecałą godzinę- z zajęć baletowych Córeczki- i mało co się nie spóźniłam. Najpierw w ogóle nie mogłam wpaść na choćby podobne, wreszcie się udało, nabrałam do przymierzalni cztery sztuki i... lipa. Nic nie pasuje, pas mięciutki a ja potrzebuję coś mocniejszego... Pani nie za bardzo mogła mi pomóc, więc siadłam przy tej półce na ziemi i dość metodycznie przejrzałam wszystkie białe staniki w "moim" kształcie. No i znalazłam jeden, taki jak ten mój czarny- jeden! Czarny jest 75C, ten 80C, ale już pal licho. Ramiączek brak- pani w kasie radzi dobrać sobie z innego modelu, więc tak robię :P No i z wyprzedaży dobieram sobie majteczki, tu już koronka mile widziana :P Przy kasie- suprise! Ten jeden jedyny biały stanik występował w sklepie 2 sezony temu, więc babka wytrzeszcza oczy, jak on się ostał... :) I zamiast za 60 zł kupuję go za 20. Majtki za dychę. Kto by pomyślał :) Z tej okazji kupiłam sobie babski miesięcznik i Córeczce silikonowe bransoletki w kształcie morskich zwierzątek, a i tak jestem do przodu :)

     Dzisiaj też zadzwoniłam wreszcie do fryzjerki i zarezerwowałam sobie ją na ślub. Trzeba się powoli zacząć brać za drobiazgi... Nie wiem jak się umalować, pomysłów- null...

    A w międzyczasie- wczoraj straszliwie rozbolał mnie ząb i do teraz trzyma, chyba będę zmuszona pogodzić się z dentystą i to godzenie się nie będzie wcale przyjemne :(

    Porady pod poprzednią notką wciąż mile widziane :)

wtorek, 19 czerwca 2012

Zastanawiam się nad jakimiś drobiazgami związanymi z weselem, może podpowiecie?

   Kupować super-hiper stanik za super-hiper duże pieniądze i do tego takie same majtki (właśnie- figi, stringi? gładkie, koronkowe?) do kiecki która bardzo dobrze trzyma biust i do majtek nawet lekko nie przywrze? :) Sama nie wiem... Kasy mi szkoda :P

   Chciałam zrobić jakąś własną nalewkę, nawet pożyczyłam od babci książkę z przepisami na nalewki :) Zdecydowałam się na kawówkę, ale... znowu, szkoda mi kasy. No i nalewki są takie na "umoczenie języka", ale czy na 60-70 osób z 1,5-2 litry wystarczy takiego dodatku? Bo mimo to chcemy wino i wermutha mieć na stoliku, do dyspozycji gości.

   Czy wydanie dobrych kilku stów na "zespół" śpiewająco-grający do kościoła to nie za dużo? Czy ktoś miał taką grupę i mógłby się podzielić ile to u Was kosztowało?

   Nie chcemy epatować amerykańskimi wymysłami, ale zastanawiam się nad zrobieniem takich broszurek które ktoś nazwał "planem Mszy ślubnej"- jako śpiewniczka na tą Mszę, ewentualnie z podstawowymi informacjami na początku. Drugi pomysł to zrobienie chusteczek higienicznych z naddrukiem na paczkach (personalizowane by były :P) na zasadzie: "ślub J i P, data, na wypadek wzruszeń" :). Kolejne pomysły to podziękowania dla gości w formie podkładek pod kubki/talerze albo magnesów na lodówkę i zestawy anty-kac w pokojach gości- aspirynka, witamina C i woda mineralna :) Powiedzcie co o tym myślicie. 

    W kwestii Mszy brakuje mi tego "zespołu" (organistę- fałszownistę na nasz ślub nie wpuszczamy), dogadania się z kuzynką-świadkową żeby czytała czytanie (i być może znalezienia osoby śpiewającej psalm). Poza tym musimy załatwić wszystkie formalności, ale to dopiero teraz, bo nie można załatwić tego wcześniej niż 3 miesiące przed ślubem. Poprosiłam już kuzyna żeby służył do Mszy, mamy księdza który będzie nam ślubu udzielał, wybrałam czytania, mamy też załatwione Ave Maria na saksofonie- zagra go jedna z dziewczyn która jest naszym gościem :)

    Powinnam chodzić na solarkę? Bo chęci nie mam żadnych. Boję się tylko że a) opalając się "niechcący" odznaczą mi się jakieś rękawki i ramiączka; b) że moje plamy AZSowe na zgięciach łokci się odznaczą i będę miała plamy bielacze na rękach... Nic fajnego.

    W niedzielę chyba skończymy te męki i naprawimy to co się zepsuło miesiąc temu. I już będzie dobrze :)

 

PS. Pracuje mi się dość dobrze, tylko nogi bolą bardzo- jednak to praca stojąca. Jeszcze jakby było ciekawiej i coś się działo, a ja taaak się nudzę... ;)

19:48, cinnamon.tea
Link Komentarze (16) »
niedziela, 17 czerwca 2012

    Mieliśmy bardzo fajny weekend w mieście ;)

    Przyjechali do nas: moja przyjaciółka, stary znajomy i kumpel owego znajomego. Przyjechali oczywiście kibicować :) Były więc większe zakupy, obiad wylewający się z patelni i ciasto truskawkowe, a potem kibicowanie i pokręcenie się po "naszych" okolicach Wro. Ubrałyśmy się z O. i z Córeczką w białe bluzki i czerwone spódniczki, odwieźliśmy Córeczkę do mojej babci, kibicowaliśmy pod Halą Stulecia.

     Najśmieszniej było gdy rozpoczęto transmisję i słyszymy i widzimy "wieeeelką burzę nad Wrocławiem", a my jesteśmy w tym samym mieście i jest nam zupełnie sucho, potem lekko pokropiło (dopiero gdy przestało lać na Maślicach) i tyle. Naprawdę, ciężko uwierzyć! Ech, szkoda że mecz tak się skończył, chłopaki się starali ale nic z tego nie wyszło... Mimo to życzymy dobrze Czechom, nawet wyściskałam się z taką małą grupką Czechów którzy też byli w strefie, życząc im powodzenia w ćwierćfinałach... Euro must go on :)

    Mimo to dzisiaj śpiewaliśmy "Polacy nic się nie stało"... w kościele na Mszy. Serio!

     Dzisiaj nakarmiliśmy śniadaniem i pożegnaliśmy naszych gości a potem odwiedziliśmy babcię/odebraliśmy Córeczkę. Na sam początek Córeczka oświadczyła nam radośnie że dzisiaj rano zaczął się jej ruszać jej pierwszy ząb :D No, mało mi brakowało żebym się nie wzruszyła :)  

     Trzeba się cieszyć tymi dniami, najdłuższymi w roku. Wreszcie jest fajna pogoda, mam zamiar po naszej pracy i przedszkolu Córeczki korzystać ze spacerów i innych, takich tam rozrywek. I mam też fajną książkę do przeczytania!

czwartek, 14 czerwca 2012

    Z okazji ostatnich "atrakcji" miałam spore nerwy. Brakło mi rozeznania i sił w prowadzeniu własnych spraw, byłam taka obojętna i miałam niezły mętlik w głowie. No i przytyłam, niby tylko "trochę" ale zobaczyłam na wadze niemile widzianą cyferkę. Nienawidzę uwag mojej rodzicielki która określa mnie mianem "otyłej" kiedy nawet w tym momencie mieszczę się w normalnym BMI dla mojego wzrostu. Dlatego nie mam zamiaru się odchudzać i przechodzić na dietę.

    Za to zaczęłam ćwiczyć. Te straszne ćwiczenia aerobowej szóstki Wiedera :) Zaczęłam w tym tygodniu i mam motywację żeby iść dalej- bądź co bądź do ślubu zostały 3 miesiące (i jeden dzień, gwoli ścisłości). Może mi się uda?

    Chciałam przy okazji stwierdzam wszem i wobec że jestem bardzo dumna z Narzeczonego :):*

No i oczywiście z Córeczki, dzisiaj miała takie symboliczne zakończenie roku w przedszkolu, wydzierała się przy wierszykach ile się dało, a jak tańczyła poloneza...! W przyszłym roku czeka ją inna grupa i inne panie, ale dobrze że jest w tym samym przedszkolu, będzie spotykać swoje dawne panie, które są chodzącymi sztabkami złota dla rodziców "swoich" dzieci :)

wtorek, 12 czerwca 2012

    Dostałam pracę na wakacje. Pół etatu, w porywach więcej, w sporym społemowym sklepie, jako ogólne zastępstwo za różne urlopy etatowych pracowników. No i właśnie oficjalnie skończyły mi się wakacje ;P

     Narzeczony pojechał do naszych niedawnych nowożeńców oglądać mecz, ja byłam z Córeczką na balecie, ale zaraz i ja sobie otworzę kibicujące piwko. Niby nie interesujemy się nożną, ale jednak ten klimat wciąga. Nie spodziewałam się że nawet poza miastami gospodarzami jest taki szał, a miałam okazję zobaczyć jak ludzie zbierają się w Rynku w moim rodzinnym mieście i też jest szaleństwo :)

     Wybaczcie więc że tak krótko, ale obowiązki kibica wzywają :)

21:33, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 czerwca 2012

    Jesteśmy po weselu znajomych, a ja jestem po sesji. Obydwa się udały :) Wesele oparło się na naprawdę świetnej ekipie, sesja- na szczęściu, bo po tamtych przewrotach straciłam zapał do nauki (ostatecznie średnia oscyluje w okolicy 4,0). Wesele będziemy wspominać jeszcze długo- zresztą to ostatnie na jakim byliśmy przed naszym własnym ślubem, i to na tyle bliskich nam ludzi że raczej o nim w ogóle nie zapomnimy. Panna młoda wyglądała przepięknie, rodzina pana młodego intensywnie tańczyła (a ja z nimi oczywiście), Narzeczony zna wszystkich znajomych więc tu szło gładko i wesoło :)

 

    Sami walczymy z naszym weselem- niestety dzisiaj nie udało się wszystkiego poukładać, więc znowu zaczynamy niemal od początku... No lekka masakra jest, ale co poradzić...

    Córeczka znowu miała zapalenie zatok, ma antybiotyk do noska i kilka innych drobniejszych leków. W zeszłym tygodniu zaczęłyśmy terapię odpornościową preparatem Rybomunyl- mam nadzieję że przyniesie to efekt. Wygrałam na facebooku dla niej książkę ("Złota księga Kokeshi") i latawiec, książka intensywnie użytkowana od kilku dni, latawiec miał premierę dzisiaj w pobliskim parku. W ogóle ostatnio mała ma sporo radości, gdyby tylko tak nie chorowała...

wtorek, 05 czerwca 2012

    Jutro jedziemy na wesele. Jeszcze nie nasze, ale zabawa powinna być przednia!

    Czerwiec jest dosyć specyficzny w tym roku- poza tym że delikatnie mówiąc, niedobrze mi się robi od motywu piłki do nogi :) Najpierw sam początek sesji- wyszło tak że wciąż czeka na mnie egzamin ustny z ostatniego przedmiotu. Potem wesele i poprawiny w Boże Ciało, też specyficznie :) 

     Chcieliśmy jechać do Łodzi, na Grand Prix w siatkówce (taka Liga Światowa dla kobiet), ale nasze utrudnienia trwają dalej i znowu musimy odwiedzić moje rodzinne strony. Pobiegam do labu trochę, będzie zakończenie roku u Córeczki w przedszkolu, będziemy mogli zarejestrować się w USC i spisać protokół przedślubny no i na sam koniec pojadę do Warszawy na półfinał Euro. Zastanawiam się czy ogólnie będę mogła podsumować ten miesiąc pozytywnie...

    Przy okazji pozdrawiam panią i panny J. które poznałam osobiście dzięki temu że czytają mojego bloga. Bardzo mi miło i liczę na więcej :)

 

23:59, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga