RSS
piątek, 26 czerwca 2015
Dzisiaj będzie króciutko, bo pisanie bloga z komórki to nie jest coś, co Cinnamon lubi najbardziej. W nocy z poniedziałku na wtorek dopadł mnie straszny atak bólowy... Ostatecznie około południa wezwałam pogotowie. Niestety, tym razem nie był to problem z żołądkiem, tylko... ostre zapalenie trzustki. I tak jestem w szpitalu, zamiast iść dzisiaj z Córeczką na jej zakończenie roku szkolnego... Dobrą wiadomością jest to, że Synek zniósł całą sytuację dobrze, a mi taki ból przeszedł po dwóch dobach. Od wczorajszego wieczora mogę nawet jeść :) (leczenie trzustki polega na zastopowaniu jej pracy- głodówce, i podawaniu kroplówek). Być może jutro wypuszczą mnie do domu. Czuję, że jestem pod dobrą opieką i to też się liczy... No i jeśli rzeczywiście wyjdę teraz, to rodzinka zabiera mnie od razu na Dolny Śląsk, więc tymczasowo żegnam się z Gdańskiem w dość nagłych okolicznościach...
06:08, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 czerwca 2015

   Obiecałam sobie, że będę pisać częściej, no ale mąż przyjechał, więc wybaczcie, miałam dużo ciekawych rzeczy do robienia w ten weekend :) 

   W komentarzach pojawiło się pytanie o kosz Mojżesza, porównanie ze standardowym łóżeczkiem dziecięcym. No to dzisiaj szybko na ten temat :) 

   Kosz Mojżesza jest owalnym koszem, albo czymś w tym kształcie, z uchwytami, najczęściej na dłuższych bokach, do przenoszenia. Jest to miejsce do spania tylko na pierwsze miesiące życia dziecka- ma mniejsze rozmiary, nie ma regulowanego poziomu/wysokości oparcia. Za to ma dwie cuuudowne zalety- jego małe rozmiary powodują, że dziecko w środku czuje się zdecydowanie bardziej bezpieczne, spokojniejsze, niż w wielgachnym łóżeczku. Druga zaleta jest dla rodziców- można go przenieść i postawić gdzie się chce. No i oczywiście oszczędza się miejsce w pokoju, bo koszt który ma ok 80x40 cm i do tego 30 cm wysokości (to takie mniej więcej standardowe wymiary) to nie to samo, co łóżeczko 120x80 cm (wymiary wewnętrzne :P). Na łóżeczko przyjdzie czas.

   Z Córeczką miałam kołyskę (pożyczoną) przez pierwsze 5 miesięcy jej życia. Potem wpadła na to, jak się chwytać za brzeg, podciągać i okręcać dzięki temu chwytowi, i tego samego dnia skręciłam łóżeczko. :)

   Można kupić standardowy kosz Mojżesza, z wikliny na przykład, a można kupić takie modne, plastikowe Shnuggle- trzeba przyznać, że stylistyka tego ostatniego jest naprawdę piękna, ale mi szkoda kasy na takie zdecydowanie (mimo, że pewnie można takowe odsprzedać za 4/5 pierwotnej ceny, i to z pocałowaniem rączki).

kosz Mojżesza standardowy (często można dokupić do niego stelaż do stawiania i ew. bujania, oraz oczywiście pościel; używki chodzą i po kilkadziesiąt złotych)
 

i Shnuggle (są w różnych kolorach...)
 

 

... i teraz przechodzimy do drugiej części wpisu...

Bo ja sobie wymyśliłam, że ja taki kosz małemu wydziergam...
Szydełkiem. Ze sznura bawełnianego...

    Pierwszy pomysł to było dzierganie z taśmy bawełnianej, z której już dużo zrobiłam, ale po konsultacjach z bardziej doświadczonymi paniami, zmieniłam materiał na sznur. Bo bardziej regularny w obwodzie i produkt sztywniejszy. Czy mi wystarczy samozaparcia, żeby zrobić coś tak gigantycznego? Nie wiem. Ale jeśli mi się uda, to satysfakcja będzie +1000!

   Tak wygląda taki kosz z taśmy, z tym, że tu jest rozmiar dla lalki ;)

 

Na razie dziergam dla Synka kocyk, z bardzo przyjemnej, tradycyjnej włóczki :)  
A wyżej wspomniany pozdrawia kopniakami! 

23:42, cinnamon.tea
Link Komentarze (9) »
piątek, 19 czerwca 2015

 

Po co ma się dzieci? 

Na przykład po to, żeby podczas kilkudniowego dołu sięgającego Rowu Mariańskiego rozśmieszyć niewyspaną Córeczkę opowieścią, jak to 5 minut przed siódmą rano w samych stringach i koszulce musiałam wypaść na balkon ratować jej pościel, koc i majtki, które wiatr pozrzucał z suszarki (ostatecznie jedne majtki poleciały dobre kilka metrów od budynku, dokładnie na schody pod wyjściem z klatki- Córeczka mało co nie popłakała się ze śmiechu). Tak się śmiała, że ja też... 
Dzieci ma się między innymi po to, żeby mieć motywację, żeby codziennie się uśmiechać.

(i nie powinnam wspominać, że najpewniej u podstawy doła jest to drugie dziecko i hormony które ze sobą niesie?)  

01:49, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
środa, 17 czerwca 2015

   Mamy z Synkiem półmetek. Rośnij duży i zdrowy dzidziusiu!


Tak wyglądaliśmy trochę ponad tydzień temu...

   Wrócił mi dzisiaj na chwilę apetyt, więc łapałam w sklepie wszystko, co tylko mi się spodobało: kurczaka, śledzie po kaszubsku (vel kartusku), batoniki, jogurty naturalne... :) Córeczka chętnie korzysta z... batoników oczywiście ;P

   Córeczka dociera do setnej strony "Ani..." i cieszy się już chyba z wakacji. Wykańcza ostatnie zadania w ćwiczeniach. Codziennie jeździ do szkoły na hulajnodze, i zdarza się jej wybiec z nią na podwórko, bo jakaś koleżanka też jest na dworze- bardzo się z tego cieszę, bo to typ raczej niechętny do wychodzenia :) Wczoraj ją naszło na szycie- wymyśliła sobie "saszetko- poduszkę"- więc dwie warstwy materiału, w środku wypełnienie... Pierwszy raz pikowałyśmy (a raczej Córeczka pikowała, ja pomagałam mało, doradzałam, uzupełniałam nici). Jeszcze "tylko" trzeba wszyć zamek...
    Muszę przyznać, że szycie sprawia mi też masę radości, tak samo jak szydełko. Druty zdecydowanie mniej mnie lubią, a ja je, tylko efekt przekonuje, że czasem warto się pomęczyć... 

   Mamy już wózek, fotelik dla małego, a jutro powinna dotrzeć na razie ostatnia, duża dostawa pieluch wielorazowych. I na razie koniec zakupów! Chusty do noszenia musimy znaleźć (mam jeszcze dwie, gdzieś; mam nadzieję że moi rodzice niechcący nam ich nie unicestwili), ciuszków powinno być sporo u babci na strychu, kocyk minky mamy, drugi się dzierga. Pościele zamierzam uszyć :) O pieluchach chętnie napiszę osobny post, choć wolałabym wypowiadać się nie jako teoretyczka (;P), ale osoba praktykująca. 

   A miało być krótko...

wtorek, 16 czerwca 2015

   Pozdrawiam- a psik!- znad morza- a psik!

   Ciąża niestety rozruszała z powrotem moją alergię... 
Jutro bije dokładnie półmetek ciąży. I tak sobie myślę, że nie mogę myśleć, że już się nie mogę doczekać, niech już będzie listopad, bo powinnam się z tej ciąży, wyczekanej i zaplanowanej, bardzo cieszyć. Więc w tych wszystkich moich wątpliwych atrakcjach i dolegliwościach życzę sobie po prostu korzystania z tego czasu jak najlepiej. Nawet półleżąco na kanapie... :)

   Czytam "Chustkę" i bardzo mi to pomaga w docenianiu każdej chwilki...

   

   Jestem na zwolnieniu od tygodnia... Dziwnie się z tym czuję, ale też widzę, jak bardzo jest mi to potrzebne. Mały fika po brzuszku, daje znać już nie tylko wieczorami, ale często i rano, cieszę się z tego... :)
   Jak już jestem na zwolnieniu, to jasne okazało się, że wakacje spędzimy w całości na Dolnym Śląsku, a mąż wciąż będzie stacjonarnie we Wro. Teraz toczymy wielkie boje wewnętrzne- co po wakacjach? Ja zapewne nie wrócę do pracy minimum w grudniu w przyszłym roku (mam maaasę urlopu jeszcze w tym roku). No i zostaje ta nasza niesamowita Córeczka... A mąż na gwałtu rety wynajduje mieszkania we Wro :)   
   Znając męża dosłownie tydzień, albo dwa, powiedziałam mu, że nie będzie się ze mną nudził... po sześciu wspólnych latach (i ponad 1000 dni po ślubie) w dalszym ciągu wywiązuję się z tej obietnicy :)  

   Pozdrawiam- a psik!- znad morza- a psik!

   Ciąża niestety rozruszała z powrotem moją alergię... 
Jutro bije dokładnie półmetek ciąży. I tak sobie myślę, że nie mogę myśleć, że już się nie mogę doczekać, niech już będzie listopad, bo powinnam się z tej ciąży, wyczekanej i zaplanowanej, bardzo cieszyć. Więc w tych wszystkich moich wątpliwych atrakcjach i dolegliwościach życzę sobie po prostu korzystania z tego czasu jak najlepiej. Nawet półleżąco na kanapie... :)

   Czytam "Chustkę" i bardzo mi to pomaga w docenianiu każdej chwilki...

   

   Jestem na zwolnieniu od tygodnia... Dziwnie się z tym czuję, ale też widzę, jak bardzo jest mi to potrzebne. Mały fika po brzuszku, daje znać już nie tylko wieczorami, ale często i rano, cieszę się z tego... :)
   Jak już jestem na zwolnieniu, to jasne okazało się, że wakacje spędzimy w całości na Dolnym Śląsku, a mąż wciąż będzie stacjonarnie we Wro. Teraz toczymy wielkie boje wewnętrzne- co po wakacjach? Ja zapewne nie wrócę do pracy minimum w grudniu w przyszłym roku (mam maaasę urlopu jeszcze w tym roku). No i zostaje ta nasza niesamowita Córeczka... A mąż na gwałtu rety wynajduje mieszkania we Wro :)   
   Znając męża dosłownie tydzień, albo dwa, powiedziałam mu, że nie będzie się ze mną nudził... po sześciu wspólnych latach (i ponad 1000 dni po ślubie) w dalszym ciągu wywiązuję się z tej obietnicy :)  

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga