RSS
środa, 31 lipca 2013

   Córeczka zażyczyła sobie upiec coś, ale miało mieć różne kształty. Na ciastka nie mieliśmy zbytniej ochoty a na dokładkę nie mieliśmy jajek :) Szybko zdecydowałam, że to będą bułeczki. I wyszły całkiem fajnie!

Bułeczki w różnych kształtach

400 g mąki (u mnie pół na pół pszenna i żytnia razowa)
30 g drożdży
250 ml ciepłej wody
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
3 łyżki oliwy (u mnie olej rzepakowy)

i ingerencja dodatkowa- rozmaryn. Dużo :)

Przepis pochodzi ze starej książki kucharskiej na Thermomix ("bułki zwykłe"), więc o wyrabianiu nic nie powiem- nam to zajęło 2 minuty i ciasto było gotowe. A potem chwila rośnięcia, robienie kształtów, potem dopiero włączyłam piekarnik (na 220 st.), więc bułki jeszcze urosły. I wyszły fajnie :) Zrobiliśmy bułkę- placek z odciśniętą dłonią Córeczki, był misio, trzy jeżyki, dwa ślimaki, kwiatek, trzy bułki zwykłe i jedna płonąca świeczka. A, i mała linijka :) Narzędzia- ręce, nożyk, nożyczki i woda jako klej.

Polecam- zabawa przednia, a potem można wszystko radośnie zjadać, z dobrym masełkiem...mmmm... 

Co prawda na Córeczkę na ten moment nie narzekam, ale uważam że wspólne gotowanie to najlepszy sposób na zachęcenie dziecka do jedzenia :)

 

poniedziałek, 29 lipca 2013

   Wybraliśmy się dzisiaj w pierwszą rodzinną wyprawę rowerową. Dobrze ponad 7 kilometrów. I młoda dojechała, choć miała małe chwile grozy, bo to przejazd przez miasto, tu górka, tam tunel, gdzie indziej krawężnik albo tłumy na przejeździe przez jezdnię... Była bardzo dzielna! :)

 

   Upał doprowadzał mnie do osłabienia, jakiś dziwnych bóli... Przed chwilą skończyło wreszcie padać i wreszcie była burza, więc może jutro będzie łatwiej? Koniec tygodnia zapowiada się intensywnie (wesele mojej świadkowej, w piątek pojadę do jej domu poozdabiać ogrodzenie i dom z zewnątrz, w sobotę będę malować jej mamę), dobrze by było gdyby "upał jakby zelżał" ale zapowiadają że to płonne nadzieje... Cóż, najwyżej będę brała 4-5 chłodnych pryszniców dziennie zamiast 2-3, jak obecnie :)

   Aaa, no i piekłyśmy dzisiaj artystyczne bułeczki :) Córeczka koniecznie chciała mieć bułeczki w różnych kształtach. Jutro będzie przepis i zdjęcia.

 

   Trzymajcie się chłodno :D

sobota, 27 lipca 2013

  Dzisiaj dwa szybkie przepisy :)

Pierwszy jest wielokrotnie przeze mnie stosowany- to podstawowy przepis na muffinki. Bardzo proste do wykonania- miesza się suche składniki z suchymi, mokre z mokrymi, potem suche wsypuje się do "mokrej" miski i szybko miesza. Mieszanie nie powinno być dokładne, powinny zostać grudki, bo jeśli wymiesza się ciasto na muffinki na gładko, po upieczeniu ciasto nie będzie puszyste, tylko dość zbite.

Przepis jest bardzo łatwo modyfikowalny- wystarczy dodać dodatkowe suche składniki do suchych, a mokre- do mokrych :)
Ja sama nie robię najczęściej jakieś masy na wierzch, jemy muffinki saute :)

Składniki:
2 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 szklanka mleka
1/2 szklanki oleju
2 jajka

Muffiny piekę w 180 st. C, ok. 25 minut. Przy ogarnięciu się wystarczą dwie miski, jedna szklanka, łyżeczka i łyżka, więc nawet nie ma dużo mycia naczyń :)

Na wczorajszy panieński przygotowałam dwie blaszki: jedne jasne, w których część cukru zastąpiłam cukrem waniliowym, a do środka babeczki wkładałam kostkę czekolady deserowej. Drugie były kawowo- kakaowe (poniżej) z kostką białej czekolady. 3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej rozpuściłam w małej ilości gorącej wody i wlałam do części mokrej, a do suchych składników dodałam ok. 2 łyżki kakao. Mniam! :)

 

Drugi przepis to potrzeba chwili. Potrzeba poczucia się lepiej po panieńskim, śniadania i potrzeba wędzonego łososia, którego uwielbiam :) Ktoś powiedziałby że wyszły mi racuchy z łososiem, ale u nas racuchy są zawsze na drożdżach a tutaj dałam odrobinę proszku do pieczenia :) Nazwę toto więc po prostu placuszkami z wędzonym łososiem.

Obawiam się że dokładnych proporcji nie podam, ale dałam jedno jajko, z 5 dag łososia, mąkę, pół łyżeczki proszku do pieczenia, mleko i trochę wody. I sól. Ciasto wyszło dosyć gęste. Smażyłam na malutkiej ilości oleju. Placuszki wyszły delikatne, bardzo smaczne. Maczałam je w śmietanie z pieprzem i ziołami prowansalskimi- polecam i życzę smacznego :)

14:09, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »
piątek, 26 lipca 2013

Dzień powszedni. Wolne z pracy.

Córeczka na wyjazdowych wakacjach z dziadkami.

Rowery. Ponad 40 km w nogach.

Zdjęcia z samowyzwalacza :)

2011:

 

2013:

 

Z pierwszej takiej wyprawy przywiozłam najpiękniejszy bonus:

 

    Właściwie nie zdejmuję pierścionka zaręczynowego przez te dwa lata. Uwielbiam go, cieszę się z niego, a jest też na tyle wygodny że mi nie przeszkadza właściwie w żadnej sytuacji :)
    Zaręczyny były dla mnie całkowitą niespodzianką. Odbyły się podczas jazdy, w pięknych okolicznościach przyrody. Byliśmy my i tylko my, między polem jęczmienia i polem porzeczek i było cudownie :) Nie żałuję!

Ach, cudne wspomnienia :)

 

A ja ostatni tydzień sierpnia zajmę się trzyletnimi bliźniakami :) Potem będę ich opiekunką gdy będą chorować. No i dorywcze zajęcie jest :)

środa, 24 lipca 2013

   Jeśli labą można nazwać wczorajszy strumyczek potu lecący po plecach przy pakowaniu i przenoszeniu kartonów (czy ja wspomniałam że zamieszkamy niedługo na 3 piętrze bez windy, w najwyżej położonym mieszkaniu w budynku i obstawiam, że na Nowy Rok 2014 będę miała tyłek jak ta lala? :)) to dzisiaj się skończyła- zaraz biegnę do labu, na spotkanie z moją promotorką- opiekunką :)

   Jejkuuu jak ja się cieszę z tego mieszkania, aż mi się lepiej oddycha jak sobie o nim pomyślę, o naszym pokoju, o pokoju Córeczki, o naszej kuchni, naszej łazience i naszym przedpokoju, wszystko niezależnie i po swojemu :)

   Wczoraj rzeczywiście było Carcassonne, dzisiaj spotykamy się ze znajomymi, ale jutro może... Sabotażysta? :)

   Przy okazji Córeczki- łatwo już nie jest, już nie mogę się doczekać aż się zobaczymy. Jest zdecydowanie lepiej gdy ona jest przy nas, tęsknimy strasznie. Wczoraj "przygotowaliśmy się" na jej przyjazd- niemal zawsze gdy jedzie na dłużej coś jej kupujemy na przywitanie- teraz czeka śliczna sukienka, portfelik i naklejki. No i ma co chciała- będzie "widziała na własne oczy" przeprowadzkę, nawet na nią jeszcze troszkę poczeka :)

wtorek, 23 lipca 2013

   Dla mnie to nienormalne- siedzieć w domu, nie chodzić do labu, Córeczka na wyjazdowym, Mąż w pracy... Jest serial do oglądania, jest książka do czytania, jest spotkanie w sprawie pracy dorywczej od września, są błyskotki do zrobienia, jest masa rzeczy do spakowania (dzisiaj robimy większą akcję przewożenia rzeczy... przez następne 3 tygodnie będziemy mieć w akademiku tylko potrzebne nam bambetle), dzisiaj rowery do odebrania (jeździmy na rowerach należących do osoby z mojej rodziny, a ta osoba właśnie wyjeżdża na tydzień), są rakiety tenisowe i rakietki do badmintona, ale wciąż... dziwnie się czuję tak siedząc w domu :) To naprawdę nienormalne ;)

    Wzbogacamy sobie te upalne dni, mimo że ciężko się zmotywować do czegokolwiek przy tak wysokich temperaturach (i ścianie niemal całej w oknach, skierowanej na południe- mamy szklarnię w pokoju). Wczoraj zrobiłam sernik na zimno na serkach homogenizowanych- mini serniczki w foremkach od muffinek- z truskawkami, i większy sernik, z truskawkami i morelami pod galaretką wiśniową. Mniam :) Świetne zastąpienie lodów, przepis zajdziecie na mojewypieki.com.
W nocy gramy z sąsiadkami- wczoraj Cluedo, potem, już w same baby, Rummikub. Skończyłyśmy o 1.45 :) Cluedo to gra w sam raz dla mnie- kocham zagadki logiczne, a tam mogłam sporo "umiejętności" uzyskanych przy nich wykorzystać :) Jest dom, dziewięć pomieszczeń, szcześciu podejrzanych i pięć narzędzi zbrodni- i trzeba wykombinować, kto, gdzie i czym zabił pana domu. Rummikub jest szybką, bezkarcianą wersją remika- już wcześniej zdarzyło mi się zagrać i bardzo mi się podoba ta gra.

     My sami jesteśmy fanami (i właścicielami) gry Carcassonne. Zaraziliśmy się już dawno temu od naszych ówczesnych sąsiadów, teraz gramy ze wszystkimi chętnymi naszymi gośćmi. Gra jest strategiczna, polega na budowaniu dróg, miast, poszerzaniu terytoriów... i zależnie od rozszerzeń, na kilku innych rzeczach. Można grać pod siebie, można grać tak, żeby psuć innym. Może dzisiaj zagramy z sąsiadkami? Myślę że to już też powoli czas żeby wprowadzić Córeczkę w zasady gry podstawowej, dziewczyna rośnie i coraz więcej kojarzy :)

 

   Najważniejsze plany na dziś: pakowanie... duuuużo pakowania. Latanie po kolejne kartony i sznurek. Po południu: przewożenie rzeczy, odebranie rowerów, gra wieczorem. Obiadu dzisiaj specjalnie nie przewiduję- mamy końcówkę zupy ogórkowej, ja mam też paczkę bobu, który uwielbiam a jest w baardzo niskiej cenie. Myślę żeby upiec focaccię, włoskie pieczywko. Mam nadzieję że znajdę trzy kwadranse na jeden odcinek serialu (i ćwiczenia) i dwa na czytanie kolejnej zagadki którą rozwiązuje Kurt Wallander :)

    A Wy, co robicie w wolne dni, kiedy nigdzie nie wyjeżdżacie?
    I w co gracie? Warto spróbować Dixit'a albo Wysokie Napięcie?

niedziela, 21 lipca 2013

   Trzeba przyznać, że dzięki zobaczeniu Paryża związałam się z tym miastem emocjonalnie. Dziś aż łezka się w oku kręci... finał 100. wyścigu Tour de France, Pola Elizejskie, te wszystkie miejsca które w lutym mieliśmy "w nogach". I fantastyczny występ Michała Kwiatkowskiego (na zdjęciu powyżej z prawej, z brzegu, w białej koszulce z czerwonym pasem). Ach, koniecznie musimy tam kiedyś być- TdF zawsze kończy się na Champs Elysees, więc mamy szansę :)

    Głowa cała wspomnień :)

    Córeczka na kolonii, ogólnie zadowolona, sprawdzała się w nocowaniu z innymi dzieciakami, trajkocze przez telefon, tylko chrypkę ma. Moja mama truchleje, jak zawsze, bo katar, więc nie chce jej dawać się pluskać w morzu (moja mama jest takim dyżurnym hipochondrykiem, za całą rodzinę- tylko ona tak choruje :)). A my się cieszymy, niech się jodu nawdycha, funkcjonuje ze starszakami (w grupie są i siedemnastolatki). I tęsknimy, ale już bliżej niż dalej :)

    Mieliśmy plany na ten weekend i nam się "rypły" wszystkie. No to trzeba było nadrabiać: kino, spacer w piątkowy wieczór, Tour de France (już dzisiaj się kończy i co my wtedy będziemy robić do 17.30-18.00 każdego dnia?), basen, obiadokolacja na mieście i kino pod chmurką wczoraj. Dzisiaj ostatni etap kolarskiego święta odbywa się wieczorem, więc idziemy do kościoła w południe. Potem pojedziemy na "nowe mieszkanie" i zwieziemy już troszkę rzeczy- kolega nam udostępnia trochę podłogi, to skorzystamy, dokładniej obejrzymy szafy i będziemy układać sobie w głowie, co gdzie dać. Już się cieszę! :) Przeprowadzka nam się delikatnie obsuwa, musimy poczekać do 10-15 sierpnia, ale wciąż- jest już niedaleko.

    Trafia się weekend w którym bez problemu możemy wyjść o każdej porze dnia i nocy- i klops, z nikim nie mamy jak się spotkać. Jak na ironię :) Rodzice doceniają takie weekendy, ale to przecież nie wszystko... Dobrze że jesteśmy na tyle zgrani, że dajemy spokojnie radę we dwójkę :P

 

   Po wakacjach najpewniej będę brała udział w dwóch nowych "projektach" i jestem ciekawa co z tego wyniknie i czy będzie mi się podobało. Jeden wiąże się z cyklicznymi, choć nie za częstymi, wyjazdami do Stolycy, a że Warszawę lubię (wiem, wiem, dziwna jestem) więc tym bardziej nie mam nic przeciwko. Moja rodzina kiedyś mieszkała kilka lat w Warszawie, potem moja Sis tam studiowała i osiadła. Jeździłam chyba na wszystkie wakacje i sporo ferii do niej, sama eksplorowałam miasto i chyba stąd je polubiłam. Mam nadzieję że przy okazji nowych obowiązków poznam wartościowych ludzi i będę miała czas na dalsze łażenie po mieście :)

czwartek, 18 lipca 2013

    Kolejny raz zdarza się nam podobna sytuacja. Przedwczoraj- Mężowi w podróży służbowej. Rozmawia ze współpracowniczką, coś tam opowiada o dziecku. Dziewczyna coś tam kojarzy że Mąż całkiem niedawno brał ślub, więc pyta się, ile miesięcy ma dziecko, czy jest takie malutkie. Mąż na to, że nie, to dziecko już takie całkiem duże. I widać, po prostu widać, jak trybiki przeskakują i taka osoba liczy w myślach, jak to możliwe :)
Dopiero kiedy Mąż wytłumaczył, że Córeczka ma teraz 7,5 roku, a gdy się ze mną poznał, miała 3,5, to trybiki zaskakują i słyszymy: ahaaa :)

    Wszyscy nasi bliżsi i duża część dalszych znajomych dokładnie wie, że jesteśmy rodziną pachworkową. Prędzej czy później to wychodzi, ludzie zwracają uwagę że Córeczka mówi po imieniu do Męża. No i właśnie, zestawienie naszego stażu małżeńskiego z wiekiem Córeczki niemal zawsze komuś zgrzyta i ktoś rozkminia, jak to możliwe :) I właściwie zawsze, tłumaczenie naszej sytuacji powoduje, że Mąż punktuje u rozmówcy, tym bardziej, że ma naprawdę świetny kontakt z Córeczką. Więc reakcja ogólnie jest pozytywna.

 

I fajnie.
Bardzo się cieszę z mojej rodziny :*

10:37, cinnamon.tea
Link Komentarze (7) »
wtorek, 16 lipca 2013

    Ostatnio analizowaliśmy z Mężem filmy które oglądaliśmy razem w kinie i zgodziliśmy się że dwa najsłabsze filmy- czyli takie które najmniej się nam podobały- to był rosyjski film o dwóch facetach w stacji meteorologicznej gdzieś daleko na północy i "Melancholia" Larsa von Tiera. Tzw. ambitne, inteligentne kino zdecydowanie nie dla nas... chyba że wybitnie nie trafiliśmy.

    To samo z książkami- od czasu do czasu biorę się za coś "ambitniejszego", żadna tam 300-500stronnicowa Picoult, Lackberg, Coben czy Kava. Najlepiej coś noblistów czy totalna klasyka. Jakiś czas temu dobrałam sobie książkę "Życie i czasy Michaela K." J.M. Coetzee'go. Książeczka drobna, 180 czy 220 wąskich stron... Czytałam cholerę niemal 2 miesiące i nie byłam w stanie przeczytać więcej niż dwóch- trzech stron na raz. Chciałam skończyć tą książkę i skończyłam... a raczej wymęczyłam. Obecnie wzięłam się za "Kto zabił Palomina Molero" Mario Vargasa Llosy, który ma u mojego rodzeństwa szczególne względy (ich polonistka bardzo ich uwrażliwiła na iberoamerykańską literaturę- ja na nią nie trafiłam). Moja Sis wszystkim daje do przeczytania "Rozmowę w >Katedrze<" i nikt kogo znam przez nią nie przeszedł- włącznie ze mną i moim Mężem :P Książka ma 150 stron i choć idzie mi szybciej niż dzieło Coetzee'go to nie podoba mi się wcale.

   Zmęczę i wracam do literatury popularnej, co może dobrze o mnie nie świadczy, ale nie mam co oszukiwać- tak to właśnie jest :P

 Przy okazji przyznam, że "cegły" mają coś w sobie i wołają do mnie z półek w bibliotece "weź mnie"! No to mam- Mankella i "Jeźdźca miedzianego" w kolejce ;)

sobota, 13 lipca 2013

    Cały tydzień spędzony z Córeczką... wyprał mnie z sił! Każdego dnia coś innego, basen, przeglądanie jej papierów, rysunków, wyprawa na nowe osiedle, wizyty w laboratorium, spacerki, zakupy, rolki... :) Dzisiaj rano w dobrym humorku pojechała na kolonie- z jednej strony dobrze, bo pojedzie nad morze, powdycha trochę jodu, a z drugiej... mamy dość rozstań. Ostatnie 5 tygodni przed rozpoczęciem szkoły będzie tylko nasze!

   Szykuje się kolejny większy panieński za dwa tygodnie. Może być ciekawie, ale chwilowo jestem tak zaskakująco wyprana z sił, że nie mam nawet inwencji twórczej w wymyślaniu pytań dla przyszłej panny młodej. Owa panna młoda to moja świadkowa, więc na moim panieńskim była i wszystkie "moje" pytania zna :P Muszę się postarać, i to bardzo, musi być atrakcyjnie i "niezapomnianie".

   Zapewniamy sobie rozrywki tak, żeby móc oglądać jak najwięcej trwającego obecnie Tour de France. No, co poradzić, święto kolarstwa, a jest co oglądać, bo Polacy są widoczni i chwaleni. W tym roku nie będziemy kibicować na żywo na Tour de Pologne, chyba też nie uda się zobaczyć na żywo siatkarzy- trzeba nadrabiać przed TV.

 

   Plany na następny tydzień: laboratorium, pisanie publikacji, popołudniami wspomniane Tour de France, wieczorami robota dla brata. Mam nadzieję że znajdziemy czas na spacer, może i na wyjście na 2-3 godziny na basen. I pakowanie! Raczej więc nie odpocznę- taki los, trzeba znajdować w tym same pozytywy :)

środa, 10 lipca 2013

   Zaczynam przeglądanie naszych rzeczy pod kątem przeprowadzki. I nie wiem jak uda mi się przewieźć tyle numerów "Wysokich Obcasów" bez mężowskiego protestu. Ja jestem chomik, bez niego pewnie bym utonęła w książkach, gazetach, pudełkach, bibelotach :)

  No właśnie. Gazety i, czy może lub, czasopisma. Czytam więcej niż kupuję, ale co mogę polecić, to polecę, albo przynajmniej opiszę troszkę.

 

Najdłużej i najwierniej: Wysokie Obcasy
Typ: tygodnik; dodatek do Gazety Wyborczej
Ukazuje się: w soboty
Cena: całej gazety to najczęściej 2,5 zł

   Zaczęłam czytać gdy miałam lat naście. Może 15... Więc już za mną dekada. Kiedyś czytałam sylwetki kobiet i dział kulinarny, przede wszystkim artykuły Agnieszki Kręglickiej, ja przez tą panią już niejednokrotnie dostawałam ślinotoku przy czytaniu :) Dojrzewam przy niej- wiele się uczę. Kiedyś nie czytałam felietonów, listów, teraz od listów zaczynam i czytam od deski do deski. Najciężej przełamuję się do Męskiej Końcówki, czyli wywiadów z facetami, ale coraz częściej czytam i to.
   Ogólnie w gazecie tej nie mamy kredowego papieru, za to mamy felietony, listy czytelników poruszające przeróżne tematy, portrety niezwykłych kobiet, dział modowy, artykuł o kosmetykach, kuchnia, często jeszcze wywiady czy artykuły o kobietach które obecnie "zmieniają świat", tekst o psychologii albo wychowywaniu (bardzo trafny zazwyczaj, często w formie wywiadu tematycznego z psychologiem lub innym specjalistą), kuchnia, wnętrza i wspomniana wyżej Męska Końcówka.
   Mam całe stosy tej gazety. Obecnie nie kupuję zbyt często, za to mam dostawy większości numerów, Sis mi przywozi :) Uwielbiam i polecam, mimo tego, że gazeta często feminizuje, a ja "aż taką" feministką nie jestem (lubię otwieranie drzwi, przepuszczanie przodem, nie używam określeń typu krytyczka czy ministra- dla mnie to przesada).

Obecnie z największym zaangażowaniem: Zew Północy
Typ: dwumiesięcznik (ale pojawia się czasami troszkę rzadziej)
Cena: 9,90

   Już kiedyś pisałam o tej gazecie, która nas zachwyciła do takiego stopnia, że zamówiliśmy sobie krótką prenumeratę. Nie żałujemy zresztą- gazeta przychodzi do domu wzbogacona w dodatkowe materiały (ostatnio była mapka Ronne, największego miasta na Bornholmie, wcześniej porządny folder o Wyspach Owczych, a do tego torebeczka strunowa z piaskiem z którejś ze skandynawskich plaż, o których piszą w konkretnym numerze).
   Gazeta jest przepięknie wydana, ze starannością (także z porządną korektą), porusza wiele ciekawych tematów związanych ze Skandynawią, niekoniecznie turystycznych. Przy każdym z artykułów, w górnym rogu, jest "lista" flag, wśród których kolorowa jest ta, której kraju dotyczy artykuł (co bardzo pomaga). Artykuły piszą i pasjonaci, i znawcy. Zdjęć jest masa, opisów też. Jest kalendarium, konkursy, felieton, historia, trochę kuchni, są też artykuły "nie pytajcie się co możecie zrobić w Skandynawii, zapytajcie się co Skandynawia może zrobić dla nas"- czyli np. rozmowa z babką z norweskiej firmy która ma swoje oddziały w Polsce- co robią, jak postrzegają Polaków i czym się różnimy. 
    Genialny pomysł. Teraz wyszedł dopiero ok. 15 numer. Trzymamy kciuki żeby się utrzymała i była bardziej regularna (czasami wychodzi co dwa miesiące, czasami ma obsuwę- o dwa tygodnie albo miesiąc...).

 

Ulubiony dziennik: Gazeta Wyborcza
Typ: dziennik
Cena: bywa różna :) najczęściej około 2,5 zł (bywało i 1,5; wydania świąteczne za to- 3,5)

  Zawsze była u nas w domu. Fajnie przygotowana, w miarę bliska światopoglądowo, ma świetne dodatki, mój ulubiony dział nauka oraz część sportową. Obecnie kupuję rzadko, ale czytam kiedy mogę, choć trochę. Albo nadrabiam czytaniem w internecie. Jestem troszkę powiązana emocjonalnie z tą gazetą :)
   Nawet jak ktoś nie przepada za przekazywaniem wiadomości, to i tak polecę wydania świąteczne, ukazujące się przed długimi weekendami, świętami- wtedy zawsze jest większa ilość reportaży i artykułów które naprawdę warto poczytać. Ja, jak zawsze, polecam- i chyba zgadza się ze mną duża część Polaków, nieprzypadkowo "Wybiórcza" jest najpoczytniejszym dziennikiem w naszym kraju :)

Po babsku cz.1.- Claudia
Typ: miesięcznik
Cena: 3,99

   Z zaskoczeniem dla samej siebie zdałam sobie sprawę że jest to gazeta pokoleniowa- moja mama ją czytała jak byłam mała. Pamiętam jakąś dyskusję pomiędzy moją mamą i Sis, że mama wyrywa z tego pisma strony o seksie, żebym ja nie miała możliwości poczytać- a miałam wtedy z 6 czy 7 lat :P Ta część "psychologia i seks" chyba najbardziej obrazoburcza była z powodu tego "słowa na s"w tytule działu, ale nic ;P
   Claudia jest fajnym miesięcznikiem, w którym forma wiele się nie zmienia na przestrzeni lat, i który kupowałam momentami dość regularnie. Jest wywiad z "gwiazdą", moda, uroda, psychologia, wychowywanie dzieci, kuchnia, podróże, porady, savoir-vivre, krzyżówka, polecane filmy, książki, muzyka. Jest i horoskop, ale nie czytam. Jest coś takiego jak temat numeru- kilkanaście stron na konkretny temat- był i ślub, i jakieś kuchenne tematy, i psychologiczne też. Lubię czytać ten miesięcznik bo jest subtelny i konkretny, nawet dostosowany do polskich realiów ;)

 

Po babsku, cz. 2.- Olivia
Typ: miesięcznik
Cena: 3,99?

   Kiedy kupowałam Claudię, kupowałam też Olivię. I zawartość ma podobną, choć tak jak mogłam wyrecytować kolejność działów w Claudii, w Olivii już tego nie zrobię :) Ale pod koniec miałam wrażenie że konkretne porady i dostosowanie do polskich warunków (cenowo- sklepowych) Olivia ma lepsze. Zawsze podobał mi się dział finansowy i porady domowe, często też moda (dostosowywanie ciuchów do sylwetki itp). Mam dwie teczki pełne całych stron z przepisami i poradami :) 

Uwielbiam- Twój Styl
Typ: miesięcznik
Cena: hmmm około dychy- najnowszy numer z filmem 11,90

  Bardzo rzadko kupuję, chętnie czytam, podziwiam za mądrość i to poczucie luksusu które ma się czytając taką cegłę :) Dorwałam przed ostatnią podróżą pociągiem i przeczytałam właściwie od deski do deski. Zresztą i Mąż poczyta, bo niekoniecznie jest to pismo od dechy do dechy skierowane dla kobiet. Ciuchy tam nie dla mnie, za to cała reszta- rewelacja. Sesje zdjęciowe mają na wysokim poziomie, aż się miło ogląda, jakość wykonania samego pisma jest także bardzo wysoka. Zawsze chętnie sięgam i nigdy się nie zawiodłam :)

 

Za darmo i codziennie- Metro

    Metro należy do Agory, więc światopoglądowo zbliżone jest do Gazety Wyborczej. Zbiera masę nagród dla gazet bezpłatnych, jest naprawdę porządnie przygotowane. Znajomi specjalnie wysiadali wcześniej z tramwaju żeby dostać najnowszy numer i poczytać horoskop i humor :P Ja lubiłam czytać o aktualnych wydarzeniach oraz zapowiedziach kulturalnych. I choć obecnie nie biegam przez pobliskie rondo gdzie Metro rozdają, to gdy mam możliwość sięgam i czytam :)

 

Najlepsze dla Córeczki- Cudaczek i przyjaciele
Typ: miesięcznik
Cena: 6,99

  O Cudaczku już pisałam rok temu (8.08.12). Pismo trzyma poziom, wkładki do samodzielnego składania są coraz ciekawsze, zadania w środku dostosowane do wieku (przeznaczony dla 6-8 latków), opowiastki sympatyczne, naprawdę bardzo, bardzo polecam dla takich dzieciaków!!!

 

Właśnie zdałam sobie sprawę że nie czytam żadnych tygodników z publicystyką :)

cdn (dopiszę resztę tu po prostu)

Edit: robiłam porządki przed-przeprowadzkowe w papierach.
120 numerów Wysokich Obcasów
całe teczki ze stronami wyrwanymi z Olivii i Claudii
5 numerów Zewu Północy
2 Focusy
2 Twoje Style
1 Uważam Rze
... i 25 numerów "Dekoracji ciast" :)

Jeśli macie swoje ulubione gazety, piszcie, polecajcie :)

22:38, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 lipca 2013

   Pisałam ostatnio o lakierach, i tylko opisywałam. Dziś dwie fotki :)

 

   Na widok tego lakieru na paznokciach mój Mąż rzucił, że taki lakier dobrze by wyglądał też na samochodzie ;P Kolor- niebo przed burzą, nie do końca niebieski, nie szary, nie srebrny, coś pośrodku. Drobinki są malusieńkie, idealne dla mnie. Drobinkowe Essie nie wymagają drugiej warstwy. Po prawdzie, nosiłam ten lakier 5 dni, z podwójną warstwą na lewej ręce (sfotografowana) i pojedynczą na na prawej. Przy wymoczeniu rąk przy myciu naczyń dwie warstwy odprysły, jedna- dała radę. Za to piątego dnia lekko się przytarła, więc następnym razem użyję utwardzacza.

Moje duże buteleczki obecnie: Aperitif, Muchi, Muchi, Fair Game, Wicked. W tle- spis treści mojej magisterki :P

Mam nadzieję że zdjęcia nie są za ciemne...

   Gdy zobaczyłam jakie ceny panują na allegro... no to raczej kupować będę tam. Z okazji zostania Panią Magister Inżynier sprawiłam sobie dwa nowe kolorki, ale w wersji mini- czyli po 5 ml. Zapłaciłam zdecydowanie niewiele, ale po przetestowaniu jednego z kolorów mam mieszane uczucia- nie wiem jak długo te lakiery leżały bo aplikacja była zdecydowanie cięższa niż wszystkich czterech powyższych. Kolory mam boskie: Meet Me At Sunset (nr 67), mocny, zdecydowany pomarańcz i Super Bossa Nova (nr 31)- magenta z różowo-fioletowymi, jakby opalizującymi drobinkami. Następnym razem jednak spróbuję dorwać się do europejskiej wersji (z szerokim pędzelkiem) i do normalnych objętości, może będzie łatwiej je nakładać :)

   Czemu piszę wyłącznie o lakierach? Bo obecnie nie kupuję żadnych innych kosmetyków :P

   No dobra. Pojechałam pół Polski żeby wziąć udział w rozmowie kwalifikacyjnej. To jest to "przewracanie" naszego życia. Na razie nie powiem nic więcej, jak przyjdzie czas, będę pisała konkrety. Ale rozmowa poszła, wydaje mi się, całkiem nieźle, kobieta z którą rozmawiałam bardzo sympatyczna, rozumiejąca. Dużo sobie ponotowała, poprosiła o przesłanie jeszcze czegoś ode mnie.

  Starania o tą pracę trwają już dobre kilka miesięcy, żeby się "spełniła" kolejne kilka będę musiała poczekać. Normalnie, przebieram nóżkami jak sobie tylko o niej pomyślę :)

   I tu muszę pochwalić wprost Męża. W pierwszym momencie, gdy powiedziałam mu o takiej możliwości, niemal od razu stwierdził, że jak coś, to jedzie ze mną. Zostawi wszystko i pojedzie ze mną. Jego wsparcie jest ogromne, mimo że przecież dużo będzie trzeba poświęcić, mimo że tu w pracy jest mu dobrze, rozwija się. I jak go nie kochać? 

  Urodziny babci były udane. Babcia aż się wzruszyła jak weszła procesja- prowadziła moja siostra, potem Córeczka z kwiatami (ogromnymi) i reszta dzieciaków, według wzrostu, a za nimi nasi mężczyźni, niosący wysoko nad głowami dywan do babcinego pokoju, i wujek, piąty do kolekcji, z torbą z zasłonami. U nas w rodzinie zawsze był drobny niedobór facetów- babcia jest wdową ponad ćwierć wieku, moja mama i ciocia mają po dwie córki i jednego syna (wujek, trzeci z rodzeństwa, ma tylko syna, ale ów syn jest mało towarzyski i nie bierze udziału w rodzinnych imprezach). Babcia ma trzy prawnuczki i jednego wnuka :) Teraz proporcje się wyrównują powoli w naszym pokoleniu, bo ja mam Męża, moja kuzynka za miesiąc wychodzi za mąż, no ale drugiej kuzynki mąż jest chwilowo za granicą. 

   Teraz szykujemy się na spotkanie urodzinowe z moim kuzynem (tym drugim, towarzyskim :)) za dwa tygodnie. A co, trzeba się socjalizować :)

   Chwilowo jestem z Córeczką i cieszymy się sobą i ładną pogodą. Pójdziemy na basen, kupimy okularki do pływania, obejrzymy szkołę Córeczki. Młoda dostała fajne foremki na ciastka (w kształcie Hello Kitty) i pewnie spróbujemy też coś fajnego upiec. A do tego wrotki, rower, książki... Pomysłów nam nie brakuje. Teraz na przykład siedzi z atlasem anatomicznym i sobie niemowlaki ogląda, a ja robię za edukatorkę rodzinną.

   Zupełnie niechcący powiązało się to z artykułem, który czytałam wczoraj w "Twoim Stylu" o rodzicach, ich dzieciach i edukowaniu seksualnemu. Córeczkę temat budowy chłopaków zainteresował z miejsca, wyjaśniłam jej chyba ze dwie rzeczy i się znudziła- przeszła na poród i noworodki. Do przodu sama wychodzić nie będę, ale postaram się wyjaśnić jej wszystko, co ją zainteresuje. Na razie się nie krępuje, pyta, choć nie za często, czy o sprawy fizyczne, czy dotyczące związków, więc ja się tylko cieszę że mamy kontakt w tej kwestii.

   Jak Córeczka dostanie okres za te kilka lat (już bliżej niż dalej przecież) to pójdziemy na lody albo kupimy jej kwiatki. I bieliznę :) Moi rodzice lody podali w domu, ale usłyszałam, że są ze mnie dumni i to było bardzo miłe (niestety, poza tym faktem wiele porządnych rozmów nie było).

   Jest seria programów które wszystkim bym poleciła, i dorosłym, i nastolatkom, nawet tym "wczesnym". To "Korepetycje z seksu", prowadzone przez Anne Richardson. Były puszczane w TVN Style i zachwyciły mnie bardzo otwartym i profesjonalnym podejściem do tematu (a także pokazaniem, jak daleko jest to, co pornograficzne, od prawdziwego wyglądu i przebiegu "akcji"). Oglądałam to z moją mamą, poniewczasie :P Ale ona sama mówiła, że z takimi programami byłoby jej samej, i jej, jako matce, zdecydowanie łatwiej. I za dwa- trzy lata musimy ustalić, kiedy pokazać Córeczce te programy. A może to będzie ad hoc- bo wyjdzie jakaś sprawa, zacznie ją to bardzo mocno interesować. Zdecydowanie lepiej oglądać "Korepetycje..." niż czytać Bravo (z tego co pamiętam, pisemko to było kupowane przez 9-11 latki... za moich czasów przynajmniej).

  Dla rodzica chyba nie ma odpowiedniego momentu żeby rozmawiać o seksie z dzieckiem. Bo to przecież jest dziecko! Ale uważam, że w wielu sytuacjach warto się przełamać i przynajmniej choć trochę spróbować. Potem powinno być łatwiej. I to niekoniecznie świadczy, że jestem otwarta na to żeby moja Córka zaczęła współżycie hmmm za nastolatki- po prawdzie, jeśli będzie miała tylko jednego faceta na całe życie, ale takiego, co będzie jej wart, to będzie to dla mnie wymarzony rozwój wypadków :)

   Ciężkie te sprawy. Cieszę się że mam Męża u boku, bo Córeczka ma okazję obserwować normalną, fajną relację, a i on może jej coś wytłumaczyć od strony mężczyzny. Razem zawsze łatwiej!

A na koniec- wbite w łeb od kilku tygodni :P

czwartek, 04 lipca 2013

Odhaczone!!!

Na 4,5 :)

    Nie podobał mi się styl moich odpowiedzi, ale uff, mam to za sobą, wiedzą i pasją gdzie mogłam tam się wykazałam, więc jest dobrze!!!

    Moja rodzina oczywiście cała szczęśliwa, rodzice skompletowali trójkę dzieci, wszystkie z mgr-em przed nazwiskiem. Każde robi w swoim zawodzie, więc są jeszcze bardziej zadowoleni. Ja jestem jedyna w rodzinie która jest ścisłowcem.

    Mój Mąż na chwilkę zwolnił się z pracy, wyściskać mnie, ucałować i odwieźć do domu. Teraz chwilę mogę odsapnąć, jutro lab, ale już w zupełnie innym charakterze- właśnie spełniłam ostatni warunek do doktoratu, a do doświadczeń które rozpoczęłam magisterką wracam we wrześniu. 

 

   Przyszłoby od razu się zapytać- to co teraz? :D

15:30, cinnamon.tea
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga