RSS
wtorek, 22 lipca 2014

Oczywiście z dedykacją. Oczywiście dla Męża :) Całkiem niedawno stuknęły trzy lata od jednego z pewnością najpiękniejszych dni naszego życia- od zaręczyn. Obok pola porzeczek, na rowerach, z cudownym widokiem, tylko my... :) Chyba kiedyś specjalnie powtórzymy tą trasę, na razie napawamy się pięknymi wspomnieniami :)

 

 

Piosenka wpadła mi w ucho na czerwcowym weselu kolegi i wciąż do niej wracam, bo piękna jest :) A w domu odsłuchujemy Chłopców kontra Basię- bomba :)

 

Ze zmian pourlopowych, dziecko nasze pojechało wczoraj od nas :( Fajnie nam się z młodą przebywało i strasznie mi szkoda i tęskno nam, ale nie mieliśmy wyboru. Teraz jest u prababci z babcią, potem będzie już u moich rodziców, potem u rodziców Męża... i może za miesiąc dokładnie wróci, z dziadkiem. Dziadek się nawdycha jodu, a my będziemy mieli Córeczkę z powrotem. Teraz odliczamy dni... :)

czwartek, 17 lipca 2014

Byliśmy 3 dni w niebie... w cudownie odnowionym domku z końca XIX wieku we Wdzydzkim Parku Krajobrazowym. Wspaniała pogoda, całe trzy dni na dworze, cudowna gospodyni, rowery, pływanie w jeziorach, w basenie na podwórku, ogniska, rower wodny... Cudnie było.

Z naładowanymi akumulatorami wróciłam dzisiaj do pracy, ale głowa jeszcze trochę jest tam... :)

 

sobota, 12 lipca 2014

   Mam swój pierwszy prawdziwy długi urlop w życiu. Wreszcie się wysypiam :)

Wcześniej poza pracą pracową, jak ja to mówię, miałam też pracę w domu- ogromne zlecenie na szydełku, przez co zarywałam noce i właściwie nie robiłam nic innego, tylko dziergałam. Skończyłam i teraz wróciłam do dziergania hobbystycznego.

Córeczka skończyła I klasę, z bardzo ładnym świadectwem, z nagrodą za świetną frekwencję (która ją samą bardzo miło zaskoczyła). Korzysta z wakacji, chodzi później spać, z babcią dzień w dzień na plażę chodziła (teraz trochę się pogoda popsuła). Obecnie haftuje krzyżykami, czyta książkę i... pisze swoją własną Wymyśliła, że owo dzieło będzie przekazywane w rodzinie z pokolenia na pokolenie, więc będzie miało z 80 stron (bo ona sama ma 8 lat, taka logika) i walczy ze słownikiem ortograficznym, bo byków sadzi co niemiara :) Nasza zwariowana mała radość :)

Wracając do urlopu... zaczęłam go w czwartek w zeszłym tygodniu i z naszymi gośćmi (byli u nas przez tydzień znajomi z malutkim synkiem) ruszyliśmy chyba o 6.30 na południe. Rodzinne Miasto Męża zaliczyliśmy, obiad u Teściów też, zakupy samotne (oj, jakie to fajne!) i przesiadka do auta naszych przyjaciół. Zameldowaliśmy się pod Wiedniem przed 1 w nocy... Nasz pobyt przewidywał: piątek zwiedzanie, sobota- ślub i przyjęcie weselne kolegi Męża i kuzyna przyjaciela (u którego nocowaliśmy), w niedzielę po południu trochę zwiedzania (stanęło na Schonbrunnie i Belwederze), w poniedziałek- chwila na wzgórzach nad Wiedniem (Kahlenberg, tam gdzie Sobieski wygrał z Turkami) i powrót. Uff, wszystko się udało, wesele to co prawda osobny temat, ale co się nachodziliśmy, naoglądaliśmy i nazachwycaliśmy! to nasze :) Przyjaciele- nasz świadek i jego żona- są fantastycznymi kompanami na takie wypady, bo sami są chętni do przejścia wielu kilometrów i zobaczenia czegoś ciekawego. W międzyczasie byłam osobą najdłużej i najgłębiej śpiącą, nawet jak nasi chłopcy posiedzieli dwie albo trzy godziny dłużej niż my, to Mąż mnie potem budził :)  

dobra, do rzeczy- Wiedeń jest przepiękny! Warto przełazić po całej starówce, pochodzić po małych uliczkach, które dla nas były chyba bardziej urokliwe niż we w Paryżu (chyba chodzi o to, że Paryż jest taki równiutki, całe ulice w równych, wysokich kamienicach, a Wiedeń wygląda jak stworzony z przepięknych klocuszków różnej wielkości). Trochę podobieństw nawet z Warszawą można znaleźć, gdyby tylko Warszawa nie dostała tak po tyłku podczas wojny...

Trochę zdjęć, na początek Belweder:

Schonbrunn od strony ogrodów:

Ratusz (z ekranem festiwalu filmowego):

 

jeden z przepięknych placyków:

 

 

Plac Graben z kolumną morową (tą ze złotym zwieńczeniem):

 

No i ja, z Muzeum Historii i Marią Teresą w tle :)

 

Muszę sobie samej wreszcie torbę udziergać, bo biegam z pojemną, ale "zimową" filcową wciąż :)

 

Jutro lub pojutrze jedziemy we trójkę w Bory Tucholskie, spędzić wesoło i spokojnie ostatnie dni urlopu. Mam nadzieję, że wrócę z równie fajnymi odczuciami :)

piątek, 11 lipca 2014

Pół urlopu za mną, będzie notka... mała zapowiedź poniżej :)

 

13:53, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga