RSS
piątek, 28 września 2012

   Wciąż nie ma czasu i możliwości żeby na spokojnie siąść i wszystko opisywać. Dzisiaj więc będzie o tym co przed i podczas ślubu :)

   Już prawie dwa tygodnie jesteśmy małżeństwem, a tyle się dzieje że obdzielilibyśmy i sześć i osiem tygodni wydarzeniami :) Dwa dni przed ślubem mieliśmy intensywny- biegaliśmy do sklepu, oprawialiśmy prezenty dla rodziców (zrobiłam takie wspólne drzewa genealogiczne w dwóch egzemplarzach, kleiłam je wcześniej dwa dni :P), szukaliśmy spowiedzi (co nie okazało się takie łatwe), jeździliśmy na salę (cudowną) i do agroturystyki gdzie spała część gości. Największy stres miałam w piątek wieczorem, przez kilkanaście minut dosłownie, ale gdyby nie niezawodna przyjaciółka to ehh, byłoby licho... Jeszcze się przeziębiliśmy w czwartek, więc byłam mocno pociągająca... Narzeczony (jeszcze wtedy) pojechał z rodzicami do domu. Tato jeździł i odbierał od znajomych ciasta które one popiekły na wesele. Siostra, świadkowa i ciocia dojechały po 23... Krótko mówiąc, zbierając całość atmosfery i mój męczący katar nie pospałam przed ślubem :)

    W sobotę obudziłam się wcześnie- umęczyłam się w nocy na tyle że nawet nie chciałam udawać że śpię. Pogoda była hmm... nie najlepsza- było zachmurzenie i słupek rtęci nie sięgał 20 stopni, ale nie było też źle. Zabrałam Córeczkę ze sobą do fryzjera- jak ja miałam układaną fryzurę ona oglądała sobie bajkę (notabene "Zaplątanych"). Potem Córeczka i moja sis siadły na fotelach, a ja poszłam piechotką, z welonem już na głowie, do domu. Pakowanie, przebieranie i czekanie na makijażystkę i fotografa. M. spisała się super, szybko i sprawnie (i pięknie!) a foto obskakiwał mnie i Córeczkę z każdej strony :) W pewnym momencie usłyszałam ryk naszego ślubnego auta (taki sportowy był) i już wiedziałam że SĄ. Że on JEST. Trzy głębokie wdechy, ustawienie się tak żeby nikt niepowołany nie zobaczył mnie wcześniej i... przyszła nasza pora. Pamiętam że jak weszłam do pokoju były jakieś głosy, ale ja podeszłam od razu do Narzeczonego, chciałam być przy nim, tym bardziej że widziałam że się wzrusza :) Wyglądał bosko, naprawdę :)

    Z błogosławieństwem poszło nam bardzo szybko i okazało się że mamy naprawdę masę czasu na dojazd do kościoła. Wypakowaliśmy się z mieszkania w te kilkanaście osób, wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy spokojnie pod kościół. Tego dnia były jeszcze trzy inne śluby, więc stanęliśmy sobie z boku, witaliśmy się z gośćmi, rozmawialiśmy z fotografem i kierowcą, to był taki spokojniejszy moment. Wreszcie stwierdziliśmy że idziemy podpisywać dokumenty. Tutaj z pięć osób na raz się mnie o coś pytało (albo ja ich :P). Podpisywanie było formalnością, a po nim Narzeczony i świadek zostali w zakrystii (żeby stamtąd przejść do kościoła jak już poprzedni ślub się skończy), a ja sobie powolutku przeszłam na drugą stronę od zewnątrz. Wymyśliliśmy tak, że tata mnie odprowadzi do środka kościoła, tam przekaże mnie Narzeczonemu i tam przyjdzie do nas ksiądz z ministrantami- tak pogodziliśmy miły gest w stronę mojego taty z tym, jak to powinno wyglądać w kościele. Ja się cała uśmiechałam, wszystko dokładnie pamiętam, tremy wtedy nie było. Siedliśmy na naszych miejscach, uśmiechaliśmy się do siebie :) Starałam się słuchać wszystkiego uważnie, więc kiedy organista po psalmie zaczął od razu grać Alleluja to zaczęłam jęczeć- nie, jeszcze drugie czytanie! Ksiądz właśnie z tego drugiego czytania przygotował sobie kazanie, więc potem improwizował, doczytując sobie ważne fragmenty. To by było wszystko z rzeczy które były jakimiś pomyłkami u nas.

    Niesamowity był moment przysięgi, patrzyliśmy na siebie, walczyliśmy oboje ze wzruszeniem i drżącym głosem, ale bez pomyłek powiedzieliśmy sobie jej słowa. Obrączki podała nam Córeczka, przyniosła je na poduszce, obok niej stanęła siostrzenica mojego wybranka z kwiatkami, super to było! Potem długi czas trzymaliśmy się za ręce. Fajne jest to że młodzi siedzą tak bardzo z przodu- w ten sposób byliśmy my i tylko my, skupialiśmy się na sobie i byliśmy spokojni.

    Po pięknej Mszy wychodziliśmy z niejaką ciekawością, co nas dalej czeka. Mąż (tak, tak, nazewnictwo się zmienia!) odetchnął trochę, że mamy tak ważną część za nami, część tremy z niego zeszła :) Wyszliśmy powoli, żeby wszyscy byli już na zewnątrz, komentując to czy tamto. A przy wejściu obrzucono nas konfetti w kształcie błyszczących serduszek, monetami (nie tylko tymi drobnymi :P) i potem płatkami z tuby. Chwilę odbieraliśmy życzenia, ale tylko od osób które przyszły do kościoła- z racji coraz słabszej pogody zaproponowano że życzenia od gości weselnych odbierzemy na sali. Trochę tych osób było- dawni sąsiedzi, wieloletni znajomi rodziców, koleżanki... :) Potem wsiedliśmy do aut, uformowaliśmy kolumnę i ruszyliśmy się bawić :)

środa, 26 września 2012

Kto zgadnie gdzie byliśmy w naszej podróży poślubnej? :)

Relacja się tworzy, proszę o cierpliwość :)

Tagi: my zdjęcia
09:09, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 września 2012

Jesteśmy małżeństwem!

Było wspaniale :D Jesteśmy baaaardzo szczęśliwi!

Dla wszystkich tzw. sępików podrzucam fotkę na słodko, jeszcze nie od naszego fotografa, ale standardowo od mojej psiapsióły kochanej :D

środa, 12 września 2012

  Dzisiaj jedziemy do rodzinnego miasta i do naszego miejsca wrócimy już jako mąż i żona. Mówię Narzeczonemu że zabieramy dzisiaj oba lapki- mój bierzemy często, a z jego komputera będziemy odtwarzać muzykę na poprawinach. A on na to- to już? :)

   No już, już :) Wczoraj miałam "dzień piękności" (przedwczoraj cięłam i składałam winietki i zawieszki), dzisiaj dzień podróżowania, może wykończymy ostatecznie zakupy, w piątek przyjeżdżają już pierwsi goście, wtedy też zwozimy na salę wszystko co powinno się tam znaleźć.

    Córeczka podekscytowana niesamowicie, już pierwszego dnia w przedszkolu wszystkie panie które się Córce napatoczyły wiedziały, że "rodzice robią ślub", że będzie zmiana nazwiska, że ona będzie tańczyć z Narzeczonym i podawać obrączki :D Standardowo tylko moja mama jej podziałała na podświadomość (tylko żebyś chora nie była!) i ma lekko zatkany nos :P

   Niestety pogoda raczej nam nie będzie sprzyjać- trudno. Byle udało się zrobić pamiątkowe zdjęcie pod kościołem i tam odebrać życzenia. Pogoda będzie w nas :)

    Jesteśmy tacy szczęśliwi, nie możemy się doczekać, naprawdę sprawia nam to radość :) Jeszcze wczoraj dostaliśmy pierwszą kartkę z życzeniami ślubnymi, na kopercie byliśmy już określeni jako małżeństwo, aż się wzruszyliśmy, bo to dla nas po prostu pięknie brzmi. 

    Pobieramy się! Będziemy mężem i żoną, rodziną, spełni się nasze wielkie marzenie, plan. Zaczynamy nową drogę, taką na całe życie, będziemy budować NASZE życie, wspólne. Jesteśmy szczęśliwi i zmotywowani i chcemy żeby było tak przez wieeele pięknych lat.

sobota, 08 września 2012

    Muszę się ostatnio zbierać żeby pisać o czymś konkretnym. I miałam pisać i taką notkę. A tu w komentarzu ktoś mi pisze zaprzeczając samemu sobie w jednym zdaniu- że mam za dużo wolnego czasu, a jak znajduję czas na Córeczkę.

     Ano znajduję czas na Córeczkę. Niemal cały sierpień spędziłyśmy ze sobą 24 godziny na dobę, w przedszkolu była chyba z 5 dni. Byłam z nią w rodzinnym mieście, byliśmy z nią i ze znajomymi na Ślęży, byliśmy we trójkę w kinie na "Meridzie Walecznej" (bardzo fajne, podobało się i nam i jej, plakat wisi już nad łóżkiem :)). Biegamy razem na zakupy, młoda dopytuje się, ile dni do wesela, przeżywa, pomaga... Super jest. Przy czym takie całodobowe funkcjonowanie momentami bywało męczące, czasami dla mnie, czasami dla niej. Mimo to sierpień uważam za udany.

     Córeczka wróciła do swojego przedszkola. Zmieniła się jej grupa- ze starej nie ma nikogo, jeden chłopiec został też w przedszkolu ale trafił do innej grupy. My jesteśmy w grupie integracyjnej- z 21 dzieci jest czwórka z niepełnosprawnością- troje z zespołem Downa. W naszym przedszkolu realizowany jest program integracyjny ze szczególnym skupieniem właśnie na takich dzieciaczkach. Są dwie super panie, młode, zaangażowane, wesołe i pani pedagog która jest oddelegowana do grupy z racji dzieciaków szczególniejszej troski. Córeczka, idąc we wtorek, na drugi dzień, mówiła że nie mogła być szczęśliwsza w poniedziałek. Najlepsza rekomendacja że wszystko jest okej :) Młoda ma zacięcie do młodszych dzieci, jest cierpliwa, kochana, i to przekłada się teraz na te dzieciaki z niepełnosprawnością. A my jeszcze uczymy ją, że wiele się one nie różnią od dzieciaków zdrowych. Wygląda na to że to będzie udany rok!

     W poniedziałek jednak, gdy ją odprowadziłam do przedszkola, wracałam do domu z dołem- że takie zmiany w przedszkolu, że tego chłopca nie ma w jej grupie, czy dobrze zrobiliśmy zostawiając ją w przedszkolu a nie posyłając do szkoły. Ona zadowolona ("pani J.? To ta miła pani!") a ja dół. Śmiałam się potem z innymi dwoma mamami z akademika, że taki pierwszy dzień to mama musi po prostu przeżyć- kocyk, herbatka i chlipanie przez pół dnia. Ha, udało mi się jednak nie chlipać (herbatka z lawendą jednak musiała być), a w tym czasie cała kadra pedagogiczna w przedszkolu już miała roztrąbione że Córeczki rodzice biorą ślub :P

     Zmieniają się nam zajęcia poprzedszkolne. Córeczka całe wakacje twierdziła że nie chce już chodzić na balet. Okeeej, nie trwa to dwa dni, nie chce, trudno. Skorzystaliśmy więc z olimpiady- pokazywaliśmy jej różne sporty, opowiadaliśmy, pytaliśmy, co się jej podoba. Hiciorem niemal całej olimpiady była "jazda końska". Ale potem pojawiła się gimnastyka artystyczna :) i Córa wpadła po uszy. No to ja się wzięłam za szukanie zajęć we Wrocławiu, ale nie mogłam znaleźć takich konkretnych "treningów" dla dzieci. Za to jest dziecięca sekcja z gimnastyki sportowej, w podobnej cenie co balet i nie tak strasznie daleko od nas. I Córeczka, mając czas do namysłu, stwierdziła że dobrze, może być. I już się cieszymy na to! Jestem ciekawa czy się Córeczce spodoba, czy będzie chciała tam chodzić.

     Dzisiaj byłam z nią na ślubie mojej koleżanki, wcześniej kupiliśmy jej wreszcie bolerko do sukienki. Ojj, ile ma przeżyć związanych z naszym ślubem! Ma nieść obrączki, wybierała ze mną sukienkę dla siebie (mnie w sukni ślubnej widziała też, oczywiście), wręczała zaproszenia, chce mieć drugi taniec z Narzeczonym zaklepany, szykuje cały układ taneczny... Domaga się bycia w centrum uwagi, chyba bardziej niż np. rok czy pół roku temu. Ale cieszy się, jest taka radosna, najczęściej też bardzo ugodowa. Ciekawie, nie ma chyba jednak wielu dzieciaków które świadomie będą uczestniczyć w pierwszym ślubie swoich rodziców/ swojej mamy :)

 

 

    Ot, taka ze mnie wyrodna mama co w masie wolnego czasu nie ma czasu dla dziecka.

    Chciałam przypomnieć że blog nie musi i nie jest idealnie ścisłym sprawozdaniem z mojego (czy z czyjegokolwiek) życia. Jak komuś tu się nudzi albo coś sobie wymyśla, to albo niech nie czyta, albo niech się zastanowi zanim napisze komentarz. Dziękuję bardzo. ;P

 

PS. Za tydzień o tej porze będzie podawane drugie ciepłe danie na naszym weselu! I już będę żoną mojego męża :D

czwartek, 06 września 2012

     Dzisiaj napiszę co robiłam w ostatnim czasie żeby w ten dzień wyglądać jeszcze piękniej :)

     Przede wszystkim udało mi się zrzucić ten niechlubny naddatek wagowy który złapałam późną wiosną. Przy okazji w biuście, talii i "pierwszych" biodrach straciłam 7 czy 8 cm.

     W styczniu i lutym biegałam do pani dermatolog. Omawiałam sprawę atopowego zapalenia skóry, silnego łupieżu, znamion, i dziwnych zmian na wewnętrznej stronie dłoni i obu stóp. Znamię do kontroli, reszta do silnego nawilżania, bo albo to zmiany alergiczne albo wynikające z silnego przesuszenia skóry. Mam krem dermatolgiczny do smarowania na całym ciele, na skórę głowy w formie maseczki przed myciem włosów, na zmiany. Musiałam się pożegnać z peelingami i płynami pod prysznic, za to mam białe mydło w kostce (i gąbkę antycellulitową którą się skrobię pod prysznicem :P). Męczę bioderka chłodnymi biczami wodnymi a po prysznicu smaruję całe ciało oliwką- działa! :)

     W maju zaczęłam myć zęby pastą wybielającą, ale taką do codziennego użytku. Delikatnie, ale działa :) Po zużyciu jednej tubki chciałam przetestować inną firmę, ale po dwóch tygodniach wróciłam do tej starej (Denivit) i jestem zadowolona.

     Stópki smaruję kremami firmy Gewohl. I efekty są naprawdę dobre! Nawet na pociemniały naskórek na jednej kostce.

     Najgorzej u mnie z dłońmi, bo obgryzam skórki. Walczyłam więc z tym nawykiem, do tego na noc oboje smarowaliśmy ręce kremami. Niedawno sprawiłam sobie krem do skórek i paznokci z Tisane- ma trudną konsystencję ale mam wrażenie że już czuję różnicę. Paznokcie mi się porozdwajały, pożyczyłam więc od mamy odżywkę z Biowaxu- mamie zadziałała rewelacyjnie, u mnie chyba trochę słabiej, ale ja mam zdecydowanie grubszą płytkę paznokciową, może w tym tkwi różnica?

     Do twarzy mamy kremy z Ziaji, od pewnego czasu te same. I z twarzą nie mam wielkich problemów, więc tutaj pielęgnacja się nie zmienia :)

     Nie robiłam żadnych wielkich inwestycji, nie zmieniałam się na siłę na ten dzień. Owszem, będę miała zrobiony manicure i pedicure na ślub, ale to pojedyncza sprawa.I to tak miło jak ktoś się tobą w taki sposób zajmuje.

     Jeśli któraś z Was jest zawiedziona tym jak mało poświęciłam swojej urodzie, to bardzo przepraszam :P

    Kończę podziękowania dla gości, staram się spędzić z godzinę dziennie w moich bardzo wysokich ślubnych butach. A jak jutro pojedziemy do rodzinnego miasta- miasta w którym zostaniemy mężem i żoną- to czeka nas mnóstwo spotkań i załatwiania. Jestem szczęśliwa :D

18:39, cinnamon.tea
Link Komentarze (5) »
niedziela, 02 września 2012

   Jest taka idiotyczna reklama pasty do zębów, ale wczoraj się przy niej śmiałam "do ślubu dwa tygodnie". No właśnie, dwa tygodnie :)

   Skończyłam bukiet i jestem z rezultatu bardzo zadowolona. Podoba mi się! Poobwoziliśmy go po moich rodzicach, szwagrach, zawiozłam go na naszą salę kiedy obgadywałam z manegerką dekoracje i do mojej krawcowej na przymiarkę. Spotkanie na sali bardzo udane, trochę uwag, trochę śmiechów, małe modyfikacje dotyczące ciepłych dań, ustalenia noclegowe i już. A na przymiarce same pozytywy- nie trzeba poszerzać kiecki, zeszłam po 2-3 cm w biuście, talii i "pierwszych biodrach". I makijaż ładnie wyszedł, wszyscy dzisiaj chwalą (nawet mama!).

   Jesteśmy też blisko kupienia sweterków dla dziewczynek, czekamy na sprowadzenie odpowiednich rozmiarów. 

   Poza tym ważne sprawy nie ruszyły się o krok. A tu czas goni... ciekawe co nam z tego wyjdzie...? Jutro dzwonię i dzwonię i spotykam się ze świadkową. I zaczynam robienie podziękowań dla rodziców. Ale Córeczka jutro wraca do przedszkola, więc mam kilka godzin dziennie na takie "atrakcje".

  Nie chce mi się wierzyć że to już tak blisko! Czujemy z Narzeczonym taką miłą ekscytację, już odliczamy sobie dni, to jest fantastyczne :)

  Postaram się pisać, tak na wszelki wypadek, dla przyszłych panien młodych albo dla naprawdę spragnionych tego co się dzieje :)

23:31, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga