RSS
czwartek, 26 września 2013

   Rano dzwoni do mnie pani Kadrowa, tak to nazwijmy. Rozmawiam z nią telefonicznie, a ona jest taka miła, sympatyczna, że z jednej strony bym ją wycałowała w oba policzki przez telefon, a z drugiej zastanawiam się czy to właśnie nie jest jej zadaniem, a ona w jakiś sposób czerpie przyjemność z takiej właśnie pracy. Tak czy inaczej, mam przyjemne wrażenie.

   No i dopisuję moją rodzinkę do "dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego" z którego mam zamiar korzystać bezlitośnie :) Mam zamiar wysłać Męża na badania wzdłuż i wszerz, Córeczkę szybko zaszczepić na grypę, ponownie skonsultować laryngologicznie. Sama odwiedzę chętnie dermatologa i gastroentero, może skorzystam z odczulania do końca...? Sama nie wiem, alergia od kilku lat zdecydowanie odpuszcza, może tylko skonsultuję się alergologicznie. Dotychczas korzystałam wyłącznie z lekarzy na NFZ, znajdowałam fajnych, ale teraz wszystkich ich porzucam i cieszę się że nie będę musiała czekać całych miesięcy na sprawdzenie, czy lekarz jest OK, czy jednak szukać innego ;)

   Teraz, wieczorem, piszę maila do mojej bezpośredniej przełożonej w pracy z pytaniem, o której godzinie powinnam się stawić 1 października. O dziwo, otrzymuję teraz wiadomość. I znowu, odbiór mam bardzo przyjemny, drobna niespodzianka ("mam nadzieję że zamówiony dla pani komputer już będzie"- zupełnie nie miałam pomysłu że na stanowisku pracy będę miała komputer do dyspozycji), opis dnia ("papierologia i szkolenie BHP"). A na koniec wyrażona nadzieja, że przybędę pomiędzy 8 a 9 rano z przynajmniej tak dużym entuzjazmem jakim miałam na rozmowie :) I jak tu się nie cieszyć na rozpoczęcie pracy?

   Tata przyjechał dzisiaj z odsieczą (czyt. pierogami), odebrał Córeczkę ze szkoły, trochę z nami pogadał, dotrzymał towarzystwa. Jutro rano jedzie, a my zostajemy ze swoimi sprawami, kartonami, samochodami itp :) Cieszę się, że jest. Jednak jestem związana emocjonalnie z rodzinką i to że się pojawił jeszcze uspokaja tą myśl, że będziemy daleko.

   Córeczka idzie jutro ostatni dzień do tutejszej szkoły. Ja odbieram stamtąd jeden papier, za to przynoszę michę domowych rogalików (też dziadek zrobił), bo Córeczka wymyśliła, że częstując dzieciaki, tak właśnie się pożegna. Super dziewczyna, nawet nic nie trzeba było wspominać. A ona wciąż w bardzo dobrym humorze!
Dostała dzisiaj karton do własnej dyspozycji. Najpierw kazała się w nim zamknąć i przestraszyła dziadka, wyskakując z niego jak Jack-In-The-Box. A potem zrobiła sobie z niego samochód a'la Flinstonowie, z dziurami na nogi w dnie, na ręce w górnej części boków, z ruchomej, krótkiej "klapki" zrobiłyśmy kierownicę. Z tyłu dorobiła sobie rurę wydechową, pokolorowała całość i była taka z siebie dumna :D

   W szkole Córeczka radzi sobie świetnie, pani ją chwali wciąż. Wspominałam już, że Córeczka mówi o sobie "jestem dzieckiem przykładowym, bo pani daje mnie na przykład innym dzieciom"?

   Ja dzisiaj w ciągu dnia oddałam całą masę książek, zrobiłam porządek z moimi próbami w labie i pożegnałam się tam. Przyniosłam ładnego kwiatka mojej promotorce, wyściskałam się z całą ekipą, było miło. Ale musi się stać teraz to, co nieuniknione- muszę napisać pismo z rezygnacją z doktoratu. Już teraz, nie później. No, tak miało być, przeciągnę to pewnie z tydzień w czasie, a potem skupię się już wyłącznie na budowaniu w Gdańsku tego, z czym pożegnałam się we Wro. Moja jeszcze-przyszła bezpośrednia szefowa chce mi pomóc w rozpoczęciu doktoratu tam, a zanim podejdę do rekrutacji, będę już umiejscowiona na stanowisku, określę swoje możliwości. Na pewno w pierwszej kolejności będzie mnie interesowała uczelnia medyczna, zobaczymy jak to się rozwinie.

   Dzisiaj też Mąż był ostatni dzień w swojej pracy. Jeszcze wczoraj był zły, bo dostał zaproszenie na turniej golfowy i bankiet, a już kilka razy wspominał, że otoczka wokół golfa bardzo mu się podoba. A tu w sobotę wieczorem będziemy już nad morzem i zaproszenie oddał koledze z pracy. Teraz już też znosi te zmiany nieźle, jakoś po znalezieniu mieszkania emocje nam opadły, już jest łatwiej. Mąż cieszy się, że w przyszłym tygodniu najpewniej będzie mógł odsapnąć trochę, choć jakaś propozycja pracy już się pojawiła. Ja zresztą cieszę się z nim, zasłużył sobie na odpoczynek w 100%. Z pewnością będzie miał pieczę nad Córeczką, zajmie się domem, będzie poznawał okolice. No i będzie podpisywał umowę na Internet, bo tam już nie będzie jak tutaj (kolega nie wypowiedział umowy i wciąż korzystamy z jego netu). Może będziecie musieli chwilkę poczekać na wpisy po przeprowadzce :)

środa, 25 września 2013

   Lista rzeczy do zrobienia niestety nie chudnie tak szybko, jakbym chciała. Nawet wizyta u lekarza medycyny pracy w Luxmedzie okazała się nie taka szybka do zrealizowania- lecę na nią w piątek po południu (dzwoniłam dzisiaj przed 8.00), już po odebraniu Córeczki ze szkoły.

   Mamy za to wielgachną stertę pudeł do pakowania, mam nadzieję że już więcej nie będzie potrzebne. Wczoraj kupowałam dwie rolki taśmy klejącej do kartonów (pani mi doradziła, która będzie najmocniejsza), dzisiaj dokupiłam jeszcze dwie, a i Mąż załatwił taśmę węższą, ale bardzo mocną.
    Poszukiwania samochodu chyba są już na ukończeniu, jakoś przeżyliśmy naprawdę dużą kaucję- mówi się trudno, ponoć to kasa do odzyskania :) Mąż wykombinował tak, że auto będzie do dyspozycji już w piątek wieczorem, więc będzie nam łatwiej ładować auto, a i kuzyn pomoże. Sobota nagle wydaje się trochę łatwiejsza w przeżyciu :)

    Miałam dobry czas, teraz chyba ze zmianami w organizmie przychodzi znowu nostalgia. Dobrze że mam sporo do roboty, wtedy no- spa, mocna kawa i nie ma co się sobą przejmować...

    Zadzwoniłam dzisiaj do szkoły w Gdańsku. Miałam starać się o przyjęcie Córeczki do dużej, nowoczesnej szkoły, która od dwóch czy trzech lat nie jest już szkołą rejonową dla naszego adresu. Odpuściłam. Stwierdziłam, że lepsza mocna przynależność do grupy dzieciaków z osiedla (jak to brzmi, jak z blokowiska :P), niż nasze ambitne fiu- bdźiu. Jest co najważniejsze- kilka kółek zainteresowań, świetlica otwarta od 6.30 do 17.30, stołówka (tańsza niż we Wro- tutaj 5 zł/obiad, tam- 3,80 zł), oglądałam kilka zdjęć- szkoła wydaje się całkiem znośna. Mam nadzieję że Córeczka będzie zadowolona. Za tydzień o tej porze będzie już po pierwszych tam zajęciach... Do tego czasu musimy kupić nowe podręczniki... :)

   Pojechaliśmy dzisiaj do mojej babci, pożegnaliśmy się. Możliwe że zobaczymy się na Wszystkich Świętych, możliwe, że dopiero na Boże Narodzenie. Jak zawsze było u nich przemiło. Fajnie mieć taką rodzinkę :)

wtorek, 24 września 2013

   Raził mnie ten intensywnie żółty szablon ostatnio, będę poszukiwać czegoś nowego :) Proszę o opinie !

   A może ktoś chciałby się pobawić i zrobić szablon dla mnie? :)

 

PS. Córeczka kaszle, zostawiam ją dzisiaj w domu. I będę się bardzo intensywnie pakować...

 

Edit: teraz chyba jeszcze lepiej :)

08:00, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 września 2013

    Ciężko mi z myślą że zostawiamy nasze miasto. To tak naturalne, że żyjemy we Wro, że mimo że mówimy o Gdańsku to tu jest nasz dom. Na razie, mam nadzieję. Czy już wspominałam, że cieszę się że zamieszkamy w ładnym mieście, ze starówką pełną gotyckich zabytków, bo na pewno będzie mi łatwiej je pokochać? Mężowi za dzieciaka marzyło się mieszkanie nad morzem, ja chyba nie miałam takich fantazji, ale są pewne aspekty, które spowodują przyspieszenie adaptacji.

Gdańsk jest niemożliwie pofałdowany, co raduje moją, wychowaną na przedgórzu Karkonoszy, duszę. Sama nad morze jeździłam raczej w okolice Kołobrzegu czy do Świnoujścia, tam bywało raczej płasko. Mam sentyment do górek i dolinek, od razu mi milej :) Moreny górą!
O gotyckich zabytkach już wspomniałam.
Morze i plaża- wielka atrakcja, pewnie szybko się nam nie znudzi.
A do tego to wciąż duże miasto, gdzie "wszystko jest". Mąż wspominał, że Wro już jest maksymalny wielkością i liczebnością dla niego. Malutkie miasteczko też obecnie nie jest dla nas. Powiatowe- jeszcze jeszcze :) Miasto wojewódzkie nam pasuje, nasze rodzinne miasta kiedyś same nimi były, chyba nam sentyment został (i wygoda też).

    Córeczka chwilowo zupełnie się nie przejmuje, cieszy się z perspektywy posiadania kota, z wielką ciekawością oglądała zdjęcia mieszkania, dopytuje się, ale jest w dobrym humorze. Mam nadzieję że tak zostanie :)
Pani wychowawczyni bardzo Córeczkę chwali. Córeczka przychodzi do domu w piątek i mówi, że jest "przykładowym dzieckiem" :) Młoda ma ogromną radość ze spędzania czasu w świetlicy, chce, żeby przyprowadzać ją wcześniej i odbierać później i wciąż jej mało. Nastawiła się, że w nowej szkole też będzie fajnie i już :D

     Mamy problem z przeprowadzką. Wynajęcie samochodu okazuje się dość skomplikowaną sprawą. Chcieliśmy wynająć samochód, który ma pojemność paki ok 20 metrów sześciennych, albo i więcej. W niektórych wypożyczalniach takich samochodów nie ma, albo pracownicy nie potrafią podać takich specyfikacji [sic!]. W połowie trzeba oddać auto tam, skąd się je pożyczyło, czego chcieliśmy uniknąć, bo zamiast dwóch dni można by wyrobić się w czasie jednej doby, unika się kosztów benzyny na powrót i kosztów jazdy pociągiem znowu do Gdańska. Niestety, z dwóch, wymienionych wyżej powodów i wysokich kosztów wynajmu w kilku innych wypożyczalniach, najpewniej jednak weźmiemy auto "tam i z powrotem". Ech...

    Chcieliśmy też poprosić jakieś dobre dusze o pomoc w znoszeniu naszego dobytku do auta, żeby nie trwało to w nieskończoność. I tak w nieskończoność będziemy wnosić bambetle na III piętro do mieszkania docelowego :) Na razie brak chętnych, jutro będę dzwonić i się dopytywać mężczyzn z rodziny.

    Wspominałam, że mieszkanie ma nieumeblowane pokoje. No to już Sis zapuściła wici, i okazało się że jej koleżanka remontuje pokój swojej córce- nastolatce. Możemy odebrać jej poprzednie meble ze stolicy, będą w sam raz dla Córeczki :)

   Mam listę rzeczy, które mam zrobić do wyjazdu, i lista jest przerażająca! Mam nadzieję, że wyrobimy się ze wszystkim...

Dzięki za wszystkie dobre słowa, które pisałyście ostatnimi czasy. To zawsze pomaga i poprawia humor :)

niedziela, 22 września 2013

   Dłuższy moment musiałam czekać, aż "zwolni" mi się limit na Postcrossingu. Obecnie mój limit to 7 pocztówek będących "w drodze". Kartki szły do Rosji (standardowo) i do Chin.

   Śmiałam się wczoraj, że chyba odblokowali chwilowo Internet w Chinach, bo kartki zostały zarejestrowane tego samego dnia, mimo tego, że wysłałam je w różnych terminach.

   Dzisiaj wzięłam się za wypisywanie kolejnych 4 kartek (gdy jutro je wyślę, będę miała 28 wysłanych kartek i 24 otrzymanych): standardowo większość pocztówek ode mnie idzie do Rosji :) Mam niesamowite szczęście do kartek wysyłanych do tego kraju: 11 moich kartek leci lub poleciało właśnie tam. Kolejne miejsce zajmują Niemcy, którzy przodują w ilości zarejestrowanych na Postcrossingu użytkowników- 7 kartek.

Jakie kartki przygotowałam obecnie do wysłania?

(wybaczcie za jakość zdjęć- zmniejszane, źle skadrowane...)

do Christopha z Erfurtu w Niemczech

 

do Alexandry z Władywostoku w Rosji

 

do Stacey, do Moskwy w Rosji

 

a do Mike'a z Moskwy wysłałam czarno- białą kartkę, wedle jego życzenia :)

    Najfajniejsze kartki, które dotarły do nas, wiszą w przedpokoju. Na nowym mieszkaniu pewnie też znajdą swoje miejsce, nie będę ich wszystkich chować. Wydaje mi się, że odkrycie Postcrossingu było jednym z fajniejszych odkryć w tym roku. Kiedyś mam nadzieję namówić Córeczkę na zapisanie się i ćwiczenie języków i otwartości na świat.

22:28, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »

Było sobie pudełeczko i karteczki:

 

I okazało się...

że zgadywanie Miasta się opłaciło :)

Gratulacje!

 

Utherku, proszę o maila na cinnamon.tea@gazeta.pl z danymi do przesyłki :)

 

Za jakiś czas znowu zrobię rozdanie, ale pewnie też z jakąś zagadką albo inną atrakcją :)

Tagi: zabawa
22:06, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 września 2013

   Mamy mieszkanie. W wielkich bólach, wyrzeczeniach, stresie, ale mamy. Muszę przyznać że mój Mąż musiał mi zawierzyć całkowicie, bo mimo jego marzeń, planów, jego bardzo dobrych argumentów, zdecydowaliśmy się ostatecznie na wygodne mieszkanie na południu Gdańska, na niemal całkowicie pokrytym nowym budownictwem Zakoniczynie.

   Asiu, zdecydowanie widzę plusy Przymorza, ale poza okolicą trzeba było mieć też wymagania wobec samego mieszkania :)
   Obejrzałam 7 mieszkań na Przymorzu, jedno niedaleko, ale już na Oliwie, i jedno na Brzeźnie. Na południe pojechałam wyłącznie z powodu tego, że mieszkanie zareklamowała koleżanka mojej Sis. Skończyło się na tym, że nocowałam u owej koleżanki w domu, dostałam kanapki na drogę, pokazała mi kawał okolicy. Wcale się nie dziwię że Sis znalazła z nią wspólny język :)

   Mam nadzieję że Mąż nie zakwitnie w tym wielkim mieszkanku, tylko po wyszukiwaniu ofert pracy będzie się jednak zbierać i przejedzie komunikacją tą godzinę na plażę :) A w weekendy jestem gotowa robić pikniki i spędzać całe dnie na chodzeniu po piasku.

   Musimy szybciutko coś sobie dokupić do pokojów, szczególnie do "salonu": jakąś komodę, szafkę pod TV (mamy dzielnego, kineskopowego staruszka, nie zawiśnie na ścianie:)), półki na książki, potem jakiś "wypoczynek". W ogóle, na Dolnym Śląsku mówią "narożnik" na to, co tutaj wiele osób określa mianem "rogówka" :)

   Szczerze powiedziawszy, jestem wykończona tym bieganiem tutaj. Bardzo się cieszę, że mamy to już za sobą. Położę plecak i torebkę pod głowę i pewnie prześpię jak kamień całą drogę do Wro.
Jutro przyjadę do domu, pocałuję Męża przed jego wyjściem do pracy, posiedzę z Córeczką, potem ją odprowadzę do szkoły. Może jeszcze trochę odpocznę a potem pójdę na poszukiwania pudeł. Przez cały tydzień będziemy też szukać jakiś mebli na tablicy, a jeśli nic nie znajdziemy, pewnie zaraz po wniesieniu wszystkich rzeczy do mieszkania odwiedzimy Ikeę :)

    Dziś, po raz pierwszy w tym roku, Gdańsk przywitał mnie deszczem. Wcześniej, mimo prognoz, zawsze było słonecznie, ciepło, jakby wołało do mnie: niech ci się tu spodoba, fajnie tu jest. I nawet dzisiaj- po deszczu widziałam dwie wielkie tęcze. Będzie dobrze :)

   Wydaje mi się, że mimo burz, mimo bardzo ciężkiego poniedziałku, my jako małżeństwo zdajemy ten egzamin bardzo dobrze. Jeśli mówię, że ta praca jest jak wygrana w lotka, to moje małżeństwo to wygrana w PowerBall :)

   Spędziliśmy dzisiaj z Mężem z 1,5 godziny na telefonie, rozmawiając o mieszkaniach. Ostatecznie zostały dwa, jedno blisko morza (największe marzenie Męża) z lichawą kuchnią, drugie duże, wygodne, bardzo od niego oddalone. I nieumeblowane w pokojach :P

   I nie podejmiemy teraz decyzji... Jutro mam spróbować jeszcze coś wymyślić, coś obejrzeć...

Trzeba mi sił, samozaparcia, optymizmu... i dobrych stron z ogłoszeniami!

 

PS. Na pewno będę porównywać różne rzeczy z Wro z tymi w Gdańsku. Na pewno powietrze inaczej pachnie, szczególnie kilometr od morza. Zamiast gołębi są mewy :) A zamiast czeskich tramwajów- polskie, z bydgoskiej Pesy, moim zdaniem fajniejsze niż te wrocławskie Skody. Za to w Gdańsku nie można kupić biletu 48- godzinnego!

Tagi: dom Ogólne
00:36, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
środa, 18 września 2013

Choć nie powinnam tak pisać, bo konkursu na nowe miasto nie ogłaszałam, a TA praca była tylko tutaj. 

Naszym nowym miastem jest Gdańsk.

 

Utherku, masz dodatkowy los :), ann- koniecznie musimy sie spotkać na tej herbacie!

Rozwiązanie rozdania: w piątek, dobrze? 

Tagi: różne
07:07, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »

Choć nie powinnam tak pisać, bo konkursu na nowe miasto nie ogłaszałam, a TA praca była tylko tutaj. 

Naszym nowym miastem jest Gdańsk.

 

Utherku, masz dodatkowy los :), ann- koniecznie musimy sie spotkać na tej herbacie!

Rozwiązanie rozdania: w piątek, dobrze? 

Tagi: różne
07:07, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 września 2013

   W środę po południu, niemal dokładnie, nawet co do minut, dwa tygodnie po rozmowie kwalifikacyjnej, dostałam telefon. Tak się złożyło, że był ze mną Mąż, spotkaliśmy się na przystanku i szliśmy po Córeczkę do szkoły. No i ścięło mnie z nóg- proponują pracę, na razie na czas określony (bez okresu wstępnego), podana została kwota (dolna granica podanych przeze mnie widełek), dodatkowe benefity oraz... pytanie, jak szybko mogę zacząć, bo chcą mnie jak najszybciej.
   Następnego dnia oddzwoniłam, że zjawię się w pracy 1 października.
   I się zaczęło :)

   Od pierwszego wieczoru przeglądamy ogłoszenia o mieszkaniach, wypożyczalnie dużych samochodów, potem szkoły, dzisiaj nawet jakie zespoły z Miasta grają w ligach (a interesują nas chyba wszystkie poza piłkarską).

    I tak, jeśli przeprowadzacie się z jednego miasta, do drugiego, na pewno przyda się internet i przynajmniej jedna wizyta wcześniej :) Ja jadę jeszcze dzisiaj do Miasta, planuję oglądać mieszkania, zapisać Córeczkę do nowej szkoły i zgłosić się w swoich kadrach po skierowanie na badania itp. Można przejrzeć i setkę ogłoszeń o mieszkaniach do wynajęcia, ale te przynajmniej kilka trzeba obejrzeć osobiście. Ustaliliśmy, że muszę umówić 5-6 mieszkań, skończyło się na 9 :)

    Wypożyczenie samochodu z sieci wypożyczalni okazało się jednak najlepsze dla nas. Chcemy wszystko przewieźć na raz, wypożyczymy auto (duże) rano we Wro, wieczorem oddamy w Mieście, policzy się jedna doba, a i benzyny nalewa się tylko na jeden przejazd, więc opłaca się to bardziej, niż np. tańszy wynajem ale na np. 1,5 dnia, z laniem benzyny w obie strony+ bilet z powrotem do Miasta.

   Z Córeczki szkołą teoretycznie nie ma dużego problemu- mam znaleźć nową szkołę, tam wpiszą mi się w jeden druczek, który dostarczę do obecnej podstawówki. Wszyscy są już powiadomieni, pani dyrektor, pani z sekretariatu, wychowawczyni, panie ze świetlicy... No, co zrobić... Pani wychowawczyni chwaliła dzisiaj Córeczkę, że tak się z nią fajnie pracuje. I że chyba mimo wszystko lepiej zmienić szkołę po miesiącu nauki a nie po np. całym semestrze (moje laboratorium będzie gotowe w styczniu- lutym, więc podejrzewałam, że mogę nawet wtedy dopiero zaczynać pracę). Córeczka nieźle to znosi, cieszy się z kota, nie chce być za szybko odbierana ze świetlicy, jakby chciała się nacieszyć obecną szkołą. Strupki powoli jej odpadają po czwartkowym wypadku, więc też im lepiej wygląda, tym lepiej się czuje.

   Co do doktoratu, Bliźniaków i obecnego mieszkania- wszystko już powiadomione, jutro do Bliźniaków pójdzie na rozmowę moja koleżanka, więc być może rodzice dzieciaków odetchną. Co do mieszkania- mamy jedną parę chętną na całe mieszkanie, jedną ewentualnie na mały pokój, jeszcze nikt nic nie oglądał, ale zapuszczamy wici ile się da. Na doktoracie być może będę wciąż obecna duchem, pomagając mailowo i w publikacjach, być może nawet w czymś będziemy współpracować. Zobaczymy, może wyjść że będę miała "wyjście awaryjne" by wrócić do Wro, albo od przyszłego roku wystartuję na doktorat w Mieście. Albo nic nie zrobię, bo będę zarobiona :D

   Mamy zagwostkę z naszym autkiem, które wymaga naprawy zanim można by go zabrać w trasę (i stoi od trzech czy czterech miesięcy). Na razie zostanie tutaj, mamy sporo ekstra wydatków (sama przeprowadzka; mój wyjazd obecny; nowe podręczniki Córeczki; kaucja w Mieście zanim odbierzemy kaucję obecną), Mąż najpewniej przyjedzie żeby zrobić z nim porządek, albo zagadamy mojego kumatego kuzyna żeby przekazał go w dobre "mechanikowate" ręce i Mąż go tylko odbierze.

    Sama praca: idealnie w zawód i zainteresowania. Bez chodzenia niemal 2 lata do labu by się nie udało na pewno. Bardzo przyszłościowa, ciekawa, dynamiczna. Mam nadzieję że nie będę żałować że przewróciłam swojej rodzinie życie do góry nogami... :)

   Mąż hmm momentami znosi to ciężko, szczególnie że jego/nasi przyjaciele niemal protestują przeciwko naszemu wyjazdowi. A przez to mi zupełnie odbija, bo się obwiniam (bez sensu), bo on tyle musi dla mnie poświęcić. To ciężar odpowiedzialności! Muszę zasłużyć :) Ale napięcie chyba wczoraj rozładowaliśmy, mieliśmy taki dzień kulminacyjny, mam nadzieję że jak przeżyjemy najbliższe 1,5 tygodnia to już w Mieście będzie z górki. Mąż już rozgląda się za pracą dla siebie, a ja się cieszę że pierwsze dni w nowym mieście i nowej szkole Córeczki on jej osłodzi i złagodzi.
Przeprowadzka? Mamy nadzieję, że 28 września. Po 5 tygodniach po poprzedniej, oby teraz już bardziej na stałe!

Ten refren jest dla nas bardzo ważny obecnie...

niedziela, 15 września 2013

Cinnamon z tej radości rozdaje prezenty!

  Dla jednej/jednego z Was mam:

-zawieszkę, zrobioną przeze mnie
-olejek do ciała w spray'u
-dwie kartki pocztowe, dla wpierania Postcrossingu :) Jedna z mojego obecnego miasta, druga- bardziej artystyczna

Proszę pisać komentarze zgłoszeniowe (imię/nick, mail, adres swojego bloga jeśli prowadzi i kilka słów), kto chce ten zestaw. Jedna osoba zgłasza się oczywiście tylko raz, ale można otrzymać "głos gratis", na dwa sposoby:

1. Udostępniając na swoim blogu powyższą grafikę i adres mojego bloga, i/lub
2. W komentarzu spróbować zgadnąć, w jakim Mieście dostałam pracę (komu powiedziałam/napisałam osobiście, ten niech się nie zdradza!)

 

Czas- start! Rozdanie trwa do 23.59 we wtorek, więc macie mało czasu!

Tagi: zabawa
19:03, cinnamon.tea
Link Komentarze (10) »

 

    Ksiądz na Mszy dzisiaj nas zauważa, i pyta się, czy powtórzylibyśmy to, co przysięgliśmy sobie rok temu. Odpowiedzieliśmy, że tak, zdecydowanie.

   I niech tak będzie dalej :) Kocham Męża nie tak samo, tylko mocniej. Daje mi dowody tego, że i on mnie też :)

 

Mniej więcej dokładnie o tej porze tańczyliśmy nasz pierwszy taniec...

czwartek, 12 września 2013

   Czeka nas bardzo intensywny weekend: jutro mamy coś w rodzaju parapetówki. Z racji tego że przy oknach połaciowych nie mamy parapetów, to będzie raczej "wykładzinówka" :P Już się szykuję: będzie fondue czekoladowe. Trzy rodzaje czekolad, śmietanka. Do maczania: jabłka, gruszki, ananasy z syropu, wafle- zwykłe i ryżowe, chrupki kukurydziane, ciastka. Na słono będą paróweczki w cieście francuskim i/lub smażone zielone pomidory, tzatziki i bagietki czosnkowe. Chipsy i ogórki konserwowe. Mam nadzieję że będzie wesoło a gościom jedzenia nie zabraknie :)

   W sobotę rano jadę do labu, mam trochę roboty. A po południu mamy urodziny Bratanka, skończył 5 lat. Będzie obiad, ciasto, rodzice i rodzeństwo (bez mojej Sis, ma masę roboty). Doczekać się nie mogę, Bratowa robi same frykasy, to przyjemność jeść u nich obiad :)

   W niedzielę zaś mamy I rocznicę ślubu. Już wspominałam o tym, mamy zamówioną Mszę w naszej intencji, obiad w restauracji. A potem rodzinkę wpada do nas, na deser. Zrobię to ciasto z malinami i budyniową pianką, przepyszne :) Mam nadzieję że będzie miło, mimo wszystko. Bo mamy takie słodko- gorzkie wieści, kolejne... Będziemy się cieszyć, tylko cieszyć, już niedługo...

 

 

     Córeczka miała dzisiaj wypadek w drodze do szkoły. Potknęła się, nie wiem czy w ogóle wylądowała na nogach, ręce zostały gdzieś w połowie drogi, spadła na buzię. Okolice oka ma podrapaną (chwała Bogu nie głęboko), ma dużo drobniuśkich zadrapań, pod brwią ma fragment nadbiegnięty krwią. Przeżywałam, musiałam być dzielna, ale w takich chwilach matki przeżywają- gdybym trzymała ją za rękę tak mocno, jak wtedy, gdy miała 2,5 roku, nie poleciałaby. A trzymałyśmy się leciutko, więc nie mogłam jej złapać, widziałam że mojemu dziecku dzieje się krzywda i nie mogłam w tym ułamku sekundy nic zrobić... To jest okropne, przejmujące uczucie. Mam nadzieję że Córeczce szybko się całość wygoi, bo wygląda gorzej niż to warte, i że to poczucie, że każda płytka chodnikowa jest zagrożeniem, też szybko minie...

środa, 11 września 2013

kota! :)

 

Ale nie takiego w głowie, tylko prawdziwego :) Mam nadzieję że do listopada zamieszka z nami brytyjczyk :)

23:50, cinnamon.tea
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga