RSS
środa, 31 października 2012

    Nigdy nie miałam nic przeciwko musicalom ale ostatnio to w ogóle szczyt! Nie dość że rzuciliśmy się na bilety na Metro (w styczniu będzie odbywać się u nas!) to jeszcze obsłuchuję sobie ścieżkę muzyczną musicalu "Wicked". To drugie zdecydowanie z powodu oglądania serialu "Glee".

   Wczoraj za to cały przedwieczór słuchaliśmy nowej płyty Pezeta. Niezła rozbieżność, nie? :)

 

    Walczę z przeziębieniem, mam nadzieję że nie zarażę reszty mojej rodzinki...

18:55, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 października 2012

    Walczę sama ze sobą, z niskim ciśnieniem (moim własnym), ze zmianą czasu i kiepską pogodą. Chwała Bogu za Męża, który uparł się żeby kupić mi porządną kurtkę (i to na dwa dni po ślubie!) i teraz nie marznę, przynajmniej w osłonięte przez tą kurtkę części ciała :) Wychodzę ok. 8 rano, wracam tuż przed 16- niemal jakbym na jakimś etacie pracowała!

     Zmieniliśmy już oficjalnie nazwisko Córeczki. Nosiła ona moje panieńskie nazwisko, tak nakazał sąd przy ustalaniu ojcostwa gdy miała ok. pół roku. Ogólnie śmiałam się że ze zmienianiem jej nazwiska było taniej i wymagało to mniej przygotowań niż zmiana mojego :P Opłata skarbowa za tą czynność- 11 zł. I Córeczka jako pierwsza w rodzinie będzie używać w różnych podaniach rubryczki "nazwisko poprzednie" :) Pewnie się o to spytacie- w takiej sytuacji jak nasza nadanie dziecku nazwiska męża matki nie wymaga zgody biologicznego ojca. Ba! Gdyby nazwisko ojca zostało nadane po sądowym ustaleniu ojcostwa też można je zmienić w tym trybie! Pewnie zapytacie się jeszcze o jedną rzecz- bioojciec został o wszystkim już poinformowany- spotkaliśmy się (pierwszy raz) we trójkę (tym bardziej pierwszy raz). Mój Mąż był nieoceniony w tej kwestii, bardzo dobrze poprowadził całą konwersację. Ja bywam mocno zdenerwowana koniecznością rozmów z bioojcem, wciąż mam w sobie jakieś negatywne emocje, więc był dla mnie wielkim wsparciem żebym ja też rozmawiała normalnie i nie denerwowała się- ale tym razem nie było powodu. Uff. Córeczce to pewnie w jakimś sensie, w pewnym momencie, ułatwi to życie. Dobre chęci to podstawa!

      Ja się już w miarę sprawnie posługuję nowym nazwiskiem, ale wciąż muszę się pilnować :)

      Muszę mocno trzymać kciuki za moją przyszłą- ewentualną alma mater. Od stycznia najpewniej popadnie w ogromne kłopoty finansowe. Muszę chyba z promotorką mocniej przycisnąć pewne sprawy (tylko jak, jak teraz już czasu brakuje?) żeby ewentualnie też mieć zabezpieczenie na start na inne uczelnie... Ehh nie jest łatwo...

      Chciałabym, gdzieś w środku tego zabiegania i ciągłego niedospania, złapać tryb a weekendy spędzać miło. Szczególnie że niedługo moje urodziny, może uda się zrobić jakieś małe przyjemne spotkanie...?

środa, 24 października 2012

... i uwielbiam! Jak zawsze zresztą :)

Jakoś tak się składa że czytanie kolejnych tomów jakoś wiąże się z moim życiem. Róża została sama w ciąży- czytałam tam dialogi niemal żywcem wyjęte z mojego domu kiedy ja zostałam sama w ciąży. A teraz Tygrys wychodzi za mąż- no a ja ledwo co sama przysięgałam :)

 

20:11, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 października 2012

  Momentami padam na pyszczek. Spędziliśmy fantastyczny weekend w moim rodzinnym mieście, i tyle osób się nas w niedzielę pytało czy tam się sprowadzamy i kiedy, albo że już tu na nas czekają że aż serce się kraje... Chciałabym, chcielibyśmy, ale to przecież nie jest całkiem od nas zależne... To tu, we Wro, pokazuje mi się największa szansa zawodowa, jak więc miałabym to sobie odpuścić? Może kiedyś...

   W piątek byliśmy z mężem razem na Śląsku, powiedzmy że on był w podróży służbowej, a ja byłam jego pilotem, wparciem i zabawiaczem. A szef jeszcze przyklasnął, że bardzo fajnie że chcemy jechać razem, im więcej takiego wspólnego spędzania czasu, tym lepiej :) Zjedliśmy pycha obiad (temat przewodni restauracji: kasza) na szybko i wróciliśmy, a z Wro już z Córeczką ruszyliśmy do rodziców. A od rodziców do pobliskiej górskiej miejscowości, na spotkanie ze znajomymi :) Spędziliśmy z nimi niemal dobę, i niemal weszłam na Śnieżkę- nie dotarłam na sam szczyt, bo już się późno robiło ;) Na pewno ten wyjazd, to spotkanie będziemy długo i bardzo pozytywnie wspominać, mam nadzieję że z ekipą tą się jeszcze nie raz gdzieś zgadamy.

   Niedziela stała raczej pod znakiem spędzania czasu w gronie trzypokoleniowym- moi rodzice, my, Córeczka. Wyszło nawet tak, że na Mszy w piątkę nieśliśmy dary, co było bardzo sympatyczne i symboliczne- bo trzy pokolenia, dwa małżeństwa, jedno z miesięcznym, drugie z ponad 40-letnim stażem, fajnie wyszło. Potem znowu pojechaliśmy do znajomych po jabłka, dzięki czemu wczoraj upichciłam szarlotkę ("spod samiuśkich Tater"- polecam na www.mojewypieki.com)

   A w tygodniu hm... bardziej monotonnie, ale też i baaaardzo pracowicie. Ciężko znaleźć w ciągu dnia chwilę na oddech, a wieczorem siły na zrobienie czegoś więcej. Plany związane z magisterką i dalszymi sprawami mi się krystalizują, dobrze wiedzieć po co się coś robi. Córeczka radośnie biega do przedszkola, zawsze sporo poopowiada, sypie pomysłami i świetnymi tekstami jak z rękawa (dzisiaj czeka nas zaległe z wczoraj robienie zwierzaków z kasztanów), gimnastyka i basen się jej podobają i nie wykańczają, o co się baliśmy na początku. Ale pyskata się robi! A Mąż- Mąż to najfajniejszy facet na świecie, i wspaniałe jest to że jest już Mężem. Uwielbiam moją rodzinkę :)

  Wymyśliliśmy ciekawe rozwiązanie kwestii świąt, nie tych teraz, ale Bożego Narodzenia i muszę przyznać, że to łatwe nie będzie ale już przebieram nóżkami z niecierpliwości żeby przedstawić pomysł każdej zainteresowanej osobie i czy to wyjdzie!

12:01, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 października 2012

I jeszcze:

poniedziałek, 15 października 2012

     Dzisiaj mamy pierwszą miesięcznicę małżeństwa :) 15tka jest dla nas szczęśliwa :) Wieczór spędzimy na oglądaniu naszych zdjęć od fotografa i wznoszeniu lekkich toastów na resztę naszego życia. Oczywiście dopiero kiedy Córeczka padnie spać- padnie, nie pójdzie- po zajęciach z akrobatyki czy basenowych usypia baaardzo szybko :)

     Poza cieszeniem się szczęściem rodzinnym, małżeńskim i macierzyńskim, żyję intensywnie. Nie mam wielu zajęć na uczelni jeśli wyłączę chodzenie na wykłady. Miałam mieć pracę, na razie nikt nie dzwoni (aplikacja wysłana w pierwszej połowie sierpnia; rozmowa była w drugiej połowie września- kto wie, może jeszcze się skontaktują?) i właściwie się cieszę. Zajęcia w moim labie zajmują mi masę czasu, cały czas coś się dzieje, jest ciekawie, co najważniejsze- wychodzi! Tylko zmienił się regulamin studiów doktoranckich, w taki chamski sposób (w kwietniu rekrutacja a we wrześniu informacja że stypendium nie dostaną wszyscy- jak wcześniej- tylko 50% studentów na I roku). No i teraz walka o wyniki, żeby napisać publikację, żeby mieć dodatkowe punkty, żeby spokojnie się dostać i ową stypę też otrzymać. Na razie to i tak najlepsza propozycja zawodowa dla mnie po studiach więc w tą stronę cisnę obecnie... No i wygląda to tak, że w każdej wolnej chwili lecę do labu i bynajmniej nie nudzę się na V roku studiów... Bardzo się cieszę że trafiłam do mojej promotorki, spadła mi z nieba niemal :)

     Za tydzień o tej porze będziemy trzymać w garści nasze nowe akty z USC, a ja przy okazji- papierek o złożeniu wniosku na nowy dowód. Na ustnym sprawdzaniu obecności reaguję na nowe nazwisko, przy podpisie jednak jest masakra na razie- odruchowo lecę starym nazwiskiem, mam nadzieję że szybko uda mi się opanować nową pisownię :) Jestem przeciwniczką podwójnych nazwisk, wzięłabym takie tylko w sytuacji kiedy córa musiałaby zostać przy moim starym nazwisku (ale ustalenia prawne przyznające Córeczce moje nazwisko działają dalej- może nosić każde moje nazwisko, przy takiej woli mojego męża- a taka wola zdecydowanie jest), posiadanie tytułu "inż" nie wydaje mi się na tyle wybitnym i znaczącym żeby z tego powodu brać oba nazwiska na raz :)

     Mieliśmy bardzo fajny weekend, u teściów. Była ładna pogoda, posiedzieliśmy na działce, poszliśmy na bardzo przyjemny spacer, w nocy w sobotę spotkaliśmy się ze znajomymi Męża na domówce, przy stole zastawionym jak na Wigilię :P i z oglądaniem starych kaset na wideo- było prześmiesznie :)

 

Tagi: my Ogólne
19:04, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 października 2012

Ostatnio tak krótkie włosy miałam w przedszkolu, moooże w I klasie podstawówki :)

Córeczka szczęśliwa, bo jest bardziej roszpunkowata niż ja :)

Kończy się nam powoli nas miodowy miesiąc, mogę spokojnie powiedzieć- w małżeństwie jest nam fantastycznie! :*

 

Fotka z sesji- rodzinna, uśmiechnięta, jak my :)

niedziela, 07 października 2012

... hel impreza w akademiku nie wyszła, ale przynajmniej powiedziałam "dobranoc" Mężowi takim śmiesznym głosem :)

 

Było ekstra!

sobota, 06 października 2012

Kocham, kocham, kocham

 

Jak cudownie jest budzić się codziennie, opleciona jego ramionami, i codziennie, bez wyjątku, mieć pewność, że dokonałam (dokonaliśmy) najlepszego wyboru w życiu.

Kocham, kocham, kocham                                                                                                                                        coraz bardziej :)

 

PS. A mój Mąż aż promienieje z dumy, gdy ja używam nowego nazwiska, albo ktoś się tak do mnie zwraca. Nie spodziewałam się że mu to taką radość sprawi :)

PPS. Córeczka za to dała radę- i na basenie, i na zajęciach z akrobatyki (to tak się to właściwie nazywa). Jest taka kochana i ma tyle serca dla wszystkich że mnie wzrusza momentami... Nasz wspaniały promyczek :D

poniedziałek, 01 października 2012

    Zainaugurowałam dzisiaj swój ostatni rok na studiach. Przynajmniej tak planuję :P

    Byłam na wykładzie, który się nie odbył, potem odwiedziłam moją promotor (przypominam, studiuję na politechnice, magisterkę piszę na medycznej), już coś tam porobiłam nawet z kolegą- on dostał się teraz na doktorat i jesteśmy razem w zespole. Potem spędziłam niemal godzinę w kolejce do tej części dziekanatu, gdzie siedziała najfajniejsza-pani-od-spraw-socjalnych :) Potem kolejne zajęcia, pogaduszki ze znajomymi i poleciałam do domu. Dosłownie kwintesencja studiowania :)

    Brakowało mi tego... :)

    Córeczka za to jest chwalona przez swoje panie (dzisiaj z jedną pogadałam bo spotkałyśmy się gdy wracałam do domu). Jutro ma początek zajęć na basenie (w przedszkolu) i gimnastyki sportowej (wieczorem). Coś czuje że się wypompuje totalnie! Będzie spać jak aniołek. Na razie i ona i ja optymistycznie podchodzimy do takiego rozkładu dnia, wydaje mi się że oba zajęcia się jej spodobają (basen już kiedyś miała, więc to gimnastyka jest większym wyzwaniem).

    Mieliśmy bardzo intensywny weekend- tym razem już nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Ale za to mieliśmy odwiedziny, spotkania, jeszcze dzisiaj mamy małe spotkanko. Żyć nie umierać, tylko kiedy spać? :P Musimy jeszcze ogarnąć kilka spotkań, odwiedzić obie pary rodziców i umówić się na sesję ślubną, bo taka nas jeszcze czeka. Po prawdzie, nie mogę się doczekać zdjęć od naszego fotografa, bo to co zdążyłam zobaczyć mnie zachwyciło.

    No, uciekam do ogarniania kilku spraw, pozdrawiam! ;)

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga