RSS
czwartek, 31 października 2013

   Uwielbiam szkołę mojej Córeczki.

   Za to że w wigilię Wszystkich Świętych nie robią przebieranek za straszydła, tylko ogranizują Bal Jesienny, na który chętne dzieci mogą przyjść w kapeluszach przybranych w jesienne barwy.

   Mam alergię na te straszydła, na Monster High i całą tą szkodliwą otoczkę. Mamy swoje własne tradycje na ten czas, nie potrzeba tam takiego "odbijania szajby" i bawienia się w straszenie. Traci się w tym szacunek do śmierci i zmarłych, zapomina się, że jest to czas ich uczczenia a nie ostrej biby, jak to wiele osób zaczyna traktować.
   Dlatego bardzo się cieszę z pomysłu podstawówki Córeczki i wczoraj cały wieczór cięłam, rysowałam, przypinałam i przyklejałam. Mam nadzieję że z takiego jesiennego balu wyniesie dobre wspomnienia :)

 

   A co do Monster High i innych straszylalek dla dzieciaków- i o mamach tych dzieci- kiedyś skrobnę osobną notkę.

środa, 30 października 2013

   Wczoraj, po raz pierwszy od przyjazdu do Gdańska (plu dobre kilka dni z Wro) wybraliśmy się z Mężem na spacer we dwoje. Zrobiliśmy dwa kółka wokół zbiornika retencyjnego (Córeczka się obrusza i twierdzi, że "zbiornik" się jej nie podoba, ona nazywa to "jeziorko") pod naszym domem, 3 kilometry. Jak nam to było potrzebne :D

   To było pierwsze takie nasze wyjście nie po sprawę nie cierpiącą zwłoki. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo szybko zostawałam sama w domu. Teraz się świat pozmieniał, rodzice pilnują dzieci, ale próby wychodzenia z domu i zostawianie Córeczki samej już mieliśmy za sobą. W akademiku było łatwo- nawet jak zostawała "sama" to na piętrze zawsze ktoś był i ta świadomość pomagała. Teraz już tak fajnie nie jest :P Córeczka jest zdecydowanie spokojniejsza, gdy ogląda bajki, więc gdy trzeba wyjść do sklepu, to bajka dla dziecka i wszyscy zadowoleni :)

   I tak jestem przerażona, jak sobie pomyślę, że toto miałoby samo wracać do domu ze szkoły... Ja skończyłam 9 lat i dostałam klucze do mieszkania, wcześniej dobry semestr wracałam już sama. Niby chciałabym w podobnym wieku to zrobić z Córeczką, ale mi zwyczajnie, jako matce, włącza się masa obaw :) 

08:49, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 października 2013

   Odwiedzili nas świadek z żoną, byli u nas tylko troszkę powyżej doby i było bardzo fajnie :) W niedzielę wieczorem pojechaliśmy sobie do Gdyni, do Orłowa, pochodziliśmy niemal po ciemku po przepięknym molo i po małej plaży, usiedliśmy w ogródku Domku Żeromskiego i zjedliśmy coś słodkiego. Cały wieczór przegadaliśmy :) A w poniedziałek Mąż zabrał ich na intensywne zwiedzanie, potem odebrali mnie z pracy i pojechaliśmy na obiad. Usadowiliśmy się w Tapas Rybka, najedliśmy się srogo (pyyyycha!), jeszcze odwiedziliśmy brzeźnieńską plażę i pojechali. To był bardzo intensywny i fajny czas :D

   Ten długi wstęp jest po to, żeby zrozumieć, jak ładnie zaadoptowała się Córeczka w naszym nowym miejscu do życia. Siedzimy w Rybce, wciskamy drugie dania i ustalamy, że wyjdziemy, pójdziemy na plażę, pożegnamy się z morzem i dzięki temu zrobimy miejsce na kawę i ciacho. Córeczka to słyszy i znad kredek (w Tapas Rybce zamiast obrusów jest szary papier, po którym można sobie rysować wedle zapotrzebowania, co skrupulatnie wykorzystała) pyta się: ale pożegnać?
my: no tak, z morzem
Córeczka: ale kto?
my: wujek i ciocia się żegnają z morzem, bo wracają do domu
Córeczka: ufff, bo już się bałam że my się musimy pożegnać z morzem...

   Jak widać Córeczka zaaklimatyzowana już całkowicie, w sam raz- wczoraj minął miesiąc od przeprowadzki :)

 

 

   Dzisiaj moja głowa jest mimo wszystko gdzie indziej- mija 9 lat od śmierci mojego przyjaciela. Jakbym miała możliwość to kupiłabym biały znicz i wybralibyśmy się do niego. Odkąd mieszkałam we Wro jadąc do niego na grób robiłam mu "sprawozdanie" z mojego życia. I czułam, że czuwa. A i tak, bardzo mi go brak... Teraz, po śmierci mojego kuzyna, jest jakby gorzej...

  

    Juz po przeprowadzce do Gdańska oglądałam "Wiem co jem" o jedzeniu w korporacji. No, w sam raz dla mnie :)

    Miałam wyjątkowy koniec poprzedniego tygodnia- od środy do piątku obiad jadłam w pracy. Raz zaliczyliśmy stołówkę znajdującą się w kompleksie w którym pracuję (pycha jedzenie!). Dwa- mieliśmy całodniową konferencję, więc i zamówiony catering. W piątek przeprowadziliśmy się ostatecznie do nowych biur i mieliśmy włoskie jedzenie na parapetówkę :D Mąż ogólnie tak robi obiad, żeby zjeść ze mną, to już pisałam mu sms, że znowu jem obiad w pracy, niech na mnie nie czeka :) Normalnie jednak zjadam obiad w domu, staram się nie kupować posiłków z pracy zyt często. Mąż pichci bardzo dobrze, albo robimy posiłek na 2 dni, np. zupę, wieczorem i już potem pozostaje tylko podgrzać.

   Wyzwaniem jest jedzenie śniadania. Jestem sową, więc wstając o 6.10-6.20 nie mam zbyt wielkiej ochoty robić cokolwiek :P Piję białą kawę, to zawsze. Ale ile można przeżyć na kawie rano? Zakupiłam sobie paczke płatków jęczmiennych i płatków owsianych błyskawicznych. Zalewam sobie płatki (i rodzynki) wrzątkiem jeszcze w nocy, przykrywam. Rano dolewam mleka, pogrzewam w mikrofali, słodzę miodem (albo wcale) i mam moją wersję śniadania mistrzów :) Wspominałam już, że chyba uzależniłam się od kawy, starałam się zamienić kawę na zbożówkę albo na herbatę, ale w autobusie każdorazowo zaliczałam tzw. zgon i odpuściłam starania o zmianę porannego napoju ;)
Jak nie zapomnę, staram się zabrać ze sobą z domu coś, co mamy i mogę zjeść w naszej kantynce. Jednak nie jest to tak pilnowane przeze mnie jak napełnienie śniadaniówki Córeczki :)

    Gdy potrzebuję się jakoś uratować gdy skręca mnie z głodu, kupuję zapiekankę, z szynką i pieczarkami. Obiady jakie jadłam: makaron z krewetkami, coś a'la kotlet rybny z ryżem, pierś z kurczaka "po francusku" (w sosie śmietanowym) z kaszą, pizza, sałatka z makaronem. Jak się tak zastanowię, to nie ma tego zbyt wiele :P W pracy piję białą kawę (z ekspresu), herbatę, czasami wodę z dystrybutora. Napoje gazowane czy soki zostawiam sobie na spożywanie w domu :)

    Wciąż szukam inspiracji na szybkie śniadania i "potrawy piknikowe" do zabrania do pracy, więc porady mile widziane!

 

PS. W tym tygodniu robię muffiny z jabłkami i kardamonem. Ciekawe, czy przekonam Męża i Córeczkę do szwedzkiego pieczywa na słodko :P  

10:02, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 października 2013

Gdańsk Brzeźno.

Chyba nie ma wielu miejsc nad polskim Bałtykiem, gdzie mieszkalny domek stoi kilkanaście metrów od plaży, a widok na koniec ulicy to widok na morze. Niesamowita sprawa.

Były plany zagospodarowania tego miejsca wysokościowcami, co wcale nie pasuje do kurortowego i niemal wiejskiego klimatu fajnego kawałka Brzeźna. Wczoraj przeczytałam, że prezydent Gdańska wycofał się z pomysłu budowy wysokościowców w Brzeźnie. Hurra!

Mam nadzieję, że widać tą błękitną linię horyzontu :)

Zjedziemy do naszych domów rodzinnych dopiero na Boże Narodzenie, ale odwiedzają nas przyjaciele, moi rodzice... jakoś powinniśmy dać radę do tamtej pory :)

czwartek, 24 października 2013

   Miałam Wam pokazać "real foto" moich pustych pojemników i butelek... Ale że nie miałam okazji zrobić tego od razu oraz nie powiadomiłam o planach mojego Męża, ów pragmatyczny osobnik po prostu je wyrzucił :P

   Na czym polega projekt denko? Na opisie, małej recenzji kosmetyków po ich zużyciu. Trafiłam na projekt denko w kilku miejscach, przydał się bardziej niż recenzje po jednym użyciu.
Zaznaczę od razu, że jest to zestawienie kosmetyków które sprawiałam sobie/nam bez czytania etykiet w poszukiwaniu szkodliwych substancji czy informacji o nietestowaniu na zwierzętach, często też bez bardzo dokładnego sprawdzania cen (pamiętam je tylko orientacyjnie).
U mnie zużyły się kosmetyki codzienne, pierwszej potrzeby:

 

Szampony Head&Schoulders, ice fresh i dry scalp care

                                                

    Jak nas najdzie kaprys, kupujemy sobie różne szampony. Mąż lubi takie mocno odświeżające, ja od pewnego czasu wiem, że także problem łupieżu u mnie może wiązać się z przesuszoną skórą, dlatego wybieram szampony które ponoć dbają też o skórę głowy. Te wykończyliśmy mniej więcej w tym samym czasie, później już używając je naprzemiennie. Z obu jestem zadowolona- kiedyś mentolowe nuty w szamponach bardzo podrażniały mi oczy, teraz nie. Włosy są odświeżone, rzeczywiście łupież się nie sypie, ja, kiedy obcięłam włosy rok temu, doceniłam szampony, które pomogą mi myć włosy raczej rzadziej niż częściej (nigdy nie myję ich codziennie, chyba że jest totalny upał latem, wolę to robić 2-3 razy w tygodniu zamiast 3-4 razy) doceniam te szampony. Ale tu moje spostrzeżenie: po zużyciu połowy butelki skóra jakby się przyzwyczaja i odrobinę szybciej przetłuszcza. Konsystencja bardzo dobra, zapach dry scalp care spodoba się chyba wszystkim, jak ktoś lubi mentol, polubi i to bardzo ice fresh. Ogólnie polecamy bardzo, odstraszyć może cena (już bliżej 20 zł za 400-500 ml, nie sprawdzałam), ale to zdecydowanie nie są kosmetyki luksusowe ;P Obecnie zakupiliśmy sobie przeciwłupieżowego Syossa.

 

Mydło w płynie Ziaja Herbata z cynamonem, czyli idealne dla Cinnamon.tea :)

    Kupiłam z totalnej ciekawości, bo plakat reklamujący ten produkt wisiał na witrynie sklepu Ziaji. Jestem coraz większą fanką tej marki, weszłam, powąchałam i bez wątpienia kupiłam (za niecałe 5 złotych). Mąż był równie zachwycony, co ja :) I teraz już stoi przy naszej umywalce kolejne opakowanie. Nam do mycia rąk jedna butelka wystarczyła na ok. miesiąc. Zapach jest cudowny, idealny dla mnie :) Konsystencja i pienienie dobre, ale bywa, że pomiędzy ręką a dozownikiem tworzy się niteczka mydła, więc dla maniaczek czystości może to być problematyczne, bo trzeba przetrzeć butelkę od czasu do czasu. Zresztą, co do opakowania, to bardzo go lubię- minimalizm etykiet Ziaji bardzo mi się podoba, kolor robi wszystko :)

 

Wybielająca pasta do zębów Colgate Max White One

   Kojarzycie reklamę? Całkiem sympatyczna. Pasta trafiła w moje ręce z pakietem jeszcze dwóch innych colgate'owych past i przyszła na nią kolej. Co prawda nie wystarczy tydzień, ale i tak- zauważyłam różnicę w kolorycie zębów, na plus oczywiście :) Bomba, na pewno do niej wrócę. Smak jest OK- najczęściej wolę coś mocniej odświeżającego oddech, ale tutaj smak i tak mi pasował. Co jest fajne, tubkę da się ściskać i skręcać na masę różnych sposobów, więc ani gram się nie zmarnuje :) Polecam szczerze :) (acha, nie znam ceny detalicznej, ale podejrzewam że to zakres 7-13 zł za tubkę)

 

Płyn do higieny intymnej Venus z korą dębu


    Wróciłam daaawno temu od ginekologa z zaleceniem zakupienia sobie płynu do higieny intymnej z kwasem mlekowym. Jakoś nie chciałam kupować małego Lactacydu, a w Rossmanie natrafiłam na ten płyn, tańszy (poniżej 10 zł za 500 ml), z korą dębu i kwasem mlekowym i bardzo wygodnym dozownikiem. Płyn jest wydajny, wystarcza na długo, ładnie się pieni, nie pachnie, nie podrażnia. Czasami używałam go zamiast mydła/płynu do kąpieli do całego ciała. Mam już kolejne opakowanie oczywiście, kupione jeszcze w sierpniu, żeby było w pogotowiu :) Na pewno jeden z moich ulubionych codziennych kosmetyków.

 

Odżywka do paznokci BioWax

    Odżywkę kupiła moja mama na "sypiące" się paznokcie i oddała mi ją na kilka tygodni przed ślubem, bo znowu mi zaczęły mocno łamać się i rozdwajać paznokcie. I mi, i jej wystarczył kilka czy kilkanaście dni, żeby odczuć różnicę (oczywiście na plus), dlatego odżywkę skończyłam dopiero teraz. Jest to odżywka w żelu, dość gęstym, o ładnym zapachu. Dozowanie bardzo wygodne, z pompki. Wchłanianie było fajne, ale nie wiem czy każdemu odpowiada odczucie filmu na paznokciu po wchłonięciu. To nie tak, że do paznokcia się klei, to raczej kwestia tego, że inny w dotyku jest paznokieć suchy a inny ten po posmarowaniu odżywką. Pasował mi bo bez obaw o odkręcenie nosiłam go w swojej zagraconej torebce :) Teraz noszę się z zakupem odżywki a'la lakier, pewnie kupię z firmy Eveline bo mam przyjemność używać ich kremu do rąk i bardzo mi on pasuje :)

 

   Jak widać, odczucia po tych kosmetykach mam baaardzo pozytywne. I byle dalej mieć takie przemyślenia :)
Obecnie korzystam z "nowości"
-przeciwłupieżowego szamponu Syoss
-pasty do zębów... z Lidla ;)
-antyperspirantu (anty) z Ziaji
-kremu- maski do rąk Eveline, 5 w 1 Kozie Mleko
...i mam nadzieję że i o nich będę mogła kiedyś Wam napisać :)

21:47, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »

Córeczka ma gry na mojej komórce, ściągnięte specjalnie dla niej. I z powodu wspominania o nich pyta się Męża:

- a ty grałeś na komórce jak byłeś mały?
- nie, jak byłem mały to nie było komórek
- ojej, to jak ludzie wtedy ze sobą rozmawiali?!

:)

ciąg dalszy:

Mąż - kiedyś były tylko telefony stacjonarne
Córeczka - a jak one wyglądały?

:)

Nieźle się uśmiałam jak Mąż mi opowiadał o tej rozmowie. Idzie dziecko z czasem, nie ma co :) Ze dwa lata temu, pytała się, co to jest monitor ;)

21:23, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 października 2013

   Co z tego, że spędzam z 8,5 godziny w pracy i pewnie kolejne 1,5 w drodze z i do niej. Szał gotowania na zapas wciąż mnie trzyma ;)

   Wczoraj siedziałam bardzo długo i nie mogłam sobie poradzić z rozjeżdżającym się ciastem. Skończyłam gdzieś ok. 00.30, oczywiście mając nastawiony budzik na 6.10 :) Dzisiaj wykańczałam farsz na ruskie, jak się okazało, wcale nie wykańczałam, tylko powstała nowa, solidna porcja. Potem przerzuciłam się na moje niedawne odkrycie- pierogi staropolskie. Taką nazwę w pierogarni jeszcze we Wro nosiły pierogi z farszem z ziemniaków, kiszonej kapusty i cebuli. Były pycha! Mam nadzieję, że moje będą przynajmniej choć trochę tak smaczne... No a jutro dalsza część :)

   Robię tych zapasów, zostały nam i gołąbki jeszcze, i kilka krokietów. Mówiłam dzisiaj Mężowi, że możnaby zamrozić pierogi pojedynczo, na tacce, i dopiero potem zrzucać do pojemników albo woreczków. A on uświadomił mnie, że nie znajdzie się już tyle miejsca w naszej zamrażarce :P Miałam dzisiaj przyjemność poukładania sobie równiutko na ściereczce surowych pierogów, więc je sobie podliczyłam. Dzisiaj: 98 sztuk. Wczoraj było wyraźnie więcej... Moi rodzice, oboje wielcy klejący :P byliby ze mnie dumni :)

   W tygodniu szkoda mi czasu na sen, za to w weekend padałam pod kocykiem, przed telewizorem. Odsypiałam niemal za dwoje :) Zaliczyliśmy jednak bardzo fajny, długi spacer w sobotę, przez śliczne uliczki Wrzeszcza, które odzyskują swój blask, potem przez kawał plaży w Brzeźnie (tym razem ja chodziłam na boso po samym brzegu morza, no, wrażenia mocne!), a później przez magiczne pozostałości brzeźnieńskiej osady. Mam nadzieję, że te okolice uda się zachować i że będzie się rozwijać, a nie niszczeć... Chodząc tam, po uliczkach wychodzących bezpośrednio na morze (ostatnie domy znajdują się może 15-20 metrów od plaży) miałam przemyślenia, że taką okolicę możnaby przeznaczyć na kawiarenki i miejsca spotkań artystów, taki Montmartre Gdańska... Ech...

   Tak, zdecydowanie już odkrywamy ten Gdańsk, który może powodować, że pokocha się to miasto tak w całości, nie tylko przez Główne Miasto czy Oliwę :)

   Zbieram się do projektu denko, mam nadzieję że uda mi się niedługo zebrać ostatecznie i go Wam zaprezentuję, bo nawet zebrało mi się kilka kosmetycznych sztuk :)

   Córeczka w tym czasie poznaje kolejne literki i kolejne wierszyki- na poprzedni czwartek nauczyła się jednego, na ten czwartek ma już kolejny, "Ptasie plotki" :) Jest zadowolona, świergocze nam non stop, aż się miło na nią patrzy, choć bywa że zalezie nam za skórę :P

czwartek, 17 października 2013

   Im dłużej pracuję, tym więcej widzę, jak było ciężko w labie uczelnianym. Ale to teraz, kiedy widzę, jak może być. Boli ta malusieńka ilość kasy przeznaczona na rozwój nauki (ścisłej!) w Polsce...
   Przypomina mi się szpitalna lignina którą cięliśmy nożyczkami i służyła nam za ręczniki papierowe, do rąk, do ścierania blatów, wycierania, przecierania... co z tego że pylił? Przypomina mi się aluzja, że schodzi za dużo rękawiczek w rozmiarze S (czyli używanych przeze mnie). Oszczędzało się na wszystkim, na czym się dało, bo rzeczywiście potrzeby były wielkie!

   Tutaj nie dość, że nogi miękną jak się wchodzi do labu, tyle jest przestrzeni, sprzętu i... takiego profesjonalnego podejścia, to jest jeszcze chęć, żeby pracownik się czegoś nauczył. Wciąż muszę przypominać sobie, co mogę, słysząc "zastanów się, czego ci trzeba, znajdź oferty i zamówimy". To nie chodzi o jakieś plastiki, tylko o odczynniki, płytki, zestawy, coś zdecydowanie większego, bardziej wartościowego- i to nie tylko w kwestii czysto materialnej, ale przede wszystkim, w kwestii mojego rozwoju. I rozwoju pracy w labie oczywiście :D Jestem zaszczycona, że mogę być tego częścią.

   Mimo wszystko, tęsknię za ekipą z labu z Wro. To była bardzo fajna ekipa, a Promotorka i Doktorant to ciężko pracujący, bardzo dobrzy ludzie. Promotorka to osoba z chyba najlepiej uporządkowaną i bardzo bogatą wiedzą jaką poznałam (i miałam przyjemność pracować).

   Jutro, mam nadzieję, przestanę się przejmować i po wykonaniu swoich zadań (rano raczej w labie, po południu szkolenie i kwestie "biurowe"- czyli czytanie, pisanie, nauka) skupię się na weekendzie. Przychodzą nasi pierwsi goście- śmiesznie się składa, ja z nią śpiewałam w jednej scholce, mieszkałyśmy na jednej ulicy w rodzinnym mieście, jej mąż pochodzi z rodzinnego miasta Męża a mieszkamy po drugiej stronie Polski, tak naprawdę całkiem niedaleko od siebie :D

   Już zapomniałam, jaką przyjemność sprawia oglądanie TV. Wcale za tym czarnym pudełkiem nie tęskniłam, ale jak już jest i to wyposażone w dobry pakiet, to całkiem fajnie jest :) Zapewniam, Córeczka cieszy się jeszcze bardziej ode mnie :)

środa, 16 października 2013

   Służbowy. No, nazwijmy to integracyjny. Na Mazury, w pierwszej połowie listopada :) Już się nie mogę doczekać, tak po prawdzie :)

   W niedzielę i w poniedziałek do mieszkania weszły meble. Bardzo fajne, jak się okazało. Narożne biurko, wysoki regał i szafeczka z szufladami trafiły do Córeczki, wielka narożna szafa, półki i jeszcze jedna niska szafka- do naszej sypialni. I teraz wreszcie można rozpakować ostatnie kartony. A w piątek będziemy mieli pierwszych gości w Gdańsku- przyjdą znajomi u których nocowałam przed pierwszą rozmową kwalifikacyjną, w lipcu.
   Mieszkanie ma 3 pokoje, 67 metrów. Mąż się śmieje, że w sierpniu mieszkaliśmy na jakiś 23, potem przenieśliśmy się na 47, to w takim tempie za rok powinniśmy mieszkać w 300metrowej willi :P Ale tak po prawdzie, chyba nie miałabym ochoty w 2014 zmieniać mieszkania... Nawet jak będzie nas stać, to chyba wolałabym umocnić się w pracy i baaardzo spokojnie szukać takiego na własność, bez pośpiechu. A to lokum jeśli będziemy potrzebować możemy zajmować dobre kilka lat.
    Najbardziej zachwyciła nas tutaj przestrzeń, widoki z okna kuchennego i salonu i... kuchnia sama w sobie. Oto plusy wynajmowania mieszkania, które wcześniej służyło właścicielom- kuchnia jest wypieszczona, nie jest zrobiona po najmniejszej linii oporu. Lubię tam siedzieć przy stole, podziwiać widoki... Jemy przy normalnym, wygodnym stole, razem, to też wielki plus. No i mamy zmywarkę, co Męża cieszy niezmiernie, bo to na niego najczęściej spadał niemiły obowiązek mycia naczyń. Właśnie liczyliśmy ile kosztuje cykl "eko" i byliśmy w szoku, bo to wprost groszowe sprawy!
   Jedyne, co jeszcze domaga się uzupełnienia, jest wyposażenie salonu. Mamy gablotkę- wąski wysoki regał ze szklanymi drzwiami, sofę (rozkładaną, chwała Bogu) i dość szeroką szafkę pod TV. I koniec, choć miejsca jest jeszcze masa :) Na razie tutaj zalegają pozostające kartony, moje puzzle (i obecnie Córeczki 260-elementowe puzzle z Kubusiem Puchatkiem) i fotelik samochodowy który zamierzamy sprzedać.
   Córeczkowy pokój jest obecnie kompletny (i już zabałaganiony!) a ona go uwielbia. Miała do wyboru dwa mniejsze pokoje, zdecydowała się na ten najmniejszy, bo jedną ze ścian ma wyłożoną tapetą wytłoczoną w róże. Na dwóch innych ścianach są zwierzątka pomalowane z szablonu, w tym ukochana sówka Córeczki (najpierw pokój był sypialną właścicieli, potem- pokojem ich najmłodszego synka). Całość jest utrzymana w kolorze kawy z mlekiem. Za to roleta jest różowa! Kolejny powód, dla którego Córeczka chciała ten pokój :) I już tak zostało.
    Nasza sypialnia służy niemal wyłącznie do spania :) Jest to dość długi pokój, z drzwiami na drugi balkon. Kiedyś należał do starszych chłopaków, jest zielony, z jedną krótszą ścianą pomarańczową. Mąż słusznie zauważył, że właścicielka lubuje się w kolorach ziemi :) Nasza wspaniale spisująca się wersalka (Beddinge z Ikei, z najtwardszym- i najtańszym!- materacem), po 2,5 roku służenia po kilkanaście godzin dziennie, od popołudnia do rana, jako sofa- fotele, do jedzenia, oglądania, czytania, spania, obecnie jest rozłożona na stałe i służy wyłącznie do spania. Trochę sobie odpocznie... i z pewnością jeszcze trochę nam będzie za małżeńskie łoże robiła.
    Garderoba teoretycznie powinna być drugą łazienką. Z tych planów została tam wyłącznie pralka. Jedna łazienka wystarczyła dla pięcioosobowej rodziny, a garderoba w dużej mierze ogarnęła kwestię ciuchów. Fajnie tam wchodzić i przebierać w ubraniach, wybierać zestawy dla mnie i Córeczki na następny dzień.

   Składa się to na poczucie przyjemności, na radość ze spędzania czasu w domu. O to chodziło! Tylko rzeczywiście nie chodzimy zbyt często na plażę... Ale, mam nadzieję że mimo wszystko będziemy w miarę regularni w odwiedzaniu morza!

PS. Na Postcrossingu niemal w tym samym czasie dotarło 5 moich kartek. Wygenerowałam sobie nowe adresy. I co? 4 do Rosji, 1 do Niemiec :D

poniedziałek, 14 października 2013

    Udało się nam pod koniec poprzedniego tygodnia zapisać się do gdańskiej biblioteki publicznej. Boli mniejszy niż we Wro limit książek (tam: maksymalnie 5 książek z jednej filii, łącznie maksymalnie 15; tutaj: maksymalnie 3 książki z filii, łącznie maksymalnie 10), ale wydaje mi się że oferta stoi na podobnym (wysokim) poziomie

   Oboje (oby…troje? Córeczka oczywiście też ma już wyrobioną kartę) zapisywaliśmy się w filii głównej, Manhattan. Mieści się ona w centrum handlowym! Ciekawa sprawa, trzeba przyznać, biblioteka jest bardzo nowoczesna. Niedaleko mojej pracy jest jeszcze jedna filia, kolejne dwie trochę bliżej domu. Wydaje mi się, że ciekawą inicjatywą byłoby organizowanie biblioteki miejskiej w naszych okolicach, ciekawe czy to byłoby możliwe, zważywszy na fakt, że firmy deweloperskie rzucają się chętnie na każdy skrawek ziemi

   Dorwałam książkę kucharską „Smaki z Fjallbacki”, której współautorką jest Camilla Lackberg. Jak widać, jestem jej oddaną fanką ;) Książka jest pięknie wydana, przepisy są czytelne, tylko pewne składniki (ryby i skorupiaki) nie są już u nas tak dostępne (albo tak… rozpowszechnione, czytaj: tanie). Tak czy inaczej, chcę pomęczyć rodzinkę kuchnią inspirowaną zachodnią Szwecją.

    Korzystam z posiadania- wreszcie!- porządnej przestrzeni w zamrażarce. Tydzień temu robiłam więc gołąbki, potem we wtorek Mąż zrobił krokiety (pycha!) i dużą ich część zamroziliśmy. Będzie nam łatwiej później :) W ogóle Mąż daje radę kuchennie, raz spaghetti, weekendowo żurek, kotlety… Wszystko przepyszne :)

niedziela, 13 października 2013

   Znowu będzie duuużo klipów!


   Słucham sobie muzyki w komórce, jadąc do lub z pracy. Jestem dość wierna swojej muzyce i od 4-5 miesięcy nie wrzucałam sobie nic nowego. Teraz obiecuję sobie zmiany, ale o tym niżej.

   Co mam w mojej muzyce pierwszego kontaktu?

Soundtracki z "Glee". Najczęściej słucham część 6, gdzie umieszczono moją ukochaną piosenkę "Dreams" (patrz: wpis z 5.11.2012), ale mam w folderach piosenki z albumów 1-7, oraz z albumu ...The Warblers.

Wśród nich jest piosenka którą dedykowałam Mężowi w Walentynki 2013

albo taka piosenka:

BTW, uwielbiam Glee za to, że najpierw słyszę porządne przeróbki, a dopiero potem słyszę hity w oryginale w Polsce ;)

 

Potem mam album Radio Pezet. Ten facet ma taki flow, że... uch! :) Ale żeby Wam podrzucić coś , co Was nie przestraszy z miejsca :) to już wyzwanie! Zaskoczyło mnie, jak mi dub-step pasował w tej piosence, ale niesamowity głos Fokusa świetnie się z całością komponuje.

 

Do tego mam "Lights" Ellie Goulding, pierwszy album Ellie, naprawdę, uwielbiam ją :) Jest to płyta, którą Córeczka bardzo chętnie słucha.
Tą piosenkę usłyszałam jako pierwszą, była podkładem pod oficjalny klip- podsumowanie sezonu F1, w grudniu... 2010 roku.

 

By ucieszyć się pięknym wokalem i bardzo zdolną wokalistką, zdecydowanie jedną z najlepszych obecnie, mam też "21" Adele.

Do tego mam "Miłość w czasach popkultury" Myslvitz, oraz kilka pojedynczych piosenek "Kiss from a rose" Seala, kilka Nelly Furtado, "In the air tonight" Phila Collinsa.

 

  Co szykuję do swojej playlisty?
Lenny'ego Kravitza i moją ukochaną płytę "5". I "I belong to you".

   Bardzo bym chciała mieć album Phila Collinsa, może być coś w rodzaju "Greatest Hits" :)
   Kolejnym albumem, jaki mam plan mieć, niedługo kupić i słuchać też w komórce to "Comfort and Happiness" Dawida Podsiadły.

No, starczy, aż tak długo do roboty nie jeżdżę :)

   Wciąż chce mi się chodzić do pracy, nie zmęczyłam się, mam naprawdę nadzieję, że tak po prostu będzie, że praca będzie się podobała i będę miała przyjemność z codziennych przynajmniej- ośmiogodzinnych odwiedzinach w mojej korporacji :)

Tagi: muzyka praca
22:27, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »

   Robię takie puzzle (przypominam: 3000 elementów):

   Nie robię puzzli codziennie, nie mam na nie czasu, żeby pracować nad nimi po kilka godzin ciurkiem... Więc to niebo już mnie cieszy :) Do tego mam też Bazylikę Zmartwychwstania :)
    Jak robię puzzle? Zawsze, zawsze robię ramkę. Tutaj coś mi nie stykało, i na dole, i na górze, więc gdy już trochę zaczęłam budować "wnętrze" nieba to przeorganizowałam sobie pracę. Tym razem po ramce skupiłam się na linii horyzontu, a do osobnego pudełka przerzucam elementy, z których zbudowany jest mur. Rozdzielanie sobie pracy bardzo pomaga, bo nie można rozwalić 3 tysięcy kawałeczków po podłodze i modlić się, żeby pasujące do siebie leżały blisko :P

    Rok temu, w lipcu, kiedy przyjechałam do Sis, robiłam jej Nowy Jork nocą. Ona sama zabrała się za puzzle, ale musiała przerwać. Ja trochę jej przyspieszyłam pracę, ale potem... zerwał się wiatr, poderwał kartkę na której puzzle leżały. I impreza zaczęła się od nowa :) Wczoraj rozmawiamy sobie z Sis, która po kolacji z moim Mężem, po odebraniu mebli, zainspirowała się moją Jerozolimą i mocno bierze się do roboty. Tym bardziej, że ostatnio co odkurza, to wciąga jakiś element, a potem (co barwnie mi opowiadała przez telefon) grzebała w worku go szukając ;)

    Jestem pełna podziwu dla mojego Męża, kochany jest, ile robi, jak się stara, naprawdę serce rośnie! Każdej życzyłabym takiego Męża, ale wybaczcie, ten okaz jest mój, więc życzę tylko podobnego :P

   We wtorek otwieramy się na ludzi- chcemy iść na spotkanie Domowego Kościoła w sąsiedniej parafii. Mam nadzieję że się nam spodoba i wsiąkniemy. Oboje mamy wspomnienia związane z DK- nasi rodzice angażowali się swego czasu (moi od niemal 20 lat i wciąż są, rodzice P. kilka lat) w ten ruch, to też powinno trochę pomóc.

sobota, 12 października 2013

   Czy można się już po dwóch tygodniach uzależnić się od kawy? Codziennie zaczynam dzień od kofeinowego napoju bogów, a jeśli nawet nie, to zaraz w pracy korzystam z ekspresu. Dzisiaj, weekendowo, zamieniłam kawę na sok, i padam ze zmęczenia i boli mnie głowa. Czy to możliwe że tak szybko organizm się przyzwyczaił? :)

   Mąż wiezie nam ze stolicy meble, mam nadzieję że niedługo dotrze... Mimo, że to już prawie 4,5 roku razem, ja wciąż mam ten sam dyskomfort, boję się o to, że może coś mu się stać. Nie znaczy to bynajmniej, że mu zakazuję, po prostu boję się o swojego mężczyznę. Może to dziwne, ale mam nadzieję że nigdy mi to nie przejdzie... Tak jak on wydzwania jak ja gdzieś muszę wyjść po nocy :)

   Kupiłam z Córeczką dzisiaj jej książki do angielskiego, za które z pasją od razu się zabrała. Aż w szoku byłam! Okazało się, że jej koleżanka z ławki mieszka 5 budynków w dół ulicy, i że jest fajna, i według Córeczki we dwie są najmądrzejsze z klasy ;P

   W pracy wciąż fajnie. I ciekawie. I miejsca na nudę nie ma. Nie mogę doczekać się pracy na full-wypas w labie, choć same roboty wdrożeniowe są interesujące.
Aaaa, i mam takie dwie pozytywnie zwariowane dziewczyny w pracy, okazało się, blogerki kosmetyczne :)

www.blushmebaby.blogspot.com  

Polecam, bo i jedna i druga pisze bardzo fajnie, blog jest jasny, przejrzysty, fotki świetne- byle tak dalej! A muszę przyznać, że one są naprawdę zakręcone na tym punkcie :)

   Jak widać, fajną mam ekipę :) A to dopiero początek :D

wtorek, 08 października 2013

    Jeśli chodzi o komunikację miejską w Gdańsku, to uwielbiam dwie rzeczy: tramwaje z Pesy (polska firma! We Wrocławiu jeżdżą czeskie Skody) i łatwość otrzymania pełnej informacji o możliwościach, trasach i biletach- słowem, o całej komunikacji miejskiej. Niemal od razu trafiłam na świetnie przygotowaną ulotkę na ten temat.

   Niestety, na tym się kończy. Przede wszystkim boli mnie system kupowania biletów. Obydwa miasta wprowadziły już systemy kart miejskich, pojawiły się automaty biletowe. Przy czym we Wrocławiu w każdym autobusie i każdym tramwaju są automaty na karty płatnicze. W każdym! I to uwielbiałam, mogłam wpaść na ostatnią chwilę na przystanek a i tak wiedziałam, że kupię sobie bilet. Automatów biletowych na przystankach też było sporo. Oczywiście jest też system kupowania biletów przez telefon, można kupić każdy bilet, czasowy lub jednorazowy. Odkąd jednak są automaty, kierowcy w ogóle nie przejmują się sprzedażą biletów.

   W Gdańsku natomiast automatów w samych środkach komunikacji nie ma wcale, za to można kupić bilet u kierowcy. Wyłącznie bilet godzinny lub 24-godzinny. Oczywiście wyłącznie za wyliczoną gotówkę. Automatów jest mniej (moim skromnym zdaniem). No, a jeśli chce się kupić bilet przez komórkę, to owszem, można, ale wyłącznie bilety jednoprzejazdowe... Serio, łapki mi opadają, z jednej strony nienawidzę nosić ze sobą gotówki, więc to kupowanie za wyliczoną kasę jest męczące, z drugiej nie zawsze opłaca mi się kupować jednorazówki przez komórkę... Ot, takie rozważania :)

   Ceny biletów są niby podobne:
Bilet normalny jednoprzejazdowy: 3 złote. Różnica pojawia się przy bilecie na linie pośpieszne: 4 zł w Gdańsku, 3,20 we Wro.

Nowością dla mnie są bilety czasowe, ale na różne rodzaje linii. Moje podejście do biletów czasowych jest tożsame do tego wrocławskiego. Będę podawać ceny biletów normalnych.

Bilet 30-minutowy w Gdańsku nie istnieje, we Wro to koszt taki jak biletu jednoprzejazdowego;
bilet 60-minutowy: 3,60 Gdańsk na normalne linie, 4,60 na linie pośpieszne, 4,40 Wro;
bilet 90- minutowy to znowu domena Wro: 6 zł.

   Bilety okresowe na okaziciela występują tylko w stolicy Pomorza- odkąd pojawiły się karty miejskie Wro całkowicie zrezygnowało z okresowych biletów papierowych. Rodzajów takich biletów w Gdańsku jest masa. Biorę najbardziej podobny do 30-dniowego na wszystkie linie z Wro- tam kosztuje on 98 złotych. W Gdańsku bilet ważny we wszystkie dni tygodnia, na wszystkie linie w granicach miasta kosztuje 92 złote.
 

   Jak widać, różnice są, bywają nawet znaczne. Ale od listopada skorzystam z korzyści biletu okresowego i już będę miała spokój :)

   W Gdańsku jest 11 linii tramwajowych, 73 dzienne linie autobusowe. We Wro są 22 linie tramwajowe, 37 dziennych linii normalnych i 5 pośpiesznych.

 

   Bardzo szybko podam małą statystykę miast, w których miałam/ mam okazję mieszkać, może kogoś zainteresuje, albo mu się przyda :)

Wrocław ma ponad 630 tys. zameldowanych mieszkańców, 293 km kw. powierzchni (i gęstość zaludnienia rzędu 2160 os/km kw.)
Gdańsk ma trochę ponad 450 tys. mieszkańców, powierzchnię rzędu 262 km kw, co daje gęstość zaludnienia 1758 os/km kw.
    Mimo że Wro ma zdecydowanie bliżej do gór, to różnica pomiędzy najniższym a najwyższym punktem w mieście to ledwo 50 metrów. W Gdańsku ta różnica jest znacznie wyższa- ponad 180 metrów!
    Gdańsk jest starszy od Wrocławia, ale to różnica symboliczna- ledwie 3 lata.
    Wro jest zdecydowanie cieplejszym miastem, no i tam tak nie wieje :) Często jest też określane jako wyjątkowo zielone miasto, ale to Gdańsk z tych dwóch ma większy procent powierzchni w lasach i parkach :)

 

PS. Zaliczyłam dzisiaj pierwsze nadgodziny. Aż trzy pod rząd :) Za to do niedzieli powinniśmy mieć wreszcie meble, niemal wszystkie, których tu potrzebujemy :D

Tagi: GD vs DW
22:14, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga