RSS
poniedziałek, 07 listopada 2011

Przy okazji wyjazdu do Warszawy i pewnemu rozważaniu o starszych siostrach- singielkach.

Moja sis.

19:31, cinnamon.tea
Link Komentarze (9) »
niedziela, 06 listopada 2011

     Okazuje się, że w pierwszej kolejności powinniśmy, tak tradycyjnie, rezerwować termin w kościele. No wiecie co?!

     Mój kochany Przyszły Mąż bardzo wyraźnie zażyczył sobie żebyśmy udzielili sobie sakramentu małżeństwie w najpiękniejszym i najbardziej reprezentacyjnym jednocześnie kościele w moim rodzinnym mieście. Mi się marzył jakiś malutki stary kościółek, ale z racji tego że w moim mieście nie ma za bardzo takiego, przystałam na tą prośbopropozycję. Jakbyśmy znaleźli salę bliżej naszego miejsca zaręczyn, to miałabym kościół jak nic- przepiękny Kościółek Leśny pw. 14 świętych wspomożycieli w Trzebnicy (Narzeczony poprosił mnie o rękę jakieś 3-4 km drogi rowerowej dalej, w pewien wspaniały, słoneczny dzień :)). Tak zostanie nam tylko przekonanie siebie i gości że nie będzie problemu zrobić 20 czy 25 km od kościoła do sali :) Moi rodzice byliby zadowoleni, bo ich i moi znajomi będą mogli bezproblemowo dotrzeć na ślub (znajomi tacy kościelni, moi "wujkowie" i "ciocie" pewnie stawią się niemal w komplecie), ja tym bardziej- to mnie chyba przekonało :)

     Przy okazji takiej decyzji stwierdziłam że napiszę do koleżanki która rok temu brała ślub w tym kościele i się zapytam kiedy oni rezerwowali termin. A K. mi pisze, że mając plan na sierpień, rezerwowali 11 miesięcy wcześniej i już wtedy były dwie msze ślubne zaklepane [sic!]. No a nam zostało 10 miesięcy i strach mnie obleciał. Fakt, nie zawsze musi być tak różowo- udała się sala, udał się zespół- ale miło by było gdyby tu też wyszło mniej więcej tak jak chcemy.

     Wymyśliliśmy sobie godzinę 16 na ślub- nie za wcześnie, nie za późno. Mi, jako bywalcowi i obsłudze ślubów (śpiewałam w scholi) zdecydowanie nie podobałaby się godzina 17., jeśli normalna sobotnia Msza po południu jest o 18- sporo jest starszych pań i tym podobnych które przychodzą w połowie Mszy ślubnej i gdzieś mają to że siedzą goście, jest Msza, fajnie by było uważać żeby drzwi nie trzaskały albo nie wciskać się między gości w ławkach czy przy wejściu do kościoła w momencie wychodzenia pary młodej. Wcześniej ewentualnie też mogłoby być, ale znów- bez przesady, na 14 gości zaganiać nie będziemy. I wychodzi że wymagający jesteśmy :P Jutro więc będę dzwonić, mój tata pewnie wybierze się osobiście i będziemy liczyć na szczęście.

     Spędziliśmy dobę u przyszłych teściów i było bardzo sympatycznie :) Wybór miejsca na wesele im się bardzo spodobał, więc kamień spadł nam z serc. Córeczka baaardzo się cieszyła że jedzie do dziadków, pytała czy dzisiaj pójdziemy na działeczkę. Ona ma tam swoje zabawki, mini zastawę stołową na działce i świetnie się tam czuje. Rodzice Narzeczonego od początku nie tworzyli żadnych granic, więc Córeczka od razu się zaadoptowała. Ach, jakie to miłe uczucie, taka akceptacja ze strony rodziny ukochanego... Poczułam niestety taką niechęć w poprzednim związku więc teraz mogę docenić taką postawę w 120%

     A tak przy okazji zaadoptowania się... Po ślubie, nie wiem czy od razu, czy troszkę później, rozważamy próbę pozbawienia biologicznego ojca Hani praw rodzicielskich, których posiada pełnię i z nich nie korzysta (powiedzmy sobie szczerze, 2-3 godziny na miesiąc to nie jest pełnia ojcostwa). Chcielibyśmy dążyć do tego, żeby Narzeczony- już wtedy Mąż- mógł przysposobić Córeczkę. Mama Narzeczonego jest ławnikiem w sądzie rodzinnym i stwierdziła że zapyta się tam, czy w ogóle taki pozew może mieć jakiekolwiek szanse powodzenia. Jestem bardzo ciekawa, bo zdaję sobie sprawę że to kwestia na pierwszy rzut oka kontrowersyjna...

     Ja jutro zaczynam wreszcie te praktyki na AM, a w środę- WWWW, czyli Wielka Wspaniała Warszawska Wyprawa, czyli jedziemy we trójkę, autem, w odwiedziny do mojej sis. Będzie super :D Córeczce dzisiaj przeczytałam legendę o Syrence, już się wkręcamy :)

Edit:

Piosenka na dzisiejszy wieczór: Placebo- Running Up That Hill

piątek, 04 listopada 2011

     Jeśli już muszę mieć migrenę, to w sam raz mieć taki dzień jak dziś. Nie trzeba się na niczym skupiać, uff... :) Dzisiaj się sporo sprzątało, obejrzało dwa odcinki House'a w telewizji (chyba druga seria na TVN, szósta w AXN), połknęło trzy antybóle (więcej się boję, ze względu na ten mój szalony żołądek) i ugotowało się kompot, ryż z jabłkami i szarlotkę. Nic z tego jeszcze nie zjadłam ale i tak mi niedobrze gdy patrzę na jabłka :)

     Mieliśmy plan, żeby ten weekend wreszcie spędzić we Wro. Kończy się to tak że jutro, po tym jak Córeczka spotka się ze swoim bio(ojcem) pojedziemy do rodzinnego miasta Narzeczonego, żeby porozmawiać z jego rodzicami o tym na jaką salę się zdecydowaliśmy i w jakim rozkładzie czasowym planujemy różne wydatki. W niedzielę mamy być z powrotem w domu- chcemy iść na targi ślubne. Ciekawe czy przypadkiem nie będziemy wszystkiego weryfikować w międzyczasie ;)

     Córeczka dostała dzisiaj do domu "ćwiczenia" z przedszkola. Dzieciaki w jej grupie, zerówkowej już nota bene, mają swoje ćwiczenia, a w nich np. robią szlaczki, znajdują drogę w labiryntach, rysują co może się przydać w górach, a co nad morzem itp. Bardzo fajne przygotowanie do szkoły, oczywiście bez jednej literki bo tego nie wolno uczyć w przedszkolu (idiotyzm według mnie). Literki powolutku sobie robimy w domu, cyferki też- tu nieoceniony jest zegarek :), panie w przedszkolu przemycają te rzeczy swoimi sposobami (i bardzo dobrze).

Dzisiaj zapłaciłam za wspomniane książki i pierwsza część ćwiczeń trafiła do nas do domu, żeby sobie młoda nadrobiła za innymi dzieciaczkami. I siedziała dzisiaj z półtorej godziny przy biurku i robiła, robiła, robiła... Ba, gdyby jej bajka się nie zaczęła to dalej by te ćwiczenia robiła! Dobrze że ma sporo do nadrobienia bo inaczej zrobiłaby w przód i potem by się nudziła na zajęciach :)

czwartek, 03 listopada 2011

 

     Mam trzy dni "wolne"- zostawiłam pracę jako niania (w mało trafnym momencie, ale trzeba było) a jeszcze nie zaczęłam praktyk. Na praktyki mam zjawić się w poniedziałek rano, do zakładu biochemii Akademii Medycznej. Śmieję się że jeszcze nie byłam bliżej medycyny, mimo moich marzeń o tym kierunku od tyyylu lat. Praktyki mam takie standardowe, trwają 4 tygodnie. Potem zdać jeden przedmiot- statystykę stosowaną- w grudniu i można się bronić.

     Ten 2012 może być dla mnie naprawdę szczęśliwy- uzyskać wyższe wykształcenie, mam nadzieję dostać się na studia II stopnia, obejrzeć na żywo półfinał Euro w Warszawie (wygrałam bilety!) no i oczywiście- najważniejszy, mam nadzieję też najpiękniejszy dzień w życiu- wziąć ślub w jednym roku- brzmi świetnie :)

     Dzisiaj wstępnie- bo telefonicznie- zdecydowaliśmy się na salę. Na tą agroturystykę ze śliczną salą i możliwością przenocowania wszystkich naszych gości. Uch, najważniejsze za nami :) Teraz fotograf i ciuchy i zostaną naprawdę drobiazgi. Część nauk przedmałżeńskich jest już dawno za nami więc teraz poradnia, która pójdzie bez problemu, i dialogi na które musimy się wybrać i których nie mogę się doczekać... Oby wszystko szło tak gładko jak obecne decyzje. Jeden telefon do zespołu, pięć odwiedzonych sal- i te elementy już mamy. Dzisiaj w ramach spaceru wylądowaliśmy w pobliskiej galerii handlowej i sobie poprzymierzaliśmy obrączki. Zaparło mi dech jak spojrzałam na dłoń Narzeczonego zaopatrzoną w złote kółeczko... Ach :)

     Zostało mniej niż 10,5 miesiąca- naprawdę?! :D

     Córeczka została zaopatrzona wczoraj w bibliotece w legendy wrocławskie i drugą książkę- z podaniami z całej Polski. Czytam jej dzielnie przed snem, dziewczyna jest ciekawa świata i słucha bardzo uważnie. Przedwczoraj był szał radości jak pokazałam jej na jej globusie skąd przyjechało to kiwi, które wtedy jadła (a przyjechało z Nowej Zelandii, niemal z naszych antypodów). Malowałyśmy wczoraj laurki dla cioci, do której jedziemy już za tydzień- malowała ona i malowałam ja, pod jej dyktando :) Fajnie z nią mamy ;)

 

Piosenka na dzisiejszy wieczór: Gotye ft. Kimbra- Somebody That I Used To Know

wtorek, 01 listopada 2011

     Planowałam powrót do naszego akademikowego domu w niedzielę wieczorem, wróciliśmy dziś, po południu, tylko po to żeby rzucić toboły i lecieć na Mszę odprawianą o 14 na cmentarzu na którym pochowana jest większość moich zmarłych bliskich. Tak więc normalnie już wróciliśmy o 19 (bo oczywiście z moją kochaną rodzinką się chętnie siedzi), i już na korytarzu mamy spotkanko- Narzeczony już tam siedzi, ja dołączę jak tylko skończę tą notkę i upewnię się że młodsze pokolenie śpi.

     Odwiedziliśmy łącznie 5 sal i jesteśmy tak zmęczeni, i tym jeżdżeniem i wagą tej decyzji, że na samą myśl nam obojgu się w głowie kręci :) Są trzy faworytki, jak się uprzeć to i dwie, zupełnie różne. Jedna to sala w hotelu w samym centrum mojego miasta, blisko dworca PKP. Sala limonkowo-fioletowa, trochę oddzielona od parkietu do tańczenia. Wszystko mocno profesjonalne, restauracyjne, drugie danie obiadu w formie talerzówki (czyli nie ma mięs do wyboru na półmiskach tylko jedzenie podawane jest każdemu gościowi po tyle samo od razu ułożone na talerzu), ale i piękny stół na "szwedzkie" korzystanie z dań ciepłych i zimnych przekąsek. Pokoje zdecydowanie za drogie, więc załatwialibyśmy nocleg w pobliskim tanim hoteliku albo w schronisku które też jest w miarę blisko, reszta mogłaby dojechać do domu siostry P. albo do mieszkania moich rodziców.

Druga sala- agroturystyka, na tyle daleko że będzie trzeba przenocować wszystkich naszych gości :) Ale sala klimatyczna, śliczna, otoczenie piękne, przyjaciółka była tam w tym roku na weselu i bardzo dobrze wspomina. Pokoje w miarę tanie ale i zaskakujące wysokim standardem w stosunku do ceny. Ach... ta opcja zgarnięcia wszystkich gości razem bardzo się nam podoba, więc wydaje się nam że warto, no ale na ten moment powinniśmy szukać cięcia kosztów a nie dołożenia, choćby tysiąca czy dwóch, żeby było jeszcze piękniej. Mamy zagwostkę, oj, mamy :) Ale mimo tych trudów poszukiwań nam dobrze ze sobą- trochę jesteśmy oszołomieni że tak nam przeskoczył ten termin, ale cieszymy się kiedy sobie pomyślimy że za rok o tej porze... No właśnie :) 

Jutro Córeczka zostaje ze mną w domu. W tym tygodniu nie mam jeszcze praktyk, będziemy się cieszyć sobą, bo w weekend poza domem siostry Narzeczonego to więcej czasu spędziła z dziadkami niż z nami, bo my stale w drodze. To sobie odbijemy!

20:56, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 października 2011

Na koniec października ogólnie wychodzimy na lekki plus.

Budżet niemal w całości zaakceptowany, wsparcie rodziców potwierdzone przez nich osobiście, teraz pracować na swój wkład i na realizowanie budżetu który sobie założyliśmy.

Wczoraj w 3,5 godziny odwiedziliśmy... 3 sale. W tym dwie zdecydowane faworytki, aż szkoda że nie można stworzyć hybrydy :) Jesteśmy w lekkim cugu, więc zostajemy tutaj do jutra, odwiedzimy kolejne 3 do 5 sal i najpewniej podejmiemy decyzję, więc do połowy listopada powinniśmy podpisywać umowę i realizować mniej pilne sprawy :)

Bardzo fajnie bawiliśmy się u siostry Narzeczonego, dzisiaj urządzała urodziny swojej córki, równolatki Córeczki. Wczoraj się nakroiłam składników na sałatkę, dzisiaj naskakałam z młodszym pokoleniem na trampolinie, pogadałam trochę z moimi przyszłymi teściami i teściami przyszłej szwagierki :) Młoda wtopiła się w rodzinę, biega za tatą Narzeczonego i co chwila "dziadzio, dziadzio", bo mamy N. podobnie, z siostrzenicą N. chichrają się że są "jak siostrzyczki", tylko się cieszyć z takich relacji.

Teraz już wróciliśmy do mieszkania moich rodziców, mała i duży śpią, ja standardowo tutaj zarywam trochę noc- taka chyba moja uroda, za czasów liceum też siedziałam do późna przy kompie.

Troszkę mi szkoda że ten okres narzeczeństwa nam się tak nagle skrócił. Ale świadomość tego że za rok o tej porze będziemy już małżeństwem, w pełni rodziną (obie z Córeczką przejmujemy nazwisko Narzeczonego) i wszystko będzie tak jak powinno- wywołuje uśmiech na mojej twarzy :) Tak się cieszę że nam się układa, że układają się nam relacje z C., z naszymi rodzicami, że mamy wsparcie i radujemy się z siebie wzajemnie... Byle tak dalej :)

piątek, 28 października 2011

Trzeba wracać do swojego życia, a w nim dzieje się ostatnio bardzo dużo.

 

Po zaręczynach i cudownym czasie mówienia naszym bliskim o tym wydarzeniu (została jeszcze jedna osoba, moja siostra, powiemy jej w przeciągu najbliższych 2 tygodni) określiliśmy się że nie będziemy przeciągać czasu narzeczeństwa w nieskończoność, dajemy sobie maksymalnie 2 lata do ślubu.

Po dwóch tygodniach określając nasze możliwości doszliśmy do wniosku że przyszły rok raczej nie wchodzi w rachubę. Ja uwielbiam wybierać daty, odliczać czas... Więc zaproponowałam 10.08.13. Okej, masa czasu, wiemy, dyskutujemy ale nic nie musimy robić :) Po weselu na którym byliśmy we wrześniu wpadliśmy na inną datę- 2.05.13, co mogłoby pozwolić naszym bliskim świętowanie i odpoczywanie we wspólnym gronie przez cały długi weekend. Działania- znów- żadne ;)

W tą niedzielę udało się nam wreszcie spotkać z naszymi rodzicami do spółki. Trema oczywiście była, ale stało się tak jak myśleliśmy- nasi rodzice się polubili :) Ale oni mają inną wizję- wszystko za przyszły rok.

Zadaliśmy sobie pytanie- czy z samego faktu że sami sobie wymyśliliśmy późniejszy termin warto się spierać z rodzicami? I tak chcą pomóc, teraz to w ogóle brzmi jakby mówili "decydujcie cokolwiek, byle to się odbyło w przyszłym roku", hihi. No to siedliśmy do internetu i od poniedziałku szukamy i dzwonimy, dzisiaj jedziemy w moje rodzinne strony i jutro mamy zamiar pojechać i zobaczyć kilka z sal. Kryteria są standardowe: czy data jest wolna (albo jej okolice), ile za talerzyk i inne koszta, czy sala pomieści naszych gości i czy jest po prostu ładna. Szkoda że nie mamy jak sprawdzić obsługi, to już możliwe tylko wtedy kiedy się jest osobiście na weselu w takim miejscu. 

W poniedziałek siadłam przede wszystkim nad listą gości. Pisałam po kolei, wszystkich, którzy są nam bliscy, z symbolem "D" przy dziecku. Bo dzieci u nas będą zdecydowanie- poza Córeczką w tym momencie liczymy dwunastkę takowych. Potem zastanowiłam się kogo możnaby ewentualnie się "pozbyć" gdyby trzeba było ciąć koszty. Robiłam też dodatkowy zapisek kiedy nie mam pewności że ta osoba się pojawi (np. przyjdzie bez osoby towarzyszącej lub może nie być jej w kraju itp). No i na ten moment mamy maksymalną ilość osób na naszym weselu, bo na siłę raczej dobierać nie będziemy.

Poza dzwonieniem po salach zadzwoniłam też do zespołu który słuchaliśmy już na jednym z wesel na którym byliśmy. Śpiewa tam gość którego znam od bardzo dawna i zawsze mi się podobało jak śpiewa, zresztą to znajomy całej rodziny. Ale nie załatwiamy tego pobocznie, ale wprost- zadzwoniłam, przedstawiłam się, powiedziałam co i kiedy chcę. I jesteśmy wstępnie zapisani u nich w kalendarzu- jupii!

Bardzo możliwe że w niedzielę spotkamy się z trójką z czwórki naszych rodziców, przedstawimy wstępny, ale dość dokładny budżet i podejmiemy decyzję- czy wchodzimy w coś takiego i w ten termin, czy nie podołamy i trzeba coś zmienić. Ale jestem dobrej myśli i w takim razie najpewniej zostaniemy mężem i żoną 15 września 2012 roku :)

 

       obrazek: Ilustris, Andrzej Tylkowski- mój/nasz ukochany rysownik :)

13:55, cinnamon.tea
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 października 2011

Wczoraj na serwisie na którym się ostatnio intensywnie udzielam gruchnęła straszna wiadomość:

jedna z wieloletnich użytkowniczek, serdeczna aktywna osoba, zginęła wczoraj razem ze swoim mężem w wypadku samochodowym. Cudem nic właściwie nie stało się ich maleńkiej córeczce, którą adoptowali ledwie 3 miesiące temu. Tyle lat starań o dziecko, procesu adopcyjnego, w lipcu ogromna radość z poznania dzieciątka, ledwie miesiąc temu sąd sfinalizował adopcję... Tak się cieszyła z tego dzieciątka, jak krótko...

Pierwszy raz zdarzyło mi się opłakiwać "znajomą" z internetu. Ale, jakby nie było, wymieniało się informacje, kibicowało, dyskutowało, w jakiś sposób taka osoba jest bliska. A ogrom tragedii jest przytłaczający... Wzruszyliśmy się z Narzeczonym bardzo, i wczoraj i dzisiaj, i jakoś tak z tej melancholii ciężko wyjść.

Dzieciątko zostanie z rodziną tej dziewczyny, o tyle to budujące- już dwa razy straciło rodziców... Dobrze że jej nic się nie stało, że nie będzie też tego pamiętać, bo to jeszcze niemowlak...

 

Przy takiej okazji chce mi się jeszcze bardziej dbać o to żebyśmy wyciskali z życia jak najwięcej, żebyśmy nie żałowali żadnego dnia, żebyśmy się cieszyli sobą i dbali- o siebie wzajemnie i każde o siebie- żebyśmy mogli cieszyć się, jak nasi dziadkowie, 50 rocznicą ślubu. Ale jeśli dane nam będzie przeżyć tylko połowę tego czasu- nie mamy zamiaru tego zmarnować.

 

Życie jest tak kruche że aż ciężko uwierzyć...

Może zrobię mały wstęp o sobie, oraz o innych osobach tego spektaklu ;)

 

     Ja sama nie mam jeszcze ćwierćwiecza, choć wydaje mi się że już wiele za mną. Definiuję się jako kobieta, matka, narzeczona i studentka. No więc- mam Córeczkę, pannicę z początków 2006 roku, wspaniałego przedszkolaka. Nasze losy na początku nie były różowe- od 4. miesiąca ciąży byłam sama, walka w sądzie itp.- nieważne już. Teraz już jest dobrze i się układa. Jednym z filarów tego układania jest mój Narzeczony, kochany facet, z którym jesteśmy razem już niemal 2,5 roku, narzeczeństwem od lipca.

     Dodając jeszcze o mnie- studiuję biotechnologię na politechnice, ciężki kawałek chleba, ale sprawia mi na tyle satysfakcji i na tyle mnie interesuje, że po planowanej w styczniu obronie inżyniera chcę dalej kształcić się w tym kierunku.

     Pisanie bloga to dla mnie nie pierwszyzna- mam za sobą niemal 6 lat pisaniny na innym portalu. Mam nadzieję że tu będzie łatwiej i spokojniej, i bardziej jednolicie. Tam zostanie zapis mojej przemiany- tu- dążenie do spełniania marzeń ;)

     Na ten moment pewnie sporo będzie o Córeczce, o naszych przygotowaniach do ślubu i trochę o innych wydarzeniach i przemyśleniach. Mam nadzieję że szybko się tu rozgoszczę :)

 

Tagi: Ogólne
09:03, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 października 2011

Onnetar fińskie słowo oznaczające "szczęście". Stąd jest to adres tego bloga- do bycia szczęśliwą dążę całe życie.

 

Mam nadzieję że i mi i Wam- czytelniczkom i czytelnikom- będzie tu dobrze.

19:43, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
1 ... 31
 
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga