RSS
wtorek, 01 września 2015

Miały być wpisy, ale... nie mam siły! Mam nadzieję, że dwa tygodnie z rzędu nadrobię... Mieliśmy malutki wyjazd w międzyczasie. 

Dzisiaj bohaterką dnia jest Córeczka. Trzecia klasa rozpoczęta! W tym roku wszystko nowe zakupione, panna odstrzelona (kiecka kupiona wczoraj), cukierki dla nowej klasy rozdane. I wielka niespodzianka- wychowawczyni mieszka dwa piętra nad nami, ma córkę w tym samym wieku. Córeczka odważyła się po południu i zaproponowała owej córce wyjście na hulajnodze (wcześniej się nie znały). I tak mieliśmy dwie godziny, w których Córeczka wracała do mieszkania tylko po picie albo jakieś fanty :) 

Jak jej pójdzie w szkole- zobaczymy. Mam nadzieję, że tak jak w Gdańsku. Nawet gdybyśmy nie zdecydowali się na ten zjazd na Dolny Śląsk, zmienialibyśmy mieszkanie (i dzielnicę) w Gdańsku, więc zmiana szkoły była nieunikniona. Ale jej teraz się poszczęściło- ma bardzo blisko do szkoły (nasz blok ma 13 klatek, my mieszkamy z drugiej- a od drugiego brzegu budynku jest ok 30 m do wejścia na teren szkoły; w Gdańsku standardowo do szkoły szło się, mijając kilka ulic, albo idąc wzdłuż jezdni bez chodnika, 15-20 min), teraz ta wychowawczyni, jej córka... Jest sporo chłopaków w klasie, ciekawe czy to będzie powód konfliktów, czy już miłości ;)

Oto i nasza kochana Córeczka i kilka kadrów z jej wakacji :) Tak się jej złożyło, że z dziadkami była w Tatrach, z ciocią w Czechach, z babcią u cioci w Stolicy... itd :)

 

 

Państwo wybaczą, ale jesteśmy po prostu z niej dumni, i bardzo jesteśmy szczęśliwi, że ją mamy :) 

 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

   Przeprowadzki mają swoje malutkie plusy. Na przykład- konieczność zmiany dostawcy internetu i telewizji. Co prawda, przy okazji tego drugiego nadenerwowaliśmy się strasznie (świetna oferta od dostawcy cyfrowego i po tygodniu z brakiem sygnału tekst: oo, z tymi drzewami za oknem to tu sygnału nie będzie... i za ten tekst zainkasowane 60 zł :/). Zaryzykowaliśmy- wypisaliśmy reklamację do pierwszej umowy i podpisaliśmy ją gdzieś indziej. A gdzieś indziej mamy 2 miesiące pełnego pakietu i bardzo fajną nagrywarkę :) 

Wczoraj na HBO leciała "Annie" nowa filmowa adaptacja musicalu. Film jest świetny! Spodobał się na tyle, że ja z córą oglądałyśmy, a Mąż, który musiał wyjść na chwilę, poprosił o nagranie. Dzisiaj, niedługo po 7, Córeczka siedziała już i oglądała film od nowa :) No i oczywiście piosenki dziecko zachwyciły. Mnie zresztą też, choć kilka już znałam, czasami nawet w kilku wersjach. Ta to dla mnie nowość, za to podoba się bardzo:

 

Tuż przed filmem Córeczka i Mąż siedzieli nad programem do obrabiania muzyki i tworzyli dla niej dzwonki do komórki (moja obecna niestety coraz mniej nadaje się do użytku, za to uraduje Córeczkę). W ten sposób przybliżyliśmy sobie Indilę, bo małej podobała się już dawno i dostała płytę kilka tygodni temu. Też to fajne jest :)

Jak dobrze jest móc z dziewięciolatką dzielić się muzyką i spotykać się z pozytywnym odbiorem. Żadne tam diska pola, żadne słabeusze, niekoniecznie pop (no dobra, oddając sprawiedliwość- sama Taylor Swift mam, więc przyznaję- Taylor to najbardziej popowa artystka którą można usłyszeć w naszym domu). 
U Córeczki jest Indila, Sistars (i to standardowo ta płyta, którą słuchałam nałogowo z nią w ciąży, AEIOU), Adele, Ed Sheeran, Taylor. I troszkę muzyki musicalowej, do której zaskakująco dołączają piosenki z Annie :) 

Córeczka powtarza, że ma nadzieję, że jej brat też będzie lubił muzykę, i że będzie mu puszczać ulubione piosenki. Jeśli o nas chodzi- nie mamy nic przeciwko!

piątek, 21 sierpnia 2015

Oczywiście zupełnie przypadkowo wpadłam na tą płytę... i chyba zapoluję :) 

 

Ja chyba od zawsze Jacksona lubiłam, bo jak przyszły wieści, że będzie koncertował w Polsce, to kupiono bilety, i razem z moim bratem (a przede wszystkim- na jego ramionach), jako dziewięcioletni pyrpeć pojechałam do Warszawy na TAAAKI koncert. Coś niesamowitego :) 
A "Man in the Mirror" to jedna z moich ukochanych piosenek jego autorstwa. Szkoda, że taka legenda już nie żyje...  

czwartek, 20 sierpnia 2015

 Choć dzisiaj zaczynamy z Synkiem już 30. tydzień ciąży, to chcę szybciutko nadrobić notkę tygodniową.

   Zaczniemy od końca- najważniejszym ciążowym wydarzeniem w 29 tc była wizyta u pana doktora. Mąż skorzystał z niedalekiej odległości swojej pracy do szpitala, w którym nasz lekarz przyjmuje, i znowu był razem ze mną na wizycie.
   Wyniki mam naprawdę niezłe- tylko hemoglobina poniżej normy, co zdarza się w ciąży bardzo często. Mój spadek nie jest duży, mam bardziej się pilnować z przyjmowaniem witamin.
   Waga wreszcie skoczyła, brzuch zresztą rośnie w oczach więc mi się wydaje, że to normalne, ale położna mnie objechała ;) Zaliczyłam wzrost o 5 kg od poprzedniej wizyty... Usłyszałam, że z moim niskim wzrostem to mogę przybrać 10 kg (w ciąży z Córeczką przytyłam ok 18,5-20 kg), więc już niewiele mi brakuje, a sam Synek powinien przybrać 1,5-2 kg... No nie wiem, będę bardziej uważać, ale żeby tylko 10 kg? Ja wreszcie teraz czuję, że nie padnę po chwili, nie jestem słaba... Zobaczymy, z jaką wagą zakończy się ta ciąża... 
   Podglądaliśmy też Synka, właściwie tak na szybko, dla upewnienia płci i wykazania pracy serduszka. No i malutki pokaaazał, co ma między nóżkami, mamy Synka praktycznie na 100% :) Główką jest raczej na dole, serduszko bije jak dzwon (choć ja mało tym razem na serduszko patrzyłam, bo patrzył Mąż, a ja na niego, bo mi się kochany wzruszył jak dziecko :)).    
   Standardowo już, wymiary główki wyprzedzają wymiary kości udowej o dobre kilka dni (różnica od połówkowego to 10-14 dni). Wychodzi na to, że Synuś będzie raczej krótki/niski... po mamusi, dla odmiany od Córeczki :)
Następna wizyta dopiero 30 września, ale już z tzw. USG trzeciego trymestru, z oceną położenia małego, jego wagi, przepływami, stanem blizny- ważna sprawa.  

   Maluchy w 29. tygodniu mają średnio 1,3-1,4 kg. Dzieci reagują na ból, rozwija się zmysł smaku. Do tego instynktownie wodzi wzrokiem za źródłem światła. Najbardziej rośnie i rozwija się mózg i głowa, do tego płuca i mięśnie oddechowe. 
   Z mojego doświadczenia- coraz wyraźniej odczuwam czkawkę małego, do tego chyba ma mniej miejsca już, bo często rusza się dość mocno, i odczuwam to od razu w dwóch miejscach- pod żebrami po prawej stronie i w okolicach lewej pachwinie :) W nocy szaleje tak, że gdy położyliśmy się wczoraj na odwróconą łyżeczkę, to Mąż mi mamrotał, że Synek go kopie w plecy :P 

  Mnie czekała w piątek w nocy niemiła niespodzianka- nagle spuchły mi kostki i stopy. W sobotę- to samo, bez chodzenia, rozgrzewania... Obecnie nie jest źle, ale trochę się przestraszyłam, trochę mi było szkoda (mam dość drobne stopy i je za to lubię). Moje szybkie sposoby na puchnięcie- nogi w górę, wymaczanie w chłodnej, mocno posolonej wodzie, obniżenie soli w diecie i ew. maści z wyciągiem z kasztanowca. 
   Kolejna rzecz, która pojawia się coraz częściej, to swędzenie skóry brzucha. Co poradzić, mogę częściej smarować brzuch i tyle...Właściwie na zmianę leci balsam Ziaji i olej kokosowy, wtedy pachnę jak jakiś deser.
    Jednak gdy przeszły upały, odczuwam dużo lepsze samopoczucie, łatwiej mi się oddycha przede wszystkim, nie słabnę tak szybko, jak wtedy. Może to dobra prognoza na najbliższe tygodnie, przynajmniej do końca września? 

A tak wyglądamy z mało porównywalnej perspektywy, jak wracamy od lekarza ;)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

   Nie wiem, czy tak naprawdę może się komuś przydać taki wpis, ale dla mnie to też będzie uporządkowanie spraw i... być może kiedyś, przypomnienie tematu :) 

   Widzę, że zapotrzebowanie na wymianę informacji w ciąży jest bardzo duże. Nawet na bardzo durnym forum facebookowym niektóre się zachwycają, że jak wspaniale, że "tyyyle się można dowiedzieć", choć z powodu niskiego poziomu merytorycznego wypowiedzi owego forum nie polecę (chyba chodzi po prostu o to, że bab jest tam masa, i dlatego coś tam można przeczytać; ja sama na tym forum jestem chyba tylko dla tzw. beki, co się zgadza, bo od czasu do czasu jakieś posty stamtąd trafiają na Bekę z mamuś na forach :P   

    Nie przekopałam całego internetu i całej księgarni w poszukiwaniu moich źródeł informacji, ale z racji pewnego przynajmniej pojęcia dotyczącego medycyny, oraz mając już dziecko starsze mogłam zrobić szybki przesiew :) 

Wrzucam grafiki, żeby łatwiej było przyswoić pewne nazwy, ale niestety, adresy należy wpisać sobie samemu. 

Aplikacje na telefon 

dla mnie obecnie jest potrzebna jedna- "Moja ciąża z eDziecko.pl"
 

Aplikacja ma ciekawe opisy każdego tygodnia ciąży, z podziałem na to, co dzieje się z dzieckiem i z matką (na początku czytałam z Mężem z wypiekami na twarzy, teraz aż takich zmian u dzidzi nie ma, ale i tak zaglądam bardzo chętnie). Do tego można zapisywać swoją wagę (tylko za często jak dla mnie przypominacz do wagi się włącza, pewnie raz w tygodniu), i monitorować, czy przyrost wagi jest prawidłowy. Dla chętnych- filmiki z rozwoju płodu, piękne :) Do tego garść informacji o badaniach i opiece zdrowotnej w ciąży. Aplikacja jest bezpłatna, więc myślę, że warto skorzystać. 

Niedługo będę ściągać aplikację do ewentualnego mierzenia skurczy (a właściwie czasu pomiędzy skurczami) porodowych. Ostatnio bardzo by się nam taka przydała, gdy wspierałam koleżankę podczas kawałka jej porodu. W ruch poszedł... stoper, ale chyba wolałabym coś ciekawszego. Co mi tam :) W przypadku porodu, który zaczyna się skurczami (z Córeczką zaczęło się odejściem wód i nie było po co mierzyć, tak szybko akcja się rozpoczęła) taka aplikacja jest bardzo pomocna. 

Strony/ portale internetowe

Są dwie strony, na które wchodzę bardzo chętnie. Jedna ma świetny kalendarz ciąży, tydzień po tygodniu, lub miesiąc po miesiącu, a w opisach tygodniowych znajduję coś, czego nie ma gdzie indziej- siatki centylowe dla płodu. I nie trzeba się przejmować, gdy na USG masa lub wymiary dziecka trochę odbiegają od zakodowanej w oprogramowaniu do USG normy. 

Mówię o parenting

Bardzo dobre mają też artykuły o zdrowiu, ćwiczeniach, emocjach, diecie... zresztą kategorii jest bardzo dużo, szata graficzna przejrzysta i ładna, wydaje mi się, że informacje są jak najbardziej aktualne z obecnym stanem rzeczy, i parenting zostanie ze mną dłużej, niż tylko na czas ciąży. Polecam z czystym sercem :)  

Druga strona to mataja.pl
 

Sam baner dużo mówi :) To nie serwis, raczej blog prowadzony przez kilka superinteligentnych, odpowiednio wykształconych mam. Niekoniecznie dla ciężarnych, choć kilka naprawdę ważnych tematów jest tam poruszonych (m.in. alkohol i palenie w ciąży; bardzo dużo też tematów okołoporodowych). Ja trafiłam na mataję z powodu świetnego artykułu o tym, jakie zabawy zaproponować dziecku, gdy jesteśmy całkiem padnięci i wsiąkłam :) 

Polecam także jeszcze jedną stronę: gdzierodzic.info

To serwis, który może pomóc zdecydować, do jakiego szpitala udać się, żeby rodzić- jak to nazwa wskazuje. Zawiera też dużo informacji które mogą nam ułatwić przejście przez poród, także... proceduralnie. Fundacja Rodzić po Ludzku odwaliła kawał dobrej roboty, żeby rodzącym było lepiej...

Youtube

Ostatnio pisałam o słuchaniu, czy też oglądaniu (obecnie) różnych vlogów. Przerobiłam też kilka ciążowych :) 
Mi najwięcej dała Paulina Alaw. Kilka rzeczy się dowiedziałam, co do następnych chętnie sobie potem doczytywałam, dziewczyna piękna, fajnie opowiada, nie chucha i dmucha na siebie- wielu się to może spodobać :)


Do tego oglądałam Magdę Pęgowską (Magda Pegowska), poznałam ją wcześniej, u niej sporo można dowiedzieć się, co jeść i być fit (niekoniecznie w ciąży). Magda mieszka w Anglii, jej partner jest Anglikiem, a seria ciążowa ma swoją kontynuację (trochę rzadziej "wydawaną") po narodzinach Ariany.
Inną mamą zza granicy jest MammyDoriska. Oglądałam jej opowieści z przebiegu drugiej ciąży, i tutaj też jest kontynuacja :)

Uzupełnieniem zestawu jest ciążę Lidii z kanału Siostra Ania. Lidia jest dziennikarką, osobą bardzo aktywną, której ciąża chyba nie ułożyła się do końca, tak jak zakładała (hmm tatuś chyba nie wykazał się za bardzo). Ale opowiada bardzo ciekawie, a do narodzin synka pięknie się przygotowała. 

Do czytania

Tu polecam jedną książkę- 'W oczekiwaniu na dziecko" Murkhoff, Eisenberg, Hathaway. Maaaasa informacji, bardzo szczegółowo opisane np. objawy, dieta, no wszystko, serio, warto podejść do biblioteki, pożyczyć od koleżanek, zakupić- serio! Warto jednak zwrócić uwagę na to, żeby wydanie było jak najwcześniejsze. Szczególnie polecam dla pierworódek, które nie mają wiele znajomych dziewczyn w ciąży lub z małymi dziećmi. 

Co do czasopism... niekoniecznie jestem ich fanką, mało informacji, dużo obrazków. Kupiłam dwa razy zestaw miesięcznika "Dziecko"- trzy albo cztery numery, bez dodatków, za 5 zł... No, to wtedy się opłaca ;P Nie wiem, czy merytorycznie są duże różnice pomiędzy czasopismami, więc kupujcie, co uważacie :) 

Fora internetowe

Zawsze warto mieć miejsce do wymiany myśli i zadawania pytań. Ja odwiedziłam chusty.info, bo tam znalazłam wiele odpowiedzi na pytania dotyczące wielopieluchowania, do tego są tam mamy chustonoszące, spory swój zakątek mają mamy rodzin wielodzietnych, można tam i pohandlować, i podzielić się inspiracjami, trochę jest wątków związanych z ekologią... Podoba mi się tam :) Ale niekoniecznie wszystkim tam się może podobać. Z Córeczką za to udzielałam się bardzo chętnie na forum.gazeta.pl.


A gdzie są fora które Wy odwiedzacie? Może macie inne ciekawe źródła, na które mogłabym zwrócić uwagę? :) 

czwartek, 13 sierpnia 2015

Mieliśmy dzisiaj tak przyjemny kawałek wieczoru z Mężem, że zaczęłam nucić tą piosenkę :) 

 

 

Kocham :) Baaardzo :*

środa, 12 sierpnia 2015

   Zaraz skończymy 28 tydzień ciąży! 70% ciąży za nami... Jesteśmy definitywnie w III trymestrze i w siódmym miesiącu :) 

   Dziecko w tym tygodniu zaczyna śnić- można zaobserwować fazę REM u płodu. Mózg się fałduje, tworzą się bruzdy charakterystyczne dla powierzchni mózgowej. Rosną włoski, brwi rzęsy... Płuca wytwarzają coraz więcej surfaktantu, substancji która pomaga w pracy płuc. Maleństwo ma 34-37 cm długości i może ważyć ok 1100 g. 

   Wcześniaki urodzone po 28. tygodniu ciąży wykazują dużo niższą śmiertelność niż te młodsze, ale to wciąż jest dużo za wcześnie na przyjście na świat. 

  Synek jest bardzo aktywnym dzieckiem i mimo tych straszliwych upałów nie zwalnia za bardzo... :) Chyba ustawił się głową mniej więcej w dole, i bawi mnie, jak czuję jego ruchy jednocześnie w tym samym czasie w dwóch miejscach. Reaguje na przyłożenie zimnego dna szklanki, zaraz mi ją "odbija". W weekend Mąż mówi do brzucha, a Synuś mu przyłożył kopniaka w policzek- oczywiście tata był zachwycony :) 

    28 tydzień to ostatni, w którym powinno się wykonać badanie krzywej cukrowej (obciążenia glukozą), i ja robiłam to badanie w poniedziałek. Ojj, z Córeczką tak źle nie było... Trzeba być na czczo, nie wolno niczego pić ani jeść (badałam się w przychodni przyszpitalnej, i mam wrażenie że tam dokładniej podchodzą do tematu), więc bałam się że padnę w drodze- pojechałam więc rano razem z mężem, bo większość drogi mamy wspólnej. W laboratorium tłum! I właściwie nie ma się żadnego pierwszeństwa, co mnie bardzo zdziwiło... Przynajmniej siedzieć się dało, w klimatyzowanej poczekalni :) Jechaliśmy tak, że Mąż był w pracy ok 7.50, a mi pobrano krew o 9.05... Przekazałam pielęgniarce glukozę, ona sama ją rozrabiała, pokazywała, że wszystko z pojemiczka wyłożyła itp. No właśnie... kubeczek plastikowy standardowy. Wiecie do jakiego poziomu sięga w nim 75 g glukozy? Do 2/3 wysokości... Matulu, że to się rozpuściło w ogóle, nie mówiąc o tym, że ja to w nakazane 5 minut wypiłam... Przyznam się, stwierdziłam wcześniej, że nastawienie to podstawa, i że ja stwierdziłam, że phi, może i to niefajne do picia, ale przyjdę, wytrzymam, pójdę. Taaa... Półtorej godziny walczyłam z torsjami, aż mnie telepało. A jak mnie nie telepało, to spać mi się chciało (a jeść, pić, spać ani chodzić się nie powinno w ciągu 2 godzin od wypicia tego ulepku). Gdyby nie ta klima, to byłoby baaardzo źle...
Ale przeżyłam, fakt, udało się pobrać krew po 120 minutach. Wyniki będą na mnie czekać u pana doktora na wizycie w czwartek. Nie tylko wynik krzywej, ale i morfologii, powtórnych wyników na przeciwciała toksoplazmozy oraz wyników badań moczu.

Co się ze mną dzieje, w tym tygodniu, i jak sobie radzę z upałami?
   Hmm, nie trzeba być w ciąży, żeby męczyć się w 36-38stopniowym upale. Wszędzie noszę ze sobą wodę i jeszcze dokupuję picie. Wchodzę do klimatyzowanych pomieszczeń, sklepów, byle "wrócić do normalności" na chwilę. Mleko w domu piję na zimno, jeszcze z kostką lodu. Mrożę jogurty (panna cotta Jogobelli idealna do tego celu) i tak je jem. W domu chodzę np w samej bieliźnie, z zamoczoną zimną wodą pieluchą tetrową albo ręcznikiem owiniętym wokół tułowia (bez tego miewam duszności i robi mi się słabo). Wczoraj przykryłam się taką mokrą pieluchą do spania... W sobotę, kiedy miały paść rekordy upału, praktycznie cały dzień spędziliśmy w domu, pijąc hektolitry herbaty na zimno i wody z cytryną i grapefruitem. Dopiero na wieczór pojechaliśmy do mojej babci, mąż pomagał kuzynowi, a ja przeglądałam ciuszki dziecięce ze strychu. Wróciliśmy więc z dużym workiem cudeniek i nasze dzieciątko jest już ubrane do rozm 68, i jeszcze mamy śpiworek do spania i rożek. 
   Wracając do mojego samopoczucia- boli mnie krzyż i biodra, czasami do tego stopnia, że przeszkadza mi to w chodzeniu. I wstawaniu rano z łóżka... Nie usiedzę w prawidłowej pozycji (kąt 90 stopni pomiędzy tułowiem a udami) na dość twardym siedzisku dłużej niż 5-10 minut (straszne to jest!). Czasami chodzę jak kaczka, czasami utykam... Do tego słabo śpię, czasami budzę się nad ranem i już usnąć nie mogę. Kręcę się, jęczę, oddychać nie mogę...  Mam niestety mdłości, gazy i przy większości aktywności bóle brzucha, coś jakby kolka, ale od spodu mojego "bębenka".
   W III trymestrze powinnam zjadać min 1 kg owoców i warzyw. Chwała Bogu owoce nie szkodzą mojej trzustce ani żołądkowi i stale w naszym domu są nektarynki. Do tego brzoskwinie, cytryny, grapefruit, winogrona i truskawki :)  

    W tym tygodniu asystowałam przez kilka godzin zaczynającej rodzić koleżance, kupiłam Córeczce większość wyprawki do szkoły i sznurek na kosz Synka i byłam u fryzjera, ale może o tym kiedyś indziej :) 

 

(pisać notki o kolejnych tygodniach? wiem, że późno...)

00:10, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
piątek, 07 sierpnia 2015

    Wiadomo, ciąża to nie choroba, ale też to nie jest stan idealny (dla większości- są cudne przypadki, które przechodzą ciążę całkowicie bezobjawowo)- to stan wyjątkowy, dość kruchy, często niewiele trzeba, żeby od bardzo dobrego samopoczucia przejść w bardzo kiepskie...

   Uważam, że są dwa podstawowe powody, dla których powinno się ustępować kobietom w ciąży. Już pal licho kobietę, ale ostatecznie chodzi o tego nowego przyszłego podatnika, dzięki któremu jakąś tam emeryturę mieć będziemy :)  Myślę, że żadna ciężarna nie będzie na siebie chuchać i dmuchać przez te powody... do czasu aż sama ich nie odczuje. Dlatego też nie zdziwcie się, że niektóre przyszłe mamy podziękują za miejsce albo przepuszczenie- mimo wszystko warto, nie dość że życzliwości w życiu nigdy nie za mało, a dwa- nigdy nie wiesz, co może zdarzyć się za chwilę...

Dobra, do rzeczy. 

Powód nr 1. Mamie w ciąży bardzo źle się stoi (to o kolejkach). Postoi tak ciężarówka minutę, może trzy i nagle... krew odpływa z głowy (przerabiam to ostatnimi dniami- działa to tak samo i dusznym warzywniaku, i w klimatyzowanym sklepie), nagle robi się słabo, kręci się w głowie. I nie, jak się chodzi to to tak mocno nie uderza. Mamie źle się stoi. Jest kilka powodów, takich fizycznych, dlaczego tak się dzieje, ale ogólnie serce jest przeciążone, ściśnięte, tętno często jest wysokie, a idealnie ciśnienie dla większości to niedościgłe marzenie- albo bardzo spada (to ja, miewam ok 90/50, max 105/65), albo jest za wysokie- oba stany niestety nie pomagają. Dajcie więc kupić tej ciężarnej to, co ma kupić i jak najszybciej odejść. Nie zauważyłam za bardzo wybrzydzających ciężarnych przy kasach- jak im źle, to one same kupują jak najszybciej... 
Przypominam, jak się ciężarnej jeszcze coś takiego nie zdarzyło, to na wszelki wypadek raczej na to uważać nie będzie. Ale kiedy się jej po raz pierwszy coś takiego przytrafi (szczególnie w upały)? Mam duże współczucie dla dziewczyn w 3-4 miesiącu, gdzie też często zdarzają się zawroty głowy... 

Powód nr 2. Kobiecie w ciąży zmienia się środek ciężkości (tutaj o jeżdżeniu komunikacją). Znam opowieści dziewczyn, które nawet jako dzieci nie potykały się, nie wywracały, a tu ni stąd, ni zowąd zaliczają spektakularne upadki właśnie w ciąży. Kobieta w ciąży nagle nie są tymi samymi, co kilka tygodni czy miesięcy wcześniej, gdy jechała w zapchanym autobusie, z torbą z laptopem na jednym ramieniu, wielką torebką na drugim, korzystająca ze smartfona albo czytająca książkę, a podpierająca się o barierkę ramieniem albo tylko jedną ręką (tak, właśnie sportretowałam siebie w gdańskiej komunikacji miejskiej).
Co z tego, że kostki nie są jeszcze spuchnięte, nawet brzuch nie jest jeszcze wielki na wzór piłki lekarskiej, że ciężarna jeszcze może coś kupić na mieście, jak przy malutkim nawet zachwianiu równowagi może się wywrócić, mimo tego, że kiedyś spokojnie by ustała.
Jest jeszcze dodatkowe zagrożenie dla utrzymania równowagi przyszłej mamy- gdy jest tłok, ona odruchowo będzie chronić brzuch, żeby go nie ściśnięto. Więc ręka ląduje przed brzuchem, a nie na barierce...
Teraz jeszcze przejdźmy do tego, że tak, dzieje się, i mama, dzięki jakże delikatnej jeździe kierowcy/motorniczego, niestety poleciała. Nie musi trafiać na ziemię, może uderzyć się w barierkę, szybę, cokolwiek. Chyba wszyscy zdają sobie sprawę, że uderzenie w brzuch może być tragiczne w skutkach- może dość nawet do uszkodzenia płodu, przedwczesnego porodu- no ogólnie, dziecko może umrzeć. Ale jeśli nawet jakimś cudem brzuch zostanie ocalony, to wyobraźcie sobie- silne uderzenie w rękę/ nogę: nie można wziąć żadnego środka przeciwbólowego, tylko paracetamol (zapewniam, na silny ból niewiele pomaga), nikt zbyt chętnie nie zrobi rentgena, bo to wielkie ryzyko dla maluszka, a każde nieruchomienie jest groźne dla mamy, bo łatwiej o zakrzepy. Kto chętny zaryzykować upadek w takim stanie?  

 

Nie będę się tutaj odnosić do życzliwości, dobrego wychowania itp. Chciałam podać powody wynikające z fizjologii, takie, które nagle mogą zaskoczyć nawet samą ciężarną, a dla których naprawdę, ustępowanie wydaje się uzasadnione. Czy jednak się mylę? 


Zaczęłam pisać tą notkę 3 dni temu, ale musiałam przerwać. Wczoraj trafiłam na mały artykulik na ten temat w sierpniowych "Wysokich Obcasach Extra" :) Jak chcecie, zajrzyjcie i tam.  

15:23, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2015

   Uwaga, będzie długo, dużo zdjęć! :)

   Mamy dla naszego Synka już cały karton rzeczy. Jak to się stało? :)

Na pewno połowę z tego "zestawu" (bo obecnie ów karton ledwo się domyka) zajmuje wyprawka pieluchowa- mam bardzo różne pieluchy- i owulacze, i kieszonki, formowanki i takie pieluchy, które w całości wrzuca się do prania po użyciu i sporo różnych wkładów. Chciałabym jeszcze troszkę tetrówek zakupić na te pierwsze tygodnie. Poniżej mała próbka- śmieję się, że mamy całą feerię barw- mamy pieluchy białe, żółte, pomarańczowe, czerwone, niebieskie, zielone, szare, fioletowe, brązowe :) 

Ja się albo zbiorę do postu pieluchowego, albo podrzucę kilka naprawdę fajnych stron o tym prawiących, obiecuję!

 

Co mamy zakupione za malutkie pieniądze:

- laktator- od sąsiadki kupiłam bardzo mało używany laktator ręczny Aventu- za ok 1/6 ceny, tylko bez butelki. Z córą baaardzo mi się przydał ręczny z firmy Medela, nie wyobrażam sobie ściągania ręcznego. A że mam zamiar karmić piersią, po przebojach z Córeczką wiem, że dam sobie radę z każdym kryzysem z noworodkiem, więc nastawiona jestem bardzo- bardzo!

- wózek- ja już dawno mówiłam, że Roan Marita mi się bardzo podoba- solidny, dwuśladowy (po mieście jeżdżąc, wydaje mi się, że to bardzo ważna sprawa), z możliwością bujania. Mężowi też się podobał. Trafiła się okazja, zakupiliśmy groszka za ok 1/10 ceny! 

- fotelik- zakupiony na grupie facebookowej za bezcen :)

- kombinezon- śliczny, czerwony, wygląda jak nieużywany, z H&M- chyba ze 12,5 wydałam, na allegro

Dorwałam też kocyk- rożek z minky za 20 zł. Będzie w sam raz do otulania Synka w koszu :)
Kiedyś się zaśmiałam, że może dziecię, które powstało nad morzem, będziemy ubierać w stylu marinistycznym, może kiedyś jego kącik/ pokój tak urządzimy? :) Niby nie kupiłam wiele ciuszków, jakoś bardzo mnie to nie kręci, ale jak zebrałam kilka tych sztuk, to nieźle się uśmiałam- marynarz jak nic!


  

Mam dla małego też jakiś smoczek (od położnej), kończę kocyk na szydełku, cieplejszy, w barwach pasujących bardziej do wózka. Mam dla niego też robione przeze mnie czapeczki- jedną dresową, drugą z grubej, ciepłej włóczki. Jest też udziergany ślimaczek- pierwsza maskotka synka :) 

 

Co jeszcze nam zostało do kupienia/ zrobienia? (przecież już tylko 3 miesiace do przewidywanej daty porodu)

-chusta do noszenia- nie znalazły się niestety dwie po Córeczce u moich rodziców, więc mamy w planach zakup- polska firma Nati, a kolor- Peru

- miska do kąpieli- nie wanienka, tylko prostokątna, dość wysoka miska. Taka sama była używana do kąpania Córeczki, jak była już starsza, teraz robi nam za pojemnik na brudną bieliznę. Jeśli będziemy mieli drugą taką, to odpadnie nam przechowywanie- wsadzi się jedną w drugą i juz :)

- pojemnik (dość szczelnie zamykany) na brudne pieluchy czekające do prania, olejki eteryczne (z drzewa herbacianego i może... cytrynowy, do odkażania i odświeżania pieluch), potem jeszcze proszek z odkażaczem do prania

- mata edukacyjna- mam tak dobre wspomnienia Córeczki na macie, że teraz nie wyobrażam sobie, że Synek takowej mieć nie będzie. Może nawet matę kupimy tej samej firmy, Tiny Love? Zastanawiam się tylko, czy kupować ją już, bo planujemy chrzciny na ostatnią niedzielę grudnia, więc może po nich zrobimy ten zakup?

- kupić trzeba też materiały i bawełniany sznurek- materiały na pościele (najpierw do wózka i jako wyściółka kosza), sznurek na kosz mojżeszowy.

- aaaa, jako wsparcie karmienia (i mamy, która może czasami chcieć/ musieć wyjść z domu): butelka jako uzupełnienie do laktatora, woreczki/ pojemniczki do przechowywania pokarmu, oraz wkładki laktacyjne... Chociaż? Może sobie sobie je udziergam/ uszyję...

 

Ciuszków mam trochę na strychu u babci, mam też trochę obiecanych od przyjaciół :) Więc raczej ich kupować nie będę. Kilka rzeczy do szpitala też przyjaciółce zbywa... Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałam...  

 

Z moich postanowień- używać jak najmniej chusteczek nawilżanych. Mam paczkę chusteczek, które wyjęłam, uprałam, będą robić za chusteczki wielorazowe do przemywania, z miseczką z wodą obok :) 
Kosmetyki dla małego- tak mało na początku trzeba... Mleko mamy, olej kokosowy, z kosmetyków komercyjnych- Ziaja.  

 

Obecnie literaturę dziecięcą kupuję za bezcen- ostatnio pakiet 4 numerów "Dziecka" za 5 zł. Po co mi idealnie aktualne? Chętnie dowiaduję się różnych rzeczy z portalu parenting.pl, chętnie też zaglądam np. na mataja.pl. Aaa, o tym też mogę napisać osobno jakby kto chciał :) 

wtorek, 28 lipca 2015

   Naszło mnie dzisiaj na dwie potrawy, na które natrafiłam korzystając z internetu (oczywiście). Co roku w wakacje urządzam nam tydzień bez mięsa, ale w tym roku nam się on odsuwa- tym bardziej, że ja chętnie sięgam do przepisów wegańskich lub przynajmniej wegetariańskich. Jakie to bogactwo smaków! :) Więc w takiej sytuacji, mniej mnie ciągnie do całotygodniowego wyzwania ;)

   Już od kilku dni mogę mówić, że czuję się lepiej. To znaczy, brzuch boli mało albo wcale. To nie znaczy, że nic w ogóle nie boli i tryskam energią... niestety dolny odcinek kręgosłupa powoli odmawia posłuszeństwa... Jednak- w ogólnym rozrachunku samopoczucie jest jakby lepsze, i staram się z tego korzystać. W połączeniu z apetytem mogą wyjść z tego całkiem ciekawe dania :) 

   Jadłonomię odkryłam już dawno- najpierw, gdy szukałam dobrego przepisu na hummus, potem falafel. A potem... syciłam się każdym zdjęciem i opisem. Przeglądając wczoraj tą stronę, po kilku tygodniach nieodwiedzania, trafiłam na shake jaglany. Idealnie w porę, bo maliny są na czasie... Dzisiaj wyprawiłam się na halę targową i kupiłam maliny, bo i kaszę jaglaną, i daktyle miałam w domu (a mleko roślinne tym razem zmieniłam na krowie...). To jest pyyycha! Tylko musiałam użyć blendera ręcznego, bo Thermomix nie "zauważył" drobinek kaszy jaglanej. Polecam serdecznie (jadlonomia.com; Shake jaglany)

   Kolejny przepis odkryłam przez googlowanie. Internetowa koleżanka ma lokal z zupami, i podglądając ich menu (codziennie inne) trafiłam na ramen. Google przyprowadził mnie do Klaudyny Hebdy, która pięknie opisała przygotowania do robienia ramenu i składniki, które mogą (ale wcale nie muszą) stworzyć jego smak. Ależ dzisiaj miałam radość w kuchni! Mój wywar powstał na bazie łopatki wieprzowej i skrzydełek drobiowych, cebuli, marchewki, pieczarek, imbiru, chili (mało, ja zniosę ewentualnie coś średnio ostrego, Mąż nie lubi papryczkowej ostrości wcale), pieprzu i ziela angielskiego. Do miseczek można było wrzucić pszenny makaron, jajko, szczypiorek, z wywaru: mięso, marchewki, pieczarki. A na wieczór zdobyłam też kiełki. Jakie to cudne! I jak pięknie wygląda :) 

To pierwsza moja dzisiejsza miseczka, jeszcze bez kiełków

Nie chce mi dodawać linków, więc proszę, wpiszcie sobie: klaudynahebda.pl i w wyszukiwarkę słowo "ramen". Ta zupa jest cu-dow-na. Ma tyle odmian, możliwości... coś przepysznego :)

Obie panie- autorka Jadłonomii, Marta Dymek, i Klaudyna Hebda, mają już zbiór swoich przepisów wydanych w formie książkowej. Polecam odwiedzenie ich stron/blogów, i obejrzenie, przeczytanie książek (bo też uczta dla oczu). 

 

Po tych dzisiejszych wspominkach kuchennych dorzucam jeszcze optymistycznie mnie nastawiającą piosenkę :) 

sobota, 25 lipca 2015

   Nakombinuję się, żeby nie kupując za bardzo nowych ciuchów, wyglądać godnie, w ciąży i na płaskim obcasie. Czasami się udaje ;) Chyba... 

 

Bębenek wydaje się jednak spory (dobre to określenie, Synek sobie w brzuch wali jak w bębenek właśnie), a aplikacja ciążowa woła "możesz mieć lekką niedowagę"... znowu... 

Spędziliśmy fajne popołudnie na mieście i wieczór u mojej kuzynki i jej męża. W niedzielę imieniny babci mamy, więc jedno ze stałych, przyjemnych punktów lata- już nie mogę się doczekać :) 

piątek, 24 lipca 2015

   Przyjechałam z Córeczką do Wro wczesnym popołudniem w poniedziałek. Czułam się niestety fatalnie, musiałam się położyć, więc Córeczka trochę się do powrotu Męża nudziła. Pamiętam ich rozmowę, o tym, że czas wyjść na hulajnogę albo rower, choć na chwilę, niech już zapozna się z otoczeniem, także, choćby wzrokowo, z dziećmi na podwórku.
Dzieci wiele nie było, i gdy mała wróciła, stwierdziliśmy, że idziemy na zakupy trochę dalej- koniecznie trzeba było kupić jakiś kabel, a ja doszłam do wniosku, że potrzebuję coli, bo mi po prostu siadło ciśnienie. Młoda wzięła hulajnogę (przypomnę, w Gdańsku przez 1,5 miesiąca codziennie jeździła po tych górach i dolinach do szkoły na niej), Mąż wyszedł za nią, ja zamykam drzwi... i widzę, że wracają hm... Mąż wnosi młodą do klatki. Była przewrotka, mała płacze... Zabieram ją do łazienki, widzę- jedno kolano, drugie, trochę powierzchni pozdzieranych, ale tragedii nie ma. Jeden łokieć, drugi- niby jeszcze bardziej powierzchowne rany, ale większa powierzchnia...
Zauważyłam wcześniej, że ranki nie krwawią strasznie, ale na ramieniu Córeczka ma porządną kroplę krwi, ona wspomina, że o brodę też się uderzyła... No i tutaj nóżki się uginają, bo rana spod spodu brody, niezbyt prosta i cholernie głęboka... Młodą na kanapę kładę, staram się to ogarnąć, zakleić rany na nogach i rękach, uspokoić i ją, i siebie, i do Męża, cicho, że ja bym pojechała to szyć... Akcja bardzo szybka- telefon do rejestracji naszych przychodni, potem taksówka.
Trzeba było się śpieszyć, bo było już po 19, a przychodnia do 20... Udało się. Dziecko się telepie z nerwów, bólu, pal licho z jakiego powodu, ale nie byłam w stanie jej bardzo uspokoić (czy muszę opowiadać, jak potem odchorowywałam, ze skutkami ubocznymi dla Męża? :/). Córeczka się bała bardzo, miała raz już szycie- rok temu miała podcinane wędzidełko, ale to trochę inna sytuacja była, a szwy się jej wcale nie podobały! Ale w momencie, kiedy bardzo miły pan doktor założył bardzo cieniutką niteczką pierwszy szew, Córeczka przestała się telepać. Nie wiem, czy po prostu pierwsze koty za płoty, czy mój zachwyt, o ile dużo lepiej rana wygląda po tym szwie na nią zadziałało? Tak czy inaczej, na mniej więcej 3centymetrowej ranie ma obecnie 5 szwów, na to plasterki "zbierające", i na to plaster z opatrunkiem, który zmieniamy codziennie. W poniedziałek ściąganie szwów, mam nadzieję, że dalszy ciąg gojenia będzie przebiegał dobrze.... Córeczka przeżywała cały wtorek, łokcie ją piekły, przejmowała się tym, że ludzie mogą na nią patrzeć... Ale już jest bardzo dobrze, luzik, bluzik, o plastrze pod brodą pamięta tylko od czasu do czasu. Wspomina, jak to się stało, zaczynając od "bo ja chciałam poszaleć..." :)

   Więc nieeee, nie ma nudy, nie ma na to szans! Trochę się obawiałam, że dziecko znienawidzi dotychczas ukochaną hulajnogę, ale obiecała, że ja się jej kolana zagoją, to pójdzie się przejechać. Bo ze strupkami to ona nie lubi :P Dobrze, że rana od spodu buzi, więc nawet blizna nie będzie po prostu widoczna... 

   

   Noo, więc po tych emocjach Córeczka lekko się zwieszała na debilnych, ale to naprawdę debilnych filmikach na youtube. Nie wiem, czy skopiowała sam pomysł oglądania vlogów ode mnie, czy ktoś jej ten pomysł sprzedał, ale ogląda.
    Ja sama zaczęłam oglądać, a właściwie słuchać, vlogi, tak konkretniej jak już byłam w ciąży i zamiast robić w labie siedziałam na górze w ołpenspejsie ;). Jak radio w słuchawkach nuuudziło albo się rwało, wrzucałam jakieś słuchanki na youtubie i przynajmniej czegoś się dowiedziałam, i tak bywało także dużo wcześniej, ale w ciąży siedziałam przy kompie praktycznie codziennie i cały czas, więc słuchałam seriami. Ze trzy serie ciążowe, trochę o jedzeniu, lifestyle- nie wszystko da się wysłuchać, ale te tematy jak najbardziej nadają się na włączenie "pod" dokumentami w wordzie czy excelu. Od daaaawna w domu oglądałam sobie filmiki nissiax83, gdy potrzebowałam się czegoś kosmetyczno- pielęgnacyjnego dowiedzieć. I od nissiax przeskoczyłam na dwa- trzy inne kanały, z nich dalej... Acha, wszystko w tym akapicie to tylko taki tyci wstęp do akapitu powyżej :) 
    Słuchałam półuchem, co ta moja Córeczka słucha. Nawet nie chcę reklamować za bardzo, ale kto ma nastolatkę, lub pretendującą do tego miana córkę, to może trafił na Banshe. OBoziujakietoidiotyczne! Nie dałam długo rady, i mówię młodej- chcesz się znać na modzie, to weź sobie obejrzyj TO. I puściłam jej filmik Radzkiej, nie dość, że dziewczyna ma flow, zna się na modzie, na sylwetkach, ciuchach, jest stylistką, a co jeszcze jest super (przede wszystkim dla mojego dziecka, które uprawia intensywny patriotyzm lokalny)- jest wrocławianką :) No i dziecko mi się zachwyciło totalnie. Bywa, że Radzkiej filmik jeden leci u Córeczki, a inny w kuchni, jeśli tam coś działam :P Bajki też się zdarzają (w dalszym ciągu nie mamy tv), ale Radzka rządzi... Po dwóch takich dniach Córeczka staje w drzwiach salonu i mówi- ja chcę te buty gumowe, bo Radzka poleca... Melisy!
   Matka się wrobiła po całości. Chciałam dobrze :) Teraz słyszę- ja bym się chciała ubrać, tak jak ta pani mówi... pomóż mi wybrać sukienkę do tej kurtki jeansowej, bo Radzka powiedziała... Ja nie mam dużo rzeczy takich, jak ma Radzka... Ja bym ją chciała spotkać...
   Przynajmniej tyle, że na te melisy się z nią umówiłam, że jak jej stopa przestanie rosnąć, to POMYŚLIMY... Najpierw ja, litości :P  

   Jak już zaczynam o Córeczce pisać jakieś konkrety, to też chyba mam flow... Jaka mi wielka pisanina wyszła :) Wczoraj po południu nasza piękna-z-plastrem pojechała do Rodzinnego Miasta, żeby stamtąd wystartować z ukochaną ciocią na dwa dni do Czech. Widzimy się z powrotem w niedzielę.

   Jeśli ktoś nie wie o czym mówię, zaprasza na YouTube, kanał raaadzka

PS. Asia Gr napisała w komentarzach o Monster High... Ja przyjrzałam się tym lalkom dawno temu i powiedziałam dziecku, że ja się na takie coś w domu nie zgadzam. Że niestety, nawet jak dostanie lalkę, to oddamy, zamienimy, kupimy coś innego. Dziecko najpierw nie łapało za bardzo, ale potem zrozumiała. A ja dostawałam odruchu wymiotnego jak widziałam "słitfocie" córeczek koleżanek na fb, z lalkami, pościelą, innymi akcesoriami, w takich ciuchach i często z pomalowanymi buziami z tekstem "moja mała Monster High". Oooo nie, bojkot i już. I moda przeszła, Córeczka mi/nam nie wypomina zakazu, a uniknęliśmy potworków w domu. Tyle się mogę obecnie wypowiedzieć na ten temat :) 

 

PPS. Przypominam się, że chciałabym zrobić post typu Pytania i odpowiedzi do mnie, chętnie o ciąży i dzieciach- piszcie, jeśli macie jakieś pytania. 

piątek, 17 lipca 2015

   Szwagry pojechały na mini wakacje we dwoje i już dawno temu ugadaliśmy się, że przyjadę do nich do domu jako opieka dla ich dzieciaków- jedno to tegoroczny absolwent gimnazjum, a drugie to równolatka Córeczki. Szwagierka się obawiała, czy dam radę, a ja się śmiałam, że najwyżej zalegnę na narożniku i będę wydawać rozkazy :)

   No i rzeczywiście, bardziej się czuję jakbym była na wakacjach, a nie w "pracy". Siostrzeniec męża jest właściwie samoobsługowy, coś tam pogadamy, on gdzieś sobie pojedzie, to tylko zgłasza, ja nie wnikam za bardzo, bo po co, jak wszystko jest OK. Dziewczynki za to są... dwie. W dużej mierze same zapewniają sobie rozrywki, korzystając z infrastruktury i wspaniałej, niemal upalnej pogody- mają spory basen w ogrodzie, trampolinę, Córeczce wczoraj tutaj przyszła nowa lalka z wyposażeniem, więc to była nowa zabawa, a mężowa Siostrzenica podpatrzyła moje szydełkowanie i bierze ode mnie lekcje :) Wczoraj przeszłam z dziewczynami pół miasta, wszystkie trzy dałyśmy radę. 

  Ja wysypiam się pięknie w bardzo wygodnym łóżku, czytam gazety i książki, gotuję, oglądam TV, nasycam się dobrą pogodą i dobrym ułożeniem Synka- bo brzuch nie boli tak, jak ostatnimi dniami we Wro. Czy mogę to nazwać w ogóle jakimś zajęciem? :) Mi tu dobrze :) Nawet paznokcie pomalowałam, po raz pierwszy od 1,5 miesiąca... 

 

   Poza ogólnym opisem rzeczywistości, polecam świetną zabawę z takimi dzieciakami vel młodzieżą młodszą, jak tu określam. Masterchef :) Robię ciasto na pizzę, wykładam na blachę, szykuję sos, dzielę ową pizzę na części. Każdy zaangażowany w zabawę na swój kawałek kładzie, co lubi. Zapewniam, każde dziecko zadowolone, i... chętniej zje (choć my z jedzeniem pizzy, także domowej, nigdy nie mieliśmy problemu). Polecam bardzo, bardzo! Kiedyś z Córeczką robiłyśmy mini Masterchefa makaronowego, Mąż był jurorem i pękał ze śmiechu :)

 

Dwa posty niżej możecie w komentarzach pisać pytania do mnie, bo jestem chętna stworzyć wpis typu pytania i odpowiedzi, polecam się!

środa, 15 lipca 2015

    Troszeczkę zaniedbałam podstronę bloga o książkach, filmach i serialach... To trochę nadrobię...

   Ostatnio kino jest odwiedzane przede wszystkim dla Córeczki. Byliśmy w tym roku tylko raz w kinie, w okolicy Walentynek, poszliśmy na "Ziarno prawdy". Mąż książkę czytał, bardzo mu się podobała, to był naturalny wybór :) Potem, na weekend majowy, zabraliśmy młodzież na "Kopciuszka", fabularną wersję (całkiem spoko), a potem Mąż i Córeczka wybrali się na swoją doroczną "randkę" z okazji Dnia Ojca- poszli na "Sekrety morza" które młodą zachwyciły niesamowicie. Kto będzie miał dostęp do tej bajki, serdecznie polecam :)

   Wiem też, na jaki film będę polować jesienią (choć nie wiem, czy wysiedzę- w 8. miesiącu ciąży z Córeczką poszłam do kina i myślałam, że oszaleję)- "Everest". Film stworzony na podstawie książki Jona Krakauera "Wszystko za Everest" która zrobiła swego czasu na mnie ogromne wrażenie, i która stoi u podwalin mojej fascynacji i ogromnego respektu przed wysokimi górami.

   Przechodząc płynnie z tematu filmów na książki... W tym roku niekoniecznie dużo czytam. Dwa kryminały fińskie (pierwsza część serii autorstwa Jamesa Thompsona, przeczytana jeszcze w zeszłym roku, była wspaniała i trochę się dowiedziałam o Finlandii, niestety trzecia była przesadzona po całości i umęczyłam ją po prostu), potem doczytałam wreszcie Mankellowski "Powrót nauczyciela tańca" oraz "Człowieka nietoperza" Jo Nesbo. W czerwcu przeczytałam "Chustkę" Joanny Sałygi, która, mimo, że to książka smutna, pozwoliła mi jeszcze bardziej docenić to, co w życiu mam. Lektura obowiązkowa! Poleciłam ją tacie, kiedy przyjechał do Córeczki kiedy trafiłam do szpitala, przeczytał kilka stron i już się wzruszył- niestety książka była z biblioteki... Dwa tygodnie temu, kiedy w Rodzinnym Mieście mogłam już jako tako się przemieszczać, kupiłam tacie tą książkę- będzie dla niego i dla całej rodziny. 
   Jeśli ktoś zna postać i bloga Chustki, dobrze wie o co chodzi. Jeśli nie- tym bardziej zachęcam do przeczytania książki!
   5 lat temu, na przełomie maja i czerwca, wykryto u mojego taty raka jelita grubego. To był oczywiście szok, bardzo trudny czas dla całej rodziny, bo tata jest takim filarem i pozytywnie nastawioną duszą całej rodziny. On jednak pogodą ducha i optymistycznym nastawieniem tylko sobie pomógł :) Po ok pół roku chemii- miał wlewy z cisplatyny, nowotwór został pokonany i odliczamy ostatnie miesiące do oficjalnego ogłoszenia remisji. Tacie została pamiątka- stomia- nic fajnego, ale oczywiście, że lepiej mieć stomię i żyć niż...
Po przeczytaniu Chustki napisałam mojemu rodzeństwu po wielkim smsie z prośbą, żeby sami poddali się badaniu przesiewowemu w kierunku tego nowotworu- minęło już trochę czasu, jestem kilkanaście lat od nich młodsza, a tylko ja je zrobiłam. A to tak bardzo jest potrzebne...  

   Przepraszam za offtop, ale wydaje mi się, że uczulanie kogokolwiek, żeby się badał, jest bardzo ważne... Sami o to dbajcie. Większość badań jest bezbolesnych i nieinwazyjnych, nie trzeba ich przecież co chwilkę powtarzać, a nowotwory we wczesnym stadium są do zwalczenia!

  Ehh... i jak tu nawiązać do tego, że przeczytałam znów "Kalamburkę" Musierowicz, oraz wzięłam się za prezent imieninowy od męża- "Życie na pełnej petardzie" księdza Jana Kaczkowskiego. I kolejny raz wszystkim polecam... :) Jeszcze nie skończyłam, ale ksiądz Jan jest postacią nietuzinkową, niesamowitą i ma tak fajny język i spostrzeżenia... Na serio :) 

   Dalsze plany książkowe... "Trzeci klucz" Jo Nesbo, oczywiście dokończenie Kaczkowskiego (mama ode mnie pożyczyła na rekolekcje). Muszę zapolować na najnowszą książkę Lackberg... No i oczywiście muszę nadrobić Jodi Picoult- "Już czas" oraz "To co zostało"... A poza tym? To co trafi się w bibliotece, bo mam zamiar oczywiście regularnie z niej korzystać :)

   Trochę przed trafieniem do szpitala zaczęłam słuchać audiobooka "Gry o tron". Ponad 33 godziny słuchania! Ale książka jest świetna, nawet jeśli już wcześniej obejrzałam serial. Plus dla serialu- w miarę możliwości oddał wiernie ducha książki. Ciekawa jestem następnych części, przy czym nie wiem, czy uda mi się je przeczytać, czy wysłuchać... 

    W muzyce rządzi wciąż Ed Sheeran i jest płyta "x", Taylor Swift, słuchamy też Meli Koteluk, Dawida Podsiadłę i Chłopców kontra Basię. Kilka innych piosenek wciąż się przewija przez youtube, w tym ta (oczywiście):

Tym muzycznym akcentem pozdrawiam!

wtorek, 14 lipca 2015

   Jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytania, a już szczególnie związane z kwestią dzieci, ciąży- piszcie. Bardzo chętnie stworzę wpis z odpowiedziami :) 

17:21, cinnamon.tea
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga