RSS
środa, 07 stycznia 2015

   Jejku, jak to zleciało!

     Cały rok minął jak z bicza strzelił. I te ostatnie tygodnie też- a nawet tym bardziej :) Pracy w bród. Ja powoli (i nie bez potknięć) uczę się i nabieram pewności siebie w tym co robię. Dobre pół roku pracuję niemal wyłącznie na jednej metodzie i śmieję się, że specjalistką o niej jestem.    
    Do tego wciąż zajmuję się rękodziełem... Rok temu postanowiłam sobie zrobić własnoręcznie 12 rzeczy. Licząc jednostkowo, nie zamówieniami, zrobiłam 20 razy tyle! A od początku listopada na wyposażeniu mam też maszynę do szycia- prostą, nienajlepszą, ale wystarczającą :)
     Teraz odpoczywam- urlopu nabrałam radośnie na te święta, a ten tydzień dosłownie i w przenośni odchorowuję, więc mamy kilka przymusowych dni u rodziców. Córeczka zresztą też niestety złapała jakieś choróbsko teraz :(
     Na tak długi pobyt zabraliśmy ze sobą Kota- stacjonuje on u moich rodziców, którzy Kota znają (i chętnie zostawiliby go u siebie na stałe, ich niedoczekanie!). Z racji tego, że arystokrata źle znosi jazdę samochodem, zdecydowaliśmy się na podróż pociągiem. Zdaliśmy egzamin w tamtą stronę- cała noc w przedziale, spakowani odpowiednio, my żyjemy, Kot żyje. Po świętach uzyskaliśmy trochę rzeczy- coś kupiliśmy, trochę fajnych prezentów dostaliśmy- szczególnie książki- i zaczęliśmy się zastanawiać, jak się z tym zabrać... Dzisiaj Mąż nadał więc paczkę... do domu. 13 kilogramów radości :)

     Święta spędziliśmy rodzinnie, spokojnie. I w jednym, i w drugim domu rodzinnym trochę popomagaliśmy, trochę odpoczęliśmy, zobaczyliśmy się z częścią naszych znajomych. Zima się nawet pokazała od II dnia świąt :)

    Sylwester wiązał się z długą podróżą- z naszymi przyjaciółmi wybraliśmy się, tak jak pół roku temu do Austrii, autem, na odwiedziny znajomych i zwiedzanie. Cel: Holandia! Zwiedziliśmy Rotterdam, Hagę i Delft; nowy rok witaliśmy kameralnie, w mieszkaniu znajomych (i podziwiając fajerwerki, których była cała masa- ludzie puszczali je regularnie minimum przez godzinę!). Zebraliśmy kolejną masę fajnych wspomnień no i bardzo przyjemnie rozpoczęliśmy nowy rok :)

   Co sobie życzyć na ten 2015 rok? Ojj, ja- my wiemy, czego sobie życzyć :) Ciekawe, czy uda się nam zrealizować choćby połowę tych planów przez najbliższe 12 miesięcy.... Bez zdrowia nic się nie uda, więc teraz muszę skończyć z zawodem hodowcy pawii (jeśli wiecie, co mam na myśli :)) i działać.

Mam dla Was trochę radości... i nabiału :) (przed sklepem z serami w Delft- przepiękne miasto zresztą)

 

i jeszcze klasyczny widoczek z Rotterdamu, czyli Biały Most vel Łabądź

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Zakopałam się w raportach po uszy.

To mój ostatni pracujący poniedziałek w tym roku.

Budzi mnie, poprawia humor i mobilizuje ta piosenka- dzielę się, żeby i Wam humor poprawić :)

 

Tagi: muzyka
12:59, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 grudnia 2014

Póki jeszcze można, dołączam do wyzwania u Uli i sama chętnie wprowadzę się w klimat świąteczny :)

Ja uwielbiam święta. Zawsze były u nas radosne, rodzinne, ciepłe. Wspaniałe. Dbamy o tradycje związane z Wigilią- liczymy potrawy, wsadzamy sianko pod obrus, mamy przygotowane dodatkowe krzesło dla strudzonego wędrowca, czytamy fragment Ewangelii, dzielimy się opłatkiem. Jemy długo i rozmawiamy (na początku opychamy się barszczem z uszkami i potem walczymy o wolne miejsce na następne potrawy :)). Potem śpiewamy kolędy. Później jest wyjmowanie prezentów spod choinki- prezenty wyjmuje jedna osoba i przekazuje je obdarowanym, jeśli zaśpiewają kolędę :) Cudowny czas.... Na świętach u babci bywało przy stole i kilkanaście osób. Gdybyśmy obecnie zebrali się wszyscy u moich rodziców, też by dużo było (nasza trójka, czwórka brata, Sis i rodzice), ale z bratem działamy na zakładkę, żeby rodzice z siostrą sami przypadkiem nie zostali. W tym roku Wigilię spędzamy u rodziców Męża... A właściwie u mamy, bo tata spędza cały grudzień w sanatorium! Będziemy mieli 4 pokolenia: babcia, Teściowa, nasza trójka i Śfagry :P czyli szwagierka, szwagier, siostrzeniec i siostrzenica Męża. Już się uśmiecham na myśl o tej wyliczance :)

 

A wracając do tradycji... najczęściej pierwsze co robię świątecznie, to pieczenie i lukrowanie pierniczków, bo te można przewieźć bez większego trudu nawet dzielące nas od rodziny ponad 500 km. Lukier królewski i duża ilość przypraw rządzi!

 

środa, 03 grudnia 2014

Mój! W tym roku wiem czego chcę :)

 

1. Książki!!!

2014 był dla mnie słaby książkowo... nie zawsze da się gotować, pracować, dziergać i czytać jednocześnie :)

Jesienią pojawiło się kilka nowości moich ukochanych autorów, na które już zacieram rączki... A kochani znajomi z firmy sprawili mi jedną z nich ("Tęsknię za tobą" Harlana Cobena, którą czytam w zawrotnym tempie jak na ten rok :)), więc lista ma jedno oczko mniej :)

Najważniejsze pozycje na liście:

Jodi Picoult, Już czas

Małgorzata Musierowicz, Córka do orzechów

 

 

2. Monopoly Gdańsk

... czy muszę coś więcej pisać? :)

 

3. No właśnie... włóczki! Nie obrażę się, gdybym została obdarowana bonem do sklepu internetowego z włóczkami. Marzy mi się zielona wełna z merynosów, żebym mogła zrobić Mężowi sweterek na drutach :) Mam już całkiem przyjemny stosik przeróżnych włóczek i moteczków, ale mam wrażenie, że to początek prawdziwego uzależnienia!

 

Mam jeszcze swoje marzenia biżuteryjne...

Zegarek idealny dla mnie:

Biochemiczny naszyjnik, serotoninka pasuje mi najbardziej:

biżuteria z topazem- nie wiem, do czego miałaby mi pasować, ale uwielbiam ten kamień :)

 

Ech, możnaby tak wymieniać... Ale tak naprawdę powoli, powolutku, kompletujemy te nasze małe materialne marzenia. To są takie smaczki, które uprzyjemniają funkcjonowanie, ale tak naprawdę mam wszystko, co mi do życia potrzebne ;)

23:08, cinnamon.tea
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 listopada 2014

  Mam wiele szczęścia, mając dziecko, które jest ciekawe świata. Jakiś czas temu codzienną rutyną było poruszanie paluszkiem po jej globusie. Wielokrotnie młoda pyta się o różne szczegóły dotyczące zabytków w których jesteśmy, o znaczenie obrazów w kościołach. Ale też prawdziwym hiciorem jest mój, niemal coweekendowy dialog z Córeczką.
Ja: jedziemy na plażę
Córeczka: ja nieee chcę, już jest zimno, ja chcę do jakiegoś muzeum!

  Trzeba przyznać, że Gdańsk ma tak wspaniałe historyczne tradycje, że tutaj poznawać historię Polski, szczególnie tą najnowszą, jest jeszcze łatwiej. 25- lecie III RP, otwarcie Europejskiego Centrum Solidarności pięknie nam się złożyło z... przesyłką z kancelarii premiera.

Fantastycznie rozrysowana, prosto i fajnie opisane fakty historyczne- naprawdę się cieszę, że mapa została narysowana właśnie przez Mizielińskich. Szukam możliwości bezpiecznego zawieszenia jej na ścianie u Córeczki. (polecam wygooglowanie 25 lat Wolności mapa- można mapkę obejrzeć, pobrać i poczytać :))

 

O, a poniżej, Córeczka, zachwycona tradycyjnym telefonem, przy biurku Jacka Kuronia w ECS. Najpierw był zachwyt telefonem a potem tysiąc pytań o Kuronia- dlaczego jego biurko tu jest, a kim był, a czy jego rodzina żyje, a są ludzie którym pomógł, a jak pomagał itp. Ogólnie po wizycie w ECS, gdzie jeszcze dużo było niedoróbek, Córeczki idolem został Lech Wałęsa, i to jego wizerunku szukała w ilustracjach na powyższej mapie.
My, którzy byliśmy dzieciakami, kiedy Wałęsa był prezydentem Polski, mamy założenie przekazać dziecku Wałęsę obiektywnie, podkreślając jednak wizerunek tego człowieka poza Polską- jako legendę, osobę, którą się podziwia, która była liderem niesamowitych zmian w Europie. Mam nadzieję, że nam się to uda!

 

W domu mamy poczet królów Polski, chętnie włączam kanały historyczne (niekoniecznie ten publiczny), i mam nadzieję, że dodając do tego pasję Męża w tym temacie, młoda będzie w historii zagłębiać się bezboleśnie i z niegasnącą ciekawością i zachwytem. 


Muszę od razu przyznać, że Córeczka jest dzieckiem niesamowicie empatycznym, więc wizyta na Westerplatte, przy obok budynku Poczty Polskiej którą bohatersko bronili Polacy każdorazowo jest przez nas "dawkowana" z informacjami. Trzeba być bardzo ostrożnym, bo ona może przeżywać i płakać... to taka druga strona medalu. Ale myślę, że powoli i z wyczuciem damy radę :)

22:39, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
środa, 19 listopada 2014

Takie przemyślenie mi przyszło do głowy...

to, co wypowiadamy na ślubie, co sobie ślubujemy i oświadczamy, ma wpływ na nas, definiuje podstawy naszego małżeństwa.

Może to kwestia wypracowanego przez nas zaufania, a może po prostu brania takich spraw na serio, ale to, że przed Bogiem przysięgaliśmy sobie wierność jest dla nas... zobowiązaniem i pewnikiem jednocześnie. Po prostu tak jest. Zupełnie inne podstawy mogą mieć pary, które obiecują sobie, że zrobią wszystko, by byli szczęśliwi i ich małżeństwo było trwałe, bez wymienienia tego konkretu- wierności, i zapewnienia, że na dobre i na złe.

Jestem szczęśliwa, że jesteśmy małżeństwem, że przysięgaliśmy sobie tak, a nie inaczej, i że nasza przysięga wciąż jest dla nas ważna- każde słowo wtedy wypowiedziane ma dla nas wielkie znaczenie.

 

PS. Czuć oddech zimy w Trójmieście... 

13:44, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 października 2014

  U mojej Córeczki w szkole nie ma Halloween. I bardzo dobrze! Pochwalam, cieszę się :) Dzieci, co by nie były stratne w zabawie, mają jutro bal. Bal Wszystkich Świętych, dokładniej rzecz ujmując. Jak ktoś ma potrzebę, to pewnie i postaci starotestamentowe się załapią bez problemu. Całość składa się na to, że mniej rodziców protestuje przeciwko balowi niż przeciw Halloween.

Córeczka w zeszłym tygodniu więc informuje mnie o balu i rzuca tekstem- mamo, na środę zrób mi przebranie świętej Faustyny.

O_o

 

Ostatni zachwyt Córeczki nad tą świętą nie mija od wakacji, ale wykonać przebranie godne wymagań Córeczki to nie jest taka prosta sprawa... :) W piątek rzuciłam, że młoda będzie Faustyną w nowicjacie- dostanie obrazek "Jezu ufam Tobie", możemy jakąś książkę przebrać za "Dzienniczek", dostanie skromną białą koszulę, szarą, przydługą spódniczkę i biały welon. Na co Mąż i Córeczka pokręcili nosem, a młoda od razu wymyśliła nową patronkę. Załapała po prostu za poczet królów Polski i pokazała mi otwartą na jedynej kobiecie- królu.
Wczoraj mówi babci przez telefon- przebieram się za świętą królową Jadwigę, patronkę Polski!

No to ma. Strój księżniczki, jeszcze z zeszłego roku, z wizerunkiem Jadwigi przylepionym do piersi, dzisiaj jeszcze dorobimy coś, co ma udawać skromne, drewniane jabłko i berło. Młoda zadowolona, ja też.

Godną świętą na bal sobie wybrała :)

 

PS. Już nie mogę się doczekać wyjazdu do Rodzinnych Miast... już tylko 10 dni!!! :)

poniedziałek, 20 października 2014

Nasz kocio kochany- eksploruje mniejszy balkon, czasami tak, że lubi sobie usiąść na parapecie u Córeczki, ale od zewnątrz :) Na szybko robiłam mu przedwczoraj zdjęcia :)

Jeśli to w ogóle możliwe, to Kot jest jeszcze większym przytulakiem niż wcześniej. Teraz będzie się platał pod nogami i miauczał do skutku, a jak to szybko nie pomaga, to zwala się na bok, pokazuje brzuszek... i jak tu go nie pogłaskać :)

Kot łagodzi nam obyczaje, rozbawia, grzeje... właściwie same przyjemności :) No, może poza tym, że sierść jak latała, tak lata, więc razem z Kotem, jego karmą i żwirkiem obowiązkowo mamy też zapas rolek do ubrań :P Trochę teraz walczę z kołtunkami, które znajduję w jego portkach i na podbrzuszu- trochę mu kręcą się tam włosy, trochę AZSu popchłowego zostało (nawet nie pamiętam jak to schorzenie się do końca nazywa, tak czy inaczej, jak go pchełki dorwały w czerwcu to odwiedzaliśmy weta i aplikowaliśmy różne środki bo strasznie się drapał i wyrywał włosy), jak się drapie, to o kołtuny łatwo. Więc siedzę i go czeszę, on to uwielbia... gdy jest czesany w odpowiednich miejscach. Portki do tych  miejsc nie należą, więc uprawiam akrobatykę domową stosowaną, żeby móc go porządnie wyczesać...

Szukam zresztą Norwega dla moich rodziców, bo są Kotem zachwyceni- nie dość, że to ładne, to bezproblemowe i kochane, a mamie okłady z ciepłego mruczka na stawy z reumatyzmem mogą pomóc ;) Gdy mama przyjechała do nas na ferie zimowe, to Kot kładł się jej na chorym biodrze i siedział po 2-3 godziny ciurkiem.

Po tych kilku miesiącach właściwie tylko kwestia żwirku jest nieuregulowana- mokra karma: saszetki z Felixa oraz cały asortyment z Rossmana (dużo smaków :)), świeży kurczak, tuńczyk (z puszek z sosem własnym- umie Mężowi kraść ze stołu niemal :D); sucha karma- chyba najbardziej to on PurinęOne lubi więc staram się mu ją kupować. Woda- o ile nie ma superupałów to tylko gdy mu puszczamy ciurkiem z kranu w wannie. Nawet nie ma sensu miseczki napełniać ;P Ma witaminki na tą swoją sierść i dzięki temu cudownie odrasta mu ogon (może kiedyś uda mi się znaleźć zdjęcia dla porównania) i już teraz ma świetną kitę, a nie pędzel (najpewniej to były kwestie stresowe, że sobie wyrywał włosy z ogona). Z Rossmana Kot dostaje też swój przysmak (nazywa się "magiczne chrupki") i kabanosy dla kota. Ostatnio rozważam zmianę używanego od kilku miesięcy żwirku silikonowego na żwirek naturalny Cats Best, bo ponoć bardziej wydajny jest, i zbryla się, a nie rozpada na wiórki, jak używany przez nas kiedyś żwirek naturalny. Z silikonowym wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że Kot ma niesamowicie wydaje nerki i schodzą nam najczęściej 3 opakowania na miesiąc... :)

Kot co rano już czeka, aż wstaniemy- ostatnio śmiałam się, że mu się czas niegłaskania skraca, bo ok 20 minut przed moim budzikiem staje przy łóżku i miauczy- wcześniej czekał na budzik. Potem idzie ze mną budzić Córeczkę, której włazi do łóżka i niemal "całuje" :) Fantastyczne to jest :) Potem niestety opuszcza Córeczkę, bo wie, że pańcia- znaczy się, ja- da pić, jeść i w razie czego to jeszcze posprząta... raz "grubszą" zawartość kuwety, innym razem, gdy się zdarzy, to co wyjdzie "górą" ;P Dzisiaj jednak miałam odmianę- zbierałam szczepki żyworódki, bo Kot przewrócił doniczkę i się maleństwa posypały z rośliny- matki. Ot, atrakcje :)

12:08, cinnamon.tea
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 października 2014

Minął miesiąc od ostatniego wpisu, czas się jakoś zaktualizować :)

Teoretycznie u nas nic nowego i wszystko leci swoim tempem- Córeczka rozpoczęła II klasę, a tym samym także przygotowanie do I Komunii Św. Zaczęły się porządne wyzwania, w tym tygodniu rozpoczęli omawiać swoją pierwszą lekturę- „Karolcię” Marii Kruger. Sama bardzo lubię tą książeczkę, ma w sobie coś z sensacji. Ma też całkiem sporo stron, więc po upewnieniu się, że tak można, dziennie Córeczka czytała 3 strony, a my jej dorzucaliśmy od siebie jeszcze 2. I przetrwaliśmy :)

Wrzesień był dla młodej świetny, dzień w dzień znosiła sobie rower i jechała kilka bloków dalej, do koleżanek i kolegów- bardzo dużo czasu spędzała na dworze. Maniakalnie wręcz robiła bransoletki z gumek, teraz lekko przyhamowała, ale i tak robi coraz fajniejsze rzeczy. W ogóle, widać po niej zacięcie artystyczne- przez dwa przymusowe dni w domu (o tym niżej) bawiła się
w balet, w „robienie kolorków” za pomocą słoików, wody i barwników spożywczych, rysowała… Ja w jej wieku byłam coraz większym molem książkowym, Córeczka jest zupełnie inna, ciekawa świata, ale jej zainteresowania idą w zupełnie inną stronę, jest niesamowicie logiczna w swoim rozumowaniu i to mnie fascynuje.

W tym tygodniu zaliczyłam pierwsze zwolnienie lekarskie na nią od początku mojej pracy (czyli już od ponad roku)- i to dosłownie na dwa dni. Młoda była przeziębiona ale bardzo poważnie kaszlała, nie chciałam żeby pozarażała dzieciaki. Patrzyłam na nią dość sceptycznie wczoraj, gdy wracaliśmy ze szkoły i pracy, ale dzisiaj poszła do szkoły ponownie, mam nadzieję, że rzeczywiście idzie ku lepszemu. 1,5 roku temu dostała kwalifikację na operację wycięcia przerośniętych migdałów, termin operacji się zbliża, ale oddamy go komuś bardziej  potrzebującemu- rok mieszkania nad morzem, zmiany klimatu bardzo pozytywnie na nią wpłynął i mam nadzieję, że tak będzie w dalszym ciągu.

Ja sama jestem zarobiona, coraz bardziej i bardziej :) Powoli to wszystko co tu robimy zaczyna przybierać kształty ostateczne, uczymy się jeszcze wciąż, zmieniamy podejście, fajnie jest być tego częścią… choć oczywiście przychodzą momenty zwątpienia, stres przerasta, zmęczenie, albo dwa- trzy dni ciężkiej roboty bez spodziewanych wyników i morale spadają. Staram się nie odpuszczać, tłumaczę sobie czasami, że to przesilenie jesienne też ma wpływ i trzeba liczyć na to, że szybko przejdzie. Odczarowuję swoje otoczenie kolorowymi ciuchami, mimo że pod fartuchem laboratoryjnym niewiele z tego widać ;) Cieszę się, że mam dobre ludki naokoło siebie, moja przełożona jest do rany przyłóż, chyba wszyscy mamy takie odczucia- bardzo nas wspiera. W połowie września zrobiliśmy u nas w domu kolejne spotkanie „ludzi z pracy”, było super- wesoło, tak głośno, że patrzyliśmy z Mężem po sobie, czy przypadkiem któryś sąsiadów coś nie trafi i nie zadzwonią po policję ;) Ale widać aż tak źle nie było :) Nasze życie towarzyskie w Gdańsku leży i kwiczy, więc cieszę się, że przynajmniej raz na jakiś czas możemy liczyć na towarzystwo mojej pracowej ekipy.

… i w tym momencie znowu muszę to stwierdzić- straszliwie tęsknimy za naszymi przyjaciółmi. We Wro pisaliśmy do świadka, czy do jego żony- zaraz miną 2 tygodnie, tęsknimy… Teraz? 2 miesiące bez spotkań wydają się „normalne”. Mąż wisi na telefonie, ja czasami też, choć wolę pisać, więc smaruję maila albo wiadomości na facebooku.

W moim rodzinnym mieście zresztą wiele się dzieje, bo wybory, pół rodziny zaangażowane, mój brat zdecydował się na kandydowanie na prezydenta miasta- wczoraj dostałam już bardzo miły odzew na tą wiadomość od starej znajomej. Tata był u nas na weekend i nie dał się namówić nawet na pół dnia więcej, bo „kampania”, chce być obecny, pomóc, i ja go rozumiem. 8 lat temu z kumplem jeździliśmy po całym okręgu i wieszaliśmy plakaty, teraz mnie w okolicy nie ma, więc mogę tylko trzymać kciuki. I przyjechać na wybory :)

   Dostaliśmy prezent na rocznicę ślubu od moich rodziców- wyjazd na Spotkania Małżeńskie (w Gdyni, niedaleko :)) w pakiecie z opieką nad Córeczką na cały weekend. Spędziliśmy niesamowity czas, tylko dla siebie i ze sobą, z widokiem na morze, nie musząc się o nic martwić.
Wspaniałe rzeczy dzieją się na takich wyjazdach i mamy poczucie, że warto o tym mówić, polecać dalej (dla sprawdzenia: www.spotkaniamalzenskie.pl).
Chcemy się w to zaangażować i mamy nadzieję że nasze możliwości na to pozwolą. Mieliśmy już jako takie rozeznanie, bo uczestniczyliśmy w takich „dialogach” jako narzeczeni, i bardzo się cieszymy, że trafiliśmy na to tak wcześnie- tyle rzeczy nam to ułatwia… Wracaliśmy z poczuciem, że tworzymy dobre małżeństwo, nasze podstawy są prawidłowe, więc teraz musimy dbać o to, pielęgnować nasze małżeństwo, żeby tak zostało.

Ostatnie tygodnie, miesiące spędzaliśmy na bardzo poważnych rozmowach (oczywiście, nie codziennie, bez przesady) i podjęliśmy dwie bardzo ważne decyzje. Mam nadzieję, że od decyzji do czynów i konkretnych sytuacji droga nie będzie bardzo długa… na pewno ten dialogowy weekend nas w tym wesprze dodatkowo.

Minął rok naszego mieszkania w Gdańsku, co uczciliśmy, odwiedzając całą rodziną Europejskie Centrum Solidarności. Odkąd Córeczka wróciła po wakacjach udawało się nam całkiem dużo zrobić- byliśmy w parku linowym (Adventure Park Kolibki, na granicy Sopotu i Gdyni) w pakiecie z kolacją w pierogarni Mandu na Oliwie, którą bardzo już chciałam odwiedzić i się
nie zawiodłam. Byliśmy na fajnym spacerze w lesie naokoło Jaśkowej Doliny zakończonym jedzeniem wegańskich burgerów, które- ku mojemu i Męża zaskoczeniu- bardzo Mężowi przypadły do gustu :) ECS wywołało u nas sporo wzruszeń, mimo, że jeszcze nie wszystko działa, to polecamy. Na początku września odwiedziła nas moja Sis, weekend był bardzo ciepły więc kąpaliśmy się w morzu i plażowaliśmy, zaliczyliśmy też przejażdżkę kołem widokowym, które wiele osób, w tym ja, nazywało „Gdańsk eye”, postawionym na Jarmark Dominikański. Jarmark się skończył (uff), koło jeszcze chwilę zostało i fajnie, bo pięknie uzupełniało krajobraz Głównego Miasta. Ja byłam już na jednym spotkaniu robótkowym po wakacjach, szykuję się na kolejne, młoda spędziła dwa dni w jednej z galerii handlowych, bo zarzucili dzieciaki milionami klocków lego i… było w czym budować to delikatne stwierdzenie. Udało się nam kupić rowery, stoją dumnie w nieużywanym kącie salonu ;) Zaliczyłam dwa
tygodnie jeżdżenia do pracy rowerem i dało mi to dużą satysfakcję, nawet mimo
zmęczenia. Bardzo się cieszę, że je mamy, że jeździmy, po Kocie to zdecydowanie najlepsze nabytki z naszego funkcjonowania tutaj :)
Teraz czas… no właśnie, trzeba pomyśleć co dalej, bo piętnastoletnie auto dogorywa nawet bardziej niż dwudziestodwuletni telewizor, umowa pozwalająca na wzięcie kredytu za chwilkę do mnie dotrze, ale… niekoniecznie nam się jakoś strasznie z tym śpieszy. Powolutku, ale konsekwentnie i do wszystkiego dojdziemy!

To tak w wielkim skrócie co u nas, mam nadzieję, ze uda się mi odzywać częściej.

poniedziałek, 15 września 2014

 

Dwa lata temu tańczyliśmy na naszym weselu... Pięknie było! Chętnie byśmy to powtórzyli, ale że to nie jest możliwe, oglądamy zdjęcia, wspominamy i wznosimy toast różowym winem, za dalsze wspólne piękne życie :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Trochę spóźniona jestem z tym ostatnim wyzwaniowym wpisem jestem, ale muszę się od razu usprawiedliwić- udało się wczoraj, mimo mojego silnego przeziębienia, zrealizować naszą małżeńską randkę, i wybraliśmy się do kina ("Lucy").

Dzisiaj musiałam się już wpakować pod kołdrę i koc, i nasmarowana Aromatolem piszę do Was, chwaląc się nowym adresem kontaktowym bloga:

Zapraszam do pisania :) Mam nadzieję uzyskać od Was pewne aktualizacje, proszę także o podsyłanie swoich adresów blogowych+ haseł, jeśli je macie. Mam nadzieję, że posiadanie nowego  adresu kontaktowego pomoże mi nawiązać lepsze z Wami kontakty oraz wsiąknąć z powrotem w blogosferę :)

 

Dzięki za bycie ze mną podczas wyzwania Uli- spodobało mi się, będę wyglądać następnych :)

 

 

 

Tagi: zabawa
13:29, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 sierpnia 2014

  Ula, uwielbiam Cię za tematy tego wyzwania, serio! :)

Znacie blogi Uli (senmai.pl i urszula-phelep.com)? Polecam serdecznie, ja trafiłam do niej szukając inspiracji i kursów rękodzielniczych (także na youtube). Wielu może się od niej dużo nauczyć!

 

Dawno temu założyłam sobie książeczkę, do której wpisywałam co fajniejsze cytaty, powiedzonka. Mam więc ich cały zbiór :) 

Mój ukochany cytat pochodzi z Seneki:
"Każdy jest na tyle nieszczęśliwy, na ile się za takiego uważa."

dla mnie ma znaczenie przewrotne- jeśli stwierdzam, że jestem szczęśliwa, to jestem. I mało co może mnie z tego stwierdzenia wyprowadzić :)

 

Na naszych zaproszeniach na ślub pojawił się cytat, który obojgu się nam bardzo spodobał, i rzeczywiście oddaje nasze podejście do małżeństwa, do Nas (autorstwa Erazma z Rotterdamu):
"O ile jest w ogóle niebo na ziemi
to można je tylko znaleźć
w szczęśliwym małżeństwie"

 

Mój ulubiony cytat znaleziony w sieci bardzo mi się przydaje w życiu (znalezione w podpisie któregoś forumowicza z forum.gazeta.pl):
"W dyskusji, nie zniżaj się do poziomu idioty, bo cię prześcignie doświadczeniem."

Tagi: zabawa
22:56, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »

    Kolejne fajne wyzwanie :)

    Aaaaby uporządkować moją kolumnę... najpierw zmieniłam szablon bloga :) Potem zmieniłam szerokość kolumny bocznej i głównej kolumny bloga, co chciałam zrobić już dawno, tylko... jakoś czasu i motywacji brakło :)

Okazało się, że ważne elementy kolumny już mam- jest archiwum, dostęp do nowszych wpisów, lista tagów. Łatwo więc dotrzeć do wcześniejszych wpisów. Blox nie jest najbardziej wymarzonym miejscem do projektowania swojego bloga, ale staram się jak mogę :) Zdjęcie z boku postaram się wstawić, a blog ten nie ma lansować mnie jako osoby prywatnej, dlatego nie ma odnośników do social mediów.

Poza dwoma najważniejszymi suwaczkami, w mojej kolumnie nie ma "rozpraszaczy" i reklam, więc kolumna jest- według mnie- przejrzysta. Linki czy więcej informacji o mnie są umieszczone na osobnych stronach. Mogę więc radośnie stwierdzić, że kolumna wygląda teraz całkiem nieźle!

A Wy co o niej myślicie? Może coś można jeszcze zmienić, udoskonalić? :)

Zapraszam do dołączenia do zabawy (jeszcze można!) lub choćby do zapoznania się z innymi blogami biorącymi udział w zabawie Sen Mai:


Tagi: zabawa
22:28, cinnamon.tea
Link Komentarze (1) »

    Dobrze się składa, że wzięłam się za to wyzwanie- bo obecnie jest to świetne pytanie. Miało się poukładać "wszystko", a niekoniecznie tak jest. Ufff, odpowiedzieć na pytanie, gdzie chciałabym być, jest też bardzo trafnym użyciem pytajnika...

    Za 5 lat...

... chciałabym wciąż robić to, co mnie tzw. "jara", a praca w biotechnologii to zdecydowanie coś, co powoduje, że czuję się w swoim żywiole. To, co wychodzi spod moich rąk, moje rękodziełka, też sprawia mi radość, pozwala na poznanie ciekawych ludzi. Zdecydowanie- zawodowo za 5 lat nie mam ochoty przenosić się nigdzie poza moje obecne obszary.

... moim wielkim marzeniem jest powiększenie rodziny, i jeśli udałoby się to w ciągu tych 5 lat, byłoby naprawdę pięknie. I tyle na ten temat :)

... chciałabym osiągnąć spokój. Życiowy, prawdziwy spokój. Nie po trupach, może osiągnięty przez dużą dozę kompromisów i ustępliwości, ale stabilny. I mój żołądek odpocząłby, i ludzi mi bliscy na pewno odczuliby to na plus. Tak więc chciałabym być otoczona spokojem, przede wszystkim.

... a jak mam sobie drobiazgi wizualizować, to nie chcę mieć nadwagi, dbać o zdrowie i urodę, oraz pojechać na te moje wymarzone wakacje na Bornholm ;)

... jest też jeszcze jedna kwestia... i chyba jestem już na to gotowa- za 5 lat chciałabym być w moim własnym (z Mężem i Córeczką oczywiście) mieszkaniu.

Ale co przyniesie mi los? Wiem już, że ciężko mnie złamać. Mając taką rodzinę, tym bardziej! Czuję się silna, mimo, że moja nerwowość daje o sobie znać najczęściej w pierwszej chwili pojawienia się problemu. Potem jest zawsze tylko lepiej. Wychodząc z takiego założenia, też mi lepiej pokonywać trudności. Może powinnam sobie życzyć, żeby i za 5 lat (za 10 i 20 lat także) odczuwać są samą siłę i optymizm? Chciałabym wierzyć, że to już tak będzie na stałe, i tego trenować nie muszę...

 

Do tego wpisu, jakże ważnego, zmotywowała mnie Ula z bloga senmai.pl:

Uwielbiam robić listy! Tym bardziej spodobał mi się pierwszy temat z wyzwania Sen Mai:

 

Jeszcze można dołączyć :) A ja sama uznałam, że to bardzo dobry pomysł na zmobilizowanie się i napisanie coś tutaj :)

Do końca sierpnia zostało praktycznie 10 dni. Dzisiaj wróciliśmy z krótkiego wypadu w rodzinne strony (prosto z pociągu pojechałam do pracy) i wpadam w wir roboty, bo mamy obecnie baaardzo intensywny czas w firmie. Dzieje się, oj dzieje :)

Dwa pierwsze punkty moich postanowień:

- zakończyć moją część tego "wiru" poprawnie, z ładnym raportem o czasie :)

- nie zapomnieć o życiu prywatnym- wybrać się z Mężem przynajmniej na dwie przyjemne "randki"- pójść do kina, oraz zrealizować zaproszenie na degustację czekolady.

Nawet jeśli nie uda się wykonać całej reszty, dwa powyższe punkty spowodują, że będę usatysfakcjonnowana z tego czasu :)

 

Jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia...

... przeczytać książkę; tą konkretną:

     Mąż jest nią zachwycony, a ja od nowa raduję się czytaniem :) Kryminał osadzony w powojennym Wrocławiu, w sam raz dla naszych kryminalnych gustów.

... wysłać 4 kartki z Postcrossingu

     od roku wysyłam kartki do Rosji i Niemiec. Jestem ciekawa, co mi się trafi w zamian :)

... uporządkować ciuchy swoje i Córeczki, ogarnąć jej pokój przed rozpoczęciem roku szkolnego

     nic miłego, ale jakie to potrzebne... moje półki z ubraniami to kwintesencja chaosu!

... kupić ROWERY!

     jesteśmy w trakcie procesu zakupowego i mocno trzymamy kciuki, żeby udało się nam w niedzielę wybrać na jakąś małżeńską trójmiejską wyprawę! Córeczka swój rower ma, a my dopiero spełniamy nasze marzenia o dwóch kółkach.

... szydełkować misie

     mam na "tapecie" 3 misie duże... i muszę zacząć pracę nad piętnastką mniejszych. Szaleństwo! Tak więc do końca sierpnia chciałabym skończyć te większe. Na taki termin wystarczy.

... obejrzeć odcinki Bones... aż do końca 9 serii

    ciężkie wyzwanie przy tylu zajęciach, jeszcze kilkanaście odcinków przede mną :)

 

A Wy? Jakie macie plany na koniec tego letniego miesiąca? Czekam na Was i zaraz zapraszam na następną część mojej realizacji wyzwania Uli :)

 

O autorze
Created by Wedding Favors Lilypie Kids Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers Od 15.03.13
Dodatki na bloga